18.08.2016

Już nie pielęgnuję stóp, czym popadnie. Podopharm – Regenerujące serum do stóp /recenzja/

Przyznaję: nigdy nie chciało mi się opiekować stopami. Pielęgnowanie ich to takie typowe syzyfowe prace, bo co z tego, że wypoleruję na błysk i intensywnie nawilżę, skoro potem pakuję je w sportowe buty i każę zapitalać 30-parę kilometrów w upale, w górę i w dół, po kamieniach. Po co robić cokolwiek, skoro od lat nie wpadłam na to, żeby ufundować im parę kapci i biegam po mieszkaniu boso, a gdy przymarzają, wtedy łaskawie raczę skarpetami? Tak, zazwyczaj mam słoniowe podeszwy i naprawdę ciężko cokolwiek z tym zrobić.



Kiedyś nawet nie raczyłam kupować kosmetyków przeznaczonych do stóp i jeśli już naprawdę nie mogłam patrzeć na suche pięty i odgniecione paluchy, smarowałam je kremami, które nie sprawdziły się na innych częściach ciała. Na moich biednych stopach lądowały więc wszystkie niewypały do twarzy i rąk. Wiadomo – stopy zazwyczaj nie skarżą się na kiepski zapach kosmetyku (to by była prawdziwa hipokryzja z ich strony!) ani na fakt, że krem powoduje pieczenie, słabo liftinguje, roluje się pod... skarpetką? Stopy cieszą się, że ktoś w ogóle sobie o nich przypomniał, zdjął te cholerne, ciężkie buty i nasmarował CZYMKOLWIEK. Nie żal Wam ich, jak to czytacie? Mi, szczerze mówiąc, żal dupę ściska i taka właśnie dupowata żałość zmusiła mnie kiedyś do zmian.

W ramach testów różnych pro-stopowych rozwiązań poznałam kilka obiecujących produktów i mnóstwo przeciętniako-słabiaków. Niestety, okazało się, że większość kosmetyków przeznaczanych do stóp nie działa w dłuższej perspektywie. O wiele łatwiej jest znaleźć kremy, które przy regularnym stosowaniu utrzymują stabilny stan zadbania, ale w żaden sposób nie potrafią wyciągnąć skóry z opłakanego stanu. Kiedy w moje ręce wpadło Regenerujące serum do stóp młodziutkiej polskiej marki Podopharm, byłam bardzo ciekawa, co się wydarzy. Zamiast kiepskiego kremu do twarzy –  serum? Drogie stopy, to mi wygląda na pielęgnacyjny awans!


Aneta Oleszek, charyzmatyczna właścicielka marki Podopharm, w trakcie naszego spotkania na V Secrets Of Beauty zachwalała bogate składy swoich produktów. Kiedy wzięłam do ręki butelkę serum, wiedziałam, że nie ma tu ściemy. W INCI znajdziemy mieszankę olejów: buriti, kokosowego, z oliwek i masła shea, poza tym jest jeszcze sok z aloesu, alantoina, ekstrakty z szałwii i kasztanowca. Mamy tu więc zarówno nawilżacze, jak i substancje łagodzące, regenerujące i działające przeciwobrzękowo. Brzmi dobrze, przecież są skoncentrowane. Podopharm wykorzystuje przy produkcji technologię ciekłych kryształów, którą w szczegółach będą w stanie pojąć raczej ci z szóstkami z chemii na świadectwie maturalnym. Z mojej ulubionej perspektywy laika najważniejsze jest to, że ciekłe kryształy mają zapewniać dużo lepsze wchłanianie składników aktywnych. No to chodźmy i sobie powchłaniajmy.

Serum mieszka w moim ulubionym opakowaniu – higienicznym, estetycznym airlessie, a do tego ma piękny, świeży zapach i idealną konsystencję. Już na tym etapie mogłabym zaliczyć go do udanych, bo miło się używa, ale na szczęście to nie koniec dobrych wiadomości. Serum zadziwiająco szybko się wchłania, jak na tak bogaty i pełen olejów skład. Chęć reanimacji stóp była we mnie ogromna, więc byłam gotowa zmagać się z ciężkim tłuściochem, jeśli tylko miałby mi pomóc, a tu proszę – można wsmarować serum w stopy wieczorem, zagnieździć się z kindle'em w łóżku z kubkiem herbaty, a potem sześć razy wstawać i wysikiwać tę herbatę, tym samym przerywając sobie czytanie. W tym, jakże prawdopodobnym i zwyczajnym w moim domu scenariuszu, jeszcze nie zdarzyło mi się przejechać na własnej pięcie. Co za ulga.

A teraz coś więcej o działaniu. Od razu powiem, czego Regenerujące serum Podopharmu nie dokonało. Nie udało mu się w magiczny sposób wyeliminować hodowanych przez lata zgrubień na piętach (no cóż, nawet nie obiecało, że to zrobi). Zastanawiam się, czy nie doszłam już niestety do momentu, w którym należałoby zakładać, że te zgrubienia to moje pięty właściwe i czas się z tym pogodzić. Jeszcze się nie godzę, jeszcze wcieram i walczę. Kto wie, może w końcu, pierwszy raz w życiu, w akcje desperacji, wybiorę się na ratunkowy pedikiur? Tym razem wstydu nie będzie, bo z całą niepiękną resztą serum Podopharm poradziło sobie zadziwiająco dobrze. Używałam go codziennie przez cztery tygodnie, raz dziennie (kto by pamiętał o dwóch razach?). Właściwie to używałam go prawie codziennie, ale nie pastwmy się nad moją systematycznością, okej? Efekty po miesięcznej kuracji mamy rewelacyjne: stopy są miękkie i miłe w dotyku (pomijając piętowe kanty) – nie przypominam sobie, kiedy ostatnio były w aż tak dobrym stanie. Pamiętajcie, że mówię o stopach, które wciąż biegają po domu bez kapci. Jedyne, co im dolega na co dzień, to fakt, że zbierają cały brud z podłogi. W trakcie mojej kuracji nie mogłam się doczekać poprawy w temacie brzydkiej, wygniecionej, wysuszonej, białawej skóry na dużych palcach, dlatego po tygodniu wykonałam pewien cheat-zabieg. Wypolerowałam mocno zrogowaciały naskórek elektrycznym pilnikiem Scholla, a potem już normalnie stosowałam serum. Dziś palce u stóp nie pamiętają o zrogowaceniach – myślę, że to wspólna zasługa Scholla i Podopharmu.

Nie powiem wiele na temat wydajności, bo przy airlessach trudno to orzekać. Po miesiącu wklepywania serum wciąż da się wypompować z butelki. Tylko tyle wiem.


W ramach odsłoniowywania stóp w moim zasięgu pojawił się jeszcze jeden gustowny gadżet. Prawda, że śliczne? Wprawdzie różowiutkie plastikowe klapki zupełnie nie pasują do moich drewniano-białych wnętrz, ale za to dzięki nim mogę wysmarować stopy serum Podopharmu w ciągu dnia, a potem od razu śmigać po domu. W plastiki z wypustkami nic się nie wciera, więc serum znajduje się na skórze aż do wchłonięcia. Ja plus różowe klapki. Kto by pomyślał? Nie, nie staną się moimi kapciami. Wciąż nie lubię nosić kapci.

Wracając do serum Podopharmu: najfajniejsze jest to, że efekt miękkiej, nawilżonej skóry utrzymuje się nawet wtedy, gdy olewam wszelkie zabiegi w trakcie górskiego weekendu lub wzmożonego pielęgnacyjnego lenistwa. Nie mogę ich jednak olewać zbyt długo, bo wiem, że skończy się jak zwykle. Do tego serum chce się wracać, bo estetyka opakowania, bo szybkie wchłanianie, bo zapach. Aha, nie polecam używania go jako maski na noc. Jest na to mimo wszystko zbyt lekkie. Lepiej na co dzień z przyjemnością aplikować ślicznie pachnący Podopharm, a kiedy najdzie Was ochota na przywalenie z grubej rury, wybrać na noc jakiegoś konkretnego, ciężkiego tłuściocha. Ja nigdy tego nie robię, głównie przez wieczorne kubki herbaty i późniejsze nocne wycieczki gołymi stopami po gołych panelach. No co, nikt nie jest doskonały!

A tu jeszcze pełny skład dla chętnych: 


Czy ja zawsze muszę tyle gadać? Wersja dla znudzonych: serum działa, jest świetne, wklepujcie bez obaw. 

Pojemność: 50 ml (airless) lub 150 ml (tuba)
Cena: 30 zł za 50 ml
Ocena: 5+/6
Dostępność: nie najlepsza, kilka sklepów internetowych i gabinety profesjonalne

29 komentarzy:

  1. Szkoda, że dostępność kijowa że tak się wyrażę. Niemniej jednak zapisałam go sobie i jak będzie okazja kupię. Idę szukać go online :) zawsze to jeden więcej, jeśli okaże się ulubieńcem.

    No cóż, i ja mam słoniowe stopy - lata chodzenia w traperach, uwielbienie do trekkingów, chodzenia boso i wędrówek tu i ówdzie robi swoje. Jednak, powtórzę to po ran n-ty, od trzech lat sytuacja uległa zmianie. Zaprosiłam pod swój dach Tweezerman Pedro Smoothing Stone i nie wymienię na nic innego. Potem zaczęłam szukać perfekcyjnego kremu i w tym roku dostałam w prezencie Lipidro marki Gehwol i ... Eureka :D Mam zestaw idealny, krem jest fantastyczny nawet jak opuszczam co jakiś czas użycie tarki. Przerwy w stosowaniu kremu, czy ogólnie zabiegów pielęgnacyjnych i mnie się zdarzają. Zresztą kto ich nie ma? :D Wystarczająco, że twarzy nie mogę odpuszczać, a zmęczenie robi swoje.

    Mam trzy zestawy skarpetek :D zimowy, letni i przejściowy LOL bo o ile zaczęłam chodzić w skórzanych (nie toleruję żadnych sztucznych materiałów) klapkach po domu, i tak najczęściej pomykam boso więc przemogłam się do skarpetek. Potrafię też spać w skarpetkach :D od lat uskuteczniam tę czynność i jedynie bardzo gorące lato sprawia, że jest mała przerwa. Dorobiłam się boskiej kolekcji skarpetek na każdą okazję, a ile było szukania ;))) ze względu na brak ściągaczy. Mimo to, opłaciło się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostępność słaba, bo to produkty przeznaczone do gabinetów, ale myślę, że niedługo zaczną się pojawiać w szerszej dystrybucji.
      Słoniowe stopy... temat rzeka. Jak patrzę na piękne, zadbane stopy niektórych kobiet, to się zawsze zastanawiam, jak one to robią? Przez całe życie siedzą, leżą, jeżdżą samochodem? Noszą miękkie kapcioszki po domu? Zazdrość i zadziwienie w jednym :).

      Lipidro chyba nie próbowałam, miałam miniaturę czegoś innego tej marki i nie było rewelacji. A przerwy w pielęgnacji wiadomo, że ma każdy, problem w tym, że u niektórych konsekwencje nadchodzą ekspresowo!

      Kolekcja skarpetek, mistrz! :D Ja nie umiem spać w skarpetach, chyba że w domu jest lodowato albo jestem bardzo chora. W ogóle rzadko używam skarpet, czasem muszę pożyczać od męża na wyjazdach, bo zapominam sobie spakować :))).

      Usuń
  2. niestety, o swoich stopach przypominam sobie dopiero gdy jest źle. na szczęście jest już coś takiego jak skarpetki złuszczające, rzadko pamiętam o kremowaniu stóp, na punkcie pielęgnacji dłoni dla odmiany mam świra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam dwa rodzaje skarpet złuszczających i jedne doprowadziły mnie do rozpaczy kilkunastodniowym łuszczeniem, a drugie zadziałały za słabo. No to wróciłam do starych dobrych metod: tarka plus kremy :D

      Usuń
  3. Jestem zainteresowana! Choć nic nie robi mi lepiej na duszę niż porządny pedicure, na który chyba czas najwyższy się wybrać... czy jest coś gorszego niż malowanie paznokci u stóp?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ostatnio kupiłam krem Propodia Iwostin i jestem mega zaskoczona! Wprawdzie trcohę dłużej się wchłania, ale za to zlikwidował mi suchą skórę na piętach, bez użycia tarki (dawno żadnej nie kupiłam lol)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie dłużej wchłaniające się, skuteczne kremy do stóp to ja znam, tylko mam do nich mało cierpliwości ;)

      Usuń
  5. Cena całkiem spoko jak na takie działanie. U mnie sprawdza się większość kremików z mocznikiem, nawet te tanie z Rossmanna, ale czasami lubię przetestować coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten mocznikowy z Rossmanna jest boski jeśli chodzi o działanie, ale można sobie przez niego wbić zęby i zwichnąć biodro.

      Usuń
    2. Tym bardziej różowe klapeczki na propsie!

      Usuń
  6. Kremik super się prezentuje! A co do tych zgubień, może wypróbujesz pilingu? Najlepiej jakiegoś ostrego zawodnika ;-)
    Powiem ci szczerze Agatko, że od lat staram się używać regularnie kremów do stóp, nawet zimą. W związku z tym nie mam problemu ze zrogowaceniami itp. Może to trochę upoerdliwe, ale na prawdę warto wyrobić sobie taką rutynę pielęgnacyjną stópek ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam peelingów, bardzo sobie chwalę lawendowy z Yves Rocher. Niestety, u mnie one mają zastosowanie tylko wtedy, kiedy już uda się wyprowadzić stopy z oazy beznadziei :D

      Usuń
  7. Na szczęście nie mam problemów ze stopami,żadnych zgrubień czy pęknięć,więc nie zaprzątam sobie głowy produktami do ich pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja cały rok śpię w skarpetkach wiec o stopach sobie przypominam podczas mycia ale ze mocznika w składzie nie widze ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, nawet bez mocznika można stworzyć skuteczny krem do stóp. Niespodzianka! :)

      Usuń
  9. powiem Ci, że ja miękką skórę na swoich słoniowych piętach odkryłam po kilku zabbiegach ze złuszczającymi skarpetkami... ona tam gdzieś na pewno jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co, mówisz, żeby się nie poddawać i jeszcze kilka skarpetowych kursów przyjąć na klatę? :D

      Usuń
    2. u mnie dopiero po trzech zabiegach robionych co miesiąc się ruszyło, więc... tak :)

      Usuń
    3. To kupię na dobry początek skarpety Epilfeet z Sephory.

      Usuń
  10. Słoniowate stopy, to chyba też i moje! Piona więc, stópka w stópkę. Muszę sobie to coś poszukać, tylko czemu taka słaba dostępność :( chlip

    Też nie lubie kapci, ale jeszcze bardziej nie lubię brudnych stóp, a takie mam po jednej przebieżce góra - dół! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż śmieje się ze mnie, głównie latem – wtedy w mieszkaniu jakoś tak więcej szarego pyłu na podłodze i faktycznie zgarniam stopami wszystko, a potem pod koniec dnia potrafię mu zaprezentować piękne, spłaszczone, wysuszone stopy w kolorze ciemnoszarym. Jakbym co najmniej mieszkała w afrykańskiej wiosce ;)

      Usuń
    2. Haha! Skąd ja to znam! Albo zna mój mąż! ;)

      Usuń
  11. Nic tak nie poprawia mojej samooceny jak dobrze zrobione stopy u kosmetyczki. Ostatnio po zabiegu wsmarowała w moje stopy właśnie ten krem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się wybrać! Niech mnie tam zaczarują!

      Usuń
  12. w trakcie SOB niestety musiałam wyjść wcześniej i ominęła mnie prezentacja Podopharmu co mnie bardzo smuci, bo widzę, że mają ciekawe kosmetyki. Mam nadzieję, że niedługo będą szerzej dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Faktycznie rzadko można trafić na dobry produkt do stóp... W tym temacie i u mnie raczej biednie

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger