12.07.2017

Hada Labo Tokyo – Lotion No. 1 / Concentrated Water Serum Lock-In-Moist / burza w social mediach

Ale z Hada Labo było zamieszanie! Najpierw szumny marketing ogłaszający, że oto wreszcie są w Polsce cudowne, japońskie kosmetyki. Tylko w Rossmannie, to one, to te. Potem: szybka rewizja, z której wynikało, że może i z Japonią mają coś wspólnego, ale etykiety inne, składy inne, a tak w ogóle to... one już w Polsce są. Od dawna. Dzięki dystrybucji Dax Cosmetics*. Po prostu teraz będą widoczne wszędzie, bo przecież Rossmanny namnożyły się u nas jak biedronki. A nawet Biedronki. Zaopatrzyłam się w dwie flaszki Hada Labo już pierwszego dnia, gdy trafiły na Rossmannowe półki, a potem, po tych wszystkich emocjach i głosach na nie, prawie odechciało mi się ich używać. O co chodzi z Hada Labo Tokyo? Już tłumaczę.


Sprawa polskich etykiet, niemających nic wspólnego z oryginalnymi, nie jest dla mnie akurat niczym dziwnym czy gorszącym. Ktoś na górze dystrybucyjnej piramidy uznał, że rozstawienie na półkach w Rossmannie buteleczek i kartoników z japońskimi szlaczkami może nie przemówić do rodzimych konsumentów. Jest w tym jakaś słuszność, tym bardziej że polska szata graficzna bardzo mi się podoba i moje oczy z przyjemnością z niej korzystają. Dlaczego jednak składy  t e g o  Hada Labo pochodzą z zachodniego rynku i czemu w ogóle ktokolwiek gdziekolwiek na świecie w nich grzebie, mimo że to przecież te z Japonii są podobno tak wspaniałe? Sauria dopytała u źródła (na jej blogu macie pełne wyjaśnienie PR managerki: klik) i okazało się, że w Polsce chodzi o unijne normy kosmetyczne. Zmiany nie dotyczą składników aktywnych, będących sercem receptury, dlatego myślę, że warto poluzować galotki.

Do Polski trafiło tylko 13 kosmetyków z szerokiej azjatyckiej gamy. Wybrałam dwa z linii White, w tym najbardziej znany produkt marki, czyli lotion z kwasem hialuronowym, który jest podobno sprzedawany w Japonii średnio co dwie sekundy. Trudno w to uwierzyć, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę mnogość produktów na rynku, ale kto wie, może marketingowcy tym razem nie są przebrzydłymi kłamczuchami? Rozmawiałam o produktach Hada Labo z mieszkającą w Seulu Magdą (Kociamber w podróży), która uświadomiła mi, że lotionów tej marki na azjatyckich rynkach jest kilka (mają wbudowane różne dodatkowe funkcje typu rozjaśnianie przebarwień czy seboregulacja), a do nas dotarła pierwsza, podstawowa wersja. Przyjrzyjmy się więc tej pierwszej, skoro tylko taką nam dają.

Hada Labo lotion

Koreańskie lotiony konsystencją i wyglądem zbliżone są do japońskich mleczek, a Lotion No.1 Super Hydrator to właściwie zamiennik naszego toniku. Jest rzadki, przezroczysty, nieznacznie cięższy od tradycyjnego, wodnego toniku, producent zaleca go więc stosować jako pierwszy krok pielęgnacji po oczyszczeniu skóry. Europejskie toniki służą głównie do wyrównywania pH, a jakiekolwiek działania nawilżające są raczej miłym dodatkiem, który i tak większość z nas traktuje z niedowierzającym przymrużeniem oka. Lotion Hada Labo ma pełnić rolę wstępnego nawilżacza skóry i – w zależności od naszych dalszych planów – służyć jako jeden z elementów pielęgnacji lub samodzielny kosmetyk. Ja nie zrezygnowałam z toniku i Super Hydrator wklepuję w skórę dopiero po przetarciu twarzy nasączonym wacikiem. Tylko w takim scenariuszu osiągam pielęgnacyjne zen.

Producent użył trzech rodzajów kwasu hialuronowego, które wspólnie mają dać naszej skórze wielkiego, nawilżającego kopa. Na pewno nie zostawiłabym mojej cery pod wyłączną opieką tego lotionu, ale przyznam, że z przyjemnością włączyłam go do codziennej pielęgnacji. 

Hada Labo Super Hydrator lotion z kwasem hialuronowym

Skład jest krótki i konkretny:

INCI: Aqua, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Glycerin, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Hydroxyethyl Cellulose, PPG-10 Methyl Glucose Ether, Sodium Acetylated Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Sodium Citrate, Iodopropynyl Butylcarbamate, Phenoxyethanol

Dla porównania wklejam skład japońskiej wersji (z Wizażu):

INCI: Aqua, Butylene Glycol, Glycerin, Disodium Succinate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, hydroxyethyl-cellulose, Methylparaben, PPG-10 Methyl Glucose Ether, Sodium Acetylated Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Succinic Acid

Jak widzicie, różnice nie są wielkie. W polskiej wersji zabrakło kwasu bursztynowego i bursztynianiu disodowego, które mają działanie anti-aging (a tak poza tym stosuje się je głównie do wzmacniania smaku potraw – podobno capią owocami morza). Oba lotiony posiadają obiecane trzy rodzaje kwasu hialuronowego, z naszej edycji wyrzucono paraben – czyżby dlatego, że polskie klientki boją się  parabenowych konserwantów?

Wielka, 150-mililtrowa butla z pompką wystarczy na wieki. Produkt jest bezzapachowy, daje lekko kleiste wykończenie, ale nie jest to uciążliwe (a do tego normalne przy mocniej stężonym kwasie hialuronowym), choć już nie do końca mi odpowiada. Wyciskam jedną lub dwie pompki i delikatnie wklepuję w twarz, a to, co mi zostanie na dłoniach, wcieram w szyję i dekolt. Lotion dobrze współpracuje z innymi kosmetykami, wchłania się ekspresowo, a jeśli stosujecie bogatą wieczorną pielęgnację i Wasza skóra ma dobry poziom nawilżenia, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby potraktować go jako bazę pod makijaż. To dobry pomysł przy tłustej strefie T, która latem chętnie bawi się w nadprodukcję sebum. Ja z powodzeniem łączę lotion Hada Labo z filtrem SPF 50 od Vichy i podkład trzyma się lepiej niż po użyciu całego kosmetycznego arsenału.

Po trzech miesiącach używania lotionu nie zauważyłam spektakularnych zmian w poziomie nawilżenia, ale cieszę się z wypracowanej równowagi. Nie oczekiwałam od tego kosmetyku, że samodzielnie zaczaruje skórę, jest za to bardzo fajnym pielęgnacyjnym pomocnikiem. W ostatnich tygodniach częściej używałam peelingu enzymatycznego i masek w płachcie – dopiero wszystkie te kroki sprawiły, że moja cera ma się lepiej niż latem ubiegłego roku. I o to chodzi! Dokładać kolejne kroki pielęgnacji, obserwować i... cieszyć się z efektów. Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby ten lotion miał jakikolwiek zapach (i żeby nic a nic się nie lepił), bo milej by się po niego sięgało, ale wierzę, że dla wielu z Was bezzapachowa formuła to bardzo dobra wiadomość i tego się trzymajmy.

Pojemność: 150 ml
Cena: 45,99 zł

Hada Labo Water Serum Lock-in-Moist

O Concetrated Water Serum Lock-In-Moist nie mam aż tyle do powiedzenia, bo nie udało mi się go wprowadzić do codziennej pielęgnacji. Zabrałam to serum ze sobą do Nowego Jorku i... żałowałam, że nie postawiłam na jakiś inny kosmetyk.

Serum, podobnie jak kolega lotion, jest bezzapachowe, ale nieporównywalnie bardziej się lepi, co skutecznie zniechęca mnie do regularnego używania. Zaczęłam je stosować po bardzo przyjemnym nawilżającym Super Power Mezo Serum od Bielendy i to chyba najbardziej wpłynęło na chłodne przyjęcie japońskiego konkurenta. Bielenda wcale nie jest ósmym cudem świata, po prostu ładnie pachnie, ma sexy pipetkę i świetną, wodną konsystencję. W przypadku – podobno wodnego – Hada Labo mamy do czynienia z bezzapachowym klejuchem, co może nie powinno dziwić przy kosmetyku z kwasem hialuronowym, ale jednak zniechęca (Bielenda też ma recepturę opartą na kwasie hialuronowym).  

Hada Labo serum

Serum pochodzi z Japonii (lotion został wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych), producent zaleca je zarówno do dziennej, jak i wieczornej pielęgnacji. Opakowanie typu airless wygodnie i precyzyjnie dozuje produkt, a do ogarnięcia twarzy i szyi wystarczy jedna pompka (więcej nie zalecam, bo klejenie będzie nie do zniesienia). Jeżeli damy produktowi kilka minut, wchłonie się ładnie, ale wciąż nie pozbędziemy się wrażenia, że skóra została potraktowana obślinionym chupa chupsem.

INCI: Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, PPG-10 Methyl Glucose Ether, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Hyaluronate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Limnanthes Alba Seed Oil, Polysorbate 60, Disodium Succinate, Sodium Acetylated Hyaluronate, Disodium EDTA, Methylparaben

W składzie dostrzegam już tylko dwa rodzaje kwasu hialuronowego, ale może jestem ślepa lub trzeci gatunek ukrył się pod jakąś sprytną nazwą. Zainteresował mnie olej z nasion meadowfoam, czyli łąkowej piany, który podobno doskonale nawilża bez efektu tłustości. Pierwszy raz widzę go na oczy w INCI i nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak łąkowa piana. No cóż, każdy dzień to kolejna szansa na nauczenie się czegoś nowego...

Być może gdybym używała tego serum codziennie (a nawet dwa razy dziennie, jak zaleca producent), dopatrzyłabym się wspaniałego działania nawilżającego. Niestety, nie jestem w stanie używać jednocześnie lekkiego klejucha i ultraklejucha (to co najmniej o półtora klejucha za dużo), a moje używanie Lock-In-Moist co-któryś-tam-dzień nie przyniosło żadnych rezultatów. Tydzień w Nowym Jorku z samym serum, bez innej sensownej pielęgnacji, również nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia. Wiem, wiem, kwasu hialuronowego nie powinno się używać solo, ale liczyłam na to, że jak producent napisze na pudełku, że można, to... można. A jednak nie można. I nie polecam. Ani solo, ani w ogóle.

Pojemność: 30 ml
Cena: 54,99 zł

Ciekawe, czy doczekamy się rozszerzonego asortymentu Hada Labo w Polsce. W Azji naprawdę jest w czym wybierać!

*Dax Cosmetics jest częścią koncernu Rohto Pharmaceuticals, do którego należy również Hada Labo, dlatego nie powinno dziwić, że japońska marka w końcu pojawiła się w Polsce. 

33 komentarze:

  1. Mnie burza wokół tych kosmetyków rozśmieszyła;) Przetestowałam kilka produktów z linii białej i u mnie nawilżenie było wręcz spektakularne, ale produkty mają tendencję do lepienia się,to fakt. Mimo wszystko ja byłam z nich mega zadowolona i pobiegłam po więcej:D Mi najbardziej przypadł do gustu żel-krem wypełniający z linii białej i maska 3D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, nie warto bezmyślnie krytykować za innymi i – jak widać na Twoim przykładzie – warto po prostu sprawdzić na sobie, czy kosmetyk jest porządny, czy nie.

      Usuń
    2. Zwłaszcza, że i tak u każdego sprawdza się coś innego. Szkoda, że u Ciebie nie wypadły bardziej zadowalająco.

      Usuń
  2. no właśnie podczas wczorajszego spotkania, słuchając wyjaśnień Magdy alias Kociamber uświadomiłam sobie że na naszym rynku jest znikomy procent kosmetyków Hada Labo, a te które są, to tak naprawdę formuły obecnie na rynku azjatyckich od wielu lat, a u nas promowane są jako nowości. Inna sprawa, że kompletnie nie rozumiem tej g....wnoburzy na temat składu, że niby u nas kompletnie inne formuły niż w japońskich odpowiednikach :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, nie są tak bardzo inne, chociaż chętnie przekonałabym się, czy np. te japońskie nie są mniej klejące ;). Ale działanie powinno być podobne, warto sprawdzać na sobie, zamiast oddawać się bezmyślnej krytyce.

      Miło było Cię poznać, Magdo :)

      Usuń
  3. Nawet nie wiedziałam o tym zamieszaniu. Widziałam, że jest jakiś szum wokół marki, ale spojrzałam na skład i... przestałam się nią interesować. :-) Może w Japonii jest inny, ale nie ma mnie tam, a tu, gdzie jestem, są kosmetyki ze składami, które bardziej mi odpowiadają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mamy ogromny wybór i każdy może znaleźć coś dla siebie, również coś nieklejącego ;)

      Usuń
  4. obeszlam szerokim lukiem te kosmetyki i nie skusilam sie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kasa została w portfelu na nowe maczki :P

      Usuń
  5. ja się bardzo z lotionem polubiłam, nie wiem czy to jemu konkretnie zawdzięczam dobry stan skóry ale zdecydowanie mniejsze odwodnienie jest faktem, poza wszystkim lubię go używać
    mam krem z spf20 i to jest klejotłuścioch kosmiczny, nie jestem w stanie go używać, podejrzewam, że to ten sam typ klejenia co w serum ;) bardzo mi podeszła maska 3D z serii czerwonej, klejenie w nocy jakoś mi mniej przeszkadza :) mam też japońską wersję lotionu, na oko niczym oprócz opakowania się nie różni

    OdpowiedzUsuń
  6. O, a ja nie słyszałam o tej aferze ;) I nie wiem dlaczego, wmówiłam sobie, że nazwa to Hada Laboo i przez kilka pierwszych akapitów irytowałam się, że ciągle zjadasz jedno "o" :) A później spojrzałam uważniej na zdjęcia no i cóż... :) Akurat te kosmetyki mnie nie interesują, ale gdyby pojawiła się u nas seria ukierunkowana na wspomniane rozjaśnianie przebarwień, to bym się mocno zastanowiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, a widzisz, Basiu, akurat ja bardzo zwracam uwagę na poprawną pisownię, zboczenie zawodowe ;)

      Usuń
  7. Ehh.. upisałam się i zjadło mi komentarz.
    No to raz jeszcze ;)

    Ja zwracam tż dziewczynom uwagę na fakt, że to jest marka Hada Labo TOKYO, a nie Hada Labo.
    I wiem właśnie, że niestety UE ma swoje przepisy i nie można używać wszystkich skłądników.
    Z tego też powodu nawet musiały zostać nieco zmienione receptury w stosunkuj do poprzedniej wersji, której używałam w zeszłym roku, UE wycofało jakiś jeszcze jeden składnik z listy dozwolonych.

    JZ tej serii jeszcze niczego nie używałam, ale koleżanka już mi kupiła Lotion więc przy okazji będę go już miała.
    Perfecta, wydaje mi się, że bazując na wiedzy Hada Labo Tokyo, stworzyła fajną serię Hydro magnetic, w tej serii jest m.in. esencja i memory shape mask

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Hada Labo Tokyo to jakby wariacja na temat japońskiego Hada Labo.
      Dobrze, że Perfecta korzysta z doświadczeń Japończyków. Warto iść po dobre!

      Usuń
  8. Widziałam promocyjne stoiska w Rossmanie i nawet się zastanawiałam czy kupić. Jednak mam dość spore zapasy wszystkiego, więc chwilowo zrezygnowałam. Fajnie było poczytać Twoją recenzję, a same kosmetyki wydają się być ciekawe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapasy – temat rzeka :D
      Ja już byłam blisko pozbycia się nadmiaru kosmetyków, ale potem wydarzyło się Meet Beauty i... całą pracę trafił szlag ;)

      Usuń
  9. Burza mnie ominęła (w ogóle takie burze do mnie nie docierają;)). A czy różnice w składzie nie wynikają po prostu w innych przepisach w Azji i w UE? Czytałam, że generalnie tak właśnie jest, ale nie wiem jak w tym przypadku.
    Lubię azjatyckie kosmetyki i ogólnie podobają mi się założenia lansowanego systemu pielęgnacji. Ale esencje i lotiony to dla mnie za dużo. Wystarcza mi bardziej tradycyjny zestaw tonik-serum-krem, nic dodatkowego już nie używam. Jakoś dziwnym mi się wydaje nakładanie aż tyle warstw, tym bardziej, że zazwyczaj esencje i lotiony są rozcieńczone i nie ma w nich zbyt wielu składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, napisałam o tym w tekście – UE ma inne regulacje i nie wszystkie substancje są dozwolone. Też mi się momentami wydaje, że esencje/lotiony to już nadmiar w mojej pielęgnacji, ale przy odwodnionej, wysuszonej słońcem skórze okazuje się, że to może być bardzo przydatny dodatkowy nawilżający kopniak :)

      Usuń
  10. Widziałam tę burzę na FB, blogach, IG, na początku myślałam, że wszyscy mają rację, że to jakieś polskie odpowiedniki, a nie prawdziwa Hada Labo, ale po informacji udostępnionej przez Saurię zmieniłam zdanie. Widzę, że wielu osobom się te kosmetyki sprawdzają, sama mam ochotę na lotion i niewykluczone, że kiedyś po niego sięgnę. Super recenzja, wyjaśnia wiele nieścisłości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hm. kupiłam sobie niedawno potrójny kwas hialuronowy z BU, który mieszam z olejkiem uzyskując bardzo fajne a przy tym nielepkie serum :) i chyba lepiej na tym wychodzę niż na podobnym gotowcu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po olejku (świetnym zresztą) Clarinsa chętnie robię sobie przerwę od olejków :) ale oczywiście masz rację, można te wszystkie dobroci z kwasu hialuronowego zapodać sobie w tańszej wersji.

      Usuń
  12. Jeśli się lepią, to przynajmniej w porze letniej lepiej sobie odpuścić (bo i tak się lepimy) :D

    OdpowiedzUsuń
  13. na mnie ten szał zadziałał zniechęcająco także nie nabyłam i nie planuję :) a kwas hialuronowy potrojny mam z mazideł juz którąś buteleczkę i nie zamierzam go zdradzać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się to czasem zdarza – cały internet pieje na jakiś temat, a ja kompletnie nie mam ochoty :)

      Usuń
  14. Czytałam tylko kilka(albo i kilkanaście) postów i wypowiedzi na Wizażu na wątku rossmannowym w czasie promocji na kosmetyki "twarzowe" i to na tyle ile słyszałam :D Kosmetyki mają ładne opakowanie i kusiły mnie, ale nie czytałam wcześniej żadnych opinii na ich temat i w ciemno brać nie chciałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słusznie, że nie brałaś w ciemno, bo jednak sporo kosztują

      Usuń
  15. Od jakiegoś czasu mam ochotę przetestować to Hada Labo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto poczekać na promocję w Rossmannie? :)

      Usuń
  16. Nie znoszę klejących się kosmetyków, lubię ładne zapachy. Trochę szkoda, że tego nie spełnia.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger