09.08.2017

Rozczarowania ostatnich tygodni: pielęgnacja

Za każdym razem, gdy stracę czujność i kupię coś w najprzyjemniejszy ze wszystkich sposobów, czyli pod wpływem chwili, powstaje z tego jakaś kosmetyczna kaszana. Tym razem kaszany wyszły trzy, a do tego mój, od lat skuteczny, ulubieniec przestał działać. 


Coś do włosów, coś do ciała i... coś pod pachy. Miało być pięknie i skutecznie, bo do dyspozycji byli: król argan, krem bliski naturze i szkodliwe, acz skuteczne związki aluminium. Co więc poszło nie tak?

Vital Derm Restoting Shampoo Conditioner Argan

VitalDerm – Restoring Shampoo i Restoring Conditioner – istnieje duża szansa, że na innych włosach niż moje te kosmetyki zadziałałyby co najmniej o półtora raza lepiej, ale tak się nieszczęśliwie składa, że mam do dyspozycji cienkie, przetłuszczające się i chętnie wypadające (a więc rzadkie) piórka, a na takowe ten duet kompletnie nie działa. Szampon nie domywa, odżywka powoduje natychmiastowy przyklap i mimo że włosy są gładkie i przyjemne w dotyku, na tym kończą się plusy. Od kosmetyków włosowych oczekuję, że utrzymają skórę głowy w wersji nietłustej możliwie długo i dodadzą fryzurze objętości, a przynajmniej jej nie odejmą. Tutaj dzieje się wszystko dokładnie odwrotnie: włosy wydają się nieświeże już po kilkunastu godzinach, są starannie ulizane i gdy tylko wyschną, prędko i z wielką pasją grupują się w strąki. Próbowałam rozdzielić ten niefortunny duet, ale nic to nie dało: odżywka innym, dobrym szamponom psuła szyki, a szampon bez odżywki radził sobie właściwie podobnie jak z nią. Nie chciałabym tych kosmetyków jednoznacznie nazywać bublami, ale do takich włosów jak moje kompletnie się nie nadają. 

Lass Naturals Choco Fudge masło do ciała

Lass Naturals – Choco Fudge Body Butter – zawsze wydawało mi się, że ubóstwiam kosmetyki o pięknych, deserowych aromatach. Byłam pewna, że za każdym razem, kiedy kompozycja zapachowa sprawi, że ślina pocieknie mi do majtek, kosmetyk automatycznie stanie się moim ulubieńcem. Nigdy nie wpadłam na to, że na swojej drodze spotkam krem podobny do mojego eksa: tak bardzo słodki, że aż do wyrzygania. Pierwsze chwile z tym masłem przypominały wycieczkę do raju – wysmarowałam skórę naturalnym kremem_o_rety_jak_bardzo_czekoladowym i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Boski jest! – krzyczałam wewnątrz swojej głowy i podświadomie czekałam na to, co nieuniknione: aż zapach stopniowo zacznie się ulatniać, a ja przerzucę się w tryb dyskretnego się_obwąchiwania. Minął kwadrans, minęła godzina, a ja... wciąż byłam czekoladowym sufletem. W dodatku spod kuszącego aromatu kakao zaczął przebijać zapach zgrzanego w upale masła roślinnego. Domownicy wyczuwali czekoladowy suflet (a raczej: czekoladowego sufleta) z imponującej odległości, a kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zaczęłam się zastanawiać, o co tu właściwie chodzi. Choco Fudge Body Butter był wyczuwalny na skórze przez cały dzień. Chodził ze mną jeść, pisać, bawić się z synem i kupować włoszczyznę, współtowarzyszył w oddawaniu moczu i stolca. Na podstawie tego doświadczenia mogę Wam powiedzieć tylko jedno: kiedy następnym razem przyjdzie Wam do głowy, że jakiś kosmetyk jest świetny, ale zapach mógłby dłużej utrzymywać się na skórze, przemyślcie to jeszcze raz.

Nivea Dry Comfort Plus antyperspirant

Na koniec spisek. Moja od kilku lat ulubiona strażniczka pachnących dołów pachowych, Nivea Dry Comfort Plus, która do tej pory nigdy mnie nie zawiodła, w niewyjaśnionych okolicznościach zmieniła front. Z dnia na dzień przypomniałam sobie zapach własnego potu – co gorsza, stało się to w oficjalnej sytuacji, wśród ludu. A gdy skonsultowałam ten problem z Gosią, która mi kiedyś poleciła ten antyperspirant, okazało się, że... u niej jest to samo. Historia ma swój dalszy ciąg. Polecająca numer dwa, Magda, po tym jak usłyszała, co nam się przytrafiło, wszczęła śledztwo i doszła do podobnych wniosków, a potem jeszcze Wy, drogie czytelniczki, zaczęłyście dawać mi znać, że takie same rzeczy dzieją się z Fa, Rexoną i Garnierem. Aluminium w moim Dry Comfort Plus wciąż mieszka w INCI, więc nie wiem, o co chodzi. Czyżby Unia wycofała z obiegu jakiś inny kluczowy składnik, który producenci dodawali do wszystkich produktów z „48h” w nazwie? Jeśli wiecie coś na ten temat, koniecznie dajcie znać.

46 komentarzy:

  1. Nie lubię dezodorantów w kulce. Rzadko kiedy jestem z nich zadowolona :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wróciłam do nich po wielu latach właśnie dzięki Nivei, a tu nagle taki zawód.

      Usuń
  2. U mnie kulka Nivea nadal działa bez zarzutu :D tylko mam jeden problem - coraz trudniej jest mi ją kupić.... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oby działała jak najdłużej! U mnie ostatnio lepiej od Nivei sprawdzał się naturalny dezodorant Pony Hutchens i nie wiem, czy nie kupię kolejnego słoiczka, bo aż mnie to zaciekawiło :)

      Usuń
  3. Nie znam żadnego z tych kosmetyków, miałam kiedyś kulkę ale inną wersję, nie pamiętam jak działała ale pewnie przeciętnie sporo nie zapadła mi w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba spróbuję zielonej Vichy. Nigdy jej nie miałam, a tyle pochwał wszędzie.

      Usuń
  4. Ekhm, mi ta Nivea tak jakby przestała działać w połowie opakowania, więc obstawiam jednak po prostu tropikalny klimat tego lata.
    Suflet mnie rozbawił, jesteś pewna, że to do ciała, nie do ciasta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale czy to jest pierwszy taki tropik w ciągu ostatnich czterech lat??
      Mówię Ci, to spisek. Ekologiczne ruchy potajemnie chcą wyeliminować nasze pachnące pachy ;P

      A co do sufletu, to skład naturalny, więc pewnie i ciasto by się dało z tego upiec ;)

      Usuń
  5. Nieźle. Ja kupiłam ją pierwszy raz z Twojego polecenia kilka tygodni temu i jak na razie jestem zadowolona, ale nadal szukam antyperspirantu idealnego. Może uderzę w naturę i spróbuję Lavery. PACHY SĄ TRUDNE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z zieloną Vichy było nie tak? Właśnie rozmyślam nad przetestowaniem legendy.

      Usuń
    2. Jest niezła, ale mam wrażenie, że Nivea chroni podobnie/tak samo, a Vichy potrafi swoje zakosztować. Zatem szukam tańszych alternatyw. Chociaż mocno zainteresowałam się firmą Schmidt's (?), ponoć mają pudry roślinne i są nieco zdrowsze. Może zainwestuję, jak skończę Niwejkę.

      Usuń
  6. u mnie kulki nivea nie spisywały się nigdy i od lat używam antyperspirantów z vichy, chociaż myślę o tym żeby spróbować czegoś naturalnego, ale mam obawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pony Hutchen wypróbuj :). U mnie idealnie nie było, ale z użycia na użycie coraz bardziej byłam zadziwiona jego mocą. Jak na naturalny dezodorant, to naprawdę rewelacja.

      Usuń
  7. U mnie nigdy ta Nivea się nie sprawdzała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z którego jesteś obozu? Vichy? Garniera? :D

      Usuń
  8. ja Ci już wspominałam, że u mnie antyperspiaranty różnych marek przestały dzałać.... doszło do tego, że po rannej aplikacji jeszcze raz-dwa razy w ciągu dnia odświeżam się i smaruję pachy ponownie :/ inaczej śmierdzę potem, a pracując z ludźmi nie mogę i nie chcę śmierdzieć potem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, która wywęszyła problem :P

      Usuń
  9. Krem podobny do eksa wygrał internety, a tak serio to smuteczek, ze tyle rozczarowań :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właściwie niewiele rozczarowań – biorąc pod uwagę fakt, jaki jest tego przerób na co dzień ;)

      Usuń
  10. Za Nivea nie przepadam, mam swoją ulubioną kulkę Vichy. Pozostałych nie znam i raczej już się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tą zieloną, prawda? Muszę przetestować.

      Usuń
  11. Miałam ten dezodorant w wersi sztyftowej, jak na nie-bloker działał nieźle, ale nic poza tym. Dojeżdżam do pracy na rowerze, więc dezodorant do dla mnie obok pudru prasowanego najważniejszy kosmetyk. Na razie dzielą się na działające i niedrażniące. Skuteczne blokery potrafiły mi zafundować wiercenie się pół nocy i dwie doby krostek i pieczenia. Najmniej zły jest Eucerin, który podrażnia tylko jeśli nie pozwolę mu doschnąć. Ze "zwykłych" chyba najlepiej działał Adidas w sprayu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie właśnie próbuję przypomnieć, co działało u mnie w erze przedniveowej. Na pewno Dove z granatem nieźle dawał radę.

      Usuń
  12. Zdziwiłm widząc tu VitalDerm – Restoring Conditioner. U nie sprawdza się świetnie jest wręcz niezawodn, ale fakt mam inny rodzaj włosów. Nakładam ją od długości ucha, nie wiem czy to może ci pomóc ,ale próbowałaś nakładać ją na brudne włosy i później zmyć szamponem? Ja tak robię z niektórymi maskami (konkretnie z Loreal i tylko wtedy widać efekt). U mnie z kolei nie sprawdziła się ich maska czy serum do włosów,więc nie każdy produkt z serii jest super dla każdego. Zamierzasz ją komós oddać, bo wiem z doświadczenia ,że ta odzywka jest mega wydajna ;p
    Co do dezo/antyperspirantu przerzuciłam sie na naturę,be aluminium ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, do tych moich konkretnych cienizn ta odżywka nie nadaje się zupełnie :(. Też się ratowałam, nakładając przed myciem – to był jedyny sposób używania, ale wciąż odczuwałam po myciu zbytni uliz.

      Usuń
  13. U mnie kulka Fa nie działa, ale np. sztyft Rexony już tak, więc zależy od konkretnego produktu. No ale tematu jestem jak najbardziej ciekawa, skoro więcej osób ma w tym zakresie wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno nie używałam sztyftów, na razie kupiłam Dove w sprayu i jeszcze nie narobił bigosu :)

      Usuń
  14. Kulki to dla mnie jedna wielka porażka, nie działają w ogóle ...
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też nie działały, dopóki nie trafiłam na tę z Nivei.

      Usuń
  15. Nie miałam żadnych z tych produktów a za kulkami i tak nie przedam !

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście nic z powyższych nie miałam :) Za dezodorantami w kulce w ogóle nie przepadam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie przepadałam, ale Nivea to było objawienie. No właśnie: BYŁO :(

      Usuń
  17. nie znam żadnego w tych produktów :) jeśli chodzi o antyperspiranty Nivea to calkiem niezla jest wersja Stress oraz Pearl :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja się zastanawiałam czy niedziałające dezodoranty, to nie jest czasem wina tych upałów i zaduchu. Ja się teraz tak pocę, że zaden antyperspirant, który działał na mnie wcześniej, teraz zupełnie nie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, upały w tym roku mają swoje momenty, ale wiesz, nie sądzę, żeby w ostatnich czterech latach nie było podobnych, a jednak wcześniej Nivea nigdy nie zawodziła. Mam nadzieję, że to jednak głównie wina lata. Szkoda mi tracić ulubieńca.

      Usuń
  19. Całe szczęście niczego nie miałam :D Też odnoszę wrażenie, że antyperspiranty gorzej działają, ale to chyba jednak wina upałów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale wcześniej też bywały upały i Nivea działała! :P

      Usuń
  20. Polecam sanex fioletowa wersja kulki pod pachę a właściwie mąż poleca bo
    Miał zawsze problemy z nadmierna potliwością i przegoniliśmy już sporo nawet zielona kulka vichy okazała się marna przy sanex :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tego w ogóle. Muszę o tym poczytać.

      Usuń
  21. Nivea dry tez przestała u mnie działać. Najpierw zawiódł sztyft potem kulka. Teraz jadę na Lady speed stick w żelu ten 5w1. Jest bdb ale nie zawsze do końca dnia tak sucho jakbym potrzebowała. Zdarzają się odstępstwa i potrzeby reaplikacji. Może faktycznie czas na kulki Vichy. Dekadę jej nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, a więc jednak coś jest z nimi nie tak!

      Usuń
  22. Nie znam tych rzeczy oprócz Nivei. Faktycznie rok temu kupiona kulka Nivea (Invisible) była nie dość, że visible na ubraniach to jeszcze nie chroniła, więc teraz omijam Niveę.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger