18.06.2016

M・A・C – Versicolour Stain: Tattoo My Heart & Last Minute /swatche/

Wielkimi, słoniowymi krokami zbliża się dawno obiecany wpis, prezentujący kolekcję produktów do ust z MAC-a, jakie udało mi się uzbierać przez niecałe trzy lata. Moja słabość do MAC-owych pomadek nie bierze się znikąd – mnogość odcieni, wykończeń i formuł w połączeniu z dobrą jakością sprawia, że naprawdę można dla nich stracić głowę wraz z kawałkiem szyi. Moim (prawie...) najnowszym zakupem są dwa odcienie z kolekcji błyszczyko-pomadek Versicolour Stain, która polską premierę miała w kwietniu.

Last Minute obejrzałam najpierw u Kasi z bloga Sweet & Punchy. Na jej ustach kolor był jednocześnie delikatny i zadziorny, a leżał podobnie jak popularne swego czasu flamastry do ust, tyle że bez wszelkich flamastrowych mankamentów (o których możecie poczytać w moim pradawnym wpisie: klik). Wiedziałam, że muszę go mieć, ale kto by kupował online MAC-owe produkty pojedynczo?! W dodatku wcale nie w sklepie MAC-a, tylko w onlajnowym Douglasie, a w jeszcze bardziej dodatkowym dodatku: z 20-procentowym rabatem? Nie byłam tak bardzo szalona i nieodpowiedzialna, żeby wrzucić Last Minute do koszyka i sfinalizować transakcję. Musiałam dołożyć coś jeszcze. Wujek Google podpowiedział mi, że stonowany Tattoo My Heart to może być coś dla mnie.


Versicolour Stain to nowość w ofercie MAC-a, ale tego typu produkty na rynku istnieją nie od dziś. Koncepcję błyszczyko-pomadki poznałam wcześniej dzięki kolekcji L'Oréal Color Riche Extraordinaire Liquid Lipstick, a jeszcze bardziej zbliżony produkt mam z limitki KIKO. Wiedziałam więc, czego mniej więcej można się spodziewać po takiej płynnej pomadce i jakie są wady i zalety takiego rozwiązania. Wybrałam odcienie Last Minute i Tattoo My Heart, bo chciałam mieć coś żywego, walącego po gałach, a do tego coś dziennego, czym mogłabym się cieszyć latem na co dzień (to ważne, że latem, bo trupich, chłodnych nude'ów mam w kolekcji sporo, a chodziło o to, żeby rozweselić pocieszny ryjek jakimś cieplejszym koralem*).

Tapetowanie uprzyjemnia gąbkowy aplikator, choć przy ciemniejszym Last Minute muszę bardzo uważać, żeby nie zrobić sobie makijażowego kuku. Łatwo wyjechać za linię, niełatwo posprzątać potem ten bałagan. A dlaczego? Bo pomadki z serii Versicolour Stain wgryzają się w skórę kolorem. O to się mnie oczywiście rozchodziło, ale – jak widać – ostrożność mocno zalecana. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.


Swatche na nadgarstku zaanonsowały obie pomadki w sposób bardzo obiecujący. Kremowa konsystencja, dużo pigmentu, problemy z domyciem ręki – wybornie! Tattoo My Heart trochę mniej mi się podobał na moim nadgarstku, niż na wszystkich pozostałych nadgarstkach (i ustach), na których wcześniej go widziałam, ale postanowiłam nie nastawiać się źle – w końcu 110 zł minus 20 procent zobowiązuje. W niedługim czasie rozpoczęłam testy naustne. Efekty poniżej:


Jeśli chodzi o Last Minute, to świeżo po aplikacji usta wyglądają obłędnie (jeśli ręka się omsknie przy nakładaniu, wtedy uzyskujemy efekt błędny – phihi, czerstwy żarcik). Róż jest intensywny, soczysty, malinowy, piękny! Trzeba Wam jednak wiedzieć, że ten efekt nie utrzyma się zbyt długo (zupełnie tyle samo co przy klasycznym błyszczyku z tych mniej klejących). Gadanie, picie i podjadanie skazują efekt wow na szybkie sobie_pójście, a gdy już sobie_pójdzie, wtedy na salonach brylujemy ustami prawie matowymi, z efektem, jakby to ująć...  poflamastrowym. Dobre wiadomości mam dwie: po pierwsze możecie natychmiast ponowić aplikację, a jeśli tego nie zrobicie, to [tu wjeżdża dobra wiadomość numer dwa] będziecie się radować tintowo-flamastrowym ujęciem Last Minute przez kolejne naście albo i dzieści godzin. Niedawno zdarzyło mi się użyć Last Minute koło godziny 18 i... przetrwała cały wieczór gadania, jedzenia, picia i całowania, potem poszła spać, potem obudziła się rano i... wcale nie tak blady cień koloru wciąż był na ustach widoczny. Mhm, przed spaniem myłam zęby i się. Taki to beton. Przynajmniej u mnie. Ze skóry znika prawie idealnie, ale warto zaznaczyć, że przy wysuszonych, poobgryzanych wargach rewelacji nie będzie. No ale to chyba jasne?

W przypadku Tattoo My Heart niestety, miłości brak. Kolor na ustach okazał się na szczęście fajny (beżo-koral z tych bardziej pomarańczowych, a mimo wszystko nie dosrywa moim żółtawym zębom, więc jest dobrze), ale rozprowadza się gorzej od poprzednika. Gorzej się też utrzymuje i nierównomiernie złazi. Z daleka nie rzuca się to w oczy, ale wścibskim gałom koleżanek z pracy na pewno nie umknie. To nie jest zła pomadka (lub zły błyszczyk), ale za tę cenę oczekuję więcej.

Wnioski: dla Last Minute warto stracić głowę, Tattoo My Heart swobodnie można olać.
Cała kolekcja Versicolour Stain liczy 16 odcieni. Podgląd, jak zawsze, dostępny u Temptalii. Wpadło Wam coś w oko?

Pojemność: 8,5 ml
Cena: 110 zł
Dostępność: salony MAC, MAC online, Douglas.pl


*Nie to, że nie mam koralowych szmineczek w kolekcji. No ale same wiecie, jak jest.

19 komentarzy:

  1. Mam Lets Stay Together :) uwielbiam. Jest miłość 💗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podobał na swatchach bardzo bardzo bardzo!

      Usuń
  2. Szkoda, że My Heart, rozprowadza się gorzej i ma więcej minusów od Last Minute . Mnie wyjątkowo bardziej spodobał się koral, a przeważnie lubię mocno podkreślone usta różowymi fuksjami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, no taki zły to on nie jest, po prostu słabszy od kolegi :)

      Usuń
  3. odcień Last Minute jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda – nawet po tym, jak się zetrze, jest urokliwy :)

      Usuń
  4. Last minute idealny dla mnie <3 piękny jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jedzieeeesz maleńka z zakupami :D

      Usuń
  5. Last minute zdecydowanie bardziej wpasowuje się w mój gust, lubię takie soczyste maliny :) Korale to niekoniecznie mój typ...też jestem wielką fanką szminek z M.A.C :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie mam zbyt wielu okazji do noszenia takich żywych odcieni, choćby dlatego, że dużo przebywam z moim czterolatkiem, którego całuję i potem muszę wycierać (czasem z użyciem śliny!), jak te wszystkie legendarne ciocie na imieninach ;)

      Usuń
  6. 'Tatuaż' mnie kupuje kolor ( czemu on jest gorszy!) ale ta malina śliczny ( mój K by się całować nie dał ;D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ustach Tattoo wygląda dobrze, zresztą widać, tylko po prostu złazi o wiele za szybko i za to duży minus. A całować się z Last Minute na ustach można bez problemu, bo nie zostawia śladów po tym, jak zetrzesz wierzchnią warstwę! :D

      Usuń
  7. Last Minute się całuśny :) bardzo, bardzo

    OdpowiedzUsuń
  8. last minute wygląda pięknie. kocham takie soczyste kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Last Minute podoba Mi się bardzo, bardzo! :) fajnie, że jednak pigment wgryza się w usta i tyle czasu na nich zostaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS.zmieniam status na 'oczekująca' jeśli chodzi o pokazanie Twojej gromadki do ust :D

      Usuń
  10. tym razem nie dla mnie ale juz sie nie moge doczekać całej kolekcji

    OdpowiedzUsuń
  11. No i pięknie, ja lubię - chociaż bardziej poszłabym w róże. Last Minute wyglada u Ciebie świetnie!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger