26.03.2016

Mój ulubiony nie-ideał: Guerlain – Tenue de Perfection /recenzja/

Z podkładem Tenue de Perfection była taka historia: poszłam do perfumerii po Lingerie de Peau, o którym naczytałam się wiele pozytywów i miałam wielką ochotę wypróbować go na własnej skórze, a wyszłam z Tenue, ponieważ przemiła pani ekspedientka całkowicie wybiła mi z głowy LdP po tym, jak usłyszała o mojej mieszanej cerze. Gdy wychodziłam z perfumerii z Tenue de Perfection, byłam przekonana, że mój pierwotny pomysł był równie idiotyczny, co dobranie sobie podkładu w odcieniu tan do cery ivory lub popicie obiadu ketchupem. Ale im bliżej byłam domu, tym bardziej się wkurzałam na samą siebie, bo stało się to, czego zazwyczaj unikam: ktoś mi coś wcisnął, a ja przyjęłam to z wdzięcznością i jeszcze na odchodnym pomerdałam wesoło ogonkiem.


Przyznać jednak trzeba, że owo wciskanie nie było tak całkiem bez sensu. Moja cera bardzo mocno przetłuszcza się w strefie T, mam na skórze mnóstwo nieestetycznych zaczerwienień (z tego miejsca pragnę pozdrowić moje płytko umiejscowione naczynka), a podkład Guerlain ma za zadanie matować, porządnie ukrywać wszelkie skórne obciachy i jeszcze przy okazji nie obciążać. Wiele obietnic, ale podkład z półki premium łaski robić nie powinien.

Do tej pory miałam niewielkie doświadczenie z fluidami w cenie 70+ złotych, dlatego od pierwszej chwili urzekło mnie estetyczne, dopracowane opakowanie Guerlain. Ładnie wyprofilowana butelka z ciężkiego szkła, z precyzyjną pompką – no łał, luksus, przynajmniej w porównaniu z MAC-ami i śmieszniutkim, plastikowym Benefitem


Niewątpliwą zaletą Tenue de Perfection jest jego ochrona przeciwsłoneczna. SPF 20 i PA++ to już poziom, dzięki któremu nie boję się wyjść na ulicę bez kremu z filtrem. Oczywiście w sezonie słonecznym zawsze staram się traktować skórę SPF pięćdziesiątką, ale kiedy mi się spieszy, podkład zapewniający przynajmniej o połowę mniejszą ochronę jest bardzo pożądanym zjawiskiem w kosmetyczce, bo choć trochę zmniejsza ryzyko nabycia profesjonalnie świnkowej opalenizny oraz paru nowych zmarszczek w gratisie. 

Mój odcień to 01 Beige Pâle. Kupiłam go rok temu wczesną wiosną i – jak mi się wydawało – całkiem nieźle pasował do bladej po zimie skóry (zresztą to najjaśniejszy odcień z palety, więc jeśli chciałam wypróbować Guerlain, nie miałam nic do gadania). Zaaplikowałam go na twarz, zgrał się z cerą super (przy okazji: ślicznie pachnie!), a potem oddałam się czynnościom matczyno-kurzo-domowym. Pół godziny później zerknęłam w lusterko, żeby sprawdzić, czy podkład dobrze się uleżał i... i okazało się, że uleżał się wybitnie źle. Co najmniej o jeden ton gorzej, niżbym sobie tego życzyła. Nie spodziewałam się, że coś, za co zapłaciłam prawie 250 złotych, może się tak brzydko i mocno utleniać na twarzy. Już na zdjęciu poniżej możecie zauważyć, że wyschnięty brzeg mojej próbki na dłoni wyraźnie ściemniał względem wciąż mokrej reszty. No słabo. Aha, pani w perfumerii po spojrzeniu na moją skórę fachowym okiem poleciła mi numer 02. To ja się uparłam, że chcę jedynkę. Może czegoś nie wiem i – wbrew wszelkim prawidłom kosmetycznego świata – dwójka byłaby jaśniejsza?* 


No więc wiecie już, że Tenue de Perfection wcale taki perfekcyjny nie jest. Właściwie po pierwszej aplikacji uznałam, że jest beznadziejny i wpakowałam go niezbyt głęboko do szuflady z zamiarem puszczenia dalej w świat. Dzięki namowom pewnej rozsądnej istoty postanowiłam zatrzymać TdP do lata i sprawdzić, co się wydarzy, gdy zacznę go stosować na ocieploną słonecznymi promykami twarz.
Lato nadeszło i... szok. Beige Pâle pasuje idealnie! Przy aplikacji trochę za jasny, ale po paru minutach na twarzy tssssst, szybkie tlenowe przypiekanie i oto mamy fresz bejkt Agatę w odcieniu zupełnie standardowym, naturalnym i właściwym. Et voilà!

Sam podkład wydaje się dość ciężki jak na wakacyjną smażalnię, ale zaskoczył mnie trwałością. Używałam go w zeszłym roku w trakcie tatrzańskiego urlopu i przez resztę miejskiego lata. Zrobiłam też coś nietypowego (przynajmniej dla siebie) i któregoś dnia postanowiłam wypaćkać się rano przed wyjściem na szlak. Delikatna, cienka warstwa zapewniła mi całkiem przyzwoite pamiątkowe fotografie – pierwszy raz w życiu nie byłam różowa na zdjęciach z górskich szczytów! – choć oczywiście przy dużym wysiłku fizycznym i/lub wysokiej temperaturze potrafił się trochę zetrzeć z nosa, brody czy z okolic kości policzkowych. Wiadomo, że w idealnym świecie sportowców w ogóle nie powinno go być na mojej twarzy, ale pierwszego dnia byłam ciekawa, jak się zachowa odrobina tapety w tych nietypowych okolicznościach przyrody, a potem już nie widziałam powodu, by nie nakładać Tenue de Perfection (przy okazji spełniał funkcję ochronną przed agresywnymi atakami słońca).

Bardzo podoba mi się jego krycie, które można budować od średniego do mocnego, i jednoczesny brak efektu maski. Dotychczas świat podkładów wydawał mi się zero-jedynkowy: albo miałam na twarzy coś lekkiego i lekko kryjącego, albo tradycyjną szpachlę typu Revlon Colorstay, która ukrywała wszystko, włącznie z rysami twarzy. Tu mamy coś pośredniego: niezbyt ciężki fluid, który zakryje większość niedoskonałych miejsc na twarzy, ale nie rozwiąże wszystkich skórnych problemów. Kolejny plus: nie zapycha. Podkładowi nie mogę też odmówić właściwości matujących – oczywiście w upale czarodziejskie moce nie wystarczają na długie godziny, ale ewidentnie jest to podkład, który rozumie, o co chodzi w zmatowieniu cery. Gdyby nie zbyt ciemna paleta kolorów, używałabym Tenue de Perfection przez okrągły rok, bo według mnie w chłodnych miesiącach spisywałby się jeszcze lepiej.

To nie jest podkład dla każdego – widziałam w internecie różne opinie na jego temat – ale w duecie z bibułkami matującymi staje się mocnym zawodnikiem. Choć nie jest idealny (przecież paskudne ciemnienie prawie go zdyskwalifikowało!), w tym sezonie bardzo chętnie do niego wrócę.

Ciekawostka na koniec: kilka miesięcy później zakupiłam Lingerie de Peau i... jest dobrze! Szczegóły niebawem.

Pojemność: 30 ml
Cena: ok. 250 zł
Ocena: 4/6

*A propos nieprawidłowości w tym, co winno być prawidłowe: Guerlain też trochę komplikuje nam życie, bo jasne odcienie to zarówno 01, jak i 12 – ten drugi to Rose Clair, jasny podkład z różowymi tonami. 

24 komentarze:

  1. Kiedyś bardzo go lubiłam. Ponieważ moja buzia jest mega kapryśna wzięłam ostatnio próbkę, ponieważ planuję zakup nowego podkładu i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu kolor 02 (mój dotychczasowy ideał) zaoksydował na brzoskwiniowo..... ciśnie mi się na usta tylko "I Ty Brutusie..."
    Nienawidzę testować podkładów. Rzadko który wychodzi z tej próby z honorem.

    P.S. Wesołych Świąt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, a próbowałaś Parure de Lumiere? Ciekawe, czemu kiedyś tak dobrze ten TdP się u Ciebie sprawdzał, a teraz tak słabo wyszło. Może skoro u Ciebie poszło w tę stronę, to u mnie kolejna flacha Tenue nie będzie oksydować? ;)

      Usuń
    2. Lumiere zbyt szybko powoduje przetłuszczanie się cery. Poza tym ja mam przebarwienia na twarzy więc potrzebuję większego krycia, którego Lumiere niestety mi nie zapewnia :-/
      Przy mojej cerze wiele podkładów szaleje w ten sposób :-)

      Usuń
  2. Nie znam niestety podkładu i chyba nigdy nie poznam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam próbkę któregoś z nich (a może nawet dwóch z nich? Ale nigdy nie pamiętam, który jest który, bo wszystkie mają podobną nazwę). W każdym razie 02 był dla mnie za ciemny i jeszcze oksydował, z kolei 01 był kolorem różowym, także dla mnie nie za bardzo. Może i mają super właściwości, ale Guerlain nie wyszedł tutaj na wprost oczekiwaniom bledszych użytkowniczek, także ja podziękuję. Prawie wcale się nie opalam, także zima, czy lato - używam tych samych odcieni podkładów. Także nie, ze względu na te kolory i na cenę to nie będę kupować, bo rozjaśniać podkład za tyle monet mi się nie będzie chciało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze Parure de Lumiere, może on ma różową jedynkę?
      Mnie się podobają oba przetestowane podkłady Guerlain, ale rzeczywiście sporo można im zarzucić, a już na pewno nie powinny oksydować. I bez sensu, że każdy podkład ma inną gamę kolorystyczną, bo np. 01 Lingerie de Peau jest sporo jaśniejszy od 01 Tenue de Perfection.

      Usuń
  4. ja rozumiem, że latem kolor Ci pasuje i jesteś zadowolona z właściwości podkładu, ale i tak nie powinien ciemnieć. nie ta marka, nie za tę cenę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz oczywiście rację. Nie mogę mu wybaczyć tego ciemnienia i po zużyciu tej butelki i tak będę dalej szukać ideału. Może wreszcie czas sprawdzić Double Wear!

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że light!

      Usuń
  5. trsszkę ciemnieje ale na twarzy ladni wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wygląda bardzo dobrze, dlatego nie zdyskwalifikowałam dziada :)

      Usuń
  6. Rose Clair musze obadać bo ten Twój nie dla mnie ;D I ja pozdrawiam Twoje naczynka ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam parure de lumiere ale czeka aż revlonm wyzionie ducha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawa jestem tego Parure de Lumiere, też się naczytałam pochwał wielu!

      Usuń
  8. Miałam kiedyś ten podkład i ze względu na ciemniejący kolor już do niego nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się dziwić, też mnie denerwuje to ciemnienie, szczególnie w tej cenie.

      Usuń
  9. Ja mam wielką wielką ochotę na MUFE HD. Ciebie nie kusi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusi, ale nie chcę na razie kolejnej flaszki w szufladzie. Chyba.

      Usuń
  10. Strasznie mnie wkurza to ciemnienie , bardzo nie lubię jak to się dzieje przy podkładach. Miałam kiedyś taki diora i bardzo mnie to wkurzało. Obecnie prowadzę sobie takie doświadczenie, że używam jedynie tanich kosmetyków, ale oczywiście staram się wybierać te, które mają dobre składniki. I tak narazie fajny odkryciem jest dla mnie podkład Ideal Face Ingrid, tusz tej marki też bardzo mi odpowiada. Fajna rzcez bo wcześniej używałam tylko tych z wyższej półki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tez tak bardzo chcialam lingerie de peau, ale mnie tez przekabacono - na krem BB z tej linii. I w sumie jestem nim zachwycona (jest naprawde, naprawde super!) i jednoczesnie wkurwiona, ze nie kupilam tego, co chcialam, bo jestem nieasertywna cipa. Czekam wiec az sie skonczy - a uzywam go od pazdziernika codzienne i konca nie widac - i wtedy sobie w koncu kupie podklad, bo idzie lato, logicznie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no to piona!
      Kup sobie podkład na lato. U mnie ciężki Tenue de Perfection okazał się w wakacje lepszy od tych wszystkich leciutkich bebików sryków.

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o droższe podkłady, to ja jestem zadowolona z MUFE. Co prawda na razie mam Face&Body dla sucharków, ale nie wykluczam, że kolejne nasze spotkanie odłóżę w czasie, żeby przetestować HD.
    MAC wcale nie ma takich złych tych szklanych butelek na podkład, ejże!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma złych, ale luksusowe też nie są ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger