12.04.2017

Z dna szuflady: Inglot – kremowy róż AMC 91

Odkopałam tego dziadka w szufladzie (rety, jak to zabrzmiało) i przypomniało mi się, że kiedyś, w miesiącach świetności, robiłam mu sesję zdjęciową. Teraz już ciutkę zalatuje nieświeżym tłuszczem, więc nasze wspólne dni dobiegają końca, ale położyłam na poliki, roztarłam i na razie mnie nie wysypało. A efekt... co najmniej przyzwoity! 



„Róż w kremie o wysokim stopniu krycia przeznaczony do każdego typu skóry. Lekka i kremowa formuła, wzbogacona olejkiem z jojoba, nadaje efekt jedwabiście gładkiego wykończenia i zapewnia łatwą aplikację. Naturalne odcienie idealnie dopasowują się do koloru skóry” – tyle od producenta, a ode mnie jeszcze to, że producent nie nakłamał. 

Wcześniej AMC o numerze porządkowym 91 przygasał w szufladzie, bo nie przepadam za kremowymi różami. Wmówiłam sobie, że nie umiem z nimi postępować, bo są podstępnymi makijażowymi gnidami, a to całkiem nieprawda, jeśli... masz dobry pędzel. Tak się przypadkiem złożyło, że ja już mam*. W ten sposób inglotowy kremowy róż wrócił do łask. 


Prosty design plastikowego słoiczka bardzo mi odpowiada – wolę to niż wyszukaną brzydotę. Niby średnica mogłaby być większa, żeby pędzel wygodnie taplał się w różowym błotku, ale nie ma co narzekać (czyżby już mi się znudziło narzekanie?).

Formuła jest jednocześnie zwarta i tłusta – jak pomadka ochronna do ust. Miałam wcześniej do czynienia z dwoma, może trzema różami kremowymi i żaden nie był aż takim tłuściochem, więc tego się wystraszyłam – a że nie będzie się ładnie rozcierał, a że szybko zejdzie z moich policzków, a w ogóle to co on taki napigmentowany? Zwariował??!

Nie wiem, czy widzicie to na swatchach, więc w razie czego doprecyzuję: odcień 91 to ciepły, koralowy róż, który – mimo swej koralowatości – wygląda dobrze również na pozimowych policzkach jasnej blondynki. Co ciekawe, sprawdził się nawet w towarzystwie bardzo chłodnego bronzera. Jak to zrobił? Nie mam pojęcia.


Pędzel do różu w kremie naprawdę bardzo się przydaje, bo choć wcześniej rozcierałam Inglota palcami i „dało się”, to jednak nieporównywalnie łatwiej i ładniej wychodzi po aplikacji sensownym, pro-różowym syntetykiem. Hint: wspomniany syntetyk musi być idealnie czysty – próbowałam to obejść (lenistwo, te sprawy), ale wtedy właśnie zostałam salamandrą plamistą. Nie polecam. Przy czystym pędzlu aplikacja okazuje się zaskakująco łatwa i szybka. Oczywiście można przesadzić z nasyceniem koloru, jeśli zbyt intensywnie będziemy szorować włosiem po powierzchni tłuściutkiego, napigmentowanego AMC, ale przy odrobinie rozsądku efekt jest bardzo miły dla oka.

Trwałość waha się u mnie w zależności od tego, jaki mam podkład, na jakiej bazie, jaka jest pora roku. Przy zastygającym, przypudrowanym podkładzie typu Catrice Liquid HD, róż tkwi na policzkach przez wiele godzin – na koniec dnia tylko nieznacznie blednie. Przy mocniej nawilżonej skórze i bardziej kremowym podkładzie (lub przy minerałach), z trwałością gorzej: po pięciu-sześciu godzinach róż jest już słabo widoczny i taki ledwo-ledwo pozostaje aż do demakijażu.

Jestem mile zaskoczona tym produktem, ale mimo wszystko nie czuję się na tyle oczarowana kremową formułą, żeby zabiegać o kolejne spotkania z tego typu różami. Te w kamieniu często szybko znikają z twarzy, ale są oswojone, znajome, przewidywalne i... mają dłuższą żywotność, a ja lubię sobie długo pomieszkać z danym kosmetykiem, bo pozbywanie się elementów mojej kolekcji zawsze jednakowo mnie zasmuca.

Lubicie róże w kremie? 

Ile: 5,5 g
Cena: 29 zł
Ocena: 4+/6

*Mój dobry pędzel to skośnie ścięta, syntetyczna Zoeva, której została przypisana funkcja ogarniania „cream cheek”

31 komentarzy:

  1. Nie miałam żadnego różu w kremie z Inglota ale tym się czuję skuszona :) Piękny i delikatny ma odcień ♥ Używam z Inglota różów w kamieniu, prasowanych. Mój faworyt to 82 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odcień bardzo udany. Dla odmiany ja nie znam inglotowych różów w kamieniu. Zdecydowanie do nadrobienia!

      Usuń
  2. Nie sięgam po róże w kremie z uwagi na bardziej problematyczną aplikację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, bez tego pędzla Zoevy u mnie też byłby duży problem z uzyskaniem sensownego efektu.

      Usuń
  3. A ja się jakoś boję nakładać róże w kremie, obawiam się, że zrobiłabym sobie jedną wielką plamę i tyle byłoby z różowych polików :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bałam, ale tak się nie stało i nie dzieje :). ODWAGI! :D

      Usuń
  4. Ja miałam jeden, ale jakoś nie poczułam mięty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mięty do różu w tej formule, czy konkretnie do Inglota?

      Usuń
  5. miałam kiedyś dokładnie ten sam odcień i zużyłam do dna. śliczny kolor, choć na mnie wychodził z niego ciepły beż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciepły beż? no jak to? :D
      Ty to jesteś solidna firma z denkowaniem kolorówki. Mnie niezmiennie najlepiej idzie zużywanie tuszów do rzęs ;))

      Usuń
    2. i tak dużo kolorówi wyrzucam...

      Usuń
  6. Mam jeden i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście wole tradycyjne róże w kamieniu, zrobiłam kiedyś skok w bok i tez nabyłam Inglota, ale nie wiem w sumie co się z nim stało, bo go nie mam :D teraz na poliki swe nakładam Chanelowa bazę, robię to BB. Jest okej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja także podchodziłam do kremowych róży(różów?) jak pies do jeża,aż tu znienacka dostałam takowe cudo z Bell. Rada nierada postanowiłam poszukać na niego metody i już przy pierwszym podejściu między nami zaiskrzyło. Kluczem do sukcesu okazała się być mała gąbeczka typu BB do korektora (w moim przypadku maleństwo z Anabelle Minerals). Polecam spróbować kremowo-różowym sceptykom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmienia się: różów :). O, mam taką gąbkę, ale jeszcze jej nie używałam. Koniecznie muszę spróbować.

      Usuń
  9. Kremowe róże są piękne, ale ja nie potrafię ich dobrze nałożyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz wyżej podpowiedź :) a ja poleciłam pędzel, spróbuj!

      Usuń
  10. Bardzo lubię nakładać róże w kremie od Inglot zarówno na policzki, jak i na usta. Te ciemniejsze nadadzą się również na powieki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odcień piękny ! Ja nie lubię róży w kremie no niee i nie i nie umiem operować nimi pędzlem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydawało, że nie umiem, ale to nie takie trudne, jak masz dobry pędzel :)

      Usuń
  12. W kremie to jeszcze nie próbowałam :) z chęcią bym się skusiła

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja dopiero się uczę rozpracowywać kosmetyki w kremie. Zaczęłam od rozświetlaczy i ta formuła przekonała mnie do brązerów, ale w tym przypadku było już nieco trudniej - dopiero kilka tygodni temu trafiłam na taki, który bardzo dobrze się rozciera i nie robi plam. Być może kiedyś skuszę się też na róże;).

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolorek w sam raz dla mnie, ale nie bawię się już w kremowe róże - za dużo zachodu :P

    OdpowiedzUsuń
  15. No nie..., u mnie wszystkie róże suche.

    OdpowiedzUsuń
  16. mam kremowy roz w miniwersji z pudelka douglas ale nie mam pedzla, tak sie zastanawiam czy jest sens go napoczac bo nigdy kremowego nie mialam:P

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie miałam żadnego produktu z Inglota i się zastanawiam nad tym podkladzie, bo ma przepiękny kolor. mój blog

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja w ogóle produkty w kremie lubię bardzo, bo nakładam je palcyma - tak mi najwygodniej, najszybciej i jakże nature friendly :P A jednak z różem Inglota się nie polubiłam: od nowości był suchy, tępy i w ogóle nijak do Twojego niepodobny. Miałam wrażenie, że kulam po policzku wałek plasteliny. Efekt niby był, ale chyba nie o to chodzi...

    OdpowiedzUsuń
  19. oj nie, takie produkty nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger