13.01.2017

Czy to na pewno ty, Lancôme? Hypnôse Volume-à-porter, tusz do rzęs

Do dziś nie wiem, co się właściwie stało. Najpierw dostałam miniaturę tego tuszu do zakupów w Sephorze i byłam zachwycona jakością. Pasowało mi w nim wszystko! Potem pobiegłam po pełnowymiarowe opakowanie, użyłam raz, drugi, trzeci i okazało się, że... to zupełnie inny produkt. 



Kilka razy sprawdzałam, czy na pewno kupiłam dokładnie tę samą wersję, jaką miałam w formacie mini. No ale nie chciało być inaczej – Hypnôse ma kilka wariantów, ale Volume-à-porter jest tylko jeden.

To, co wyróżnia ten tusz, producent określa jako „kaszmirową miękkość i objętość rzęsa po rzęsie”. Rzęsy mają być widocznie pogrubione, zagęszczone i wydłużone, zachowując przy tym naturalną elastyczność. Składnikiem, który najprawdopodobniej tak bardzo zachwycił mnie w otrzymanej miniaturze, jest lateks – to on sprawia, że tusz nie zastyga na beton, a rzęsy faktycznie pozostają miękkie. Warto mieć na uwadze fakt, że lateks może uczulać (ludzkość zmierzyła się już z tym problemem np. w kontekście prezerwatyw). Oczywiście noszenie tuszu z dodatkiem lateksu na rzęsach ma niewiele wspólnego z noszeniem lateksowego kondomu na penisie, ale wolę uprzedzić wszystkich alergików, że istnieje potencjalne ryzyko tego i owego :). 


Szczotka silikonowa, krótkowłosa. Takie szczotki pozwalają ładnie wyczesać rzęsy, ale doświadczenie podpowiada mi, że słabo radzą sobie z pogrubianiem. Spoko, nie szkodzi, jeśli ładnie wyczesze i rozdzieli, to przecież rzęsy będą wyglądać dobrze. A jak jest tutaj? Przeciętnie. Nie powiem, że w ogóle mi się nie podoba efekt, jaki uzyskuję, ale za 160 zł oczekuję WOW i jeśli go nie dostaję, krzywię się z niezadowolenia. Po co kupować maskarę w tej cenie, skoro nie oferuje absolutnie niczego nadzwyczajnego? Aha, miniatura zachowywała się dużo fajniej – żałuję, że nie zrobiłam zdjęć.

Odcień Noir Intense to zupełnie zwyczajna czerń, której nie zapamiętam jako głębokiej, ale też na pewno nie należy do drużyny rozczarowujących i spłowiałych. Całość prezentuje się tak:


Nie jest źle, ale czy nie znacie podobnego efektu przy tuszach za 1/3 tej ceny? Na zdjęciu dwie warstwy, nakładane jedna po drugiej. Volume-à-porter na początku miał tendencję do lekkiego sklejania rzęs, potem było coraz lepiej, ale nie nazwałabym go tuszem, któremu najpierw należy się leżakowanie. Od początku jest zdatny do użytku.

Nie osypuje się, a szczotka bardzo dobrze radzi sobie z malowaniem dolnych rzęs (na fotce są ledwo muśnięte). Właśnie do tego celu oddelegowałam go kilka tygodni po odkryciu, że na pewno nie będzie tak pięknie, jak przy mini-Hypnôse. Dolne rzęsy malował super przez dłuuuuugie tygodnie  i tylko dlatego przestałam się na niego wkurzać. Różnica między pełnowymiarowym produktem a miniaturą objawiała się również przy demakijażu: mini-mini schodziło z rzęs w postaci gumowatych farfocli – coś zupełnie niepodobnego do jakiejkolwiek innej tuszowej formuły, jaką znałam. To gumowe wykończenie sprawiało, że tusz był praktycznie wodoodporny, a przynajmniej łzo- i wilgocioodporny – przy demakijażu nie sprawiał żadnych trudności. Właściwy Volume-à-porter zmywa się zupełnie normalnie, jak tusz z rodziny tuszowatych. Równie łatwo, ale bez farfoclo-efektu. Nie jest wodoodporny, ale nie rozmazuje się z byle powodu.

Czy któraś z Was miała miniaturę albo pełen wymiar? Macie podobne wrażenia? Miłego weekendu!

Ile: 6,5 ml
Cena: 159 zł w Douglas.pl

35 komentarzy:

  1. Bardzo ładne opakowanie i ślicznie wygląda na rzęsach. Jednak cena jest dość wysoka jak na tusz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, a dla mnie to jednak za mało za tę cenę...

      Usuń
  2. Szkoda, że nie jest odpowiednikiem miniaturki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już tak bywało – np. tusz Benefit They're Real też inaczej maluje w wersji mini i w wersji pełnowymiarowej, ale po pierwsze nie jest to aż tak wielka różnica, a po drugie - miniaturę również można kupić, więc konsument może wybrać, którego woli używać.

      Usuń
  3. Za 1/10 ceny dostaniesz lepszy tusz w drogerii ;) No ale kurcze nieładnie nieładnie Lancome...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a przynajmniej porównywalny :)

      Usuń
  4. lubię takie szczoteczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No weź mnie nie strasz..... bo właśnie mam go w szafce! Lada dzień zacznę używać i przyznam, że liczyłam na wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, jak się u Ciebie sprawdzi. Poza tym wcale zły nie jest, o ile wcześniej nie używałaś miniatury :)

      Usuń
    2. Miniaturę miałam dramy i nawet mi pasowała :DDDDD ale czytałam, że pełnowymiarówka taka sobie...
      Otworzyłam portera, używam od 2 dni. Mój jest dość suchy, szybko więc zasycha na rzęsach, muszę 2 razy malować i nabierać tuszu, bo mało go jest na szczoteczce. Może się rozrusza jeszcze :) ale za to ładnie podkreca!

      Usuń
  6. Efekt mi się podoba, ja miałam klasyczne Hypnose i lubiłam ta wersja mnie jakoś nie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. faktycznie, w tej cenie to dość słabe efekty :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Za tą cenę to rzeczywiście powinien robić o wiele więcej ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio bardziej polubiłam tusze Loreal'a. Ale jak za 160zł są takie efekty to wolałabym już Sisley. Jest niezawodny; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sisleya nigdy nie miałam w rękach. W ogóle od niedawna eksperymentuję z droższymi tuszami.

      Usuń
  10. Jak za taką cenę powinien robić o wiele więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. czytałam, że high impact od Clinique też tak robi... miniatura niby jest super, a pełen wymiar jakby zupełnie inny tusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mam go chyba gdzieś... tylko nie jestem pewna, czy mini, czy pełnowymiarowy, bo był w jakimś zestawie. Pół biedy, jak mini i nie-mini da się kupić i sama możesz wybrać, którego chcesz używać. A tu Lancome... no, szkoda gadać.

      Usuń
  12. Ja mam z kolei dziwna sytuacje z podkładem diorskin forever próbka okazała sie inna niż pełnowymiarowy ale ponoc formuła sie zmieniła. Moze w twoim przypadku tez ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie słyszałam o tuszu, który zmieniłby formułę. Hmm, ale może...?

      Usuń
  13. Rzeczywiście to dziwne, że miniaturka wypadła inaczej, a pełnowymiarowy produkt inaczej. Mi się efekt średnio podoba:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie. Ot, zwyczajny. Na pewno nie wart tej kasy.

      Usuń
  14. Efekt na rzęsach marny niestety. Nie lubię tuszy tej marki. Miało być wow, a po aplikacji wielkie rozczarowanie, zero pogrubienia czy jakiegokolwiek podkreślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością zniechęciło mnie to do testowania innych wersji Hypnose..

      Usuń
  15. Ja miałam tak z jednym podkładem - już nie pamietam dokładnie nazwy bo było to przynajmniej 5lat temu, ale próbka była genialna, a pełnowymiarowy podkład nie nadawał się do niczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Diorskin Forever? Magda wspomniała o nim wyżej :)

      Usuń
  16. Czytałam, że to klasyczny objaw efektu miniatury - mała wersja jest boska, a duża to chyba się komuś pomyliło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale niechby chociaż producent tę małą wrzucił do sprzedaży, żebyśmy mogły same decydować!

      Usuń
  17. Ciekawe dlaczego taka różnica? Czy Lancome oszukał czy zmienili formułę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, sama się zastanawiam... może powinnam napisać do polskiego dystrybutora i zapytać.

      Usuń
  18. ja zrobiam pdobnie z tuszem Isa Dora :) miniaturka bomba i kupiam penowymiarowe opakowanie ;) jeszcze nie wiem jak pelnowymiarowe dziala, alelada dzien je otworze i sprawdze :) licze ze efekt bedzie ten sam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Tylko silikonowa szczoteczka sprawdza się u mnie, jestem ciekawa jak ten tusz by sobie poradził :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger