14.11.2016

The Body Shop – Vineyard Peach Body Butter, czyli... turbobrzoskwinia /recenzja/

Oj, dawno nie taplałam się w masłach do ciała z TBS... Moja ostatnia maślana miłość zdarzyła się ubiegłej zimy, kiedy do sprzedaży weszła świąteczna, śliwkowa edycja. Świeża, niemarcepanowa śliwka bardzo miło mnie zaskoczyła i do dziś żałuję, że nie zrobiłam zapasów na później. Miałam nadzieję, że w tym roku Frosted Plum wróci do oferty, ale niestety, wśród świątecznych propozycji jej nie widzę. A jak się nie ma, co się lubi, to się lubi... brzoskwinie zamiast śliwek. 


Kilka lat temu namiętnie kupowałam i zużywałam masła do ciała z The Body Shop. Wtedy właśnie odkryłam, że są bardzo nierówne. Po pierwsze różnią się jakością zapachów: niektóre aromaty piękne i bardzo naturalne, inne sztuczne, jeszcze inne brzydkie, ale jakże prawdziwe w swej brzydocie! Po drugie: mają różną konsystencję – od miękkiego, aksamitnego masełka, po zbite, treściwe, czasem wręcz grudowate. Różnice w formule mają odzwierciedlenie w działaniu i zachowaniu na skórze: miękkie gładko suną po skórze, większość z nich szybko się wchłania i poziom nawilżenia jest tylko nieco powyżej przeciętnej. Te zbite są bardziej odżywcze, ale np. bosko pachnące czekoladowe cudo nie wchłania się w 100% i tę niewchłoniętą powłokę można przez resztę dnia zdrapywać sobie z kończyn. Wersja Vineyard Peach jest jednocześnie zbita i lekka. W przeciwieństwie do Chocomanii, wchłania się całkowicie – zupełnie nie ma czego rolować! 


Masło pachnie soczystą, dojrzałą brzoskwinią, o ile nie wsadzam nosa w plastikowy słoik i nie obwąchuję rąk po aplikacji (jak to ja). Aromat czuć z daleka, co wielokrotnie potwierdzała moja mama, krzycząca zaraz po aplikacji: „Ale pachniesz brzoskwiniami!”. Pachnę, mamusiu, tylko się nie zbliżaj, bo z bliska brzoskwinie stają się sztuczne i przypominają gumę Turbo. Turbo dobrze mi się kojarzy, ale wolałabym ją pożuć, niż się nią ponacierać. Na szczęście z odpowiedniej odległości jest naprawdę przyjemnie i owocowo, a zapach jest całkiem trwały. Listę składników możecie podejrzeć tu: 

Aqua/Water (Solvent/Diluent), Theobroma Cacao Seed Butter/Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter (Emollient), Butyrospermum Parkii/Butyrospermum Parkii (Shea Butter) (Skin-Conditioning Agent/Emollient), Glycerin (Humectant), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Glyceryl Stearate (Emulsifier), PEG-100 Stearate (Surfactant), Prunus Persica Kernel Oil/Prunus Persica (Peach) Kernel Oil (Emollient), C12-15 Alkyl Benzoate (Emulsifier), Ethylhexyl Palmitate (Skin Conditioning Agent), Cera Alba/Beeswax (Emulsifier/Emollient), Sesamum Indicum Seed Oil/Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil (Skin-Conditioning Agent), Bertholletia Excelsa Seed Oil (Emollient), Dimethicone (Skin Conditioning Agent), Parfum/Fragrance (Fragrance), Caprylyl Glycol (Skin Conditioning Agent), Phenoxyethanol (Preservative), Xanthan Gum (Viscosity Modifier), Linalool (Fragrance Ingredient), Disodium EDTA (Chelating Agent), Tocopherol (Antioxidant), Limonene (Fragrance Ingredient), Prunus Persica Extract/Prunus Persica (Peach) Extract (Natural Additive), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Benzyl Alcohol (Preservative), Citric Acid (pH Adjuster), CI 14700/Red 4 (Colour), CI 15985/Yellow 6 (Colour).

Od razu zaznaczę, że w masłach TBS nie szukam naturalnych, krótkich składów, dlatego nie zniechęca mnie przydługi INCI wersji Vineyard Peach. Mimo wszystko mamy tu kilka wartościowych składników: bazę z wody i masła kakaowego, masło shea i glicerynę, olejek brzoskwiniowy, olej sezamowy, olej z brazylijskich orzechów, wosk pszczeli...

Efekt po jednorazowym użyciu jest zadowalający – masło szybko się wchłania i pozwala cieszyć się dobrze wypielęgnowaną skórą. Od dłuższego czasu wracam do mocno natłuszczających, ciężkich formuł, dlatego pojedyncze skoki w bok z TBS-ową brzoskwinką wydawały mi się na początku zbyt słabe. Kiedy jednak zrobiłam to, co każdy rozsądny konsument zrobić powinien, czyli zaczęłam nacierać się masłem Vineyard Peach regularnie, szybko okazało się, że brak tłustej warstwy, charakterystycznej dla naturalnych mazideł na bazie shea, jest tu tylko zaletą. Kosmetyk pozwala utrzymać dobry poziom nawilżenia i robi to w taki dyskretny sposób, o którym prawie już zapomniałam: nie zostawia śladów na kilka godzin, a jednak robota jest dobrze wykonana. Ostatnie spotkania z miniaturami maseł TBS nie były dla mnie zachwycające w sensie pielęgnacyjnym, a tu nagle taka miła niespodzianka.

Mimo wszystko raczej do niego nie wrócę. To dobrze działający kosmetyk, ale cena bez promocji nie zachęca, a i zapach mnie nie porwał. Jeśli miałabym pozostać w salonie The Body Shop i wybrać sobie masełko, które miałoby umilać pielęgnację boskim, owocowym aromatem, postawiłabym raczej na mango lub klasycznie przyjemny, cytrusowy zapach linii Satsuma. Ale to już kwestia gustu.

Pojemność: 200 ml
Cena: 65 zł
Ocena: 5/6

21 komentarzy:

  1. Ja nie chcę by z daleka mnie wąchali a z bliska zalatywać plastikiem ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nic nie pisałam, że z bliska zalatujesz plastikiem, tylko że gumą Turbo :D
      Chyba że ją potraktujemy jak plastik ;)

      Usuń
  2. Szkoda, że tylko z daleka ładnie pachnie. Właściwie kupuję bardziej dla własnej przyjemności niż dla wąchającego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się z bliska nie bardzo ten aromat podoba, ale może Ty byłabyś zachwycona? Jeżeli podobają Ci się chemiczne brzoskwinie... mnie na przykład podoba się chemiczny banan :D

      Usuń
  3. Uwielbiam TBS :) tylko te ich ceny ohhhh : (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje masło kupiłam za 39 zł, często pojawiają się różne promocje, więc warto poczekać i ucapić coś w milszej dla portfela cenie :)

      Usuń
  4. Ta wersja zapachowa bardzo często jest na promocji w TBS. Swój egzemplarz kupiłam za niecałe 30 zł, co jest całkiem przyzwoitą kwotą, a na pewno znacznie lepszą niż cena regularna. Masło nie pachnie mi plastikiem, tylko jakimś takim brzoskwiniowym budyniem. Podejrzewam, że to jak zapach zachowuje się na skórze ma związek z pH. Osobiście lubię masła TBS, szczególnie z kolekcji świątecznych i już czekam na moje tegoroczne trio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, regularnie widuję brzoskwiniowe żele pod prysznic w promocji za pół ceny. Jejku, czy naprawdę z mojego postu wynika, że masło pachnie plastikiem??? Przecież pisałam o gumie Turbo! :)

      Usuń
  5. jednakowoż brzoskwinie niekoniecznie kojarzą mi się z obecną porą roku i aurą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam używać latem! :)
      Zresztą powiem Ci, moja droga, że w tym sezonie mam mniejszą niż zwykle ochotę na otulające (przynajmniej w wersji żarciowej) zapachy. Dziwneeeee...

      Usuń
    2. a wiesz, ja właściwie też...

      Usuń
  6. Ja byłam na otwarciu tbs w Poznaniu ale nic nie kupiłam troche mnie olali wiec ja ich tez hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej pokochałam masło Moringa, ostatnio zakupiłam 3 opakowania, ale oczywiście dwa rozdałam :D Skusiłam się również na Mango, bo kiedyś miałam miniaturę i strasznie śmierdziała - ponoć tak nie powinno być, więc sprawdzę to na pełnowymiarowym produkcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a mnie ten zapach dusi. To nie u Ciebie widziałam kiedyś hip-hip-hurra recenzję tej wersji masła TBS, właśnie ze względu na zapach? Faktycznie, aromat bardzo ładny, ale dla mnie o wieeeeeeele za mocny.

      Mam nadzieję, że nie grzebali w wersji mango i że nie zaczęła śmierdzieć od tego grzebania!

      Usuń
    2. Tak, to na pewno u mnie, bo Moringa to moje ulubione masło ever :D Mi się wydaje, że ta moja miniwersja Mango za długo gdzieś była magazynowa i dlatego zaczęła śmierdolić :P Ale mam teraz nówkę funkiel nieśmiganą (z czarnym paskiem), więc za jakiś czas się przekonam :)

      Usuń
  8. Miałam zestaw żel i balsam brzoskwinia z tej serii i balsam pachniał brzoskwinia, ale żel pod prysznic okropnie, gorzko śmierdział.
    A tak w ogóle to uwielbiam kosmetyki TBS. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj, mi też żel nie podpasował zapachowo... dużo słabszy od masła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja póki co miałam jedynie jedno masło TBS - z olejkiem arganowym. Zapach dla mnie ciekawy, choć musiałam się do niego przyzwyczaić :P

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger