26.04.2016

Meet Beauty po raz drugi

Ach, cóż to była za sobota! Tak bardzo intensywna, że gdy minęła 22:00, razem z Gosią ziewałyśmy nad XXL drinkami, a potem – zamiast uderzyć do Capitolu na afterparty – grzecznie oddaliłyśmy się w stronę naszych barłogów. Może to starość, a może jednak wyczerpały nam się bateryjki od nadmiaru wrażeń? O ile pierwsza edycja Meet Beauty miała pewne niedociągnięcia, tym razem wyszłam z konferencji cała w skowronkach, wróblach i innych bocianach. No dobra, bez bocianów. Zdecydowanie bez nich. 


Na początek wspomnę o tym, że przeprowadzka z Babki Do Wynajęcia na Stadion Narodowy to pozytywna zmiana jakościowa. Przestrzeń konferencyjna stadionu jest lepiej zorganizowana, a nieporównywalnie przyjemniejsza akustyka sprawiła, że nikt nikomu nie przeszkadzał, niczego nie zagłuszał i nie było takich sytuacji, jak przy poprzedniej edycji, kiedy to trudno było się zorientować, czy jest się na warsztatach makijażowych, czy może paznokciowych, bo do mózgu docierały na zmianę treści o podkładach do gęby i podkładach do lakieru. Tu zero problemu: sala wykładowa była dobrze odseparowana od korytarza (mimo otwartego wejścia), a warsztaty odbywały się za zamkniętymi drzwiami w salach konferencyjnych, a nie za kotarą, jak to miało miejsce w ubiegłym roku. Mam wrażenie, że atmosfera też była lepsza, ale może po prostu to ja poczułam się pewniej za tym drugim razem.

Spójrzcie, Balbina Ogryzek zrobiła dla nas ciasteczka! Były maślane, pyszne i w ogóle rozczulające.  A w Warszawie wreszcie wiosna! Doskonała pora na urealnienie kilku miłych internetowych znajomości.



W tej edycji postawiłam na wykłady, dlatego nie powiem Wam nic na temat warsztatów z markami Lirene, Tołpa i Indigo. Z czystym sumieniem mogę za to pogłaskać po głowie Tobiasza Kujawę i Martę Lech-Maciejewską: ich wykłady były ciekawe, inspirujące, pełne humoru i dawały pozytywnego kopa na dalszą blogową drogę. 

Tobiasz to autor bloga Freestylevoguing.com. Na co dzień pisze o modzie, ale wszyscy zajmujemy się nadawaniem o wszelkich formach upiększania siebie, więc nic dziwnego, że znalazł się na Meet Beauty i miał nam coś ciekawego do przekazania. Już sam wygląd Tobiasza hipnotyzował, a akademickie doświadczenie w przemawianiu do ludu sprawiło, że czas dziwnie przyspieszył. Uwielbiam pozytywnie zakręconych ludzi, a Tobiasz zdecydowanie do nich należy. Przypomniał mi o czymś ważnym: że najlepszą metodą redakcji własnego tekstu jest przeczytanie go na głos, a najzdrowszym odruchem blogera, szczególnie w przypadku kontrowersyjnych lub trudnych treści – wstrzymanie się z publikacją do następnego dnia. Istotną kwestią, którą poruszył, była relacja bloger vs. czytelnik. Pojawiły się też refleksje dotyczące relacji blogera ze sobą, a przy tej okazji padło hasło: „Prowadzenie bloga to poznawanie samego siebie” – jedna z bardziej trafnych myśli, jakie w ostatnim czasie usłyszałam na temat blogowania, i choć brzmi jak niespecjalnej urody frazes, to jednak jest bardzo prawdziwa. 

W wolnej chwili zerknijcie tutaj i zobaczcie, jak bardzo strój może zmieniać człowieka (i jaki z Tobiasza... hmmm... intrygujący kameleon!). 

Druga świetna prelegentka, Marta, wraz z mężem Jankiem i swoją niewielką latoroślą prowadzi bloga Superstyler.pl. Opowiadała nam o potędze Instagrama i o tym, ile można z niego wycisnąć (popularności, kasy, satysfakcji). Marta jest pełną charyzmy młodą mamą, której chce się słuchać i która sprawiła, że po wykładzie od razu miałam ochotę zostać instakrólową. Pomysł na sukces mam gdzieś na końcu zwojów nerwowych, więc nie znacie dnia ani godziny! A tak serio, było i o postępującym lenistwie internautów, i o coraz gorzej funkcjonujących hashtagach, a – co za tym idzie – potrzebie tworzenia własnych, i nawet o tym, co trzeba pokazać na zdjęciach, by świat oszalał na ich punkcie (dywan z IKEA, biała pościel, niemowlę...). Przysięgam, że oddałabym mocz ze śmiechu na konferencyjne krzesełko, gdyby tylko nie było to tak wstydliwą sprawą. Marto, jesteś superświetna!


W napiętym harmonogramie znalazłam na szczęście czas na zwiedzenie strefy marek. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to ogromne stanowisko marki Indigo, a także ichniejsza przepiękna, wiosenna ścianka. Niestety, światło było dość kiepskie, więc nawet nie próbowałam uwieczniać się na tle tych uroczych kwiatków (niefotogeniczna ja + kwiatki + złe światło = zło, rozpacz i potrójne facepalmy przy późniejszym oglądaniu zdjęć). Indigo oferowało manikiur hybrydowy i możliwość powąchania i wymacania kosmetyków pielęgnacyjnych. Śliczna, uśmiechnięta przedstawicielka marki naprawdę zachęcała całą sobą do zatrzymania się tam na dłużej. Warto wspomnieć, że po wizycie u Indigo komfort konferencyjnych spacerów wyraźnie zmalał, a to za sprawą torby pełnej kosmetycznych prezentów, którą na odchodne wspomniana uśmiechnięta pani wręczała każdej zbłąkanej owieczce. 

Widoczna na zdjęciu kolejka ustawiła się do stanowiska firmy Henkel. Można tam było zbadać kondycję włosów, a oprócz tego pooglądać w gablotach (sic!) nowości marki. Dowiedziałam się, że mam dużo włosów i że są nieco zniszczone, co zdziwiło mnie podwójnie, bo: a) w ostatnich latach straciłam 2/3 tego, co miałam na głowie, b) suszarki i produktów do stylizacji używam od tygodnia (nowa fryzura, nowe wyzwania) – wcześniej każdy blond kłak na mojej głowie sechł i układał się według własnego widzimisię i bez pomocy kosmetycznych krasnoludków. Podobne stanowisko badawcze oferowała marka Pilomax, ale nie widziałam potrzeby dublowania badań, szczególnie że Pilomax towarzyszył nam w czasie pierwszej edycji (no wiecie, wszędzie kolejki jak po kiełbasę w czasach kryzysu – trzeba było z pewnych rzeczy zrezygnować).

Lirene w trakcie Meet Beauty promowało swój nowy podkład No Mask, a także serię pielęgnacyjną z witaminą D ProVita D. Podkład do testów dziewczyny dostały w trakcie warsztatów, ale Gosia odstąpiła mi swój, bo kolor 01 wydał jej się za jasny. Gosiu, to był błąd – najjaśniejsza jedynka jest i tak dość ciemna, więc w sezonie zimowo-wiosennym jeszcze byłaby dla Ciebie okej. Ja muszę poczekać do lata, bo na razie odcina się od szyi, a szkoda, bo właściwości ma obiecujące – nie świecę się w strefie T przez kilka godzin! Tylko dlaczego polska marka nie ma dla Polek odpowiednio jasnego odcienia? 


Henkel oferował nie tylko badanie włosów (jak widzicie, skorzystał również nasz rodzynek Michał). Na warcie czekali fryzjerzy, którzy co prawda nie robili spektakularnych metamorfoz, bo nie używali nożyczek, ale za to chętnie ożywiali nawet najbardziej oporne i ulizane włosy. Żałuję, że nie skorzystałam, ale kolejka się nie kończyła, a ja miałam tyyyyyyle rzeczy do obejrzenia...

Bardzo interesujące było stanowisko Eveline. Marka zapraszała na manikiur (tym razem dla odmiany niehybrydowy, chętnie skorzystałam), oferowała usługi makijażystki (tu znowu zabrakło mi czasu i szczęścia w przepychaniu się do kiełbasy) i obdarowywała blogerki zawartością szafy z kolorówką – wszystko wedle naszych upodobań. W ten sposób trafiły do mnie: podkład w kompakcie, błyszczyk i brązowa kredka, i wiem, że każdą z tych rzeczy z przyjemnością przetestuję. Wielki plus dla Eveline! 


Ze stanowiska Glov zwinęłam tylko w pędzie rękawicę do demakijażu wodą (bardzo jestem jej ciekawa, używałyście już??), ale dziewczyny potem mi opowiadały, że marka – mimo zaledwie trzech lat na rynku – świetnie radzi sobie w Polsce i za granicą. Trzymam kciuki, bo to bardzo ciekawy produkt.

Miło zaskoczyła mnie firma Palmer's, której nie polubiłam po niedawnym spotkaniu z kokosowym balsamem do ciała (zapach nie taki, skład też nie bardzo). Na stanowisku marki wszystkie wywąchane przeze mnie kosmetyki urzekały aromatem, włącznie z nowym kokosowym mazidłem, którego zapach został przełamany cytrusową nutą.

W mojej fotorelacji zabrakło zdjęć ze stanowisk Bielendy i Golden Rose. GR promowało produkty do brwi: żel stylizujący, automatyczną kredkę i pudry. Można było pomacać, ale w torbie z darami od sponsorów niestety nie znalazłam żadnego z tych kosmetyków (zamiast rzeczy do brwi dostaliśmy pomadkę i lakier do paznokci). Wielka szkoda, bo byłam ich ogromnie ciekawa, ale na pocieszenie w torebce od Golden Rose znalazłam kod rabatowy 20%, więc wszystko wskazuje na to, że i tak się jeszcze spotkamy :).

Na koniec, żeby nie było mi zbyt lekko z torbą od Indigo, otrzymałam drugą, równie ciężką, od pozostałych sponsorów naszego wydarzenia. Najbardziej ucieszyły mnie kosmetyki od Annabelle Minerals, a wśród nich podkład w sensownie wyglądającym odcieniu. Do podkładu tej marki swego czasu mocno zaświeciły mi się gały po tym, co na swoim blogu napisała Zuzanna z zadyszką. No zobaczymy. Dziękuję, Annabelle!

Niezmiennie najfajniejszym aspektem konferencji była możliwość spotkania tych wszystkich fantastycznych istot, których blogi towarzyszą mi od wieeeeeelu długich miesięcy. To w połączeniu z merytoryczną stroną Meet Beauty sprawia, że nie sposób pisać o konferencji inaczej niż w samych superlatywach. Także sorry, tym razem obejdzie się bez szufli z kupą, bo nawet zupa z białych warzyw była bardzo smaczna i ani trochę za słona.

BLOGmedia, ogroooooomne dzięki za zaproszenie. Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok!

42 komentarze:

  1. Żałuję, że mnie nie było. Szkoda mi tych wszystkich wykładów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może następnym razem się spotkamy? :)

      Usuń
  2. W kolejnej edycji będę ja i mój kok:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Bardzo mi Was brakowało! :D

      Usuń
  3. Ja byłam tylko na wykładzie Indigo - już się palę aby wykonać sobie manicure Shea :)))
    Marta ze swoim wykładem wymiotła wszystkich!!! Cudowna istota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu się nie spotkałyśmy? :(
      A co do Marty – najprawdziwsza prawda!
      Zdradzisz mi, o co chodzi z tym manicure shea? wszyscy o tym nawijali, a ja nie miałam pojęcia, o co kaman :)

      Usuń
    2. Aaa, szukałam Cię wzrokiem podczas wykładu z Tobiaszem, kiedy wrzuciłaś foto na IG - lokalizacja perspektywy wykonania zdjęcia wcale nie była taka trudna :) Ale tuż po nim wpadła po mnie Ania - de.fac.to - i poleciałam hen, hen :)
      Co do manicure shea to jest banalnie prosty do wykonania. Oczyszczasz płytkę, odsuwasz skórki i matujesz ją. Nakładasz masło shea i wpolerowujesz (podobno nie ma takiego słowa w słowniku ale to najwłaściwsze określenie) go w płytkę polerką do paznokci - i masło i polerkę masz w torbie :) Nadmiar masła usuwasz np. papierem kuchennym, wacikiem, chusteczką i ponownie aplikujesz masło i polerka w ruch - tym razem już bez matowienia :) Gotowe! Efekt po pierwszej aplikacji prezentowany na żywo podczas wykładu mega: paznokcie super lśniące, jak pomalowane bezbarwnym lakierem, skórki miękkie, zadbane. Zabieg najlepiej powtarzać co tydzień przez 4 tygodnie i mamy się cieszyć odżywionymi i regenerowanymi paznokciami, zabezpieczonymi przed pękaniem i rozdwajaniem.
      Jest jeden minus - możesz próbować, ale chyba nie uda Ci się pomalować paznokci, ponieważ płytka będzie natłuszczona i lakier kolorowy nie będzie się jej trzymał :) Przez miesiąc chyba dam radę... ;)

      Usuń
    3. Dziękuję za szczegółowe opowieści! Jesteś kochana :) Na pewno spróbuję – właśnie się zastanawiałam, po kiego grzyba Indigo wypuszcza masło shea w rynek, ale teraz to ma sens :)

      Usuń
    4. Przy następnym spotkaniu pożyczę Ci Agę na 20 minut ;)Sposób na wykorzystanie masła w manicure genialny :)

      Usuń
  4. Nie wiem, czy Cię widziałam bo nie wiem jak wyglądasz, a głupio było zaglądać komuś na indentyfikator :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że na następne Meet Beauty przygotuję jakiś charakterystyczny element stroju lub transparent. Bardzo bym chciała poznać wszystkie osoby, które do mnie zaglądają :)

      Usuń
  5. Było super! Czasem miałam ochotę się rozdwoić a nawet roztroić, bo tu super zapowiadający się wykład, a z drugiej strony zapisałam się na warsztaty, a przecież jeszcze te stoiska i z nową koleżanką fajnie byłoby pogadać no i w końcu wypadałoby iść siku aaaa! Chcę jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że nie porozmawiałyśmy, to już naprawdę grube niedopatrzenie. Za rok będzie transparent, jak nic :D

      Usuń
  6. Może sie wyrwę i pojadę następnym razem ? Tymczasem czekam na twój instagram :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie!!! A instagram mam na razie prywatny i chwilowo musi wystarczyć :)

      Usuń
  7. Jak ja żałuję, że mnie tam nie było! :) Już nawet po zdjęciach widać, że było o niebo lepiej niż za pierwszym razem. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielkie zazdro wykładu Tobiasza! I gudibagów. Muszę kiedyś iść gdzieś, gdzie dają gudibagi.


    (dzięki za lineczkę, cmok cmok)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jedziesz z blogiem beauty, maleńka!

      Usuń
  9. W porównaniu do poprzedniej edycji niebo, a ziemia! Naprawdę :). Jeśli z roku na rok tak będzie, to nie wiem już czego mam się spodziewać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy czuli się lepiej i swobodniej :)

      Usuń
  10. miło, że jest postęp od poprzedniej edycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ale mi się marzy, żeby Cię kiedyś zobaczyć na takiej konferencji lub w innych miłych okolicznościach :)

      Usuń
    2. mnie też Agato, mnie też :)

      Usuń
  11. Też dostalam zaproszenie, ale eh....nie chciało mi się latać do PL ;) Może kiedyś się wybior, bo naprawdę super to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luthienn, no wiesz?! Byłabyś jedną z superważnych osób do spotkania! Przemyśl sprawę następnym razem :)

      Usuń
  12. Lubię takie wydarzenia, żałuję, że po raz drugi nie mogłam uczestniczyć w Meet Beauty, ale może za rok!
    Teraz jadę na targi do Poznania, więc zawsze coś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, targi też na pewno będą super, ja z kolei jeszcze na żadne nie dotarłam :)

      Usuń
  13. Za rok mam nadzieję, że będę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że będę – w końcu nigdy nie wiadomo, kto się na listę załapie :)

      Usuń
  14. Strasznie żałuję, że nie mogłam tam być :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, chętnie bym się z Tobą zobaczyła :)

      Usuń
  15. Cudownie było Cię znów spotkać Agato :) I przez Ciebie bardzo teraz żałuję, że nie byłam na wykładzie o instagramie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Ciebie również! Oj tak, wykład bardzo udany. Wiesz, Aniu, jakbyś kiedyś jeszcze zamierzała wpaść w nasze okolice, dawaj znać – możemy zorganizować blogerskie spotkanie na mniejszą skalę ;)

      Usuń
  16. oo nie wiedziałam, że też byłaś na MB! :) ja tez się zajarałam kosmetykami Annabelle Minerals <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Ciebie też przegapiłam? Smuteczek :(

      Usuń
  17. za krótko było, za krótko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ktoś w ogóle poszedł na afterparty??

      Usuń
  18. Z Tobą zawsze i na koniec świata, boso i w ostrogach :) już tęsknię <3
    Strzaskasz się słońcem (jak w końcu jakieś będzie) i będzie w sam raziczek :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Może i za rok mnie też będzie dane tam pojechać, bo tęskno mi do Ciebie i Eska!
    Wydaje się to wszystko ciekawe, tylko stania po kiełbasę dużo ;)
    Anabelle jest super, niedawno kupiłam sobie już drugie opakowanie pudru matującego, bo na lato, kiedy wszystko z ryja spływa, nie ma nic lepszego!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger