07.08.2017

Bielenda – seria Skin Clinic Professional: Super Power Mezo Serum – Aktywne serum nawilżające

Używam tego serum od wielu tygodni. Niespiesznie i jakby od niechcenia. Naszą leniwą wspólną przygodę przerwał lotion z kwasem hialuronowym od Hada Labo, ale do Bielendy wracałam ostatnio pomiędzy, choćby dla porównania. 

Bielenda Skin Clinic Professional Super Power Mezo Serum


W zeszłym roku testowałam zieloną wersję korygującą, która robiła dobrze mojej cerze, bo: wygładzała, trochę rozjaśniła, a do tego przyjemnie się jej używało. Przyjemność ze stosowania niebieskiej flaszeczki jest w zasadzie taka sama: podobnie jak zielona cieszy oko estetycznym wyglądem, nos – świeżym zapachem, a skórę – szybkim wchłanianiem, bo obydwa kosmetyki są bardzo wodniste. 

Bielenda Super Power Mezo Serum niebieskie

Aktywne serum nawilżające przeznaczone jest dla każdego typu cery, zarówno do dziennej, jak i nocnej pielęgnacji. Ma przede wszystkim nawilżać, dlatego gwiazdami bielendowej receptury zostały: dwa rodzaje kwasu hialuronowego, betaina i kwas mlekowy. Ważnym składnikiem są biomimetyczne peptydy, czyli krótkie łańcuchy aminokwasów, na które warto zwrócić szczególną uwagę, bo to naprawdę duże osiągnięcie kosmetologii ostatnich dziesięciu lat. Peptydy przeciwdziałają uszkodzeniom kolagenu i elastyny, pobudzają produkcję nowych włókien kolagenowych, czyli po prostu mają silne działanie przeciwstarzeniowe. Dla trzydziestki z coraz większym plusem taki skład to zestaw samych dobrych wiadomości. 

Szklana butelka z pipetą niezmiennie wydaje mi się bardzo sexy i uwielbiam po nią sięgać. A gdy już sięgnę, jest naprawdę miło, bo serum rozprowadza się błyskawicznie, jeszcze szybciej się wchłania (pod warunkiem że nie przesadzicie z ilością), świetnie nadaje się pod makijaż, a do tego ma bardzo przyjemny, świeży i niezbyt intensywny zapach.  


Tu pełna lista składników:

INCI: Aqua (Water), Betaine, Glycerin, Palmitoyl Tripeptide-5, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Sodium Hyaluronate, Panthenol, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Polysorbate 20, DMDM Hydrantoin, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional 

Zbędnych kosmetycznych gówienek brak. Skład wygląda na przemyślany. No i cóż, sprawa z tym serum jest taka, że... solo nie ma ono sensu. Nie należy się temu dziwić, bo kwas hialuronowy lubi dobre towarzystwo, ale aż się prosi, żeby po użyciu serum na twarz nałożyć już tylko makijaż i nie psuć tej idealnej równowagi pomiędzy wygładzeniem (w którym swój duży udział ma betaina), uczuciem świeżości i brakiem ciężkiej warstwy, która zmniejszałaby trwałość podkładu. Niestety, kiedy próbowałam tak robić, nie tylko nie zauważałam poprawy stanu nawilżenia skóry, ale też zwiększyła się produkcja sebum, co oznaczało, że kosmetyk wcale nie pomaga w nawilżaniu, tylko w nim... przeszkadza! Wyjątkiem jest wklepanie serum w twarz tuż po zdjęciu azjatyckiej maski w płachcie, można też próbować łączyć je z mgiełką z wody termalnej Uriage lub wody winogronowej Caudalie. W innym przypadku polecam odnaleźć dobry dla siebie krem, który zostanie podkręcony Super Power Mezo Serum lub... zapomnieć o sprawie.

Realnych, namacalnych efektów na skórze nie odnotowałam. Na pewno świetne jest natychmiastowe wygładzenie i lekkie, zdrowe napięcie, ale zabrakło uczucia dogłębnie nawilżonej skóry, również w kilkutygodniowej perspektywie, a przecież o nawilżanie miało chodzić! Wierzę w ten skład, dlatego ufam działaniu anti-aging, ale powierzenie nawilżającej roboty tylko temu kosmetykowi raczej nie przyniesie dobrych rezultatów.

Lubię pielęgnację Bielendy, ale tym razem do zachwytu sporo zabrakło. Rytualne łał odnotowałam przy zielonej wersji (do której jesienią planuję wrócić), a tu pozostała głównie radość z użytkowania. Dla mnie, na tym etapie życiowego więdnięcia, to już niestety za mało.


Pojemność: 30 ml
Cena: ok 25 zł
Dostępność: łatwa, drogerie i sklepy internetowe

24 komentarze:

  1. Nie znam tego produktu, ale szkoda że nie sprawdził się jak pierwsza wersja którą miałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście miło się go używa :)

      Usuń
  2. Zielona wersja jest moim wieeeelkim hitem i widzę że przy niej pozostanę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jeśli zielona Ci służy, nie warto robić skoku w bok :)

      Usuń
  3. Lubię Bielendę ale tej serii jeszcze nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Eee ja lubię stosować serum ale solo własnie -,- z tej serii miałam maskę w płachcie

    OdpowiedzUsuń
  5. juz dawno temu malam to serum i bylam zniego zadowolona :) jest jednak taki wybor ser z kwasem hialuronowym, ze na razie nie planuje do niego powrotu i siegam za kazdym razem po cos nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, na nudę w kosmetykach nie możemy narzekać ;)

      Usuń
  6. łeeee, no to tym razem Bielendzie nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło być gorzej – mogło się lepić, śmierdzieć i wypryszczać skórę :D

      Usuń
  7. Ja liczyłam na korygujące, ale w sumie nie było z tego miłości :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dałaś mu więcej czasu? Ja zauważyłam po kilku(nastu?) tygodniach, że skóra ma się dużo lepiej.

      Usuń
  8. Nie mialam tego serum, ale bardzo mnie zacuekawilas. Ciekawe jak spelniloby sie na mojej mieszanej skorze, bo ogolnie nie lubie kosmetykow do kazdego rodzaju cery ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zieloną wersję, właśnie do mieszanej cery.

      Usuń
  9. Brzmi zachęcająco :) Sama chętnie przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mimo wszystko muszę kiedyś wrócić do tego serum ;) Miałam je lata temu :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama lepiej bym tego nie ujęła. Mam to serum i dokładnie te same odczucia. Jest ok, ale nie ma spektakularnych efektów. Podobnie jak Ty, też wierzę w działanie anti-aging, więc nie żałuję zakupu, ale raczej nie wrócę ponownie. Tyle ekscytujãcych kosmetyków do poznania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! a tu tylko jedna twarz do dyspozycji ;)

      Usuń
  12. Potwierdzam. To serum nie nawilża. Ja jednak nie lubię pipet etc. preferuję pompki. Szybko łatwo i wygodnie. ;)
    Niestety takiego lekkiego nawilżacza do cery tłustej jak dotąd nie potrafię znaleźć. A zależy mi na formule serum/lotion. Nie szukam kremów. Te jedynie uruchamiam zimą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię pipet w podkładach, ale przy serum bardzo mi się podobają – taka elegancja ;)

      Usuń
    2. Pipeta w podkładzie u mnie równa się plamy wszędzie.

      Usuń
    3. BTW - Kupiłam ten szampon Insight balancing po Twojej recenzji. Na razie jestem zachwycona. :) Walczę teraz z nadmierna produkcją sebum. Zapach mnie nie zniecheca, jako że jestem rasowym trądzikowcem i od 20 lat tea tree to był mój nieodłączny kompan. Do dziś nim odkażam różne rzeczy i przywykłam do tego aromatu.

      Owszem lepiej pachną szampony John Masters Organics. Ale są nieporównywalnie droższe i nie aż tak skuteczne. Choooociaż są kapitalne i niezwykle komfortowe w zależności od rodzaju potrzeb włosowych. Gdyby nie cena stosowałabym je regularnie na zmianę, cynk szałwia, mięta wiązówka błotna, lawenda rozmaryn. Hibiskusowy z miodem jako jedyny uratował moje niegdyś spalone kombibacją rozjaśniania i farbowania włosy.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger