13.12.2016

A miało być tak pięknie... L'Oréal – True Match, odcień 2.N Vanilla

(uwaga, spojler) No nie, nie mogę z nim, niestety. W starej wersji nie poznałam, a z nową mojej skórze zupełnie nie po drodze. Od kilku dni podkład mieszka u mojej Mamy i nawet w trakcie transportu okazał się nieznośnym dziadem – sam się otworzył, sam nacisnął i narobił w maminej torebce niezłego bałaganu. Przed Państwem True Match, którego nie lubię, lub który nie lubi mnie.

Najpierw na blogach pojawiło się mnóstwo wpisów, pokazujących nową gamę kolorystyczną, nowe opakowania i mówiących o zmienionej formule, dodanych olejkach, nadzwyczajnej urody pigmentach. Pomyślałam sobie wtedy: wow, to brzmi jak naprawdę porządny podkład – jak to się stało, że nigdy nie miałam go w rękach? Potem zdarzyła się osławiona promocja -49% w Rossmannie. Oprócz promocji zdarzyła się koleżanka, która bardzo chciała, żebym kupiła dla niej True Match. Czy to się jakoś uzupełnia?

Sama biegłam do Rossmanna po ProVoke Dr Ireny Eris (kolejny smutny niewypał, tu recenzja: klik), ale cała akcja z L'Oréalem skończyła się tym, że i ja postanowiłam zmierzyć się z legendą w nowej odsłonie. Wybrałam dla siebie Vanillę – idealny (jak mi się wydawało) beż z (jak mi się wydawało) żółtymi podtonami. Przynajmniej tak to wyglądało pod sklepową świetlówką.

True Match należy do podkładów, które przy odrobinie szczęścia mają nas wygładzić, wyfotoszopować i sprawić, że nasza cera będzie nieskazitelna jak u lasek z kreskówek Disneya. Producent wyróżnił w gamie kolorystycznej odcienie ciepłe, chłodne i neutralne, co dodatkowo ma nam ułatwić dobór koloru. Z oczywistych względów nie porównam nowego True Matcha do starego, ale mogę powiedzieć przynajmniej tyle, że jaśniejsze karnacje mają pewne szanse znalezienia czegoś dla siebie. Mamy do wyboru: bardzo jasny Ivory, widocznie różowy i dużo ciemniejszy Rose Beige, a także Vanillę, która jest gdzieś pośrodku, ale na pewno nie należy do najjaśniejszych – ja mogłam jej używać wyłącznie w słonecznych miesiącach. Sklepowa lampa trochę mnie oszukała, bo w świetle dziennym okazało się ostatecznie, że Vanilla wcale taka żółta nie jest, o wiele bliżej jej do brzoskwini.


Konsystencja super – dosyć rzadka, ale nie lejąca (chociaż opakowanie radośnie upierniczyć potrafi). Podkład bardzo dobrze się rozprowadza – zarówno flat topem, jak i gąbką czy palcami. Żeby dodatkowo umilić nam tapetowanie, producent dolał do butelek odrobinę delikatnego, przyjemnego dla nosa zapachu. Kolor 2.N Vanilla latem był dla mnie świetny i zaraz po nałożeniu byłam zachwycona efektem na twarzy. Skóra wyglądała promiennie (podkład ma niewidoczne na skórze drobinki rozświetlające), zakrył przebarwienia, ujednolicił, nie podkreślił rozszerzonych porów. Krycie ma średnie i nie polecam aplikacji kolejnych warstw (fotoszopowanie zamienia się w klasyczne szpachlowanie).

Spośród rzeczy trochę nie tak i bardzo nie tak zacznijmy od tego, że na mojej cerze True Match minimalnie ciemnieje, ale w przeciwieństwie do innych fluidów, nad którymi pastwiłam się na blogu w tym roku (vide: ProVoke, No Mask z Lirene), utlenianie jest mniej przykre w skutkach. Nie zmienia to faktu, że owy proceder występuje i że ciemniejących podkładów mam już po dziurki w nosie. Nie to jednak jest największym wrzodem na moim całkiem już okazałym dupsku. Gorsze od ciemnienia jest to, że dzięki wszystkim czarom-marom z olejkami, łatwym stapianiem ze skórą i nową jakością nawilżenia, podkład nigdy nie zastyga. Ciężko go przypudrować, a więc ciężko pracować na nim pudrowymi produktami do konturowania tak, żeby nie powstawały plamy. A skoro nie zastyga, to szybko znika. Powiedziałabym nawet, że znika w podskokach i z przytupem.

Widziałam True Matcha w akcji na trzech cerach. Na jednej ścierał się ekspresowo z brody, nosa i czoła, obficie ową nieszczęsną strefę T wybłyszczając; na drugiej od początku był mokry (bo niepudrowany), więc schodził równo z całej twarzy. Na trzeciej (mojej) po dwóch godzinach nie ma go na nosie, a wszystko robi się niesamowicie tłuste – nawet na nietłustych policzkach! Podkład wygląda, jakby zachciało mu się nagle rozstać z moją skórą i jakby oficjalnie kończył z jakimkolwiek stapianiem się i upiększaniem. Cera się świeci a podkład hmm... oddziela się? „Hej, zetrzyjcie mnie!” – woła, niecnota, i niestety, ani trochę nie przesadzam. Jakkolwiek nie nazwę tego, co dzieje się z True Matchem już po dwóch-trzech godzinach, jedno jest pewne: trwałość to on ma porównywalną z biszkoptem wrzuconym do gorącej inki.

Szybko stało się dla mnie jasne, że True Match to NIE JEST podkład dla cer mieszanych, tłustych i dla przetłuszczającej się strefy T. Wyobrażam sobie, że może dobrze się sprawdzić na cerze normalnej lub suchej (choć czytałam, że lubi podkreślać suche skórki), ale jeżeli macie skórę podobną do mojej, z wiecznie zaburzoną seboregulacją, nie brnijcie w ten temat, naprawdę. Ogromnie żałuję, że nie udało mi się trwać w pierwotnym zachwycie nad efektem, jaki daje True Match. Żałuję też, że po wakacjach tak szybko zjaśniałam i nie mogłam go wypróbować w momencie, kiedy moja cera była w doskonałej kondycji, z ogarniętą strefą T. Na pewno nie wrzuciłabym go do bublo-worka, ale w moim świecie przygoda z True Match z pewnością dobiegła końca.

Pojemność: 30 ml
Cena: od 27 zł + przesyłka w sklepach internetowych, do nawet 60 zł w stacjonarnych (ale w drogeriach regularnie można kupić ten podkład w dużej promocji)
Ocena: dla cer tłustych i mieszanych – marna
Dostępność: bardzo łatwa


42 komentarze:

  1. jej, mogłabym się podpisać pod tym postem. mam niemal identyczne doświadczenia z tym gagatkiem :( a tak chwalony.... dobrze, że miałam jedynie odlewkę

    miałam też odlewkę ich podkładu infallible matte i ten się na mnie tak nie wybłyszczał i ogólnie był dużo trwalszy; nie utleniał się, ale czasem zbierał w porach. ogólnie - dużo lepszy od true match'a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważałam jakiś czas temu zakup Infallible Matte, ale gdzieś przeczytałam, że właśnie się utlenia i po tych wszystkich ostatnich nieudanych spotkaniach z ciemniejącymi podkładami odpuściłam zakup. Pewnie kiedyś go w końcu wypróbują, bo mimo wszystko ma dużo dobrych opinii. Twoja też ma dla mnie duże znaczenie :)

      Usuń
  2. Ja też go nie polubiłam - ok. miesiąc po zakupie przekazałam dalej... podobno świetny...
    Kilka miesięcy temu dałam sobie całkowity spokój z podkładami drogeryjnymi i to była świetna decyzja. Serio! Choć Erisa wspominam naprawdę dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, Agnieszko, że ostatnio zrobiłam kolejne podejście do Erisa i było jakby ciut lepiej? Przynajmniej na nieszczęsnym nosie ;). Nie wychodziłam z domu, bo mimo wszystko wciąż ciemnieje, więc na tę porę roku odpada.

      Ja teraz coraz częściej używam minerałów. Wciąż jest to dla mnie dziwne, że za podkład ma robić coś, co jest sypkim pudrem, ale całkiem nieźle to działa!

      Usuń
  3. Coś nie masz ostatnio szczęścia do podkładów, Agato! Pamiętam jaki szał był na blogach i instagramach, jak blogerki dostały te podkłady w takich ładnych pudełeczkach i wszędzie można było przeczytać, że cud, miód i malina! Miało być tak pięknie, a jest jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mam :(. Chociaż nie, właściwie przełamałam złą passę minerałami, a teraz opisuję te wszystkie niewypały z ostatnich miesięcy :)). No tak, też pamiętam ten blogowy szał z L'Orealem. Każdej wszystko pasowało, wiadomo ;).

      Usuń
  4. Miałam go i na mojej suchej cerze był ok, choć faktycznie podkreślał suche skórki ;) Super wielkiej miłości z tego nie było, ale nienawiści na pewno nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, że podkład na bazie olejów podkreśla suche skórki, nie? :)

      Usuń
  5. Ja mam mieszaną cerę i u mnie sprawdzał się okej, chociaz nie pamietam jak zachowywał się w okolicach nosa i brody :P Muszę go użyc na dniach i sobie przypomniec. U mnie All Nighter UD zachowuje sie podobnie jak u CIebie True Match. Okolice nosa i broda wyglądają tragicznie... A jest tak mocno kryjący, że wygląda to niezaciekawie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co dawałaś pod niego? Jaką bazę? Muszę pamiętać, żeby nie ślinić się na All Nightera bez wcześniejszego wypróbowania ;).

      Usuń
  6. Miałam go, na twarzy wyglądał nieciekawie, odznaczał się i też ciemniał:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, a już się zaczęłam zastanawiać, co ze mną nie tak, że w ostatnich miesiącach tak mi wszystko oksyduje na twarzy. Ale widzę, że nie tylko u mnie ten problem.

      Usuń
  7. Mi na mojej suchej skórze wychodził w każdą linię mimiczną, nawet w te, o których sama nie wiedziałam (np. w te na czole, a moje czoło nie ma żadnej mimiki) przez co wyglądałam na jakieś 15 lat starzej, taka zadbana czterdziestka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Oj, szkoda, że tak to się u Ciebie skończyło, zadbana tak-jakby-czterdziestko :D

      Usuń
  8. Właśnie szukam idealnego, żółtego podkładu i właśnie o nim pomyślałam. Teraz go nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto wypróbować przed zakupem, może u Ciebie akurat by ładnie wyglądał i dobrze się trzymał? Sam kolor, mimo brzoskwiniowych tonów, ma przyjemny kolor, ale faktycznie typowym żółtasem nie jest.

      Usuń
  9. Cera dojrzała, mieszana z rosacea i aktywną strefą T.

    Polubiłam ten podkład, na pewno dużo bardziej niż jego poprzednią wersję. Najbardziej odpowiadała mi aplikacja gąbką BB, wtedy mogłam sobie go dokładać dla budowania krycia i wykończenie było takie świetliste. Natomiast nakładany pędzlem bądź palcami pokazywał suche wykończenie (może nie zastygające, ale kojarzyło mi się z efektem szpachli :D), za którym nie przepadam. A już na pewno nie w takim wydaniu. Niemniej najczęściej używałam magicznego BB <3 W ciągu dnia wystarczyło poratować się kilka razy bibułkami matującymi i strefa T, głównie czoło było jak nowe :) Fakt, oksydował, ale mnie to nie przeszkadza - akurat kolor miałam ten sam co Ty i pasował mi na tip top.

    Miałam nawet o nim pisać, ale w sieci jest tyyyyle opinii, że darowałam sobie. Po części też dlatego, że już więcej go nie kupię. Zużyłam, byłam zadowolona z uwagi na aplikację BB, lecz mam innych faworytów. Z drugiej strony, jak na półkę drogeryjną wyróżnia się i warto przetestować przed zakupem. O ile jest taka możliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O faktycznie! Widziałam u Ciebie jakąś pozytywną minirecenzję i się nią ciut zdziwiłam :). Wiesz, ja go używałam latem, sebum lało się obficie i jakoś się to wszystko fatalnie komponowało. A bibułek nie używałam w tym sezonie – w przyszłym na pewno nie powtórzę tego błędu! Z takich rozświetlających, mokrych podkładów u mnie nieporównywalnie lepszy wciąż pozostaje Healthy Mix, chociaż dawno go nie używałam, więc jestem ciekawa, czy nadal byłabym z niego taka zadowolona.

      Usuń
    2. U mnie on gościł prawie rok :D i tak sobie go testowałam przy różnych okazjach, nie chciałam też zbyt wcześnie wydawać opinii (jakoś wewnętrznie czuję, że o podkładzie mogę coś napisać, gdy będę miała porównanie na bazie różnych sezonów :D) - aczkolwiek latem, to u mnie podkłady rzadko goszczą na twarzy w ciągu dnia, zostawiam je wtedy na wieczór. I jeszcze jedna kwestia, jeżeli już podkład na lato, to na bazie wody, nie oleju :P
      A widzisz, to mamy jednak inne cery/potrzeby. Dla mnie Healthy Mix to porażka :( od koloru po formułę, nie potrafię go nosić.

      Usuń
    3. Nie no, żeby nie było – spotkałam się z nieszczęsnym True Matchem jeszcze zanim zaczęły się prawdziwe upały (to był kwiecień chyba), więc powiedzmy, że mam wiosenno-letnie rozeznanie. Zimą też mi się twarz potrafi okrutnie wytłuszczać (hmm, dziś np. nos mi się świecił jak dziki po godzinie !!! od aplikacji mineralnego podkładu Sephory, ale testuję różne połączenia kremów-podkładów-pudrów, więc to raczej nie wina Sephory).

      Masz rację, że najlepiej byłoby przetrzymać taki podkład cały rok i wtedy podzielić się ekstrakompletną opinią, ale musiałabym wtedy dokupić jaśniejszy kolor, a przy źle rokującym podkładzie nie mam na to najmniejszej ochoty ;).

      Usuń
    4. Hej, ale wiesz - żeby nie było, że to jakiś przytyk, czy coś w tym stylu, bo nie. Słowo pisane jest tutaj niedoskonałe. W każdym razie, to pisałam wyłącznie o sobie.
      Wracając do tematu, widać nie był Ci pisany ;) W swojej karierze spotkałam zaledwie kilka podkładów, które pasują mi odcieniem przez cały okrągły rok (biorąc pod uwagę odrobinę naturalnej bądź podrasowanej opalenizny i teoretycznie nie mam problemów z dobraniem koloru, to niestety też jest ciężko :/), więc doskonale Cię rozumiem.

      Usuń
  10. ja sie bardzo z tym podkladem polubilam :)
    ale obecnie jestem zachwycona revlonoweskimi colorstayami, wiec do true match nie planuje na razie poworotu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa nowych Colorstayów, podobno mają inne formuły, więc nie tylko pompka się zmieniła! :)

      Usuń
    2. Agato, zachęcam do poznania nowej odsłony ColorStaya - to faktycznie zupełnie inny podkład niż ten znany do tej pory. Moim zdaniem zmiana wyszła mu na dobre. Sięgam po niego od czerwca i widzę dużo plusów :D

      Usuń
    3. Przekonałyście mnie. Wywalam stare wersje (i tak już za długo leżą) i lecę po nówki :)))

      Usuń
  11. Uwielbiałam ten podkład w starej wersji, nowej formuły jeszcze nie testowałam, muszę kupić i sprawdzić czy mnie rozczaruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli w starej wersji był dla Ciebie okej, to masz większe szanse na powodzenie teraz :)

      Usuń
  12. Ja nie lubiłam starej wersji więc i na nową się nie skuszę. Jedynym plusem tych podkładów jest wg mnie dość fajna gama kolorystyczna dla bladolicych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdziwił mnie ten Ivory, naprawdę bardzo jasny jak na drogeryjne podkłady!

      Usuń
  13. Ja mam cerę suchą i dla mnie był beznadziejny ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie w mojej tłustej strefie T był największy problem, hmmm.

      Usuń
  14. miałam go, z początku go lubiłam, ale teraz niezbyt - moja twarz po nim wygląda na strasznie suchą, a jest dobrze nawilżona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na początku miałam nadzieję, że to będzie wielka podkładowa miłość...

      Usuń
  15. A ja wykańczam jego poprzednia wersje i jest całkiem ok choć mam juz swoich faworytów i raczej nie kupie nowej wersji (cera mieszana)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ostatnio eksperymentuję z minerałami i coraz bardziej jestem zdziwiona, że takie one sensowne :D

      Usuń
  16. A ja uwielbiam ten podkład i często zdarza mi się na nim pracować przy np. sesjach zdjęciowych, z konturowaniem przy nim nie mam najmniejszych problemów ( a pierwszy etap konturowania wykonuję produktami tłustymi), jeśli chodzi o wytrzymałość to mhm mogę się w nim wyspać i tak mimo to jest w stanie idealnym. Być może nie odpowiednimi produktami go utrwalałaś albo baza była nie odpowiednia. Trzeba pamiętać, że jest to podkład na bazie oleju więc nie każdy kosmetyk z nim będzie współgrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że jesteś z niego zadowolona. Konturowanie tłuste faktycznie może się tu lepiej sprawdzić, ja po prostu nigdy nie korzystam z tej metody. Utrwalałam go tym, czym inne podkłady, używałam też tych samych kosmetyków w roli bazy – nie miałam motywacji, żeby wymieniać cały arsenał specjalnie dla True Matcha ;).

      Usuń
  17. Mi bardzo odpowiada :) Raz na jakiś czas go kupuję, gdy chcę mieć pewniaka w kosmetyczce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bym chciała, żeby mi odpowiadał!

      Usuń
  18. Mam cerę suchą i u mnie również się nie sprawdził ;/ nawet zagruntowany pudrem dziwnie się warzył ;/

    OdpowiedzUsuń
  19. Sporo osób go chwali, pewnie kiedyś wypróbuję, jak ograniczę trochę zapasy.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger