16.11.2016

Dr Irena Eris – ProVoke Matt Fluid w odcieniu 210 Ivory – dlaczego nam nie wyszło?

To była miłość od pierwszego wejrzenia! Kolekcja Dr Ireny Eris ProVoke oczarowała mnie wyglądem i wiedziałam, po prostu wiedziałam, że muszę się z nią poprzytulać. To, że nie wykupiłam w pierwszych tygodniach po premierze połowy szafy, zawdzięczam wyłącznie swojej pudzianowej woli. A wolę zawdzięczam porządkom w kolorówce, które dały naprawdę dużo do myślenia... 


Podkład ProVoke Matt Fluid kupiłam w końcu w wiosennej promocji Rossmanna, co zdecydowanie poprawiło mi samopoczucie. Pół ceny = o połowę mniejsze poczucie winy, wiadomo. Wracałam z drogerii z bananem na twarzy i mocno wierzyłam, że skoro szata graficzna rozkochała mnie w sobie od razu, to i wnętrze mnie zachwyci. Nie mam pojęcia, skąd wyłuskałam tyle młodzieńczej wiary w piękno kosmetycznego świata (może z młodzieżowego pryszcza na twarzy?) – od dawna bliżej mi do podejrzliwej, starej jędzy niż do bajecznie naiwnej nastolatki. 

Zanim przejdziemy do właściwości ProVoke Matt Fluid, wspomnę tylko, czym producent się chwali i dla kogo swój niewątpliwie urodziwy podkład przeznaczył. No więc ProVoke, według teorii, „idealnie stapia się z cerą, nadając skórze nieskazitelny, aksamitnie matowy wygląd”. Mat i krycie mają działać przez 10 godzin, podkład zawiera filtr SPF 15 i polecany jest do skóry tłustej i mieszanej. Beztłuszczowa formuła ma nie zatykać porów. Cena regularna to 79 złotych, a więc całkiem sporo jak na podkład z drogerii*.

ProVoke Matt Fluid jest średnio gęsty, ma ładny, subtelny zapach, a nieposiadający wyraźnych żółtych lub różowych tonów odcień 210 Ivory, jak na kość słoniową, i tak jest dosyć ciemny. Kiedy go kupowałam, był najjaśniejszy w palecie, ale dowiedziałam się z bloga Kingi, że w ofercie jest już 205 Light Beige, który – jak zakładam – powinien był zamienić się z Ivory nazwami, ale na to jest już za późno. Obecnie mamy więc do wyboru pięć odcieni – i to już ma sens. Pompka działa bez zarzutu, szronione szkło i estetyczna, minimalistyczna grafika cieszą oko – nic, tylko używać i kochać, dopóki nie wycofają. Ja jednak całkiem się odkochałam. Czemu, ach, czemu?


A na przykład temu, że ciemnieje na twarzy. Czy w 2016 naprawdę takie rzeczy wciąż muszą się dziać? Wiadomo, że nie, przecież nie wszystkie podkłady robią takie numery. Rzekłabym nawet, że mniejszość. Ale ten robi – na mojej skórze i przy tym odcieniu jest to wyraźnie widoczne. Oksyduje całkiem szybko, więc jeśli zaczynacie makijaż od podkładu, to w połowie malowania oczu  zauważycie, że zmienił kolor na ton ciemniejszy. Właściwie już sam ten fakt mógłby go zdyskwalifikować, ale to, niestety, nie wszystko.

Od początku idzie jakoś ciężko. Po pierwsze, należy spieszyć się z aplikacją, bo ProVoke Matt Fluid szybko zasycha. Wykończenie rzeczywiście ma pudrowo-matowe, nie wygląda to naturalnie, ale z normalnej, ludzkiej odległości jest w porządku. Stosunkowo gęsta konsystencja wymusza nałożenie sporej ilości, żeby pokryć całą twarz, dlatego z pewnością nie można go zaliczyć do lekkich, niewyczuwalnych na skórze podkładów. Po aplikacji zdecydowanie lekko nie jest, choć do szpachli typu Revlon Colorstay jeszcze mu daleko. Krycie ma średnie do mocnego, ale właściwie tylko w teorii. Tu dochodzimy do drugiego beznadziejnego problemu: ProVoke Matt Fluid szybko schodzi z przetłuszczających się partii twarzy, a ja dodatkowo nie jestem w stanie ładnie rozprowadzić go na nosie. Jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się, żeby mój nos w kontakcie z ProVoke prezentował się elegancko, a próbowałam już chyba wszystkich znanych ludzkości narzędzi (flat top, inny pędzel do podkładu, gąbka, palce, różne kremowe bazy, żadnych silikonów – czy o czymś zapomniałam?). Tępa formuła nie jest w stanie stopić się ze skórą, czego efektem są nieestetyczne plamy i widoczne kinolowe różowości. Zresztą: nawet jeśli uda mi się doprowadzić nos do jako takiego stanu, radość trwa krótko. ProVoke nie jest w stanie uczepić się trwale mojego przetłuszczającego się nosa. Nie umie i już! A przecież to podkład przeznaczony właśnie do takich tłustych nosów...

Kwestia długotrwałego matu pozostaje otwarta. Latem to zupełnie nie działało – podkład złaził wraz z sebum i kroplami potu w naprawdę zawrotnym tempie, ale w jesienno-zimowe miesiące jest duuużo lepiej. Dziś na przykład zaaplikowałam go rano, po sesji z oczyszczająco-matującą maseczką Sephory, i byłam zszokowana tym, jak wygląda moja cera w okolicach 17. Strefa T lekko się świeciła, ale wyglądało to naturalnie i miło dla oka. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio udało mi się dotrwać w takim stanie (bez poprawek!) do tak późnej godziny. Na pewno spora w tym zasługa genialnej sephorowej maski, ale i bez niej ProVoke ma bardzo przyzwoite osiągi. Od kiedy moja cera ma się lepiej i nie przetłuszcza się krytycznie w strefie T, również trwałość podkładu jest dużo lepsza. Morał jest taki, że to wcale nie podkład dla mieszanych i tłustych cer – już prędzej dla normalnych (suche byłyby zdruzgotane tym pudrowym matem).

Mam nadzieję, że ciemniejsze karnacje są bardziej zadowolone... Ja pewnie jeszcze dam szansę innym kosmetykom ProVoke – szata graficzna i bajeczne tłoczenia wciąż kuszą, więc pewnie do zobaczenia za kilka miesięcy, Rossmannie.

Pojemność: 30 ml
Cena: 79 zł
Ocena: 3-/6
Dostępność: Rossmann, sklep producenta, sklepy online


*Przypominam, że słowo drogeria nie pochodzi od „drogi”, czyli kosztowny. We francuskim mamy droguerie, w niemieckim Drogerie, w portugalskim jest drogaria. We francuskim „drogi” to cher, w niemieckim – teuer, a w portugalskim – caro. To się nie klei. 

46 komentarzy:

  1. Właśnie go testuję :). Wrażenia póki co pozytywne, ale nie będę chwalić dnia przed zachodem słońca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I też wersja matująca? naprawdę?
      Ciekawa jestem, jaki masz odcień.

      Usuń
  2. Miała próbki tego podkładu i pomimo tego, iż moja cera czasami przypomina bemar z tłuszczem nie znosiła tej plastelinowatej mazi. Bo tak podkład matujący się zachowywał u mnie na twarzy. Natomiast podkład rozświetlający Provoke to całkiem inna bajka i jeśli uporam się z zapasami na toaletce to kiedyś do kupię :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż musiałam sprawdzić, co to jest bemar :D. Ach, no to mam już pozytywne opinie o podkładzie rozświetlającym i liftingującym. Wygląda na to, że wybrałam sobie najgorszą wersję ze wszystkich.

      Usuń
    2. Liftingujący ma zbyt małe krycia jak dla moich przebarwień, ale ten rozświetlający mogę śmiało porównać ProVoke do YSL Touche Eclat. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem.

      Usuń
    3. Nie próbowałam nigdy Touche Eclat, ale naczytałam się o nim tyyyyyyyyle zachwytów, że mnie zaintrygowałaś rozświetlającym ProVoke!

      Usuń
  3. Ja pisałam o 205 i u mnie również nie wypadł najlepiej ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, no to właśnie u Ciebie widziałam tę recenzję. Zaraz poprawię w poście :)

      Usuń
    2. Ja mój podkład oddałam mamie i jest z niego zadowolona :) Przynajmniej się nie zmarnował :D

      Usuń
    3. A mama pewnie ma cerę normalną :D

      Usuń
  4. podchodziłam do testerów kilka razy.. ale za każdym razem coś mi w tym podkładzie nie grało. Teraz mam jego próbkę i mogę przetestować na twarzy :-) ciekawe jak się sprawdzi, choć nie liczę na cuda, bo od początku mam mieszane uczucia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chociaż kolor próbki dopasowany do Twojej karnacji :)

      Usuń
  5. Szkoda, że tak się zachowuje, ciekawa jestem czy to samo dzieje się z rozświetlającymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno rozświetlający o niebo lepszy.

      Usuń
  6. no masz,a tyle pozytywnych opinii czytałam! choć nie rozbudziły one we mnie parcia na ten podkład, bo przez kosmetyki Lirene w ogóle nie ufam całemu koncernowi :P

    najbardziej nienawidzę w podkładach oksydowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też z Lirene lipa :( myślałam, że ProVoke jakoś przełamie złą passę, ale nie tym razem.

      Usuń
  7. Kusił mnie ale ciemnienie go dyskwalifikuje, a opakowania maja ładne nie powiem, mnie jeszcze kusi ich baza pod cienie w takim jakby pisaczku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chwilowo kuszą już tylko te piękne pudry (rozświetlacz, bronzer itd.) z pięknymi tłoczeniami.

      Usuń
  8. Miałam się na niego skusić w trakcie promocji -50% w Superpharm, ale odpuściłam - może to i dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w moim Super-Pharmie nie ma standu ProVoke, tylko pojedyncze kosmetyki.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Przy ciemniejszych oksydowanie nie powinno być tak widoczne.

      Usuń
  10. Ja go kupiłam po przeczytaniu wielu super pozytywnych recenzji i miłości wielkiej nie ma. Przede wszystkim szybko mi z twarzy znika, wieczorem na płatku kosmetycznym nie widać ani grama koloru. Kryje średnio. Teraz jesienią nawet się dogadujemy jeśli chodzi o błyszczenia - trzyma moją twarz w ryzach całkiem długo. Chcę zużyć tę buteleczkę, którą mam i raczej nie kupię ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na płatku coś tam jeszcze widać, ale cera wygląda bardzo kiepsko – jakbym podkład wtarła w poduszkę.

      Usuń
  11. Ten podkład już w buteleczce wygląda na dość ciężki, a ja obecnie muszę sobie takie odpuścić, dlatego w tym momencie bym go nie kupiła. Moja tłusta odwodniona skóra, pozbywałabym się go bardzo szybko, rolując się i niszcząc mi humor hehe. Nie planuję kupować nic od Ireny Eris ze względu na ceny, ale może za jakiś czas skuszę się na kilka kosmetyków i być może na ten właśnie podkład ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. kosmetyki tej marki i firmy jakos mnie w ogole nie kreca.
    owszem, wpadla mi w oko jakas pomaka czy roz, ale sa dosc drogie i mi zapal opadl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Lirene nie rusza, zresztą kosmetyki tej marki rzadko się u mnie sprawdzają, ale ProVoke był takim miłym akcentem – myślałam, że coś się zmieni w moich trudnych relacjach z laboratorium Ireny Eris :)

      Usuń
  13. Dobrze w takim razie, że nie mam chciejstwa na ProVoke ;-) A swoją drogą to nie do pomyślenia, taka wysoka cena za takiego dziada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z tego powodu mi smutno – jakoś, delikatnie mówiąc, średnia, a cena już prawie jak z Doulgasa czy Sephory.

      Usuń
  14. Kilka moich znajomych używam podkładów Provoke i bardzo sobie chwalą.
    Pozdrawiam koleżankę z SoB:)

    OdpowiedzUsuń
  15. czy my tego razem nie kupowałyśmy? czy to był ten piękny puderek, nad którym dumałyśmy w rossmannie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przy Tobie tylko stałam koło szafy ProVoke i gapiłam się na te wszystkie cuda, ale ostatecznie wyszło nam z oględzin wizażu via komórka, że nie warto :D. A potem jednak zgrzeszyłam w innym Rossmannie, durna ja.

      Usuń
    2. Czytanie Wizażu w Rossmanie<3 #pozdrodlaochrony #niestójnademną

      Usuń
    3. A tam jakoś nie widziałam ochrony, bo to był duży Rossmann w galerii handlowej :). Ale fakt, ochroniarze w Rossku są najgenialniejsi. Nigdzie nie czuję się taka zaopiekowana!

      Usuń
  16. Jakbym czytała o innym produkcie;) Miałam próbki wszystkich 3 Provoke ale ten Matt najbardziej mi podszedł. Dostałam go w prezencie od Hexxany, której nie podpasował. U mnie się sprawdza i zaprzeczam wszelkim faktom o nim podanym w opisie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że są cery, którym on pasuje!

      Usuń
  17. Mnie tam ciemnienie w XXI wieku zupełnie nie dziwi... Na szczęście te dwa podkłady, które pasują mi kolorystycznie nie ciemnieją, ale 90% drogeryjnych korektorów (z kultowym Catrice włącznie) na mojej skórze zmienia się z wanilii w "zatrzasnęłam się na solarium po końskiej dawce beta karotenu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, Catrice? Poważnie? Właśnie niedawno kupiłam w promocji te płynne, ale jeszcze nie używałam. To teraz już wiem, że nie będę przy pierwszym razie zaraz po aplikacji szła w miasto :D

      Usuń
  18. kurczę szkoda ,że ciemnieje. a miałam na niego ochotę. ostatnio mój ukochany bourjois healthy mix zaczął mi oksydować na twarzy :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że ciemnienie zależy od pH skóry, ale nie wiem, jak to dokładnie jest. Może czas się doinformować i zacząć wyciągać wnioski, żeby uniknąć kolejnych rozczarowań? Pytanie, czy w ogóle da się ich uniknąć.

      Usuń
  19. Też byłam nim zainteresowana i pewnie z ciekawości kiedyś kupię... Na szczęście jestem ciemniejsza i problemu z odcieniami nie mam. ;)
    A co to za maska cud z Sephory?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to taka błotna z nazwy, która błotem wcale nie jest :D
      http://www.sephora.pl/Pielegnacja-Twarzy/Maseczki-i-Peeling/Maseczki/Blotna-maseczka-oczyszczajaco-matujaca-Cynk-i-miedz/P2471080

      Usuń
  20. Wzięłabyś się w końcu za Annabelle Minerals (nie zalega ci aby przypadkiem jakaś próbka w zapasach? Bo coś kojarzę, że owszem i tak, to trochę straszne, że to pamiętam). Jestem coraz bardziej ciekawa, jak by się u ciebie zachowywały. U mnie zachwyt trwa,, choć latem zdradziłam je z leciutkim CC z Bell.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanko słodka, masz bardzo dobrą pamięć, a nawet Bardzo Dobrą Pamięć. Mam nawet więcej niż próbkę, cały słój podkładu Annabelle Minerals. Tylko niestety w za ciemnym odcieniu na tę porę roku :( Zgapiłam i teraz muszę kupić sama (widzisz, mogłam na tych cholernych Ekocudach, ale nie przyszło mi to do głowy!).

      CC Bell mam, ale teraz też za ciemny. Bardzo w porządku, choć chyba od początku kolor nie był do końca optymalny. I jeszcze w uwalonej tubeczce kupiłam, nie mam jak zaprezentować na blogu. Ach, te problemy pierwszego świata.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger