16.05.2017

Skin79 – AragoSpa Aqua Foaming Cleanser /recenzja/

Zanim wrócę do tematów nowojorskich, koniecznie muszę zapoznać Was z pianką, która od wielu tygodni pomaga mi w codziennym pozbywaniu się resztek makijażu i wszelkiego innego syfu tego świata. Nie zabrałam jej ze sobą na wyjazd i bardzo tego żałowałam. Moja skóra szybko zauważyła różnicę w oczyszczaniu i, niczym prawdziwie sfochowana księżniczka, uraczyła mnie od razu czarnymi kropkami na nosie i rozszerzonymi porami tam, gdzie tylko umiała. A przecież ją myłam! Tyle że... inaczej. 

Skin79 pianka do mycia twarzy

Szał na azjatycką pielęgnację obserwuję raczej z boku, ale przeczytałam książkę Charlotte Choo o sekretach urody Koreanek i co jakiś czas chętnie testuję azjatyckie kosmetyki, bo jestem ciekawa ich jakości. Zrobiłam nawet podejście do kilkuetapowego oczyszczania i widziałam różnicę w czystości skóry, ale zaprzęgłam do roboty masło do demakijażu The Body Shop (do zmywania oczu moje ulubione! tu recenzja) i zauważyłam, że mnie zapycha. Nie było dramatu, ale przecież nie o to chodzi w doczyszczaniu, żeby mieć nos bez wągrów i pojedyncze ropne parchy na czyściutkiej buziuńce. Na razie odpuściłam więc usuwanie makijażowo-dziennych zanieczyszczeń czymś więcej niż micelem i żelem lub pianką, tym bardziej że mój obecny czyścik jest... no noooo, fiu fiuuuu.

AragoSpa Aqua to linia bazująca na wodzie termalnej z gorących źródeł wulkanicznej wyspy Jeju. Jak zapewnia producent, kompleks minerałów pochodzenia wulkanicznego daje naszej cerze prawdziwego, detoksykującego kopa. Zadaniem tej serii kosmetyków jest nawilżanie i zatrzymywanie wilgoci w najgłębszych warstwach naskórka. Pianka jest, jak na razie, jedynym kosmetykiem AragoSpa, który wypróbowałam, więc tego nawilżającego dobrodziejstwa nie miałam okazji zaznać, ale jeśli podobny do niej poziom utrzymują pozostałe produkty z serii, wchodzę w to!


AragoSpa Aqua Foaming Cleanser mieszka w plastikowej butelce z wbudowanym mikrocudem, polegającym na automatycznej zamianie wody w pianę. Widziałam to w życiu wiele razy, ale za każdym jest to dla mnie tak samo fascynujące. Żebyśmy nie oszaleli od nadmiaru wrażeń, producent ostudził emocje mało interesującą szatą graficzną, która jest na drugim biegunie względem cudaków od Tony Moly. Tak sobie myślę, że chyba Tony Moly ma rację ze swoim cudakowaniem, bo po tamte produkty chętniej człowiek sięga, nawet jeśli są gorszej jakości. No ale. Jest pianka, zajmijmy się więc pianką.

W porównaniu z lubianą przeze mnie pianką myjącą Caudalie /recenzja/, ta ze Skin79 jest gęstsza i lepiej trzyma się skóry. Pachnie cytrusowo, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie jest aromat cytryny, już prędzej werbeny, choć tak naprawdę najbardziej kojarzy mi się z geranium. W każdym razie jest to z pewnością zapach czystości i świeżości, niezwiązany z kostką do kibla czy płynem do naczyń, więc w tym temacie wszystko w porządku.

Jest bardzo delikatna dla skóry, a jednocześnie bardzo skuteczna. Dobrze usuwa sebum i resztki makijażu (mówię tylko o makijażu twarzy – do oczu się z nią nie zbliżam), a poza tym nie zostawia uczucia ściągnięcia, co dla mnie jest bardzo istotne. Przy kilkutygodniowym, regularnym stosowaniu zauważyłam, że moja skóra zakończyła nadprodukcję sebum. Na początku roku bardzo mi to dokuczało. To oczywiście nie znaczy, że moja strefa T przestała się przetłuszczać – po prostu udało mi się dojść do normalnego, akceptowalnego poziomu dla cery mieszanej. To dla mnie sygnał, że pianka działa świetnie: skóra nie jest oczyszczana zbyt intensywnie, a jednocześnie na tyle skutecznie, że wygląda po prostu dobrze.

Wydajność też w porządku. Używam pianki AragoSpa od kilkunastu tygodni i została mi jeszcze 1/3 opakowania. Ostatnią ważną wiadomością jest fakt, że bardzo dobrze zareagowała na nią również cera mojego męża, który cierpi na łojotokowe zapalenie skóry. Jemu też udało się ostatnio ułożyć na tyle dobry plan pielęgnacji, że od dłuższego czasu nie widujemy czerwony plam i objawów łuszczenia.

Przygoda z pianką na pewno do powtórzenia. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi w połączeniu z pozostałymi kosmetykami z tej serii.

Pojemność: 150 ml
Cena: 59 zł
Ocena: 6/6
Dostępność: sklepy internetowe, w tym sklep dystrybutora

22 komentarze:

  1. Ostatnio bardzo polubiłam pianki, a kiedyś było wręcz odwrotnie ;)
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się kiedyś wydawało, że słabo domywają :)

      Usuń
  2. Mów co chcesz, mnie też ta przemiana wody w wino tfu w piankę, fascynuje od zawsze ;) Lubię i chętnie sięgam po pianki właśnie na ostatnim etapie demakijażu. Podoba mi się ta "chmurkowa" formuła. Fajnie, że pielęgnacyjnie jest bez zarzutu. I o dziwo, szata graficzna też podoba mi się znacznie bardziej niż w azjatyckim szaleństwach na jakieś jajka, zabawki, sztuczne banany itp. - nie kupuję tej wizji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztuczne banany są spoko, co chcesz! :D

      Usuń
  3. Nigdy jeszcze nie miałam takiej pianki, może czas wypróbować coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Niedawno była promocja w sklepie producenta -20%. Pewnie kiedyś się powtórzy, wtedy to już na pewno będzie warto :)))

      Usuń
  4. Jak tylko pozużywam to co mam, to po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. super, że się dobrze sprawuje. grzeczna pianka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zamienianie się wody w piankę to już pikuś, mnie tam fascynuje zamienianie się wody w różę z pianki :D no cudnie to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja cera lubi popłynąć z sebum, mogłaby się u mnie ta pianka sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinnaś tę spróbować. W najgorszym razie okaże się przeciętna, bo nie wierzę, że kiepska!

      Usuń
  8. Mam pozostałe kosmetyki z tej serii, ale pianki nie mam :P Muszę chyba ją dokupić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, czytałam Twoje recenzje. Ewidentnie brakuje pianki w arsenale :)

      Usuń
  9. Och jak dobrze, że do Ciebie trafiłam - ach ten NY! Podobieństwa na typie urody się nie kończą.

    Szukam od dłuższego czasu odpowiedniego myjacza do twarzy. Pianki omijam bo mi wchodzą do nosa ;) choć za działanie lubiłam Caudalie. Zużyłam 2. Skin79 omijałam bo mi się z zapychającymi mnie BB-kami kojarzył. Jak to dobrze, że ktoś o podobnym profilu cery i preferencjach przyjdzie i człowiekowi otworzy oczy. Takiego efektu potrzebuję. Zanotowałam ją na short liście i jestem Ci wdzięczna za takie znalezisko. :).

    O tej całej dobroczynnej mocy Jeju przekonałam się w maseczkach glinkowych Innisfree. Idealny balans oczyszczenia z łagodzeniem.

    Nadmiar produkcji sebum, na który cierpię od wielu miesięcy ogarnia u mnie tylko Fresh Pharmacy LUSH. Ale raz, że to kostka, a dwa, że jednak robi tępy suchy mat, na który latem nie narzekam, jednak balans milej widziany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że do mnie trafiłaś i że mogę pomóc :) mam nadzieję, że będziesz z tej pianki tak samo zadowolona. BB Skin79 też nie lubię, choć nie z powodu zapychania, tylko różowo-sinych kolorów i nietrzymania matu.

      Lusha jakoś nie pokochałam, no i dopóki nie będzie go w Polsce, chyba nie będę sobie nim specjalnie zawracać głowy (aż nie mogę uwierzyć, że będąc w Nowym Jorku, nawet nie zajrzałam do ich sklepu, a byłam po drugiej stronie ulicy). Tępego matu nie lubię, dlatego mydła w kostce ogólnie nie są dla mnie. Ten Skin też zostawia wrażenie takiej dobrze oczyszczonej cery, ale jednak zupełnie inaczej niż po mydlanej kostce. Polecam Ci też duet pianka + silikonowy dysk z wypustkami (mój jest z Sephory, kupiłam chyba za piętnastaka). Prawie jak Foreo Luna, a o ile taniej!

      Usuń
    2. Mam taki mini dysk z Rossmanna. Dobry jest.:) Sama jestem ciekawa własnych wrażeń z pianki.

      Usuń
  10. mega fajna jest ta pianka, zresztą jak i reszta produktów ze skin79. am w sumie sporą ich kolekcję, bo polubiła się z moją cerą :P

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger