08.11.2016

Secrets Of Beauty VI, czyli porozmawiajmy o urodzie... w górach!

Piękny Beskid Żywiecki, wiele kobiet, kilku mężczyzn, dwa jamniki, komfortowy hotel, inspirujące warsztaty, tona kosmetyków, a w tym wszystkim ja!



Pod wspólnym hasłem „Secrets Of Beauty – porozmawiajmy o urodzie” Michał z bloga Twoje Źródło Urody już od trzech lat organizuje cykliczne spotkania dla blogerów (za co chwała mu i bukiet stokrotek). Inicjatywa jest wyborna, bo spotkania zazwyczaj odbywają się w pięknych okolicznościach przyrody i przepełnione są tym, co tygryski, tygrysice i inne łasice lubią najbardziej: mnóstwem kosmetycznego... wszystkiego.



Piątek, weekendu początek


Po małym shoppingu w Katowicach i szybkim spotkaniu z Gosią (Esy, floresy, fantasmagorie) i Magdą (Mazgoo), które popędziły na warsztaty świecowe, dotarłam do hotelu Zacisze jako jedna z pierwszych. Mój pokój okazał się dwupiętrowym apartamentem: na parterze wspólna przestrzeń z kanapą, stołem i telewizorem, a na piętrze łazienka i dwie sypialnie. Żem gapa, to fotografii brak. Nie jestem też w stanie przekazać Wam przez kable zapachu świeżego drewna, jaki wydobywał się z nowiutkiej szafy, ale nasze luksusy możecie podejrzeć tu: klik i tu: klak. Oprócz noclegów o wysokim standardzie, hotel oferuje wiele atrakcji sportowo-pielęgnacyjnych, ale nie udało mi się z nich skorzystać z dwóch powodów: po pierwsze, zainwestowałam swój bezcenny weekendowy czas w integrację, która odbywała się raczej w pokojach niż na  ogólnodostępnym basenie, a po drugie, w dniu wyjazdu na SoB odkryłam, że mój śliczny kostium kąpielowy w marynarskie pasy przeleżał w szufladzie 12 lat (lekko licząc) i wygląda, jakby... hmm... ktoś na niego naszczał. Kobiety, które przechowują latami swoje śnieżnobiałe biustonosze, powinny wiedzieć, jaki efekt mam na myśli :). Okazało się, że straciłam całkiem sporo: basen z biczami wodnymi i opcją jacuzzi, grotę solną, zabiegi kosmetyczne z 10% rabatem i dwa hot-pomieszczenia, których akurat moje ciało bardzo nie lubi: łaźnię parową oraz saunę. Cóż, przynajmniej pograłyśmy z Gosią w ping-ponga!

1. Hotel Zacisze jest położony na wzgórzu, w bardzo malowniczej okolicy. 2. Gosia/Esek dzielnie wszystko uwieczniała, w przeciwieństwie do mnie... 3. To ja. (fot. Gosia) 4. Zobaczcie, jaką Michał ma czadową fryzurę! 

Jasnym punktem piątkowej integracji była wycieczka wesołym samochodzikiem (przepraszam: Wesołym Samochodzikiem) do Żywca z moją prawie-sublokatorką Pauliną z bloga Zakochana w kolorkach i Gosią – Eskiem. Paulina mieszka w Żywcu, więc na noce wracała do domu (błąd!). Jej samochód tak się ucieszył, że może nas oprowadzić po swoim mieście, że z radości machał wycieraczkami w zupełnie dowolny sposób ;). Sam Żywiec był trudny do obejrzenia, bo i mroczny, i deszczowy, i pozamykany. Mimo wszystko to miasto już zawsze będzie mi się kojarzyć z Secrets Of Beauty i pewną całkiem zwariowaną beauty blogerką. Paulino – dzięki za fajne wspólne chwile!

Warto wspomnieć, że Michał zaprasza na warsztaty SoB nie tylko blogerów beauty. Mój pokój był na przykład zagłębiem matek Polek, bo oprócz Agaty, matki Tomasza, zasiedliły go dwie autorki blogów parentingowych: Marta z bloga Tosinkowo i Bożena, Mama Trójki.

Sobotnie warsztaty i integracja właściwa


Oficjalna część SoB rozpoczęła się o godz. 10, co wszystkim postpiątkowym zwłokom było bardzo na rękę. Wcześniej czekało na nas atrakcyjne śniadanie w formie bufetu szwedzkiego. Sala konferencyjna pachniała świeczkami, a ich blask ocieplał ponury, jesienny dzień. Zdaję sobie sprawę, że zabrzmiało to jak fragment umiarkowanie nędznej powieści romansowej, a w sali konferencyjnej powinni się zaraz puknąć główni bohaterowie, ale nic nie poradzę – taki mieliśmy klimat :D.

1. Od początku było romansowo, nastrojowo :). 2. Michał nas ładnie wita, podczas gdy dynia trochę go zjada. 3. Jacek opowiada o świecach. To jego ulubiony temat. 4. A to Krysia. Ma trzy miesiące i dużą część warsztatów przeleżała lub przespała na rękach u cioci Gosi. Temat świec i kosmetyków mało ją pasjonuje.

Po kilku powitalnych zdaniach Michała pałeczkę przejął Jacek Krzanowski z Polskich Świec, który tym razem reprezentował firmę Admit – producenta świec i zniczy, a także właściciela goszczącego nas hotelu. Po krótkim zapoznaniu z historią firmy i jej ofertą Jacek oddał głos pani Annie Rolf – przedstawicielce Dermo Future Precision – profesjonalnej marki, tworzącej preparaty na pograniczu chirurgii estetycznej i kosmetologii. Z produktami do włosów Dermo Future miałam okazję zapoznać się dzięki poprzedniej, wiosennej edycji Secrets Of Beauty. Wiosną poprzestałam na obmacywaniu kartoników, bo moje włosy akurat miały taki wyjątkowy czas w roku, że właśnie zakończyły wypadanie. Niestety, wraz z nadejściem jesieni znowu zaczęłam linieć, dlatego jeszcze przed SoB-em grzecznie zabrałam się za szampon przyśpieszający wzrost i przeciwdziałający wypadaniu. Do szamponu dołożę na dniach wcierkę z tej samej serii, a o efektach w stosownym momencie Wam opowiem.

1. O strzykawkach Dermo Future poczytajcie niżej. 2. Anna Rolf opowiada. Dużo i ciekawie. 3. Dziewczyny kręcą peelingi. 4. Taką konsystencję lubię najbardziej: mniej olejów, więcej cukru. 

Pani Anna zaprezentowała nam tym razem produkty do twarzy (jeden nawet na modelu!) i opowiedziała o kluczowych składnikach w pielęgnacji Dermo Future, m.in. o mojej starej, dobrej znajomej – lewoskrętnej witaminie C. Był też ciekawy wątek odżywek z formaldehydem i tego, jak to się dzieje, że jednym pomagają, a innym bardzo szkodzą. Wróciłam do Warszawy z toną materiałów i certyfikatem ukończenia szkolenia. Marka na pewno warta uwagi – jest nie tylko technologicznie do przodu, ale ma też ciekawe, innowacyjne opakowania. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć trzy genialne strzykawki, które najpierw mogą śmieszyć/tumanić/przestraszać (niepotrzebne skreślić) wyglądem, ale po pierwszym naciśnięciu pompki już wiadomo, że iniekcje będą tylko metaforyczne, a forma kosmetyku jest wyjątkowo wygodna.

Dermo Future przygotowało dla nas również część warsztatową. Tworzyliśmy cukrowe peelingi do ciała. Mój, poza cukrem, zawierał również prochy orzechowych nieboszczyków, oleje słonecznikowy i z pestek winogron, a także aromat winogronowy. Bardzo przyjemne doświadczenie, ale z aromatem trochę przegięłam ;).

Ania Mucha nie tylko malowała, ale też... masowała i uczyła męża, jak należy taki masaż wykonywać :). Gosh przygotował dla nas część warsztatową: naukę konturowania i klejenia sztucznych rzęs marki Eylure; były też upominki (na zdjęciu widoczna nowa czwórka do konturowania).

Po przerwie kawowo-muffinowo-instagramowej zaczęła się część makijażowa z marką Gosh Copenhagen. Prezentację nowych produktów i warsztaty poprowadziła światowa mistrzyni makijażu i główna makijażystka Gosha – Anna Mucha. Anna opowiedziała o zmianach, jakie zaszły w filozofii marki (mniej kolorowo, bardziej naturalnie – to mi się podoba!), a potem na swojej ślicznej modelce zaprezentowała techniki konturowania. Dalej to już każdy miział się nowościami Gosha według uznania. Były indywidualne konsultacje i nauka klejenia sztucznych rzęs Eylure. Ja poprzestałam na przyłożeniu krzaczków No. 107 do oczu. No cóż, wersja Volume nie jest dla mnie, powiedzmy, że są zbyt... onieśmielające :D. Na szczęście udało mi się podmienić zbyt gęste kudłowisko i ostatecznie w domu zamieszkały ze mną bardziej stonowane, naturalnie wyglądające Eylure'y. Z nimi mój pierwszy raz będzie zdecydowanie mniej stresujący.

1. Oto prawie cały arsenał Sylveco. Włącznie z Viankiem i Biolavenem. Nie wiadomo było, od czego zaczynać macanie! 2. Przedstawicielka Sylveco rozpoczęła kuszenie :D. 3. Marta z Naturativ próbuje ustalić, czym właściwie są naturalne kosmetyki. 4. Stare, dobrze znane patandruby w nowych szatach. 

Po obiedzie spotkaliśmy się z przedstawicielką Sylveco, Agnieszką Pindel, a także ze stołem przyjemnie zastawionym produktami Sylveco i młodszego kosmetycznego rodzeństwa: marek Biolaven i Vianek. Całość wyglądała imponująco. Oczywiście dotykanie, wąchanie i planowanie przyszłych zakupów było w opcji. Wykład dał mi do myślenia: skóra ma cztery typy, ale żeby było łatwiej, dodatkowo jeszcze podtypy. Mój mieszany typ jest mi znany od dawna, ale podtypy już nie takie proste do ustalenia. Czy cera jest sucha, czy odwodniona? Czy mam zaburzoną seboregulację w wyniku odwodnienia, a może moja tłusta strefa T ma inny problem? Nowe myślenie o własnej skórze zmusza również do nowego spojrzenia na niektóre kosmetyki. Może coś nie służy, bo jest przeznaczone do innej skóry niż moja?

Gdy słońce zaszło, a w sali zrobiło się tak ciemno, że mój telefon zamienił się w toster z funkcją foto, prezentację marki Naturativ rozpoczęła Marta Ziubińska, szefowa PR Aromedy. Aromeda to firma, która wprowadziła na rynek naturalne kosmetyki Pat&Rub, a obecnie sprzedaje je pod międzynarodowym brandem Naturativ. Marta opowiedziała sporo o naturalnych składnikach, metodach ich pozyskiwania i o certyfikacji naturalnych kosmetyków (Naturativ jest jedynym w Polsce dumnym posiadaczem międzynarodowego certyfikatu Natrue, którym mogą się pochwalić m.in. takie marki jak Lavera i Weleda). Kwestii medialnej zadymy z Kingą Rusin nie dało się przemilczeć i cieszę się, że ta sprawa również została poruszona. Okazało się, że wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż podejrzewałam. Może za jakiś czas napiszę Wam więcej, na razie możecie przeczytać, jak to wygląda od strony Magdy Hajduk – właścicielki Aromedy: klik. Dla Was istotny powinien być fakt, że kosmetyki Pat&Rub, które znacie, obecnie występują w przyrodzie jako Naturativ, a Pat&Rub sprzedaje inne produkty. W Naturativ zmieniła się tylko linia AOx – certyfikat Natrue uniemożliwił dalszą produkcję kosmetyków z użyciem wody źródlanej z Jeleniej Strugi.

Na koniec dnia jeszcze raz odwiedził nas Jacek z Polskich Świec, który podsumował dotychczasową współpracę z projektem Michała. Oczywiście nie obyło się bez toreb z darami od wszystkich kooperujących z SoB-em marek. To tyle w temacie mojego uszczuplania zapasów.

Sobotni wieczór spędziłam najpierw w hotelowej kawiarni na występach zespołu U Pana Boga Za Piecem, a potem w pokoju 204, w którym odbywał się wieczorek zapoznawczy w większym gronie. Szczegóły zachowam dla siebie, ale drodzy uczestnicy spotkania, wiedzcie, że było mi bardzo miło wspólnie porechotać :).

W niedzielę po śniadaniu rozjechaliśmy się we wszystkie świata strony. Naładowałam akumulatory, przypłynęła nowa energia do tworzenia bloga, jest dobrze! Michale, jeszcze raz dziękuję za zaproszenie i za to, że mogłam zobaczyć, jak wygląda „prawdziwy”, wyjazdowy SoB. Mam nadzieję, że to nie był nasz ostatni wspólny wyjazd!


O poprzedniej, warszawskiej edycji Secrets Of Beauty możecie poczytać tu: klik, a do podglądania mojego niekosmetycznego świata zapraszam na Instagram.


Uczestnicy VI Secrets Of Beauty:

Michał – Twoje Źródło Urody + Grześ operator + Maria i Krystyna
Gosia – Esy, floresy, fantasmagorie
Paulina – Zakochana w kolorkach
Angel – Kosmetyki bez tajemnic
Paulina – Czarszka – vloga z SoB możecie obejrzeć tu: klik, a tutaj film z warsztatów świecowych.
Magda – Mazgoo
Klaudyna – Ekstrawagancka
Dobrusia – Dobrul bloguje
Monika – Moment urody
Sylwia – StellaLily Beauty Blog
Monika – Blog Moniszona
Ewelina – Evelyn's Shades Of Red
Aleksandra – Arsenic
Grzegorz – Wszystko o pielęgnacji
Margareta – Life In Colour
Kinga – Delightful
Ania – Kolorowy kraj
Patrycja – Interendo
Marta – Tosinkowo
Bożena – Mama Trójki
Alina – TrendDash
Natalia – Centrum Stylu



41 komentarzy:

  1. Kurczę tak to super opisałaś, że miałam wrażenie, że znowu tam jestem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Szkoda, że nie udało nam się porozmawiać, ale może następnym razem :)

      Usuń
  2. Ja wiem, że tu dużo ważkich kwestii, ale muszę się emocjonalnie uzewnętrznić w trzech kwestiach:
    1. Beskid Żywiecki <3<3<3
    2. jaka PIĘKNA Agata z NAJPIĘKNIEJSZYMI włosami <3<3<3<3<3<3<3<3<3
    3. Dynia trochę zjada Michała <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Oj taaaak, bardzo ciekawa, mocna przestrzeń. Szkoda, że nie było kiedy zwiedzić.
      2. Haha, dzięki! Włosy się ułożyły niebywale, cieszę się, że Gosia uwieczniła, bo one NIGDY TAKIE NIE SĄ :D ale przecież w życiu piękne są tylko chwile :P
      3. No zjadała. Ale zobacz, skończyło się dobrze :)

      Usuń
  3. Cudownie było z Wami spędzić ten weekend :) aż chce się organizować kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że mogłam się z Wami spotkać :) Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja i wtedy lepiej się poznamy, bo mimo że grupa nie była najliczniejsza, to nie dałam rady z Wami wszystkimi dłużej pogadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też liczę na więcej :) do zobaczenia!

      Usuń
  5. to o co chodzi z tym formaldehydem w końcu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy bardzo zniszczonej płytce formaldehyd może dostać się do skóry pod paznokciem i wtedy jest duża szansa, że uczyni prawdziwe spustoszenie. Jeżeli wda się proces zapalny, paznokieć zwykle obumiera, żółknie i pozamiatane. Nie dla każdego takie odżywki się nadadzą niestety, dlatego trzeba robić sprawdzian. Jeżeli posmarujesz i coś Cię szczypie, zmywaj i zapomnij o formaldehydzie - nic dobrego nie wyjdzie z Waszej współpracy.

      Usuń
  6. Zazdroszczę tego spotkania. W tym roku wyjątkowo nie było dane mi nigdzie pojechać, ale liczę, że to się szybko zmieni, oby tylko zdrowie dopisało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zdrowia, Dorotko i... do zobaczenia :)

      Usuń
  7. jak zwykle bezkonkurencyjnie najfajniej napisana relacja :* czytało się znakomicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*:*:*:* a więc opłaciło się zużyć na to cztery dni ;)

      Usuń
  8. Fantastyczna relacja. Czytałam już o tym wydarzeniu na blogu Pauliny (Zakochana w kolorkach) i bardzo mnie urzekła atmosfera tych warsztatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu :). Atmosfera była świetna, mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś się pojawię na warsztatach Michała!

      Usuń
  9. Świetna relacja, pośmiałam się, czytając ją... :D Najbardziej spodobało mi się określenie "postpiątkowe zwłoki" - włączam je do swojego słownika, hehe. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, noooo wiesz, jak jest z tymi piątkami... i tym, co potem ;D
      Dziękuję za miłe słowo :)

      Usuń
  10. Było świetnie, do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. osobnik z 204 pozdrawia gorąco, do następnego ;) Obecność obowiązkowa :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Machające z radości wycieraczki mnie rozwaliły:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Na SoB byłam rok temu, ale uważam, iż super, że teraz Michał organizuje te spotkania gdzie indziej - nad morze jest jednak moim zdaniem za daleko ;) PS. jeszcze nie miałam przyjemności poznać Krystyny, drugiej jamniczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo Krystyna ma tylko 3 miesiące – debiutowała publicznie na tym SoB-ie ;)

      Usuń
  14. To był super czas, cudownie, że byłaś Laska fiu, fiu <3
    Nasz wesoły samochodzik z Góralką przejdzie do historii - następnym razem obezwładnimy Paulinę żeby została z nami na zawsze...to znaczny na noc :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      Z Tobą to ja mogę i za Ural! już mamy doświadczenie we wspólnym dogrzewaniu heheeh

      Usuń
  15. Chyba cię rozpoznałam w filmiku u czaszki ;) pokaz ta siatę z darami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to u niej obejrzyj, ja mam taką samą :)

      Usuń
    2. Nie oglądam jej juz jakoś mi sie przejadła wole ciebie poczytać :)

      Usuń
  16. świetna relacja ! Naprawdę super tam miałyście ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Faktycznie było świetnie, człowiek wraca z takiego weekendu z nową energią :)

      Usuń
  17. To była naprawdę niesamowita przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetna relacja, można się faktycznie poczuć jakby się tam było :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super relacja :) Zazdroszczę Wam takich warsztatów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że to nie były ostatnie :)

      Usuń
  20. świetne warsztaty :-) organizatorzy dali z siebie naprawdę dużo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) przy każdym SoB daje z siebie wszystko :)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger