12.08.2016

Norel dr Wilsz – Hyaluron Plus – Hialuronowy Krem nawilżająco-normalizujący /recenzja/

Markę Norel dr Wilsz poznałam dzięki spotkaniu Secrets of Beauty*. Wykład o nowoczesnych strukturach lamelarnych był tak zachęcający, że chyba większość uczestniczek SoB, które dotychczas nie znały oferty marki, natychmiast zapragnęła wytaplać się w jej kosmetykach. 


Okazję do testów stworzył sam Norel, który podarował nam produkty z nowej linii MultiVitamin, a żeby było jeszcze weselej, dał możliwość przetestowania tego, co same sobie wybrałyśmy. W ten sposób trafiły do mnie: Hialuronowy Krem nawilżająco-normalizujący i serum z tej samej serii, o którym opowiem za jakiś czas. Mogę Wam jeszcze sprzedać mały inside: część uczestniczek SoB w ostatnich tygodniach prawdopodobnie wklepuje w brzuch, uda i poślady kosmetyki Norel z serii wyszczuplającej, więc możecie spodziewać się recenzji. Nie żebym była mniej wklepująca od nich – o efektach poinformuję w stosownym momencie. Nie, nie będzie zdjęć tyłka przed i po. Sorry!

Wróćmy do serii Hyaluron Plus. Hialuronowy Krem nawilżająco-normalizujący producent przeznaczył dla cer tłustych i mieszanych z objawami odwodnienia, takimi jak szorstkość i/lub łuszczenie naskórka przy równoczesnej nadprodukcji sebum. Jakby nie patrzeć, to dokładnie moja cera: szorstkie policzki i tona smalcu w strefie T, ze szczególnym uwzględnieniem nosa.

Szybki skan listy składników wypadł dobrze: baza wykonana z wody i oleju słonecznikowego, dalej wyciągi z liści rozmarynu, kory wierzby i brzozy (działanie normalizujące, bakteriostatyczne), łagodząca alantoina, mocznik i ceramidy roślinne (uzupełniają lipidy w warstwie rogowej naskórka). Oprócz tego mamy oczywiście hialuronian sodu, który wraz z innymi składnikami aktywnymi odpowiada za nawilżenie i zatrzymywanie wody w naskórku. Tyle w teorii, a jakiego rodzaju szydło wyszło z norelowego kartonika? 


Po pierwsze, choć zdecydowanie nie najważniejsze, wyszedł bardzo estetyczny słoik, zabezpieczony plastikową osłonką. Lubię ładne przedmioty, więc ten też ucieszył moje oko (jedno i drugie zresztą, choć drugie podobno tylko towarzyszy temu pierwszemu, więc w zasadzie używanie sformułowania „ucieszył oko” ma w moim przypadku dosłowne znaczenie).

Krem ma standardowy, toaletowy aromat (nie mylić z aromatem z toalety). Nie jest może najpiękniejszy, jaki udało się wywąchać mojemu nosowi, ale nie drażni i przez kilka tygodni używania kremu nie obrzydł mi ani trochę. Konsystencja jest jednocześnie lekka i zbita – przypomina mi niektóre kremy pod oczy (o, nawet ten, którego używam obecnie, czyli Origins Starting Over). Takie zbite formuły wymuszają aplikację niewielkich ilości, co jest dobre w przypadku kremu na dzień i wyraźnie podnosi wydajność. Tego Norela można używać zarówno na dzień, jak i na noc, ale wieczorem wybieram treściwsze formuły, dlatego dla mnie to typowy dzienniak. 


Zaskoczyły mnie jego właściwości. Po formule nawilżająco-normalizującej spodziewałam się głównie nawilżenia (ha, przecież jest na pierwszym miejscu!) – to zresztą podstawowe zadanie kwasu hialuronowego, który jest gwiazdą linii Hyaluron Plus – a okazało się, że pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to... mat. Krem gładko sunie po skórze i przyjemnie się rozprowadza. Wchłania się szybko i daje na twarzy matowy efekt, co wygenerowało w mojej głowie myśli: „ojej, ale jak to?” oraz „łał, ale świetnie!”. Matuje podobnie jak Siarkowa Moc Barwy, ale jest bardziej aksamitny. To wszystko sprawia, że dobrze sprawdza się w roli bazy pod makijaż. Nie roluje się, a jedyne, na co muszę zwracać uwagę, to żeby podkład nakładać szybko po nałożeniu kremu. W innym przypadku skóra ma słaby poślizg.

Prawie wszystkie podkłady, jakich używałam w ostatnich tygodniach, dobrze leżały na skórze w duecie z Hialuronowym Kremem nawilżająco-normalizującym. Strefa T przetłuszczała się wyraźnie wolniej niż zwykle (hip hip hurra!) i tylko MAC Studio Fix brzydko wytłuszczał mi nos po dwóch godzinach. Innym fajnym osiągnięciem kremu Norel jest zniesienie szorstkości policzków, co – jak rozumiem – oznacza, że skóra magicznym sposobem wyrównała poziom nawilżenia. Jedyne, czego mi brakuje, to ten namacalny efekt nawilżonej, zadbanej cery, jaki dają „mokre”, lekkie kremy, ale to oczywiście siła przyzwyczajenia i osobiste preferencje. Z tego powodu w wieczornej pielęgnacji wybieram właśnie tego typu wilgotne kosmetyki – to dobrze działa na moją głowę.

Spokojnie mogę polecić ten krem cerom mieszanym i tłustym jako kosmetyk matujący, dobry pod podkład. Nie polecam za to stosowania go w duecie z serum Hyaluron 3%, bo u mnie takie połączenie powodowało rolowanie się podkładów. Na serum musiałam znaleźć inny sposób, ale o tym będzie w kolejnym Norelowym odcinku.

Pojemność: 50 ml
Cena: 49 zł
Ocena: 5/6
Dostępność: sklep producenta, Douglas.pl


*To prawie najprawdziwsza prawda. Ta jeszcze prawdziwsza jest taka, że w mojej szufladzie od miesięcy leżał żel do pielęgnacji biustu Norela, który znalazłam wieki temu w jakimś beauty-boksie, ale zawsze trudno mi się zmobilizować do specjalistycznej pielęgnacji tych okolic (błąd, wiem, zamierzam to zmienić i widzę, że moje cycki nie mogą się już doczekać). 

21 komentarzy:

  1. Coraz więcej czytam o tych kosmetykach, ale osobiście sama ich nie testowałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oferta marki jest tak obszerna, że każdy powinien dopasować coś odpowiedniego dla swojej skóry. Ja mam dużo różnych spraw do rozwiązania kosmetykami, więc pewnie stopniowo będę się zapoznawać z kolejnymi liniami. Ciekawe, które problemy skórne uda mi się rozwiązać :)

      Usuń
  2. Mam maseczkę z tej serii, ale jakoś nie mam weny, żeby ją porządnie przetestować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się to zdarza z niektórymi kosmetykami :)

      Usuń
  3. Liczyłam na zdjęcia tyłka:D hyhy:D
    Norel trochę miałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się u Ciebie sprawdził Norel?
      Zdjęcia tyłka... no, jeszcze nie jestem tak bardzo śmiałą blogerką :D

      Usuń
  4. Chciałabym w końcu poznać produkty tej marki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To poczytaj recenzje na blogach i spróbuj znaleźć coś odpowiedniego dla siebie :)

      Usuń
  5. Pitu-pitu, dawać zdjęcia tyłka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Tobie to akurat one najbardziej potrzebne. Pokażę Ci na żywo, jak będziesz chciała przeanalizować działanie kosmetyków Norela :D

      Usuń
  6. coraz bardziej ciekawi mnie ta marka. jeszcze nie miałam przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeglądam katalog Norela, mam ochotę wypróbować połowę asortymentu :D. Bardzo dużo obietnic! Ciekawe, które są prawdziwe :)

      Usuń
  7. Ciekawa jestem jaki masz sposób na serum:) Mam właśnie to serum, i jest naprawdę nawilżające, ale ja go używam tylko na noc:) Krem jeśli matuje to dla mnie super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie też jest problem z rolowaniem?
      Krem nie daje takiego płaskiego matu, jak przy standardowym matującym, ale po aplikacji skóra się nie błyszczy, dzięki czemu makijaż wygląda super.

      Usuń
  8. "jakiego rodzaju szydło wyszło z norelowego kartonika" wyłapałam złe słowo jak małpa ..no co tam małpa wyłapuje :P
    Wklepuję w zadek, a jakże ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie znam marki zupelnie, ale moja cera badzo lubi kwas hialuronowy, wiec kto wie, moze kiedys wyprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka jest przeznaczona głównie do gabinetów, więc nie widać jej w szerokiej dystrybucji (dopiero Douglas uwidocznił ofertę Norela)

      Usuń
  10. No ale jak zobaczyzmy efekty przed i po, bez zdjęć tyłka? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, widzisz, ZAPOMNIAŁAM zrobić fotkę przed kuracją :D

      Usuń
  11. Żel do biustu był kiedyś w shinybox. Żuzylam ale raczej nie wrócę - był taki sobie

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger