30.08.2017

Dlaczego warto używać bazy pod cienie i dlaczego czasem warto z niej zrezygnować?

Zwykle ładuję bazę na powieki, żeby przedłużyć trwałość makijażu. Coraz częściej zdarza się jednak, że w codziennym, szybkim i prostym make-upie wchodzę na wyżyny lenistwa i z głębokim poczuciem, że przechytrzyłam samą siebie, pomijam bazę. Dlaczego? Bo wysoka jakość cieni pozwala cieszyć się efektem przez całkiem długi czas – mimo tłustych powiek i makijażowego psuja w postaci nadmiarowego fałdu skórnego. Ostatnio wygrzebałam jednak z szuflady cień, który przypomniał mi, co takiego bazy potrafią i że tak naprawdę nie chodzi tylko o trwałość. 


Chodzi o marniutko napigmentowany, wypiekany cień Kobo z serii Luminous Baked Colour. Kolor bardzo ładny, subtelny, ale zarówno nasycenie, jak i trwałość pozostawiają wiele do życzenia. Sięgam po niego od czasu do czasu, jeśli chcę mieć na powiece nieokreślone coś, co uda, że się umalowałam i że poświęciłam na to więcej niż czternaście sekund. W takim scenariuszu oczywiście nie zawracam sobie głowy bazami, bo przecież chodzi o to, żeby roztarło się łatwo i szybko, a potem dało spokój. 


Ostatnio po raz kolejny przeglądałam swoje zapasy kolorówki, niemało eksponatów opuściło moją prawdziwie muzealną kolekcję i ten okaz również miał zwiedzić bajkową, śmieciową krainę, bo jak nim przejechałam po nadgarstku, to było biednie i stwierdziłam, że nie potrzebuję w kolekcji takich mało interesujących średniaków. Tego dnia wyrzucałam akurat wiekową, ale skuteczną bazę Hean Stay On i postanowiłam sprawdzić, co by było, gdyby.

Okazało się, że byłoby tak:


Robi różnicę, prawda?

Wiem, wiem, Ameryki nie odkryłam, ale dzielę się, bo zrobiło to na mnie wrażenie, a może ktoś z Was jeszcze nie przekonał się do używania bazy, szczególnie jeśli bez niej makijaż ma się dobrze do końca dnia. Wiadomo, że wypiekane cienie zwykle potrzebują wsparcia, choćby w postaci mokrego pędzla, ale w tym przypadku różnica była dużo większa niż zwykle. Nagle mam dwa, zupełnie różne cienie: jeden do udawania makijażu, a drugi do... robienia wrażenia.

To oczywiście może działać w drugą stronę i warto o tym pamiętać. Czasem coś, co jest mocno napigmentowane i nieużywalne na bazie w wersji codziennej, może się okazać przyjemnym, dziennym, niewymagającym cieniem, jeśli z bazy zrezygnujemy.

33 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc chyba nie mam w swojej "kolekcji" takich cieni, które przetrwałyby bez bazy samodzielnie. Potrafię popłynąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tylko cienie kremowe Nabla dają radę solo, reszta - bez względu na półkę cenową wymagają bazy i już :P Różnica natomiast jest uzależniona od metody aplikacji i użytych narzędzi :D

      Usuń
    2. Ja też mam tłuste powieki, ale latem tak bardzo nie miałam ochoty dokładać na twarz/oczy kolejnej warstwy, że coraz częściej odpuszczałam bazę. Oczywiście przy wielu cieniach kończyło się to bardzo źle po paru godzinach, ale bywały i takie, które wyglądały mniej więcej dobrze do demakijażu ;). No a cień Kobo przypomniał, dlaczego czasem naprawdę warto użyć bazy – jak widać, z zupełnie innego powodu :)

      Nabla u mnie leży od jakiegoś czasu nieruszana, bo czeka na zdjęcia do bloga. Potrójny facepalm, jak to mawia młodzież ;)

      Usuń
    3. Latem tym bardziej nie ma opcji żebym nałożyła cień solo, chyba że chcę mieć bliżej nieokreśloną plamę.... :P

      Dobre :D to u mnie na odwrót, o wielu produktach nie piszę, bo o zdjęciach często myślę na samym końcu :P od razu produkt idzie w ruch. Chyba, że mam natchnienie i czas, to wtedy seriami przygotowuję zdjęcia. Ale jak po zakupie nie zrobię tego od razu, to potem ciężko. Ewentualnie gdy kupuję ponownie lub wracam do czegoś o długim czasie, to aparat idzie w ruch. Najłatwiej z pielęgnacją.

      Usuń
    4. U mnie też oczywiście bywa tak, że nie napiszę o czymś na blogu, bo już dawno otworzyłam, upaprałam i fotki będą nieestetyczne. I tu masz rację: jak od razu po zakupie nie odbędzie się sesja zdjęciowa, to potem bardzo ciężko z nią idzie. DZIWNE :D

      Usuń
  2. Ok kilku lat używam bazy pod cienie do powiek i już nie wyobrażam sobie używać cieni solo! Polecam bazy z Inglota oraz Artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnej z nich nie próbowałam. Artdeco miałam mineralną, w tubce, ale była po stokroć beznadziejna :). Po słynny czarny słoiczek jeszcze nie sięgałam.

      Usuń
  3. różnica jest widoczna i to mocno, ale ja jestem za leniwa na takie bazy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) latem ja też bywam, ale jak potrzebuję mieć naprawdę ładny i trwały makijaż, nie wyobrażam już sobie nie użyć bazy lub chociaż dobrego korektora!

      Usuń
  4. u mnie baza to podstawa, musi byc inaczej nie mam cienia na powiekach po 10 minutach, zjerzdza wszystko... takie powieki mam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uooo, to moje powieki jeszcze nie takie najgorsze!

      Usuń
  5. używam tej bazy Hean, jest świetna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie na razie najfajniejsza jest Lime Crime, ale i cena konkretna, i dostępność u nas marna. Nieźle mi trzyma Urban Decay, ale z Hean zazwyczaj też byłam zadowolona. Czasami, jak na powiekach było zbyt kremowo, to się makijaż buntował.

      Usuń
  6. O ja, ale różnica :P Ja jako bazy używam korektora z Collection :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a ja jeszcze nigdy go nie miałam, bo nie znalazłam w internecie w odpowiednio jasnym odcieniu.

      Usuń
  7. Ja tak przyzwyczaiłam się do bazy, że nawet nie próbuję stosować cieni bez niej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jak widzisz, próbuję, ale wersja z bazą jednak wygrywa :)

      Usuń
  8. Ogromna różnica! Ja akurat bardzo rzadko sięgam po bazę...wtedy gdy już naprawdę cień nie daje rady.
    Kolorek śliczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz lepsze, mniej tłuste powieki. Co za szczęście!

      Usuń
  9. U mnie bez bazy cienie nie mają racji bytu, bo mam tłuste powieki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. baza Hean jest super. naprawdę konkuruje z droższymi pozycjami. wolę ją niż np. bazy Artdeco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie zgodzić! Artdeco miałam tylko w wersji mineralnej, też ją miałaś z tego co pamiętam, ale u Ciebie wypadła przeciętnie, u mnie kompletnie beznadziejnie :).

      Usuń
  11. Jaka bazę polecasz ? Miałam jedna z wibo i to był dramat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hean bardzo spoko! Z droższych to Smashbox jest super i Urban Decay.

      Usuń
  12. Bazy mają moc. Ja już nie funkcjonuję bez :-) Poza tym przy moich powiekach baza niesamowicie przedłuża trwałość makijażu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, mam taki dylemat, poszukuje dobrej książki z radami (i/lub przepisami na jakieś domowe sposoby na pielęgnację twarzy [trądzik] i włosów), czy znasz jakieś takie poradniki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dopiero zauważyłam Twoje pytanie, Kasiu. Porad o domowej pielęgnacji najlepiej szukać na blogu Aliny Rose (alinarose.pl).

      Usuń
  14. U mnie baza zawsze idzie w ruch ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak, ja za każdym razem używam bazy. Przede wszystkim ze względu na trwałość cienia na powiece.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bazy się przydają, chociaż przy dziennym makijażu (o ile taki robię) to nie chce mi się nakładać tych wszystkich warstw :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow, ale różnica! Muszę tą bazę obczaić, bo teraz mam takiego przeciętniaka ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger