19.12.2016

Owczy pęd, odc. 3: ziarnko do ziarnka...

Kule, kulki, kuleczki... pudrują, rozświetlają, wykańczają makijaż. Pełno ich na rynku, ale dobrze wiemy, kto dzierży kulkowe berło w dłoni! 



Metalowa (niegdyś kartonowa) puszka, a w niej... Guerlain Météorites Perles. Meteoryty. Kosmetyk legenda, pamiętający jeszcze młodość naszych mam. Puder wykańczający makijaż, niematujący, mający dawać świetliste, satynowe wykończenie. Nie kupiłabym moich kulek, gdyby nie blogi. Pierwszym powodem niekupowania z pewnością byłaby cena: obecnie to 255–275 zł za 25 gramów, ja mam starszą, 30-gramową wersję. Dziś ta kwota nie wydaje mi się bardzo szokująca (im więcej człowiek poznaje kosmetyków i im więcej bloguje, tym dalej przesuwa swoją granicę cenowej akceptacji – przynajmniej ja tak mam), ale te trzy lata temu, kiedy poszłam do Douglasa po Moje Wymarzone Meteoryty, grzeczne oddanie kasjerce około 200 zł (miałam zniżkę) za puder było czymś nie do pomyślenia. A jednak to zrobiłam, bo: beeeeeee, beeee, beeeee, kopytka niosą mnie, beeee beee beeeee, kopytka niosą mnie. Wybrałam najjaśniejszy odcień, który kiedyś zwał się 01 Teint Rosé, a dziś jego odpowiednikiem jest 02 Clair. To istotne w tej historii.


Otwieranie Moich Wymarzonych Meteorytów było przeżyciem niemalże mistycznym. Ja vs. legenda. Ja i Guerlain. Ja na luksusowo. Byłam zachwycona, czułam, że w moim życiu dzieje się coś wyjątkowego, co wymaga odpowiedniej oprawy. Wypadało przynajmniej wywietrzyć pokój, wyszorować ręce i przetrzeć stół. Hmm, i może jakoś ładnie się ubrać? Na wszelki wypadek zawołałam męża, aby podziwiał Wielkie Otwarcie. Szkoda, że nie poprosiłam, żeby nagrał te ważne dla mnie chwile. Że też sam na to nie wpadł!

Po podważeniu wieczka do moich nozdrzy doleciał niezwykłej urody aromat, równie słynny jak same kulki. Kiedyś można było nabyć wodę toaletową Meteorites EdT, ale z tego co wiem, zapach jest już niedostępny. Nie sądzę, bym miała ochotę opryskiwać się tą fiołkową, pudrową kompozycją, do kulek pasuje za to idealnie i sprawia, że używanie ich staje się najprawdziwszą przyjemnością. 


Za każdym razem, gdy sięgam po Meteoryty, uśmiecham się do nich. Ten zapach uzależnia, a widok pięknie skomponowanych kolorystycznie kuleczek cieszy me mało luksusowe oczęta. Dziś taką miłą dla oczu kulkową kompozycją możemy udekorować wnętrze – no bo przecież są cotton balls! – ale kiedy kupowałam moje Meteorytki, mało kto słyszał o świecących kulkach na sznurku. No to sobie je oglądałam. I wąchałam. I robię tak do dziś. Aplikacja na skórę ma dużo gorsze statystyki. Dlaczego? Ano właśnie. 


Widzicie efekt na skórze? Nie? Ja też nie! Ani na dłoni, ani na twarzy. Czy moja cera zbyt chłopska, niegodna królewskich kulek? Przyglądałam się efektom wielokrotnie. W różne dni, w różnym świetle, przy różnych podkładach i o różnych porach roku. Co tam miało się dziać? Zmiękczenie rysów? Satynowe wykończenie? Patrzę i nie wypatrzam. Omiatanie w moim przypadku nie daje zupełnie nic. Jeśli nakładam Meteoryty gęstym, zbitym pędzlem w większej ilości, zaczynam widzieć na twarzy pojedyncze drobinki szkaradnego brokatu, pochodzącego od białych, perłowych kulek. Oczywiście można się ich pozbyć, co też uczyniłam: w takim scenariuszu wielkie nic z pojedynczymi drobinkami brokatu zamieniło się po prostu w wielkie nic. Bez względu na to, jak bardzo nie widzę u siebie efektu Meteorytów, polecam Wam pozbycie się białych paskud. Chamski brokat naprawdę psuje radość.

Dziś wiem, że z pewnością wybrałam dla siebie zły odcień. Dla mojej nieporcelanowej, choć jasnej karnacji zdecydowanie lepszy byłby 03 Medium (dawny 02 Teint Beige). Może wtedy zobaczyłabym różnicę i lepiej wykorzystała potencjał Meteorytów? Pewności nie mam, ale myślę, że warto byłoby to kiedyś sprawdzić i dać Meteorytom drugą szansę. Tylko że wiecie, to było tak. Ja sobie wymarzyłam zero-jedynkę. Chciałam mieć śnieżkowe, chłodne kuleczki. Miały mi sprawiać przyjemność. Wersja ciemniejsza, bez zielonych kulek, to już nie byłoby to. No i mam. I tak sobie leżą i pachną w mojej szufladzie już trzy lata.

A jak Wasze doświadczenia z Meteorytami? Dałyście się ponieść fali zachwytów? Dobrałyście odcień rozsądniej?

51 komentarzy:

  1. Uśmiałam się, jakbym czytała o sobie. Dla mnie to dziwny produkt, raz widzę efekt (znikomy, ale zawsze), raz nie. Mam 3 puszki, w tym tę wersję, którą prezentujesz - też nie widzę efektu, ale np. w świątecznej limitowance perles de nuit już tak. Po latach stwierdzam, że produkt niewart jest swej ceny. To bardziej luksusowy gadżet niż kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, idealnie to ujęłaś: luksusowy gadżet!

      Usuń
  2. beeeeeee, beeee, beeeee, kopytka niosą mnie, beeee beee beeeee, kopytka niosą mnie hahahhahahahah :D kocham Guerlain naprawdę mam do nich ogromne pokłady miłości ( nawet jutro mają wpis na blogu :D) ale jak pamietam te kulki mnie nie kupują ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię podkłady Guerlain, choć wcale nie są bez wad (jeden oksyduje i ogólnie jasny jest za ciemny, a drugi się ściera - mimo wszystko służą mojej cerze). Niewiele więcej znam – oprócz kulek mam jeszcze prasowane Meteoryty z rynku azjatyckiego – białe, z wysokim filtrem. Te są bardzo fajne!

      Usuń
  3. Ja kupiłam i nie żałuję. Kocham wręcz teraz, w zimne miesiące (mam wrażenie, że o tym rozmawiałyśmy parę miesięcy temu, kiedy się spotkałyśmy w biegu w Krakowie, prawda?). Fajnie wykańcza mi całą szpachlę, czasem nawet nie matuję dodatkowo strefy T od razu, robię to dopiero po kilku godzinach. Widzę to zmiękczenie całości, o którym wspominasz. Ale zauważyłam, że Meteoryty nie lubią się z każdym podkładem, np idealnie współgrają mi z Double Wear'em i Diorskinem Forever, ale już z Chanel Vitalumiere Aqua albo podkładem mineralnym Annabelle totalnie nie.
    No i latem jakoś mniej za nimi przepadam, wtedy "glow" produkuję sobie sama w aż nadmiernych ilościach ;)
    Podsumowując, kupię ponownie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bardzo możliwe, że gadałyśmy o Meteorytach, chociaż lepiej pamiętam nasze inne historie ;). I w ogóle to chciałabym się znowu z Tobą zobaczyć! (i z Twoim blogiem :P). Moja droga, jakich Ty teraz luksusowych podkładów używasz, fiu fiu! Muszę w końcu kiedyś dorwać Double Weara, bo to podkład, o którym myślę już baaaaaaaaardzo długo i wciąż się nie składało.

      Usuń
  4. No właśnie ja nie wiem, jak to jest, że niektórzy nie widzą efektu na twarzy, bo u mnie jest on natychmiastowy i nie mogę bez niego żyć. Kończę teraz moje opakowanie 25 g po ok. 1,5 roku używania 5x w tygodniu, okazjonalnie 6. Bez nich już mi się tak mój makijaż nie podoba :)

    Ogólnie to nie używam ich solo tylko w strefę T wbijam gąbką po podkładzie ile wlezie pudru ryżowego i dopiero potem na całą twarz nakładam kulki i zawsze na koniec spryskuję całość jakąś mgiełką albo fixerem (mój makijaż codziennie musi wytrzymać tak z 13 h minimum). Wychodzi wykończenie optymalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci pozytywnych doznań z Meteorytami :). A fixer na co dzień nie psuje Ci stanu cery? U mnie pewnie skończyłoby się masakrą :(

      Usuń
  5. Meteoryty w kulkach były moim najgorszym zakupem ever:P Ale generalnie też wybrałam zbyt jasny odcień. Może dam szansę prasowanym najciemniejszym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, aż tak źle? No ale Ty to masz chyba meeeeega opaloną skórę, prawda? Faktycznie chyba tylko najciemniejszy odcień może mieć jakiś sens.

      Usuń
  6. Powiem szczerze, że początkowo dałam się ponieść fali zachwytów i nawet zaczęłam odkładać do skarbonki na zakup tych cudów. Na szczęście nigdy nie nazbierałam, a szał się skończył wraz z coraz większą ilością niepochlebnych opinii. Przeczytałam, że nie sprawdzają się na mieszanej skórze i mój zapał też znacznie osłabł. Ostatecznie czasami wciąż mnie kusi zakup tych kulek, ale tak właściwie nie wiem na co mi one, bo na całą twarz to ja lubię nakładać tylko podkład i puder transparentny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przemówi do Ciebie jakaś interesująca limitowana edycja? Na pewno bardzo, bardzo przyjemnie używa się tego kosmetyku (chociaż też nie wszystko jest idealnie, bo kulki lubią wczepiać się we włosie pędzla i potem spadają radośnie na podłogę...), no ale. Trochę droga impreza na "zupełnie nic szczególnego". U mnie też na co dzień króluje zestaw, o którym mówisz :).

      Usuń
  7. ktoś mi kiedyś podarował kilka odsypanych kulek w prezencie, ale nie pamiętam, który to numerek był. też efektów się nie dopatrzyłam, a zapach mi przeszkadzał :/

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie, ten odcień. Pierwszy ten sam oddałam córce, ciekawa jestem czy już zużyła ;))) Drugi to 03 i jestem o niebo bardziej zadowolona, młodsza też mi zawsze podbiera jak jestem u niej ;D Ostatnio spodobały się też mojej 2,5 letniej wnusi, całe szczęście, że zostało ich niewiele bo wysypała mi do kieszeni w torbie. Pal sześć te kuleczki, wyzbierałam, ale widząc jej radość nie pozwoliłam jej skarcić :) 5 lat to i tak długo, mam zamiar sobie kupić następne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że wnuczka się zainteresowała – mój syn w tym wieku też chętnie przegrzebywał szafki z kosmetykami i kuleczki również mu wpadły w oko :D

      Usuń
  9. Hihihi, moje kulki też leżą i pachną ;-) Choć odcień mam dobry (właśnie ten ciemniejszy),to efekt na twarzy jejest baaaardzo dyskretny ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie żebym miała wielką ochotę próbować ciemniejszą wersję... ;)

      Usuń
  10. Ahaha uwielbiam Twój opis, ja też się tak ekscytuję jak kupuję nowe kosmetyki :) Troche rozczarowanie, że słaba pigmentacja (czy zły odcien?) za taką cenę ... może jako lekki rozświetlacz?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie służy jako puder, który wykańcza makijaż... ładnym zapachem ;)

      Usuń
  11. Miałam, szaleństwa nie było, teraz taki odblaskowy efekt uzyskuję też innymi rozświetlaczami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie. Tyle tych błyskotek na rynku...

      Usuń
  12. Mam kilka opakowan kulek, w tym to, ktore Ty prezentujesz i ten odcien, jesli to tak w ogole mozna nazwac - mi sie najmniej podoba. Chociaz widze ten efekt na buzi, o jakim mowi producent. Ale nie podoba mi sie wlasnie to ochladzanie cery. W tych nowych o ton ciemniejszych juz jest o wiele lepiej, ten woal juz bardziej pasuje do odcienia mojej cery i rowniez efekt widze, takze jak juz to tylko te środkowe bym odkupila😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli spróbuję ciemniejszą wersję, to tylko przy okazji/przypadkiem. Chociaż dajesz trochę nadziei, że byłoby lepiej :)

      Usuń
  13. Na szczescie przeszlam obok tego trendu obojetnie i jakos nawet mi nie zal- jak dla mnie zdecydowanie za drogo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, w tej cenie można mieć kilka innych wartościowych kosmetyków.

      Usuń
  14. Korciły mnie, ale właśnie czytam coraz więcej negatywnych opinii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie żałuję, że je kupiłam, musiałam po prostu przekonać się na własnej skórze, jak się sprawdzą i opinie innych to było dla mnie za mało :)

      Usuń
  15. Mam, odcień 02 i tez nie jestem do końca zadowolona. Zapachu nie lubię:) Musiałam wyrzucić wszystkie perłowe kulki, bo drobinki były za bardzo widoczne na skórze. Zrobiła mi się w sumie wersja matowa kulek;) Efekt na twarzy jest taki satynowy ale nadal nie widzę WOW:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam właśnie o tym - też pozbyłam się perłowych kulek. Dzięki temu zamiast „żadnego efektu z odrobiną brokatu” mam „żaden efekt” :D

      Usuń
  16. Mnie nigdy te kulki nie kusiły :P Może jestem jakaś dziwna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez przesady, zaraz dziwna :P. Też mnie ominęło wiele klasyków, bo jakoś mnie do nich nie ciągnęło :)

      Usuń
  17. Mam ten najjaśniejszy odcień i mojej paszczy robi dobrze :) portfel nie cierpiał, bo to był prezent, ale jak mi się skończą, to kupię ponownie (nooo, chyba że małżonek :D)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja kupiłam swoje pierwsze używane jeszcze w starej wersji z 10 lat temu na ślub i faktycznie po długiej i nieciekawej historii z makijażystka byłam zmuszona umalować sie sama. Użyłam meteorytów go wykończenia i faktycznie widać było je tyle co nic ale wprawny sprzęt fotografa wychwycił je na wszystkich moich zdjęciach z bliskiej perspektywy. Mało tego wyglądało to naprawdę ładnie choć moze po opisie sie nie wydaje :) ale potem je sprzedałam nie pamietam czemu. Pamietam jedynie ze pachniały cudownie. I kilka miesięcy temu nabyłam na Allegro kilka kulek i owszem pachną ale juz nie tak jak tamte. Czy je używam ? Rzadko, ale sentyment pozostał mimo ze finalnie nie żyli długo i szcześliwie ;) kurczę czyżby zmienili zapach ? Podróbki raczej nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, że mimo braku efektu na zdjęciach jest moc. Może u mnie też i nawet o tym nie wiem?! :). Nie wiem, jak kiedyś pachniały kulki, więc nie wiem, czy coś zmienili.

      Usuń
  19. ja bym chciała te całe bielutkie, ale one były wypuszczone tylko na japoński rynek (?). jak już zostanę milionerką, to nam kupię po pięć słoiczków w każdym odcieniu. BO BĘDĘ MOGŁA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było zapolować na wiosenno-letnią limitkę Catrice Kaviar Gauche. Mnie się udało i mam kulki śnieżki, bardzo dobrej jakości. Na tamte, o których mówisz, też chorowałam latami, ale one nie od lat są niedostępne, nawet w Azji :(.

      Usuń
  20. używam, ja mam drugi odcień i jednak na skórze efekt widze :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja nie wiem czy to tak do końca wina koloru. Meteoryty przechodziły ostatnio reformulację i z tego co słychać w internetach nie tylko ubyło ich z opakowania, ale też jakość i działanie pudru jest całkowicie inne. Nie zdążyłam dokonać zakupu starej wersji dlatego też boję się inwestować kasę w nową, "ulepszoną".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale moja jest stara! Kto wie, może jednak producent (inaczej niż to zwykle bywa) coś POPRAWIŁ? :)

      Usuń
  22. Wyglądają rzeczywiście pięknie, ale zdecydowanie mnie nie kusiły ani nie kuszą teraz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, najrozsądniej pogapić się na cudze, a potem dać sobie spokój ;)

      Usuń
  23. Nawet nie wiem ile lat marzyłam o meteorytach <3 Kiedy w końcu je dostałam byłam mega szczęśliwa i u mnie na szczęście się sprawdzają :)Co prawda nie wiem, czy jak się skończą pobiegłabym od razu kupić kolejne, bo nie jest to mój must have, ale tak czy siak przyjemnie mi się ich używa i zdecydowanie cieszę się, że je mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to cieszę się razem z Tobą, Aniu :)))

      Usuń
  24. A ja ciągle się waham - kupić czy nie kupić :P Może faktycznie lepiej startować z progu o numerze 03 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jeśli nie jesteś księżniczką o alabastrowej cerze, to lepiej nie ryzykuj z najjaśniejszym odcieniem :). A czy kupić? Ja musiałam się przekonać na własnej skórze, o co chodzi z Meteorytami, ale jeśli masz całe szuflady tego stuffu, to myślę, że obejdziesz się bez :D

      Usuń
    2. W sumie może wystarczą mi kulki rozświetlające z KOBO ;)

      Usuń
  25. A ja je ciągle chcę, ale boję się rozczarowania mimo wszystko. Rzucę monetą :>

    OdpowiedzUsuń
  26. Mistyczne doświadczenie hahahaha Ja często tak ma ;D
    A kulki lubię, mam tylko jedne z limitki Aquarella i widze je na twarzy i faktycznie dają mi to wow a naprawdę się tego nie spodziewałam ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger