14.09.2017

Pielęgnacyjny kisiel: Organique, Wzmacniające serum do twarzy i ciała

Wczoraj pisałam dla Was tekst o pudrze NYX. Kiedy byłam w trzech czwartych i pobiegłam zapytać internet o cenę owego pudru, okazało się, że ani sklep NYX-a, ani dystrybutor (w tym przypadku Douglas), nie słyszeli o żadnym Blotting Powder. Dziś zabrałam się za recenzję serum Organique i myślałam, że historia się powtórzy, ale nie – zmienili tylko opakowanie. Ach, to życie na krawędzi...



Zacznijmy od tego, że uwielbiam Organique za zapachy, formuły, pomysły, oprawę graficzną i klimat panujący w salonach firmowych. Mocno kibicuję marce i ciągle do niej wracam w nadziei, że odkryję kolejną perełkę. Nasz dzisiejszy bohater przeleżał swoje w szufladzie, aż w końcu sięgnęłam po niego pod koniec zimy, bo producent polecił go dla skóry szarej, zmęczonej, wiotkiej i naczyniowej, co mniej więcej zgadzało się z moim pozimowym stanem. 


Opakowanie od początku wydało mi się po stokroć zwariowane. Stumililitrowy airless jest przecież niezużywalny w ciągu przewidzianych 12 miesięcy od otwarcia, jeśli mamy aplikować niewielką ilość serum na swoją również niewielkich rozmiarów (w porównaniu z resztą ciała) twarz. Nie pamiętam, czy na kartoniku mojej starszej edycji producent zachęcał do stosowania tego produktu również na poszarzałe, zmęczone i wiotkie ciało, ale w nowej odsłonie to nie jest już serum do twarzy, tylko właśnie do wszystkiego. W tym momencie tylko resztki silnej woli powstrzymują mnie przed przytoczeniem powiedzenia, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. O, a jednak przytoczyłam. Wybaczcie spoiler. 

Według producenta serum wzmacnia skórę i naczynia włosowate, rewitalizuje, zapewnia ekspresowe wygładzenie, nawilżenie i skóry-się-napinanie. W dłuższej perspektywie ma spowalniać procesy starzenia i wyrównywać koloryt skóry. Dużo obietnic. 

Mimo że ubrane jest (a raczej było) w rodzinną fotografię owoców żurawiny, w składzie równie dużo znajdziemy ekstraktu z owoców granatu. Oprócz owocowych dóbr, mamy tu jeszcze mocznik i witaminę E. Właściwości składników aktywnych zgadzają się z zapewnieniami twórców tego kosmetyku, a jednak... coś się nie udało. Duże nie-e.

Sprawdziłam: nowa jest tylko szata graficzna, INCI pozostało bez zmian.

Serum pachnie dokładnie tak, jak wygląda, czyli kisielem żurawinowym. Zapach jest delikatny i przyjemny, no i nietypowy jak na kosmetyk do pielęgnacji twarzy. Nieudana jest za to konsystencja: żelkowa, jedwabista, z poślizgiem (hmmm... kisielowa?). Rozsmarowuje się to pięknie, od razu czuć obiecane przez producenta wygładzenie, ale jest to ten sam efekt, jaki znamy z silikonowych baz pod makijaż. A wiecie, co robią silikonowe bazy pod makijaż? Nie wchłaniają się. I mogą zapychać.

Wymagam od serum czegoś absolutnie odwrotnego: że skóra będzie je wsysać wraz ze wszystkimi mocno skoncentrowanymi składnikami aktywnymi. Tu nie było na to szans, zostawała solidna warstwa okluzyjna, która wydawała się tak pancerna, że podejrzewałam ją o przerywanie dostaw tlenu i światła do komórek. Przy nakładaniu minimalnych ilości było trochę lepiej, ale serum wciąż nie zgrywało się z podkładem (najgorzej z sypkimi minerałami) i nie nadawało się do tego, żeby jeszcze coś na nie nałożyć – ot, choćby lekki, nawilżający krem czy filtr przeciwsłoneczny.

Żeby nie raczyć śmietnika czterdziestoma pięcioma złotymi, zdecydowałam się zużyć ten kosmetyk na dyżurnej części ciała, specjalizującej się we wchłanianiu nieudanych formuł: szyi. Szyja też nie była zachwycona tym, że serum mogłam swobodnie rolować pod palcami i, niestety, korzystałam z tej możliwości zbyt ochoczo.

Także tego: pod makijaż moim zdaniem to się absolutnie nie nadaje, a na noc lepiej zaproponować skórze coś, co się ładnie wchłonie. A niechże będzie sobie tłuste, ciężkie i niewyjściowe. Nie polecam też aplikować serum na uszkodzony naskórek, bo bęęęęędzie pieeeeeeekłoooooo. Używanie (i kupowanie!) akurat tego kosmetyku do pielęgnacji ciała uznaję za równie chybiony pomysł. Tyle jest pięknie wchłaniających się, pachnących i dobrze nawilżających kosmetyków na rynku, że nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy robić uprzejmość temu serum i nadawać mu sens. Chętnie dałabym mu drugą szansę... po reformulacji. Albo niech znika z rynku i robi miejsce na bardziej interesującą nowość.

Pojemność: 100 ml
Cena: 44,90 zł
Dostępność: salony i sklep internetowy Organique

22 komentarze:

  1. U mnie się sprawdziło całkiem dobrze, byłam zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak słabo wyszedł pod wieloma względami. Cieszę się, że mogłam się o tym dowiedzieć na Twoim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No risk, no fun, jak to mówią. Szkoda, że serum słabe, może chociaż na łydkach zużyjesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zużyłam – na dyżurną szyję.

      Usuń
  4. U mnie ostatnio jeden krem się nie wchłaniał, więc to serum pewnie też by pozostawiało wiele do życzenia pod tym względem :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że się nie sprawdził. Jedynie chyba zapach ma ładny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie nie sprawdzila sie maska z zielona herbata i od tamtej pory ochota na reszte ich produktow odeszla ;) choc oczywiscie peeling enzymatyczny uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeszcze w szufladzie serum z zieloną herbatą, ale po tym doświadczeniu myślę, że trochę sobie jeszcze poleży ;). Peeling mistrz!

      Usuń
  7. Szkoda, że to serum nie dało u Ciebie zamierzonych efektów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda że się nie sprawdził, nie sięgnę po niego:)

    OdpowiedzUsuń
  9. szkoda, że się nie sprawdziło :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Do tej pory miałam same pozytywne doświadczenia z marką Organique, więc jestem bardzo zaskoczona, że w ich asortymencie można trafić na takiego brzydala. Buuu!

    OdpowiedzUsuń
  11. o masz... a myślałam że to będzie fajny kosmetyk zarówno na noc jak i pod makijaż, szkoda że taki kisiel z niego :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Łomatko, to nie za fajnie ;) Mnie i tak nie ciekawiło to serum, a teraz to już w ogóle. Ja podobnie miałam z podkładem Lumene, który jest moim hitem wszech czasów i jak już napisałam mu mega pochwalą recenzję, taką w ochach i achach, to się okazało, że............. został wycofany. Nie dość, że narobiłam innym smaku, to jeszcze sama rozpaczam masakrycznie bo nie znam lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kilkukrotnie robiłam podejście do tej marki, ale nic mnie nigdy nie oczarowało do tego stopnia, bym chciała kupi kolejne opakowanie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger