05.03.2016

Uważajcie na Truskawkowych zakupach!

Dwa lata temu zachwyciłam się sklepem Strawberrynet.com, który mimo wkurzającej szaty graficznej (teraz jest nowa, w sumie niewiele lepsza), zauroczył mnie nieskończenie wielką ofertą i świetnymi promocjami. Wszyscy, którzy poznali Truskawkę, wiedzą, że można się po niej spodziewać darmowej wysyłki, wielu rabatów, dobrego programu lojalnościowego i mnóstwa kosmetyków  niedostępnych w Polsce. Raj dla zakupo- i kosmetykoholiczek. 

Niestety, im dłużej obserwowałam ten sklep, tym mniej mi się podobał. Zdarzyło mi się nabyć tam m.in. całkiem wysuszony tusz do rzęs bareMinerals i zjełczałą pomadkę niedostępnej u nas Laury Dorf. Często można tam znaleźć limitki kolorówki sprzed dwóch i więcej lat, co najpierw mnie cieszyło (trafiają się fajne rzeczy w dobrej cenie, które przegapiłam lub wcześniej o nich nie słyszałam), ale potem zaczęło zastanawiać, bo choć w przypadku kosmetyków kolorowych, szczególnie tych pudrowych, nie trzymam się sztywno dat ważności, zrozumiałam, że nie taka piękna Truskawka, jak ją malują.

Przy okazji ostatnich porządków w moich malejących na szczęście zapasach, zainteresowałam się paroma kremami, które czekały na otwarcie nawet kilkanaście miesięcy. Tak oto wyłuskałam z folii ochronnej matujący, przeciwstarzeniowy krem na noc Lierac i postanowiłam się za niego zabrać. Nie znalazłam daty ważności na opakowaniu, ale szybki skan poczty pokazał mi, że zakupu dokonałam pod koniec 2014 roku. No cóż, najwyższy czas go zużyć, prawda? Warto wspomnieć o zasadzie, która mówi, że kosmetyki niemające podanej daty ważności są zdatne do użytku przez pięć lat od chwili, gdy zeszły z taśmy produkcyjnej. To zadziwiająco dużo czasu, prawda? 


Krem wyglądał estetycznie, zrobiłam mu bardzo wyjściowe zdjęcia i zabrałam się za wklepywanie. Jedyne, co mi się nie podobało, to jego niesympatyczny zapach. Nie był to jednak aromat starej skarpety, konsystencja też była normalna, więc zaaplikowałam go wieczorem, potem następnym, jeszcze jednym, aż minął tydzień. Nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków na skórze, ale po tygodniu – z powodu zapachu – zaczęłam mieć wątpliwości, czy na pewno wszystko okej z tym lierakiem. Poszukałam opinii w internecie i odkryłam dwie rzeczy: nikt nie narzeka na brzydki zapach Mat-Chrono, a poza tym... tej linii już nie ma w sprzedaży. I wtedy mnie oświeciło. Przypomniałam sobie, że jest strona, na której można sprawdzić datę produkcji wielu kosmetyków na podstawie numeru partii. Wpisałam mój krem i... padłam.


Dwa tysiące KTÓRY?! W kwietniu 2007 jeszcze nie zeszłam się z mężem (to miało nastąpić dopiero kilka miesięcy później), zostały trzy lata do katastrofy w Smoleńsku, pisałam pracę roczną z historii literatury na UW i nawet nie wpadłam na to, że mogłabym kupować jakiś specjalistyczny krem do nocnej pielęgnacji. Wystarczały mi malutkie słoiczki Ziai, a od czasu do czasu biała wersja kremu Nivea. Szeroko pojęty kosmetyczny świat miałam dość głęboko w anusie, a ten nieszczęsny Lierac już wtedy pojawił się na świecie i czekał cierpliwie, aż go kupię.

Dziewięcioletni Mat-Chrono na mojej twarzy, a wszystko dzięki Truskawce. Nawet gdybym zużyła go zaraz po zakupie, byłby grubo po dacie ważności. To odkrycie sprawiło, że zaczęłam grzebać w szafkach i szufladach i wyciągać wszystko, co kupiłam na Strawberrynet. Nie znalazłam wprawdzie niczego podobnie antycznego, ale w kilku (szczególnie kolorówkowych) przypadkach daty produkcji były i tak odległe. Na szczęście odnalazłam też kilka kosmetyków pochodzących zdecydowanie z naszej epoki, w tym serum John Masters Organics, którego obecnie używam. Uff, co za ulga.

Tu swatch pomadki, która miała idealny odcień brudnego różu i śmierdziała łojem na kilometr.

Truskawka często kusi nas promocjami -70% lub sprzedaje w okazyjnych cenach produkty, które nie mają oryginalnych opakowań (że niby pochodzą z opakowań zbiorczych lub pudełka zniszczyły się w magazynie). Jeśli mogę Wam coś poradzić: nigdy nie korzystajcie z tego typu promocji, bo podejrzewam, że właśnie na tych wirtualnych półkach znajdziecie najwięcej staroci. Niestety, nigdzie nie ma gwarancji, że produkty nieprzecenione będą świeże. O, na przykład zatrzymajmy się przy serii Mat-Chrono. Na stronie na szczęście nie ma już mojego kremu, ale jest nawilżająco-matujący żel do twarzy – w dodatku w zupełnie niepromocyjnej cenie. Możliwe, że mieści się w pięcioletniej dacie „półkowej” ważności, ale ja... na pewno nie wrzucałabym go do koszyka.

Nie mam zamiaru całkowicie zniechęcać Was do zakupów na Truskawce. Sama też pewnie jeszcze od czasu do czasu skorzystam z ich oferty (o, na przykład chętnie ponowię zakup podkładu Guerlain Parure de Lumiere w odcieniu 01 – niedostępnym w polskich drogeriach). Zalecam jednak dużą ostrożność i nieporywanie się na kolejne „promocje życia”. Zanim wrzucicie do koszyka krem za jedną trzecią jego ceny rynkowej, sprawdźcie, czy przypadkiem nie został wycofany z produkcji w czasach, gdy kosmetyki z zagranicy kupowało się w Baltonie.


EDIT: Przy sprawdzaniu dat produkcji możecie skorzystać ze strony CheckFresh. Wydaje się jeszcze bardziej pomocna, na przykład przy niektórych kodach zaznacza, że producent powtarza numerki co 10 lat (taka informacja wyskoczyła mi, kiedy sprawdzałam – na szczęście świeży! – tusz Collistar).

58 komentarzy:

  1. No to ładnie 2007 rok. Ja zwykle na truskawce kupuje perfumy lub kolorówke póki co wszystko było ok ale dat nie sprawdzałam. Kiedyś na yt ktoś mówił ze mozna zwrócić im produkt nawet otwarty i niby niema problemu. Aż sie boje sprawdzić datę mojego guerlain ale czeka w kolejce wiec juz go i tak nie zwrócę hehe ach te zapasy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stronie napisali, że nie przyjmują otwartych.

      Usuń
  2. Na antykach się nie poznałaś, no wiesz :D. Ja na razie mam jakieś obawy w stosunku do PayPala, więc zagraniczne zakupy są dla mnie tematem zamkniętym. Nie mam też karty kredytowej. Pozostaje mi buszowanie w swojskim bagienku - a i tu zdarzają się kwiatki; może nie jest to sytuacja porównywalna do Twojej, ale bardzo zbulwersowałam się, gdy w grudniu kupiłam krem ważny do lutego następnego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś używałam PayPala bez potwierdzania karty i to jakoś tak wyglądało, że PayPal nie ciągnął z karty kasy, tylko musiałam ręcznie robić przelewy na konto PayPal na określoną kwotę. Jak ją zużyłam, to nikt nie miał prawa sam sobie niczego pobierać. Nie wiem, czy to Cię uspokaja, ale warto wiedzieć, że jest też taka opcja :).

      Usuń
  3. Kremu z 2007 toku to bym się naprawdę nie spodziewała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też nie. Wszystkim teraz trzeba patrzeć na ręce :/

      Usuń
  4. W 2007 to ja zdawałam maturę. Twój wpis, oprócz zniechęcenia mnie do truskawki (do której i tak nie pałałam specjalnym entuzjazmem), uświadomił mi, że w przyszłym roku dziesięciolecie i może fajnie by było się spotkać z klasą z LO. Oraz to, że jestem stara, prawie tak jak ten Lierac! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D cieszę się, że mogłam pomóc rozkminić rzeczywistość ;)

      Usuń
  5. Truskawa jakoś zawsze mnie odpychała, może to dlatego, że trochę znam się na kolekcjach i jak widzę w sklepie taką sprzed niemal dekady, to robi mi się słabo i nie chcę takiego miejsca wspierać. Niestety temat staroci to temat rzeka i po prostu obsesyjnie te daty trzeba sprawdzać (najlepiej apka w telefonie), bo i w Sephorze i Douglasie sprzedają kosmetyki wyprodukowane wiele lat temu. Mnie włosy stanęły dęba, jak poznałam kilka lat temu stronę Checkcosmetic i zaczęłam sprawdzać swoje nowinki zakupowe i np. podkład Clarinsa kupiony w 2013 r. został wyprodukowany w roku 2009 a to akurat był całkiem popularny podkład. Nikt mi nie wmówi, że podkład leżący tyle lat w świetle tych upiornych lamp i zdecydowanie zbyt wysokiej temperaturze jest nadal świeży... Od tego czasu sprawdzam wszystko i najchętniej kupuję nowości. Niestety, ale wydaje nam się, że takie miejsca jak Sephora czy Douglas są bezpieczne a tak wcale nie jest, przecież rynek jest tak zalany kosmetykami, że nie ma szans, aby każdy z nich sprzedawał się w ciągu roku czy dwóch. I tak te wszystkie podkłady, pomadki, kredki itp. leżakują i sobie w ciepełku jełczeją a my je kupujemy za horrendalne pieniądze :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, widziałaś jakieś kolekcje limitowane sprzed lat?? A pamiętasz, jakie??
      Mnie się ostatnio zdarzyło, że w Sephorze kupiłam kredkę na przecenie i śmierdziała okropnie. To mój ostatni zakup u nich z koszyka SALE.

      Usuń
    2. Hahaha, właśnie chciałam wejść a okazuje się, że w Niemczech (chwilowo tu mieszkam) strona jest zablokowana :D

      Usuń
  6. Nie znam tego sklepu, ale krem z 2007 roku to już przesada :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo zbierałam szczękę z podłogi :)

      Usuń
  7. Ja już bym nie zrobiła zakupów na takiej stronce:D Wiadomo, dobre ceny kuszą, ale skoro sklep pozwala sobie na coś takiego, to więcej niż pewne, że to nie był pierwszy i ostatni raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku nie chodzi już o dobre ceny, tylko o dostępność. Ale fakt, może lepiej poszukać podkładu Guerlain w odcieniu 01 na jakiejś innej stronie...

      Usuń
  8. Nie słyszałam wcześniej o tym sklepie na szczęście. W dzisiejszych czasach na wszystko trzeba zwracać uwagę, to jest aż męczące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zwyczajnie po ludzku męczy. Ja ostatnio obsesyjnie sprawdzam wszystko, bo niedawno zdarzyło mi się też kupić o 2 tygodnie przeterminowaną kaszkę dla dziecka! Szybko chwyciłam opakowanie w sklepie i nie sprawdziłam, bo przecież matki ciągle je kupują, te kaszki mają dwuletnie daty ważności, a to było w Piotrze i Pawle, a nie jakimś małym sklepie. No ale okazuje się, że wszędzie trzeba być czujnym...

      Usuń
  9. przyznam, że aż mnie zatkało. to jest straszne oszustwo, krętactwo i naciągactwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, odechciewa się zakupów online.

      Usuń
  10. Ja niestety trafiłam w TkMaxxie na kosmetyki, które po rozkodowaniu miały datę produkcji w okolicach 2006 i 2007 roku. Całe szczęście, że zawsze się wczytuję w informacje na opakowaniu.
    Jestem z tego dumna, że jestem upierdliwą klientką :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale sprawdziłaś to jeszcze w sklepie? Jeśli tak, to szacun :)

      Usuń
  11. Nic jeszcze nie kupiłam na Truskawce, ale teraz się zastanawiam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet w Sephorze zdarzają się takie historie, ale fakt, trzeba mieć oczy otwarte i uważać na każdym kroku :/

      Usuń
  12. Dzięki za wpis! :) A ze stronki skorzystam, bo przyznam szczerze, że znalazłam dwa kremy w zbiorach, które są nieco podejrzane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.checkfresh.com <-- tu jest jeszcze jedna, na której może będzie parę brakujących marek.

      Usuń
  13. Ja parę razy tam kupiłam, ale akurat trafiałam na "świeżaki". Przegięcie z tą datą:/

    OdpowiedzUsuń
  14. wow... Do tej pory moim rekordem był zakup przecenionej kredki do oczu w Naturze, która miała - jak się potem w domu okazało - już pięć lat na karku, ale stwierdziłam że za takie psie pieniądze nie będę reklamować i po prostu wyrzuciłam. Mam nadzieję, że napiszesz do sklepu z jakąś skargą, bo to jest kpina z klienta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie śmierdziała, to trzeba było używać i się cieszyć, że w promocji! :P

      Usuń
  15. Nie jesteś sama, też trafiłam tam raz na stary krem, a tani nie był. Od tej pory od truskawki trzymam się z daleka, szkoda ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieotwarte produkty zawsze można zwrócić, ale tyle z tym zachodu...

      Usuń
    2. Wychodzi mi data produkcji 2002-08-12...
      Chyba zabiję ludzi z Wispolu...
      Napisałam do Gosha z zapytaniem czy jest możliwe coś takiego...

      Usuń
    3. Ewa, to chyba niemożliwe :-O może ta strona coś źle rozkodowała?? Ja jak zobaczyłam mój 2007, to sprawdziłam, czy w tym roku w ogóle ten krem był w ofercie Lieraca, ale niestety – był, znalazłam jego opinię z 2007 na wizażu...

      Usuń
    4. Wiesz, na tej stronie CheckFresh po sprawdzeniu tuszu Collistara wyskoczyło mi, że „Notes: the codes are repeated every 10 years”. Możliwe, że Gosh też tak robi i masz produkt np. z 2012.

      Usuń
  16. Niestety na stronce którą podałaś nie można sprawdzić kosmetyków Gosh... Ktoś ma pomysł gdzie można?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie znalazłam taką stronę: http://www.checkfresh.com Tutaj widzę Gosha, sprawdź, czy działa.

      Usuń
  17. No masakra... Ale rzeczywiście ja od ponad roku interesuję sie kosmetykami Lierac, ale takiego zielonka jeszcze nigdy nie widziałam...
    ja ostatnio kupiłam w sklepie internetowym Douglasa maskę do włosów Collistara i o dziwo zauważyłam, że ma inny, dużo gorszy skład... Nie wierzę, żeby producent zmeinił formułę na gorszą, więc pewnie maska jeszcze z jakiegos starego sortu. Powędrowała spowrotem do sprzedawcy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cała historia z Truskawką w ogóle otwiera oczy. Człowiek czuje się taki bezpieczny, jak zamawia w znanych, sprawdzonych miejscach. Okazuje się, że wszędzie trzeba uważać!

      Usuń

  18. Dobrze, że ci nie zmasakrowało twarzy. Mam ograniczone zaufanie do zbyt dobrych ofert na rzeczy, które normalnie są drogie i chyba dlatego omijalam dotąd ten sklep. Teraz się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eeej, ty na początku było nucenie motywu z Indiany Jonesa, ale gupi blogspot zeżarł.

      Usuń
  19. Ja mam manię sprawdzania dat ważności/produkcji wszystkich kosmetyków na tych stronkach CheckFresh, itp. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. A no wlasnie - niestety Truskawka sprzedaje stare kolekcje/kosmetyki, ktore zostale wycofane pare lat temu i takie sa efekty. Mnie od tej strony odsraszylo pare komentarzy dziewczyn, ktore pisaly, ze niestety kupily na truskawce podrobiony produkt :/ Co prawda dostaly zwrot pieniedzy, ale nie chce kupowac na stronie, ktora moze mi sprzedac podrobke, a jak nie, to przeterminowany produkt :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podróbki jeszcze mi się nie przytrafiły. oni zapewniają na stronie, że wszystko mają oryginalne, ale podejrzewam, że Truskawka działa na zasadzie jakiejś sieci dostawców i wśród nich trafiają się nieuczciwi.

      Usuń
  21. Ja rozumiem niższa cena, ale żeby przeterminowany produkt sprzedawać? Bardzo nieładnie....

    OdpowiedzUsuń
  22. do mnie z turskawki tez przyszlo kilka nieświeżych kosmetyków,więc jej podziękowałam wiele lat temu i nie zaglądam nawet na tą stronę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie prawie codziennie napindala ich newsletter, muszę coś z tym zrobić.

      Usuń
  23. Sporadycznie robię zakupy na Truskawie i jeszcze się nie przejechałam (nie wliczając tych żenujących gratisów). Kiedyś szukałam info o jakimś cieniu w kremie i okazało się, że od dwóch lat nie ma go w sprzedaży :/ Od tamtej pory jestem czujna.
    A co do kremu - pocieszyłaś mnie myślą, że masz egzemplarz kupiony w 2014 ;) Serio, sama właśnie zużywam zapasy, które niedługo kończą datę ważności ;D Nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratisy są wyborne. Najbardziej urzekły mnie pędzle w którymś zamówieniu. Bazarek za pińć złoty się kłania ;)

      Usuń
  24. robie zakupy na Truskawie od kilku lat i odpukac ale jak narazie same sukcesy. Aczkolwiek nie raz budzą watpliwosci, a ich interfejs jest malo godny zaufania hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dobre podsumowanie tego pożalsięboże lejautu ;)

      Usuń
  25. Kiedyś robiłam u nich zakupy bardzo często (też mi się kiedyś trafił stary krem) ale zraziłam się kiedy po jakimś czasie nie kupowania usuneli mi konto z wszystkimi moimi zniżkami,a było tego sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już w ogóle lipa. Ciekawe, co na to regulamin – nigdy nie doczytałam o usuwaniu konta za przewinienie w postaci długiej nieobecności.

      Usuń
  26. O hahahhahaha widze że nie tylko ja robię takie zakupy, ja tak kupilam pomadke z Maca ;D

    OdpowiedzUsuń
  27. w maju 2007 poznałam mojego męża :) na truskawie nic nie kupiłam, bo moja zasada brzmi - nie kupuj na stronach, które wyglądają, jak z poprzedniej epoki :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger