09.10.2017

Maybelline, Instant Age Rewind, odcienie Fair, Light, Neutralizer

Jaskółki doniosły, że na półkach w Rossmannie i Hebe już leżą słynne korektory Maybelline, dlatego nim północ wybije, Kopciuszek zgubi pantofelek, a Wy zakorkujecie serwer Rossmanna, coby zdążyć online, zanim salceson wykupią w promocji -49%, spieszę z recenzją tych, które przywiozłam w maju z USA. Niestety, nie mogę zagwarantować, że w Polsce dostaniecie te same produkty, bo wersja europejska ma nawet nieco inną nazwę: Instant Anti-Age – The Eraser Eye. Te amerykańskie są jednak sprzedawane w polskich sklepach internetowych, o czym warto pamiętać, w razie gdyby promocyjne łowy w Rossmannie lub niepromocyjne w Hebe okazały się nieskuteczne.

Maybelline Instant Anti-Age recenzja


Kiedy leciałam na majówkę do Nowego Jorku, korektory Maybelline były w pierwszej trójce mojej zakupowej listy. Osławione przez YouTube, wychwalone pod niebiosa przez wiele dziewczyn, stały się dla mnie obiektem nocnych westchnień i (niezbyt) głębokich rozmyślań. Na miejscu okazało się, że nie ma testerów (podobno w Polsce jest tak samo), dlatego kupiłam w ciemno aż trzy odcienie: 110 Fair, 120 Light i 150 Neutralizer. Wiem już, że polska edycja ma inne oznaczenia i pewnie też będziemy mieć mniejszy wybór kolorystyczny. Byłoby świetnie, gdyby do sprzedaży trafił mocno żółty Neutralizer, bo ten odcień jest naprawdę rzadko spotykany w ofercie drogeryjnej. 


Wiele użytkowniczek, zaraz po zdjęciu folii ochronnej, demontuje gąbkowy aplikator. Powody, z którymi się zapoznałam, oscylują wokół: bo to fuj-nieestetyczne i niehigieniczne oraz: bo bez gąbki łatwiej się aplikuje i jest wydajniej. Ten ostatni argument może mieć jakiś sens. Ja moje korektory aplikuję gąbkami i odcień Light, którego używam najczęściej, znika zdecydowanie za szybko. Argument z fuj-nieestetycznością też ma pewną niewątpliwą słuszność...

Szybko się zużywa, ale za to dokładnie widać, ile jeszcze zostało.

Kwestia higieny pozostaje otwarta: oczywiście usyfiona gąbka, bezwstydnie prezentująca się w czemu-ach-czemu-przezroczystej skuwce, naturalnie wydaje się być najbrudniejszym przedmiotem w galaktyce, ale jeśli chwilę zastanowimy się nad gąbkowymi aplikatorami typu błyszczykowego, jakich w korektorach pełno, szybko okaże się, że reprezentują taki sam poziom syfu, tyle że go nie widzimy, bo natychmiast owe przebrzydłe bakterie i inne zarazy topimy z powrotem w korektorze, tak żeby mógł calutki nasiąknąć złem. Jedyna różnica jest taka, że aplikatorem typu błyszczykowego możemy produkt najpierw zaaplikować na nadgarstek, a potem pędzlem przenieść go pod oczy. W przypadku Maybelline nie ma to wielkiego sensu, ale powiem Wam w sekrecie, że ja i tak zawsze pakuję korektor pod oczy prosto z opakowania i, szszszszzzzzz... coś mi mówi, że nie jestem w tym sama. Aha, w jeszcze większym sekrecie powiem Wam, że proces usuwania gąbki jest na szczęście odwracalny, więc możecie zdecydować samodzielnie, która wersja bardziej Wam odpowiada. Przejdźmy dalej. 

Maybelline Instant Anti-Age swatche

Jeden odcień chybiłam, ale dwa pozostałe są świetne. Żółciutki jak kurczaczek Neutralizer idealnie pasuje do mojej wyraźnie żółtawej szyi, no i robi magię z cieniami pod oczami. Light jest umiarkowanie jasny i neutralny, więc sprawdzi się na większości karnacji. Jasny, ale kompletnie różowy Fair jeszcze przetestuję głęboką, bladą zimą, ale nie sądzę, żebym była zadowolona z efektu. Korektory mają średnie krycie – mocniejsze na pewno po zdjęciu gąbki, ale ja się już przyzwyczaiłam do gąbkowej, lżejszej wersji, a jeśli potrzebuję mocnego krycia pod oczami – na przykład do bardziej kryjącego podkładu – po prostu wybieram inny produkt. Nie są to na pewno szpachle typu kamuflażowego, ale mają jedną ogromną zaletę: ich lekka formuła jest nawilżająca! Korektory nie zastygają na amen i z tego powodu niestety zbyt chętnie migrują do zmarszczek, dlatego nie zostawiałabym ich bez choćby lekkiego przypudrowania. Nie ciemnieją, co bardzo pochwalam, szczególnie że bracia z serii Affinitone robią to nazbyt chętnie.

Instant Age Rewind nadaje się do zakrywania zaczerwienień na twarzy, ale na pewno nie ukryje wielkiego, czerwonego paskudy. Neutralizer przyda się w roli wybielacza plam naczynkowych pod lekki podkład. Nie uważam tego produktu za ósmy cud kosmetycznego świata, ale na pewno jest wart uwagi, szczególnie jeśli lubicie pod oczami lekkie, a jednak skutecznie nawilżające formuły.

Jeżeli będę miała możliwość, kupię odcień Light, porównam i na pewno dam Wam znać, czy to to samo.

Ile: 6 ml (polska wersja ma podobno 6,8 ml)
Cena: 46,99 zł w Rossmannie
Dostępność: amerykańska wersja w sprzedaży internetowej, polska w szafach Maybelline (na razie wiadomo, że pojawiły się w Rossmannach i Hebe)

34 komentarze:

  1. Hmm może żółtek by się nadał na cienie, sama nie wiem zbyt jasny mi się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty aż taka śniada? :) Miałabyś żółtka rozświetlającego ;)

      Usuń
  2. to nie takie proste, że sobie kupisz on-line, nie są dostępne przez Internet :D tak się Rossmann wycwanił :D a Neutralizer, który kusi mnie najbardziej, wejdzie w listopadzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez internet nie, ale przynajmniej w drogeriach stacjonarnych można próbować je wyszarpać ;)

      Usuń
    2. Próbowałam w czterech różnych. Ani śladu. I nie że się wyprzedał - nie było ani testerów ani nawet miejsca po. Machnęłam ręką i kupiłam w drogerii internetowej za 31 zł.
      Jeszcze nie testowałam, ale po wszystkich entuzjastycznych recenzjach jakie czytałam przez ostatnie miesiące boje się trochę rozczarowania, zwłaszcza, że znalezienie choćby przyzwoitego korektora to dla mnie jakiś koszmar (90% ciemnieje, pozostałe 10 albo włazi w zmarszczki albo nic nie zakrywa).

      Usuń
    3. Ten u mnie nie ciemnieje i nie włazi w zmarszczki, a krycie zależy od tego, czy używasz gąbki, czy ją zdejmiesz. Mam nadzieję, że się u Ciebie sprawdzi!

      Usuń
  3. Neutralizer i Light mogłabym spokojnie mieć <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Samo dobro słyszałam o tych korektorach, sama natomiast wciąż jestem pod względem korektorów ogromną sceptyczką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale korektorów w ogóle nie używasz czy do tych konkretnych nie jesteś przekonana?

      Usuń
  5. aaaaaa ale jestem go ciekawa! pewnie na tej promocji to raczej do nie dorwę... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja się cieszę, że mnie to promo w rossie calkiem nie interesuje!

    OdpowiedzUsuń
  7. Miąlam ten korektor dawno temu i paqmiętam do dzisiaj jaki był świetny. Mam nadzieję, go dorwac dzisiaj w Rossmannie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja kupilam go juz chyba z rok temu i ciagle czeka w zapasach nieotwarty, ale musze w koncu zaczac go uzywac :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chętnie bym go w końcu wypróbowała, obawiam się jedynie, że wszystko może być za ciemne :(

    OdpowiedzUsuń
  10. miałam europejską wersję w odcieniu light. nosił się dobrze, nie wysuszał, ale był dla mnie odrobinę za ciemny i nie radził sobie z przykryciem podkówek od permanentnego niewyspania :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to nie jest "lajt" korektor. U mnie latem był super, zobaczymy, jak teraz będzie się nosił.

      Usuń
  11. Bardzo lubię ten korektor ! U mnie sprawdza się na co dzień bardzo dobrze , może nie wielbię go jakoś szczególnie ale sięgam po niego dosyć często !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie jest najlepszy na rynku, ale ja go bardzo cenię za działanie nawilżające.

      Usuń
  12. Miałam niemiecki Light i kolor mega pomarańczowy wychodził pod oczami :P Ogólnie przerobiłam dwa kolory z dwóch różnych wersji (inne kraje) i wszystkie porażka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, to albo masz taką jasną cerę, albo naprawdę są INNE :-O

      Usuń
  13. ja jeszcze testuję light ale wydaje się obiecujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem bardzo, czy te europejskie odcienie się różnią, czy takie same jak w USA.

      Usuń
  14. Neutralizer bym bardzo chciała - ciekawe czy będzie/jest dostępny w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny twierdzą, że od listopada ma być (?)

      Usuń
  15. Mnie się najbardziej widzi ten żółciutki jak kurczaczek ;D.

    OdpowiedzUsuń
  16. czemu-ach-czemu haha :D No masz rację, w błyszczykowych opakowaniach po prostu wsadzamy szpatułkę z bakteriami do środka i problem znika, przynajmniej z oczu. Tu w zasadzie podobnie, tyle że bardziej razi. Powiem Ci, że ja za każdym razem, jak patrzę na swatche, dostaję oczopląsu, bo wszędzie wyglądają one inaczej. I jakoś tak straciłam już nadzieję, że dobiorę coś dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, wyglądają inaczej, bo światło, bo inna karnacja... ciężko wyciągnąć sensowne wnioski ze zdjęć. Ja pokazuję głównie różnice między nimi bo – jak widać – tonacjami różnią się na maksa!

      Usuń
  17. Wczoraj na promo kupiłam odcień Light, z kolorem na pewno trafiłam, a dziś będę testować właściwości ^ ^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powodzenia! Super, że udało Ci się go dorwać, bo podobno jest ciężko :)

      Usuń
  18. Miałam go dziś w dłoni przez chwilkę, ale w końcu nie kupiłam, bo odcień był za ciemny. A była to ostatnia sztuka, hit sprzedaży;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli był wyraźnie za ciemny, to oczywiście nie warto, ale akurat te korektory ładnie się stapiają ze skórą, więc tych mniej więcej w kolorze skóry nie trzeba się bać :)

      Usuń
  19. Polowałam na Light, nie ma nigdzie buuu

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger