08.03.2017

Na ratunek suchym, cienkim piórkom: Pilomax / Wax Angielski – maska Aloes Wax NaturClassic

Ten wielki, plastikowy słój towarzyszy mi pod prysznicem od wielu miesięcy. Aloesową maskę Pilomax z serii Wax NaturClassic dostałam po konsultacji trychologicznej na konferencji Meet Beauty, razem ze świetnym szamponem Daily Wax do włosów przetłuszczających się, i była jedynym produktem odżywiającym włosy, który w ostatnim roku na stałe zamieszkał w mojej łazience. 


Na początek wstydliwe wyznanie: mam spory problem ze specjalistyczną, przemyślaną pielęgnacją włosów, bo nie lubię tego, co reprezentuje mnie na arenie ludzi owłosionych. Noszę w sobie pierwotny, dziecięcy żal do nędznych piórek, że nie potrafią się ogarnąć. Często daję im więc głupią i bezsensowną karę w postaci zmniejszonej atencji, a w efekcie oczywiście jest jeszcze gorzej. Wiadomo, sabotuję sama siebie i ostatnio, po raz sto osiemdziesiąty czwarty, obiecałam sobie uroczyście, że zmienię swoje postępowanie. Nim jednak to zrobiłam, w ostatnim roku włosowa pielęgnacja w moim wykonaniu wyglądała raczej mizernie: inwestowałam głównie w dobre szampony, zapomniałam nawet o prostym łykaniu suplementów. Mam uzasadnione podejrzenie (innych podejrzanych na podprysznicowej półce brak!), że jedynym, co trzymało w ryzach moje smętne, skłonne do zniszczeń piórka, była właśnie maska Pilomaxu (oczywiście gdy tylko zebrałam w sobie wystarczająco dużo silnej woli, by sięgnąć po plastikowy słoik). Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mój problem z przetłuszczaniem jest naprawdę duży, a używanie masek praktycznie zawsze sprawia, że moje włosy tracą świeżość w ciągu kilkunastu godzin. Codzienne mycie przy wzmożonym wypadaniu frustruje, dlatego na co dzień najłatwiej jest po prostu nie myśleć i nie odżywiać, tylko myć włosy tym, co sprawia, że są świeże maksymalnie długo.

Oczywiście każda, nawet byle jaka włosomaniaczka, wie, że mycie głowy nawet najświetniejszym szamponem świata nie załatwi wszystkiego. W ostatnich miesiącach miałam okazję przekonać się o tym kilka razy, bo okresy wzmożonej pielęgnacji przeplatały się z o wiele dłuższymi okresami używania wyłącznie szamponu. W tym drugim przypadku było bezpieczniej i mniej tłusto, ale włosy na całej długości stawały się suche, traciły blask, a do tego łatwo się niszczyły. Tak źle i tak niedobrze.

Moje włosy z natury są cienkie i rzadkie, lubią wypadać zarówno z ważnych, jak i zupełnie błahych powodów, a do tego mam mocno przetłuszczającą się skórę głowy, z którą naprawdę ciężko sobie poradzić. W produktach do włosów szukam więc ograniczenia przetłuszczania i wypadania, zwiększenia objętości i odbicia od nasady. Producent maski Aloes Wax NaturClassic przewidział swój produkt dla włosów cienkich i przetłuszczających się, a do tego obiecał, że maska nawilży włosy i skórę głowy, dokona seboregulacji, wzmocni cebulki (co pomoże zawalczyć z nadmiernym wypadaniem), i jeszcze zwiększy objętość bez obciążania. Hmm, czy to nie jest dokładnie to, czego mi potrzeba?


Początki z maską Pilomax wcale nie były kolorowe: ładowałam na włosy, ile się dało, nie omijając skalpu, trzymałam 25 minut i płukałam. Włosy były niesamowicie gładkie w dotyku, świeże, pachnące i bardziej mięsiste, ale... już następnego dnia musiałam je znowu myć, bo następował atak smalcu. Czyli za dużo i za bardzo. To mnie zniechęciło i na jakiś czas dałam sobie spokój z odżywianiem. Przez pewien czas szło dobrze, bo po kolei zużyłam trzy szampony, które moje włosy bardzo polubiły: Pilomax Daily Wax, aloesową Equilibrę Gentle Rebalancing i DermoFuture Precision z serii DF5 Woman. Po drodze skróciłam fryzurę, co zmusiło mnie do puszczenia w ruch szczotki, suszarki, a od czasu do czasu również pianki i... no tak. Się wzięło i wysuszyło. I postanowiłam zadziałać, zanim się poniszczy, a to, co mam na głowie, trafi szlag.

Niestety, moje cienkie włosy w wersji nieodżywionej szybko stają się przesuszone i zaczynają się bardzo niszczyć, mimo że normalnie rzadko je suszę, modeluję i katuję produktami do stylizacji. To się czuje pod palcami, nawet jeśli nie jest się profesorem włosologii stosowanej. Kilka tygodni temu wróciłam więc potulnie do aloesowej maski, ale zmieniłam zasady stosowania. Zamiast ładować na głowę wywrotkę maski, a potem płakać, że się przetłuszcza, przeprosiłam się z metodą, którą zwykle ignorowałam: Odżywianie-Mycie-Odżywianie. Pilomax ląduje na mojej głowie mniej więcej co drugie mycie (czyli co trzeci-czwarty dzień) i... wreszcie jest tak, jak powinno być.

Najpierw nakładam solidną porcję maski na włosy i skórę głowy i trzymam przez kilka minut. Następnie spłukuję całość, myję głowę szamponem, a na koniec znowu maska, tym razem w mniejszej ilości i przeważnie tylko na długości. Trzymam ją tak długo, aż nie wykonam innych podprysznicowych czynności – od kilku do kilkunastu minut. Efekt? Włosy wreszcie są dobrze nawilżone – miękkie, gładkie, błyszczące i przyjemne w dotyku. Łatwo się rozczesują, są mięsiste, a jednocześnie nie przeciążone, co niestety, jest u mnie częste po odżywkach i maskach. Nie zauważyłam różnicy w wypadaniu, nie widzę też ograniczenia przetłuszczania, ale wreszcie czuję, że włosy są zadbane i chronione przed uszkodzeniami. Czyli warto!

Na koniec kilka informacji technicznych: maska ma miły dla oka, miętowy kolor i równie miły, męski zapach. Z przyjemnością po nią sięgam, bo uwielbiam męskie nuty w kosmetykach. Konsystencja jest świetna: lekka, trochę jakby napowietrzona, a jednocześnie treściwa i na tyle kleista, że przy aplikacji nic nie spływa z włosów. W zależności od długości włosów zmieni się wydajność tego kosmetyku. U mnie jest wysoka, ale moje włosy nie są długie, zwykle nie dotykają ramion i kończą się nieco poniżej brody.

Aloes Wax NaturClassic nie zawiera parabenów, silikonów, SLS i MIT, co dla części z Was na pewno będzie miało duże znaczenie. Warto ją wypróbować, jeżeli macie cienkie, słabe i skłonne do przyklapu włosy, bo jako jedna z nielicznych nie zabiera objętości, mimo dobrych właściwości odżywczych.

Pojemność: 240 ml
Cena: 22 zł (teraz w sklepie producenta w cenie promocyjnej 16,50 zł
Ocena: bardzo dobra!
Dostępność: sklep internetowy, wybrane apteki

24 komentarze:

  1. Maska wydaje się być bardzo przyzwoitym produktem, mam nadzieję, że kiedyś ją wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z maskami i odżywkami nigdy nie miałam problemu, za to nie potrafię wrócić do regularnego olejowania :( A dzięki temu moje włosy miały swój najlepszy okres. Lenistwo zawsze bierze nade mną górę X(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejowanie to ja już dawno porzuciłam. Nawet nie lubię tej czynności, kiedy tłusta maź tępo rozprowadza się po włosach i część tych włosów wypada i przykleja mi się do tłustych rąk bleeee :(

      Usuń
  3. Ja również mam piórka zamiast włosów więc mogłaby sprawdzić się u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi jak ideał dla mnie, tylko żeby jeszcze się sama nakładała i zmywała, bo z moją systematycznością jest tak sobie ;) I większość odżywek/masek siedzi na moich włosach jakąś minutę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj ciekawego zajęcia pod prysznicem, to czas trzymania maski na włosach wydłuży się w miłych okolicznościach :D:D:D

      Usuń
  5. Posiadam wersję dla włosów blond, wg mnie jest OK ale szału nie robi. Może spróbuję nałożyć mniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto kombinować z ilością. Mnie się czasem jeszcze zdarzy nawalić za dużo i wtedy wciąż mam ładną fryzurę, ale za to zdecydowanie za szybko się przetłuszcza

      Usuń
  6. Nigdy nie miałam masek tej marki, ale chętnie bym jakąś wypróbowała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale fajnie, że znalazłaś na nią sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jeszcze muszę znaleźć sposób na siebie i swoją systematyczność :)

      Usuń
  8. Ja od dawna chcę wypróbowac jakąś maskę tej firmy, ale ciągle mam coś w zapasie, więc nie kupuję :) Myślę, że u mnie też by się sprawdziła, bo mam problem przetłuszczania i oczywiście pare wlosów na krzyż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witaj w tym nieciekawym klubie...

      Usuń
  9. Kurczę, wiedzę, że mam identyczny problem i włosy jak Ty. Będę musiała się za nią rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż wstyd przyznać, że do dziś nie miałam niczego tej marki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu wstyd? Marek kosmetycznych jest tyle, że życia nam nie starczy na wypróbowanie wszystkiego :)

      Usuń
  11. u mnie ostatnio burza wlosow ale nie chca rosnac!

    OdpowiedzUsuń
  12. ja włosy mam grube, ale suche, więc dla mnie musiałaby chyba być inna wersja :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja w zasadzie to nie używam masek, jedynie odżywki do włosów ze spłukiwaniem. Być może kiedyś wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie używałam tej maski, jakoś przywiązałam się do Kallos :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Za pierwszym razem przed szamponem nakładasz maskę na suche włosy ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Być może i na moich cienkich włosach by się sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aloes lepiej się u mnie do twarzy sprawdza, do włosów z kolei najlepszy jak dotąd jest seboradin regenerujący z tą nową formułą. Świetnie nawilża i odbudowuje moje przesuszone po zimie włosy.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger