01.08.2017

Projekt denko, odc. 52

Na blogu szykują się zmiany. Nie mogę się doczekać! Na razie powitajmy oklaskami nową domenę (i fakt, że sama ją podpięłam), a poza tym... wszystko po staremu: kolejny miesiąc minął, torba śmieci zebrana, czas na podsumowanie. 



Prawda, że zostało jeszcze dużo lata? prawda? prawda? prawda?


Pilomax/Wax Angielski – Aloes Wax NaturClassic – maska regenerująca do włosów cienkich /recenzja/ – uojeeeeeej, ile czasu to wiadro stało pod prysznicem! Rok na pewno. Miałam okres częstego użytkowania tej maski i było fajnie, ale potem zmieniłam szampony, sprawy się pokomplikowały i używałam Pilomaxu od wielkiego dzwonu. Włosy są po tej masce niesamowicie gładkie i przyjemne w dotyku, ale nie można przesadzać z ilością i – mimo że producent zaleca stosować ją na skalp – ja musiałam z tego zrezygnować, bo bardzo przyspieszała przetłuszczanie. Nawilżała świetnie, dlatego przy odrobinie rozsądku stała się skutecznym narzędziem w walce z suchym pierzem na głowie. Na razie nie będę wracać, bo szukam czegoś lżejszego. 

Batiste – suchy szampon, wersja Fresh /o innych wariantach było tu– latem rzadko używam suchych szamponów – zwykle wybieram dodatkowe mycie, żeby czuć się... fresz. Batiste zużywałam więc długo, trochę podbierał mi go mąż, aż w końcu szczęśliwie dobrnęliśmy do ostatniego psiknięcia. Fresh jest ok, ma dyskretny zapach (czego nie można powiedzieć o nowszych, mocno perfumowanych wersjach). Mam wrażenie, że Original lepiej działa, ale może moje włosy miały się gorzej, gdy sięgałam po Fresh?

Yves Rocher – Monoi de Tahiti – suchy olejek – nie wiem, jak mogłam kiedyś go tak lubić, bo teraz intensywny zapach gardenii tahitańskiej bardzo mi przeszkadza, a – jak na złość – długo utrzymuje się na skórze. Właściwości standardowe: szybko się wchłania, nawilża przeciętnie. Ma kiepską butelkę, bo atomizer się zacina, a olejek upiernicza etykietę, która w końcu zaczyna się odklejać. Mimo wszystko na pewno do niego wrócę, bo mój pięcioletni syn ma joba na punkcie tego kosmetyku. Twierdzi, że podoba mu się zapach, a najbardziej opakowanie. Faktycznie, etykieta miła dla oka, ale żeby aż tak? :) 

Nuxe – Huile Prodigieuse – suchy olejek – konkurent Monoi de Tahiti to, dla odmiany,  pielęgnacyjna poezja. Wielbię ten zapach, szybkie wchłanianie, a nawet wszystkie edycje butelek (mimo że są nieporęczne). Ta mała wersja, zamiast atomizera, ma niewielki otwór żywcem wyjęty z wody kolońskiej, co dość poważnie obniża wydajność, ale podnosi komfort użytkowania. Będę to na siebie wylewać, dopóki nie wycofają. 


Piotr i Paweł – Miód lipowy – kremowe mydło w płynie (zapas) – faktycznie miodowe, ale chyba średnio mi się to podoba latem. Pojemność 900 ml podejrzanie szybko się skończyła, mimo że mydło nie jest bardzo rzadkie. 

The Body Shop – Satsuma Shower Gel – satsuma to mandarynka, a zapach mandarynkowego żelu TBS jest cytrusowo doskonały, z wyraźnym aromatem skórki. Uwielbiam do niego wracać i nic nie wskazuje na to, żeby mógł mi się znudzić. Czasem się zastanawiam, po co mi te wszystkie kosmetyczne eksperymenty, skoro mam swój orzeźwiający letni ideał. Pieni się dobrze, nie wysusza, można go kupić w promocji za kilkanaście złotych. Bardzo, bardzo polecam, jeśli jeszcze nie znacie, a lubicie cytrusowe kosmetyki. 

Yope – Mydło kuchenne do rąk – Miód & Bergamotka – i znowu ten miód. Czy ja jestem nienormalna? Co ciekawe, mydło bardzo przypadło mi do gustu i mam wrażenie, że kuchnia to idealne miejsce dla miodowych akcentów zapachowych. Bergamotka w tym zestawieniu bardziej przypomina mi herbatę, ale to nawet dobrze. O ile mydło do rąk nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia (słabo się pieni, jest lepkie), o tyle po wersję kuchenną sięgałam z przyjemnością i planuję szybki powrót. 


Skin79 – AragoSpa Foaming Cleanser /recenzja/ – zużyłam z największą przyjemnością, bo odpowiada mi piankowa formuła, dobre oczyszczanie bez efektu polerki i nie przeszkadza cytrynowy, umiarkowanie atrakcyjny zapach. Mam nadzieję, że Skin nie wycofa tej pianki zbyt prędko, bo chciałabym móc do niej wracać. Podoba mi się dużo bardziej od Caudalie. 

Banila Co. – Clean It Zero (miniatura) – podobno na świecie jest wielki szał na to masło do demakijażu. Moja miniatura przybyła na natolińskie włości wraz z koreańskimi zakupami. Rozpuszcza makijaż oczu (do twarzy nie używałam), ale niczego nie robi lepiej od mojego ukochanego rumiankowego masła z The Body Shop, więc nie widzę sensu zabiegania o bliższą znajomość z Banilą. 

Isana – Mleko i miód – kremowy żel pod prysznic (miniatura) – mleko i miód. Nie do wiary. 

Nivea – Dry Comfort Plus – myślałam, że już nigdy nie napiszę nic nowego na temat tego antyperspirantu, ale tym razem muszę. Przestał działać. Nie tylko ja to zauważyłam, więc coś jest na rzeczy, a  – jak głosi znane staropolskie przysłowie – milion pach nie może się mylić. 


Sephora – Express Nail Polish Remover For Feet – tak, to zmywacz do paznokci za 39 złotych, dedykowany stopom. Przy poprzednim opakowaniu wydawało mi się, że to genialny wynalazek, bo mogę zmywać lakier ze stóp niezależnie od manikiuru dłoni. Okazało się jednak, że to rozwiązanie idealne nie jest, bo gąbka dość szybko odkleiła się od nakrętki, a 39 zł za zmywanie lakieru to jednak przesada... Polecam za to wersję do brokatów jako zmywacz niebrokatów.

Formula X – Delete All – gąbkowy zmywacz do paznokci – a ten to już naprawdę dał czadu. Żeby nie tracić czasu, wkładamy od razu wszystkie posiadane palce jednej dłoni (w moim przypadku nudne pięć) i po kilku sekundach możemy się cieszyć idealnie zmytymi paznokciami, czekającymi na nowe lakierowe przygody. Nie polecam tylko przy obgryzionych skórkach, bo szczypie nieziemsko. 

Yves Rocher – Rides & Lifting – krem liftingujący pod oczy i na powieki – kosztuje 99 złotych, roluje się jak ostatnia pielęgnacyjna sierota i uniemożliwił mi tym samym przekonanie się, czy działanie liftingujące jest obecne, czy zmyślone. Dostałam go jako gratis do zakupów, więc mnie ta stówa nie zabolała, ale i tak żal wywalać.


W lipcu samą siebie zaskoczyłam regularnością w używaniu maseczek, ale wiedzcie, że naprawdę warto – skóra była zachwycona połączeniem peelingu enzymatycznego z nasączonymi samymi dobrociami płachtami. Dr.Jart w wersji pomarańczowej okazał się przeciętniakiem, ale fioletowa Innisfree baaaardzo na plus, żurawinowa Organique ładnie odżywiła i nawilżyła, a o bąbelkach od Skin79 pisałam niedawno, więc zapraszam do lektury /recenzja/. Jestem zachwycona wygodnymi, dużymi próbkami Innisfree – lotion widoczny na zdjęciu wystarczył na kilkanaście użyć i pomógł mi podjąć decyzję o przyszłym zakupie (pachnie identycznie jak klasyczna, zielona Elizabeth Arden!). Zielony BB Skina miał niezły odcień, ale jednak nie dla mnie, za to idealnie do skóry dopasowała się próbka BB Lioele, choć niestety szybko zaczęłam się po niej świecić, więc nie wiem, czy położę stówę na dalsze testy. Do Gdyni zabrałam ostatnio próbkę Vianka na noc w wersji normalizującej i... mało nie padłam z wrażenia. Ten krem cuchnie wodą leczniczą Zuber, czyli najprawdziwszym siarkowym jajem. Jeśli komuś pomaga, to super – gratuluję wytrwałości w używaniu :D. 


Z kolorówki do kosza poleciały: za jasny (bo prawie biały) i zupełnie przeciętny korektor NYC; przyjemny, ale bezlitośnie zjełczały róż w kremie Inglota; bardzo dobra maskara Collistara Infinito, która zaczęła się sprawdzać dopiero po wielotygodniowej odsiadce w szufladzie; pudrowe kółko NYC w odcieniu brzoskwiniowym, będące bezsensownym w roli pudru i zbyt mało urodziwym i trwałym w roli różu; balsam koloryzujący Catrice w odcieniu Rose&Woody (fajny na tyle, że zużyłam do końca) i dwie miniaturowe pomadki Toma Forda z kolekcji Boys, które zbyt prędko zjełczały jak na swoją wartość rynkową i dobrą renomę marki.

I już, po bólu. Życzę Wam przemiłego sierpnia!

35 komentarzy:

  1. Sporo tego się uzbierało. Ja na razie podsumowań nie robię, wolę nie zbierać opakowań, bo się wystraszę ile tego może być. Na razie wolę żyć w nieświadomości. Natomiast zrobiłam post zakupowy, ukaże się jutro. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się już przyzwyczaiłam do tego zbierania pustaków i widzę, że potem te minirecenzje są chętnie czytane – stąd już 52. (!) odcinek denka ;)

      Usuń
  2. Miałam tusz Infinito, próbki BB Green i Batiste Fresh (ale miniaturę). Trzymam kciuki za zmiany i gratuluję domeny, to zawsze ładniej wygląda. Na jakim serwerze wykupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, własna domena jest taka estetyczna :)
      Wykupiłam hosting na OVH – bardzo polecany dla blogerów.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :) Ja mam nazwa.pl od kilku lat, wykupioną jakoś do listopada, ale chcę się przenieść do OVH bo mają dużo taniej za kontynuację :)

      Usuń
  3. Sporo miodu w tym denku :D Sama rzadko stawiam na miodowe warianty zapachowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś zaćmienie mózgu z tym miodem wszędzie :D

      Usuń
  4. mam bardzo fajny balsam do ciała/ dłoni miód i bergamotka z Yope

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam go gdzieś w miniaturach, ciekawe, jak się sprawdzi

      Usuń
  5. Herbatę też miodem słodzisz? :D
    Mydło yope lubiłam, ale było tak długo, ze zanudziło mnie na amen. A ich półlitrowy balsam był jeszcze gorszy, miałam wrazenie, że nocą ktoś mi go złośliwie uzupełnia...
    Własna domena fajna sprawa. Może kiedyś....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbaty w ogóle nie słodzę! :D
      I skąd wiesz, może faktycznie gnomy czy inne skrzaty w nocy dolewały balsamu. U mnie się zalęgły i nie mogę namierzyć ich norki, a dziwne rzeczy wciąż się dzieją... ;)

      Usuń
  6. No właśnie o trwałości pomadek Toma Forda słyszałam wiele niedobrych rzeczy. Teram podczas upałów wszystkie moje pomadki przezornie schowałam do lodówki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zajęłyby za dużo miejsca w lodówce... ;)

      Usuń
  7. Olejek NUXE uwielbiam!!! Ale to tyle jeśli chodzi o miodowy szał, zwłaszcza w lecie ;-) Uwielbiam czytać denka, to jakaś odmiana choroby? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że czytanie o śmieciach brzmi dość nietypowo :D

      Usuń
  8. Zmywacz z Sephora lubię, ale warto go upolować na jakiejś dobrej promocji :) jak wyprzedawana była stara linia wizualna kosztował ok. 10 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, bywa w promocjach, ale za dychę jeszcze nie udało mi się go upolować :-O

      Usuń
  9. Milion pach nie może się mylic ;D Ja teraz używam Rexony, bo moje pachy szaleją i nic na nie nie działa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jednak pachy się mylą, skoro i Twoje szaleją?? :D

      Usuń
  10. Sporo się tego nazbierało :)
    Uwielbiam produkty marki Pilomax, zwłaszcza szampon.
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z ich szamponów też się u mnie bardzo dobrze sprawdził, muszę do niego wrócić.

      Usuń
  11. nooo ciekawa jestem tych zmian ;-) domyślam się, co czujesz, bo i ja planuję całkowicie zmienić wygląd ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uooohooo, no to czekam na moje i Twoje zmiany :)))

      Usuń
  12. Przeczytałam cały post i zapomniałam co chciałam napisać na początku :( Skleroza podobno nie boli, może mi się kiedyś przypomni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że w moim wieku, to jeszcze mogłoby być zrozumiałe, ale w Twoim?!?!? :P

      Usuń
  13. Kraina mlekiem i
    Miodem płynąca ;) ale se Piotr i Paweł ma kosmetyki marki własnej to mnie zaskoczyłaś ale w sumie nie zapuszczam się u nich w te kosmetyczno gospodarcze alejki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowałam online, dlatego zauważyłam :)

      Usuń
  14. no to przede wszystkim gratuluję domeny :)
    ja ostatnio mam wrażenie, że na mnie chyba wszystkie drogeryjne antyperspiranty przestaly działać; ani Dove, ani Fa, ani Nivea, ani Rexona, ani garnier już się u mnie nie sprawdzają przez cały dzień :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co z tymi antyperspirantami?? Wycofali jakiś skuteczny składnik z Unii czy jak?

      Usuń
  15. Ale fajne denko na balkonie, zazdroszczę takiego miejsca ;)
    Widzę,że podobnie jak jak nie masz litości i zużywasz produkty do końca ;) Ja od kiedy prowadzę denko niczego nie trzymam na lepsze czasy. Zepsute? PO terminie? Do śmieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, balkon uwielbiam, ale wiesz, on jest malutki i myślałam, że nie nadaje się do niczego poza trzymaniem rosołu i bigosu zimą ;) ale któregoś roku teściowa powiedziała: podoba ci się nasz balkon? przecież też można wasz pięknie urządzić! I... zamieniła to ursynowskie maleństwo bez wyrazu w uroczą dziuplę :)

      Usuń
  16. Też uwielbiam Satsumę i masełko rumiankowe z The Body Shop. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, masło jest mega, tylko mnie wkurza jego opakowanie. Wolałabym zwykły słoik zamiast tej upierdliwej puszki :)

      Usuń
  17. Mi też coś nie pasuje w Nivea w kulce. A i też sztyfty nie są takie dobre jak kiedyś. Teraz używam zamiennie z Dove i jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, wygląda jakby jakiś ważny składnik antyperspirantów został wycofany z Unii. hmmm

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger