25.08.2017

Moja wakacyjna kosmetyczka: makijaż

Ja jeszcze przez chwilę w Gdyni, a więc czas na drugą część wyjazdowych kosmetycznych opowieści, ilustrowanych zdjęciami wykonanymi za pomocą tostera. Wrzucam w nadziei, że wywęszycie coś potencjalnie interesującego w tym gąszczu minirecenzji. 


Podkłady, korektory 


W tym sezonie najczęściej wracam do dwóch kremów koloryzujących, które mieszkają ze mną od dłuższego czasu: japońskiego BB marki Kiss Me Ferme i Fluidu Korygującego CC z serii Hypoallergenic rodzimego Bell. BB jest już na wykończeniu i bardzo nad tym ubolewam, bo ma świetny, beżowo-żółty odcień, zaskakująco mocne krycie i SPF 45 w kombinacji z PA+++, czyli ochrona przed słońcem jest bardzo konkretna. Krem przywiozła mi z Tokio przyjaciółka, w Polsce jest zupełnie nieznany, więc nie bardzo mogę liczyć na powtórkę, a szkoda, bo życzyłabym sobie takiego odcienia i takiej ochrony w kolejnym sezonie. Miłym zaskoczeniem jest krem CC Bell w neutralnie beżowym odcieniu 02 Nude, który kupiłam w zeszłym roku w maju, okazał się za ciemny, a potem, gdy już byłam odpowiednio zrumieniona... zapomniałam sobie o nim przypomnieć ;). I tak przetrwał do tego roku, zupełnie nieświadomy tego, po co znalazł się w mojej szufladzie i jakie winny być jego dalsze losy. Nie wiem, czy stan mojej cery jest lepszy niż w poprzednich sezonach, czy wraz z wiekiem kompleksy związane z wyglądem wyraźnie się miniaturyzują, ale nagle okazało się, że średnie krycie tego CC jest dla mnie akceptowalne, a na pierwszy plan wysuwa się ładne stapianie z cerą, naturalne wykończenie i fakt, że taką lekką formułę dużo fajniej nosi się w upały niż mocno kryjące podkłady, do których tak bardzo się przyzwyczaiłam w ostatnich latach.

Wiemy już, że prześwitujące plamy naczynkowe jestem w stanie sobie wybaczyć, dlatego moc korektorów przerzucam na to, co do zakrycia mam pod oczami. Zabrałam Affinitone od Maybelline, który charakteryzuje się świetną, lekką konsystencją połączoną z całkiem dobrym kryciem (na lato odcień 02, który po aplikacji wydaje się za jasny, ale potem mocno się utlenia, co może być mylące i ogólnie to jego duży minus). Subtelniejszym zawodnikiem (przynajmniej do czasu, aż zdejmiecie gąbkowy aplikator) jest Instant Age Rewind (u mnie w odcieniu Light Pale) również od Maybelline. Słyszałam, że ten obiekt pożądania ma się pojawić w październiku w Polsce – to byłaby bardzo dobra nowina, bo korektor daje w miarę naturalne wykończenie, nie wchodzi w zmarszczki i ma fajną, nawilżającą formułę.  Nie jest dla mnie ósmym cudem świata, ale polubiłam go. Niebawem na blogu pojawi się pełna recenzja.

Pudry


Jak na starą pudernicę przystało, podkład i korektor dodatkowo utrwalam sprawdzonym pudrem Blot z MAC-a w odcieniu Medium, który, wbrew nazwie, jest jasny. Ostatnio zmęczyły mnie sypkie pudry i z przyjemnością sięgam po to, co prasowane, a Blot jest najlepiej matującym prasowańcem, jakiego znam. Mógłby być tylko drobniej zmielony. Zabrałam też niekończącą się miniaturę Make Up Forever Pro Finish, czyli pudro-podkładu, który pięknie wygląda pod oczami i zmniejsza widoczność porów na policzkach. Nie polecam go cerom przetłuszczającym się jako podkład lub puder wykańczający, bo nie trzyma matu, ale do wymienionych zastosowań jest naprawdę super.

Wciąż na wyjazdach mam ze sobą brązujący dysk Sephory z limitowanej edycji z 2014 roku. Głównym powodem jest ogromne lusterko, ale równie istotnym fakt, że bronzer ma idealny odcień dla trochę opalonej blondynki – nie za ciemny, niepomarańczowy, nie za chłodny, a do tego matowy. Uwielbiam go i pewnie jeszcze długo będzie mi służył, bo nie zużyłam nawet połowy. Zabrałam też ze sobą Gosh Contour'n Strobe Kit w odcieniu 001 Light, który od kilku tygodni intensywnie testuję. To ciekawa propozycja dla jaśniejszych karnacji, bronzery są jasne i nieziemiste, rozświetlacz subtelny, nie tworzy tafli, ale jest widoczny zarówno w dziennym, jak i sztucznym świetle. Róż ma tonację koralową i minimalnie połyskuje. Paleta nie ma mocnej pigmentacji, co przy konturowaniu, szczególnie niewprawną ręką, uważam za zaletę. Mimo że w zestawie jest niebrzydki róż, zabrałam Benefitowy Rockateur, po który ostatnio chętnie sięgałam w domu. Jest bardziej różowy i wyraźnie chłodniejszy, a przy okazji rozświetla policzki. Róże Benefit nie utrzymują się na mojej skórze do końca dnia, ale i tak z przyjemnością do nich wracam, bo mają naprawdę ładne, nieprzesadzone odcienie. 


Do oczu


Brwi ogarniam na dwa sposoby: kredką Bo-Ho Green Revolution (odcień 303 dla blondasów) i moim ukochanym żelem Benefit Gimme Brow w pasującym chyba każdemu odcieniu 03 /recenzja tu/. Kredka ma świetny, niekrzywdzący kolor, idealnie szaro-brązowy, nie za jasny, nie za ciemny. Niedługo pojawi się jej recenzja wraz z recenzją korektora tej samej marki.

Rzęsy otrzymały na wyjazd obstawę w postaci świetnego tuszu Tarte Lights, Camera, Lashes /recenzja/ i dziwoląga od Gosh o nazwie Lash Sculpting, który przy jednej warstwie daje całkiem naturalny efekt, a przy kolejnej rzęsy są megapogrubione, ale też zawalone tuszem. Z daleka wydają się być nie do wiary, ale z bliska czar pryska. Nie mam pojęcia, o co chodzi i chyba muszę kupić nowy egzemplarz dla porównania, bo mnie ta sprawa zaintrygowała. Do oczu mam jeszcze dwie kredki: czarną Clinique Cream Shaper For Eyes w odcieniu 101 Black Diamond, która jest okej, ale chyba nie warto przepłacać, bo podobna znajdzie się w dużo niższej cenie, a także czekoladową, wodoodporną ze Smashboxa – Always Sharp (odcień Sumatra). Nie da się jej w żaden sposób rozetrzeć, ale jest trwała, u mnie trzyma się do demakijażu. Używam jej od niedawna, więc na zobowiązującą recenzję za wcześnie. Powiem tylko, że producent miał na nią bardzo dziwny pomysł. Nie da się jej wykręcić, za to po zamknięciu opakowania można zrobić skuwką małe chrup i kredka sama się wysuwa i temperuje. Czego to producent nie wymyśli, żeby nas zainteresować :).

Do oczu mam jeszcze bazę pod cienie Urban Decay w wersji Anti-Aging, która – mimo wielomiesięcznego użytkowania – nie ma zamiaru się skończyć, ale na szczęście dobrze wykonuje swoją pracę. Dobrą robotę robi też prawdziwie wodoodporny cień w kredce z serii Jumbo Liner w odcieniu 04 Taupe. To pięknie połyskujący, chłodny beż, taupe w wersji metalicznej, który, rozprowadzony na całej ruchomej powiece i nieco powyżej, robi cały makijaż oka. Bardzo lubię kredki z tej serii.

Mimo że największą gwiazdą mojego wyjazdowego zestawu jest przywieziona z Nowego Jorku paleta Lorac PRO, nie zawracam sobie głowy wyszukanymi makijażami i używam na zmianę trzech-czterech odcieni. Na razie zbyt wcześnie na recenzję, ale tym, na co warto zwrócić uwagę, jest niesamowita konsystencja cieni. Nie są suche, sprawiają wrażenie masełkowych, są też w większości mocno napigmentowane, co na początku mnie wystraszyło, ale na szczęście pięknie się rozcierają.


Moja inteligencja nie zna granic – swatche wkleiłam Wam odwrotnie – ale o palecie będę pisać oddzielnie za jakiś czas, chciałam tylko na szybko pokazać Wam, jak leżą na skórze bez bazy.


Pomadki


Wśród produktów do ust mam ze sobą dwóch ulubieńców z mojej MAC-owej kolekcji: beżowego, wdzięcznego nudziaka Faux i śliwkową, wyrazistą piękność Plumful /pokazywałam ją tu/. Zabrałam też mój ostatni zakup – matową płynną Huda Beauty w odcieniu Bombshell. To jedna z lepszych pomadek tego typu. Odcień wymyśliłam sobie inny, ale został szybko wykupiony, więc postawiłam na dość ciepły beż, który na szczęście nie dosrywa moim niespecjalnie białym zębom i schodzi z ust w przyzwoity sposób, a nie brzydkimi płatami od środka, jak to mają w zwyczaju np. pomadki Milani.

Jedynym lakierem do paznokci, jaki ze sobą zabrałam, jest wysłużony, ukochany Essie w odcieniu Chinchilly – to mój ponadczasowy, szaro-brązowy ulubieniec, który jest w użyciu przez cały rok i chyba nigdy mi się nie znudzi. 

Czuję, że tej jesieni moje zapasy kolorówki mocno się przerzedzą. Sporo produktów jest na wykończeniu, a ja bardzo im pomagam się skończyć. Co prawda jeszcze nie dotarłam do momentu, w którym rysuję nimi na kartce z Tomaszem, ale jeśli będzie trzeba, posunę się i do tego ;). 

I jak, widzicie tu coś potencjalnie ciekawego?

31 komentarzy:

  1. Piękna ta paletka Lorac, czekam na recenzję :) A z tego co pokazujesz mam tylko Gimmie Brow :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, którą wybrać, najchętniej wzięłabym wszystkie, ale były za drogie na takie szaleństwa :)

      Usuń
  2. O tak puder z Maca rowniez gosci w mojej kosmetyczce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. palety Lorac są nieziemsko ładne, kończy mi się puder może też sięgnę po coś prasowanego, ten mac mnie jakby kusi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sypane pudry zazwyczaj lepiej się sprawdzają, ale taki prasowany i tak w życiu niezbędny, choćby właśnie dla komfortu czy poprawek w ciągu dnia :)

      Usuń
  4. Mamy bardzo podobny gust :) ta paleta jest nieziemska!!! Róże od Benefit są moimi ulubionymi. Rockateura juz dawno zużyłam - teraz stawiam na GALifornia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Lorac jest super, myślę, że pojawią się kolejne :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Ta paleta ma ładnych wiele cieni i pięknie prezentują się na oku :)

      Usuń
  6. Paletka jest super, ale przy moich umiejętnościach używałabym jej z pięć lat :D Niemniej bardzo mi się podoba dobór kolorów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem geniuszem makijażu, ale to przecież nie ma nic do rzeczy. Liczy się radość z malunków i dobrzy pomocnicy :))

      Usuń
  7. Potencjalnie najciekawszy jest i tak ten tusz do rzęs w ubranku sado-macho :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, faktycznie ubranko mocno wyzywające :D

      Usuń
  8. Bardzo ładna jest ta paletka i widziałam na żywo więc wiem co piszę ;)
    A ten dysk z Sephory to kiedyś też kupię ...to lusterko jest mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy będziesz zadowolona z dysku Sephory w standardowych, nielimitowanych odsłonach, bo są bardzo ciepłe. Chociaż może już dołożyli neutralny odcień dla niesolaryzowanych skór, mam nadzieję. Dla lusterka naprawdę warto!

      Usuń
  9. Sporo tego :D CC krem Bell uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę miłe zaskoczenie z tym Bellem!

      Usuń
  10. JENY A PROPOS TUSZÓW! Kupiłam totalnie od czapki The Big Shot z Maybelline i się ZAKOCHAŁAM! Przyniosę Ci go do testów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo bardzo bardzo mnie zaintrygowałaś Make Up Forever Pro Finish. Biorąc pod uwagę jak mocno lubię ich podkład... muszę ogarnąć temat.

      Usuń
    2. Przynieś koniecznie, choć jeśli ma takie silikonowe igiełki jak lubisz, to na nic się zda na moich rzęsach. Też mnie MUFE zainteresował i mam ochotę zgłębić temat.

      Usuń
  11. Pigmentacja cieni wygląda bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko te jaśniejsze bez bazy nie powalają, ale do wyrównania koloru powieki akurat :)

      Usuń
  12. przyjemny zestaw :)
    paletka Lorac <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak się zastanawiałam z którego roku to dysk od Sephora, bo go zupełnie nie kojarzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, 2014, czyli dawno, dawno temu, za siedmioma górami ;)

      Usuń
  14. Ojej, tak na własnej skórze to znam tylko Affinitone :) A jaka ładna paletka!

    OdpowiedzUsuń
  15. po co pokazałaś mi tą paletę cieni :( teraz ją chcę ! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam na insta Twoją kolekcję. Myślę, że spokojnie wśród Twoich zbiorów znajdziesz dla niej miejsce :D :D

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger