02.07.2017

Projekt denko, odc. 51

Nie przypominam sobie podobnie deszczowego czerwca. Któregoś dnia ulewa nad Warszawą była tak silna, że przerdzewiały parapet zewnętrzny wpuścił do naszej kuchni okolicznościowy staw. Dobrze, że kuchnie miewają terakotę i dobrze, że byliśmy w domu. Kiedyś uwielbiałam taką deszczową pogodę – była idealna do czytania i zalegania pod kocem z kubkiem herbaty (swoją drogą to niebywałe, jak herbata potrafi korzystnie zmienić smak, kiedy pije się ją pod kocem w deszczowy dzień). Teraz najczęściej na deszcz się złoszczę, bo zalegać w ciągu dnia nie mam możliwości, a jedyne, co robią ryczące jak dwulatek chmury, to: przeszkadzają w spacerowaniu z pięciolatkiem, zniechęcają do spontanicznych weekendowych wypadów za miasto i zabierają światło, psując większość zdjęć na bloga*. Czerwiec, lato, dorosłość. 



Absolutnie niedorosłe wydaje się natomiast ustawianie na balkonowym stoliku pustych opakowań po kosmetykach i robienie im zdjęć. A jednak ustawiam i robię, a potem jeszcze te kosmetyczne zwłoki opisuję. Hmm. Hm Hm.


Nivea – Shower Oil Natural – wróciłam po kilku latach, bo miałam ochotę na tłusty, pielęgnacyjny efekt pod prysznicem. Nie było źle, ale zapach babcinych kosmetyków (podobny jest w żółtym olejku Isany) – nie zachęcał do korzystania_z. 

Balea – Paradise Beach – żel pod prysznic – nic się nie zmieniło przy kolejnej butelce: wciąż uwielbiam tanie, pięknie pachnące i cieszące oko żele Balei za to, że są tanie, pięknie pachnące i cieszą oko (i jeszcze świetnie się pienią!). Paradise Beach to limitowana edycja sprzed dwóch lat – tak, wciąż zużywam żelowe zapasy... Zapach to nie do końca klasyczna piña colada – ta jest nieco bardziej wytrawna. Cudeńko. Nie martwię się, że nie wróci, bo wraca w podobnych ujęciach bardzo często. 

The Body Shop – Frosted Plum – żel pod prysznic – w tym miejscu akurat bardzo się cieszę z moich żelowych zapasów, bo dzięki nim udało mi się skitrać jeszcze jeden skarb: niesłodką, nieprzyprawioną korzennie śliwkę z zimowej limitki TBS z 2015 roku. Miałam też przyjemne, lekkie masło z tej linii /recenzja/ i oba kosmetyki zrobiły na mnie jak najlepsze wrażenie. Liczę na to, że jeszcze kiedyś wrócą, a najlepiej do stałej sprzedaży. Jedyny minus to słaba wydajność związana z rzadką konsystencją.


Perfecta Mama – Probiotyczny żel do higieny intymnej – mój wieloletni ulubieniec. Jedyne, co przydałoby się w upały, to odrobina rześkiego zapachu (żel jest bezzapachowy), ale z jakiegoś powodu często to, co służy do ogarniania okolic intymnych i ma ładny, rześki aromat, podrażnia, niszczy florę bakteryjną, sprzyja infekcjom. Tutaj jestem bezpieczna, mimo że latem chodzę w spodniach, jem słodycze i tworzę doskonałe warunki dla chorobotwórczego dziadostwa. 

Venus – Pianka do golenia, zapach konwalii – tania, skuteczna, nieźle pachnie, nie widzę sensu kupowania innych. Że nie wspomnę o tym, jak dobrymi pomocnikami przy goleniu są niespełniające oczekiwań odżywki do włosów (tych pożądanych włosów, rzecz jasna). 

Gratiae – Exfoliating Body Scrub /recenzja/ – pisałam o nim niedawno, więc w wielkim skrócie: dobry, pięknie pachnący peeling solny, który jest sprzedawany na wyspach w galeriach handlowych przy wykorzystaniu bardzo nieprzyjemnych praktyk marketingowych. 


Mixa – Płyn micelarny, skóra zaczerwieniona – to jest po prostu niemożliwe. Zaczęłam od różowej Biodermy, która wydawała mi się nie do pobicia. Potem odkryłam różowy micel Garniera, który zmywa z podobną skutecznością co Bioderma, ale – w przeciwieństwie do koleżanki po fachu – nie ma odrażającego gorzkiego smaku. Po Mixę sięgnęłam, bo wiele osób polecało ją w komentarzach i na swoich blogach i... no wow, czy ona przypadkiem nie jest JESZCZE LEPSZA od poprzedników? Nie robiłam testów, więc nie mogę dać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale że Mixa jest bardzo skuteczna, niegorzka i łagodna dla oczu, to FAKTY. Niebieska wersja też mi się podobała, ale jakoś milej było z różową.

Dirty Works – Triple Action Micellar Cleansing Water – kupiłam ten micel w TK Maxx jako ciekawostkę do sprawdzenia. Sprawdziłam, dziękuję, powrotu nie będzie. Ten płyn nie nadaje się do demakijażu oczu (bo pieką okrutnie i bo sprawdziłam po pierwszym pieczeniu: producent zaleca unikania kontaktu z oczami), a więc dla mnie jest mało przydatny. Zużyłam do mycia pędzli. 

The Body Shop – Camomile Sumptuous Cleansing Butter /recenzja/ – mój ulubieniec do demakijażu oczu. Przy tym opakowaniu przez chwilę romansowałam nawet z myciem całej twarzy, ale jestem prawie pewna, że zapychał. Idea skutecznego zmywania oczu maślanym tłuściochem okazała się wspaniała – musiałam tylko na stałe przenieść się z całą operacją pod prysznic, a jeśli przychodzi mi wykonać demakijaż nad umywalką, sięgam po płyn micelarny. Masło TBS jest bardzo wydajne (jeśli używamy go tylko w wersji do oczu), nie szczypie, delikatnie pachnie i nie wymaga tarcia wrażliwej skóry pod oczami. Dla mnie super. 


Yves Rocher – Serum Vegetal – krem intensywnie ujędrniający na dzień – teraz występuje w jakiejś innej wersji (a przynajmniej w innym opakowaniu). Krem był gratisem do dawnych zakupów i tak leżał, leżał, leżał... Jak już swoje odleżał, to się okazało, że jest za ciężki dla mojej mieszanej cery: a to jakiś pryszcz wyskoczył, a to skóra się świeciła po godzinie od zrobienia makijażu... Zużyłam do szyi i w tej roli był okej, ale mam wrażenie, że moja szyja zniesie wszystko, więc średni to komplement dla tego kremu. Aha, dość intensywnie pachniał, co dla wielu z Was może być dużą wadą. Radzę szukać kremowego szczęścia gdzie indziej, bo skład też niespecjalny. 

Bath & Body Works – Perfect Beach Day – żel antybakteryjny – niezmiennie najlepsze żele antybakteryjne na rynku, bo: pięknie, intensywnie pachną (lub śmierdzą, jeśli źle strzelicie), nie lepią się i, miejmy nadzieję, robią robotę. Ciężko je kupić w sensownej cenie, ale wolę dopłacić, niż używać klejuchów z drogerii. 

MAC – Studio Fix Fluid w odcieniu NW13 – bardzo lubiłam wygląd tego podkładu na mojej skórze, ale trudny do zniesienia jest jego intensywny zapach: to dziwna, niepodobna do niczego chemia, która jest wyczuwalna jeszcze przez pewien czas po nałożeniu na skórę. Fluid ma niewielki filtr SPF 15, zastyga na matowo, ma bardzo przyzwoite krycie, a przy tym nie robi maski. Odcień NW13 jest bardzo jasny i chłodny (dla mnie ok tylko w wersji zimowej). Następnym razem spróbuję z NC, bo mam jasną, żółtą szyję i nie do końca dobrze się to ze sobą zgrywało. 


Luksja – Creamy – Nawilżające mydło w płynie Cotton Milk & Provitamin B5 – klasyczny przeciętniak. Używałam go przez kilka tygodni i nawet nie pamiętam, jak pachnie. Nie wysuszał dłoni. Pewnie jeszcze będzie do mnie trafiać, bo w beznadziejnym Carrefourze blisko mojego domu  wybór jest niewielki.

Benton – Snail Bee High Content Mask Pack – maska była bardzo soczysta, tak bardzo, że tej soczystości starczyło jeszcze na dokładne wypaćkanie szyi i dekoltu. Nawilżyła, ale na krótko. Fajne było to, że ukoiła skórę po peelingu enzymatycznym, zamiast ją podrażnić.

Innisfree – Skin Clinic Mask – Collagen – do tej pory wszystkie przywiezione z Korei przez Magdę (Kociamber w podróży) maski Innisfree sprawdziły się u mnie super, ale ta szczególnie mnie urzekła, bo była z bardzo cienkiego materiału, który idealnie przylegał do twarzy, a skóra wypiła prawie wszystko i to nawilżenie było naprawdę czuć. Żeby zauważyć dobroczynny wpływ kolagenu, musiałabym mieszkać w Seulu i regularnie kupować tę wersję, ale najważniejsze, że czuć pozytywną przemianę skóry tuż po, a przecież o to nam chodzi, kiedy ruszymy tyłek do rozszerzonej pielęgnacji, prawda?

*Uprzejmie oznajmiam, że argument o słabej baletnicy i jej spódnicy z rąbkiem ani trochę mnie nie przekonuje. 

38 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Studio Fix Fluid tylko kolorystycznie nie mogę się dopasować, bo musiałabym 2 kolory mieszać :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, czy w tonacji NC znajdę swój odcień.

      Usuń
  2. bardzo lubię micel Mixy a i po żele Balea sięgam coraz częściej

    OdpowiedzUsuń
  3. Balea też mi się podobają :) i mam nadzieję, że jak się okazja nadarzy to znowu zakupię parę sztuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie nie robię zakupów i nie szukam okazji, ale już za rok powinno się znaleźć sporo miejsca w szafce na kolejne butelki Balei :D

      Usuń
  4. Super zużycia ! Troszkę produktów znam ! A niektóre bardzo chętnie bym poznała ! ;)
    Obserwuję ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło mi, mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. U mnie też było dużo, ale już się prawie wypstrykałam ;)

      Usuń
  6. Piszesz o tym żelu do higieny intymnej tak często, że powinnam to wiedzieć, ale i tak zapytam. W Rossmannku złapię?
    Totalnie mnie namówiłaś na Mixę, akurat kończy mi się Bioderma, chętnie sprawdzę (i zaoszczędzę).
    A używałaś Pani tego masła z Clinique, Take the Day Off? Bo myślałam, czy by nie olać miceli i przerzucić się na tłuściochy.
    Mam wrażenie, że te żele z B&BW (kupowałam zapas na wakacje), znów, kurwa, podrożały. No ale faktycznie są najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Super-Pharmie i w Rossmannku.
      Mixę koniecznie musisz spróbować!

      Take the Day Off nie próbowałam, bo ciągle kupuję nowe słoiki TBS, ale jestem go ciekawa.

      Usuń
  7. Śliwkę i masło rumiankowe z TBS znam i też jest w moim denku w tym miesiącu. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Duze denko , wlasnie mam ochote na Maca studio fix ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wypróbować, porządny podkład (o ile zniesiesz jego zapach)

      Usuń
  9. Moja szyja również zniesie wszystko, ale chyba stopy zniosą jeszcze więcej niż wszystko :D Stopy to idealne miejsce do denkowania kremowych niewypałów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wiadomo, stopy to już w ogóle wszystko wciągną, mnie się po prostu nie chce ostatnio nic w nie wcierać ;)

      Usuń
  10. Ja nadal niedorosła cieszę się z każdej chmurki i kropli deszczu jak szalona! Upały zostawiłabym dla zwrotnika i tropików;). Ale jakiś koleś w moim brzuchu daje znać o tym, że i mnie przyjdzie wkrótce dorosnąć.

    Co do antybakteryjnych żeli do rąk to faktycznie B&BW nie mają konkurencji ale kupuję w Rossmannie masowo taki w tubce bo nie klei sie, nie wysusza i nie śmierdzi, daje uczucie czystości i świeżości. Zakręcana tubka wkurza więc to mój samochodowy niezbędnik. Jednak zatęskniłam za BBW po Twoim poście ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. C.d ... a żel nazywa sie bodajże Clean Hands. ;) Zielony i niebieski jest. Oba ok.

      Usuń
    2. Ciesz się deszczem, póki możesz! Myślę, że wkrótce zacznie Cię on denerwować... ;)

      Do zakręcanych tubek niestety nie mam zdrowia. Próbowałam i nie dałam rady :D

      Usuń
  11. i do kosza :)
    Studio Fix nie chciała się za chiny dogadac z moja ceré :(

    OdpowiedzUsuń
  12. ten peeling solny Gratiae przypomina mi wyglądem opakowania shiseido benefiance . tylko jest w wersji XXL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! nie wpadłam na to, a to przecież dość oczywiste skojarzenie

      Usuń
  13. Masłem TBS myłam całą twarz, nic mnie nie zapchało :) sprawdziło się idealnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem na 100% pewna, czy to ono mnie zapchało, ale jest to tak wysoce prawdopodobne, że odechciało mi się kolejnych testów.

      Usuń
  14. Nie znam żadnego z tych produktów no może poza tym mydłem z Luksji. Miałam tylko w innej wersji zapachowej i było ok.

    OdpowiedzUsuń
  15. Często sięgam po żele Balea. Tej wersji jednak nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I już nie poznasz, ale będą się na pewno pojawiać bardzo podobne :)

      Usuń
  16. masełko do demakijażu TBS kiedyś do mnie trafi :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj, będę od 18 sierpnia w Gdyni. Może się uda?? :)

      Usuń
    2. ech, w sierpniu nie ma szans ;(

      Usuń
  17. Ten żel z TBS albo jeszcze gdzieś stoi u mnie alboo zużyłam go niedawno, bo ciągle o nim pamiętam. :D
    Tak chwalisz ten płyn micelarny Mixa, że chyba zdecyduję się na podebranie odrobiny tego płynu mojej mamie...Sama go kupiła sobie i wygląda na to, że trafiła w 10 i to bez czytania blogów! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie miałam żadnego, ale za to lubię żele Balea :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe jak ta maska Benton sprawdzi się u mnie, mam gdzieś z dwie skitrane.

    OdpowiedzUsuń
  20. Niestety nie znam tych produktów, oprócz płynu Mixa. U mnie sprawdza się super, ale nie wiem czy lepiej niż ten z Biodermy. Zauważyłam, że bardziej te produkty opłaca zamawiać się przez internet, np. w aptece Melissa, bo stacjonarne sklepy mają wyższe ceny. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger