03.10.2017

Tej jesieni zamierzam bratać się z dzikami

Obiecałam, że dam Wam odetchnąć od długich tekstów, dlatego dziś zapraszam do mojej kuchni na niewyjściowy reportaż z parzenia bardzo dziwnego napoju niewyskokowego, który udaje kawę. Pokochałam go od drugiego, a może nawet trzeciego wejrzenia, ale zapewniam, że jest to miłość głęboka i prawdziwa – jak ten oto rondel. 

Kawa z żołędzi

Żołędziówka to słowo, które kojarzy mi się z wódką. Jednak, jak łatwo stwierdzić, ma z nią niewiele wspólnego. To kawa bez kofeiny, zbóż i cykorii. Robi się ją ze zmielonych żołędzi, więc jest nie tylko bezkofeinowa i bezglutenowa, ale też wystarczająco kuriozalna. Każdy hipster powinien zadrżeć z podniecenia na myśl o tym, że będzie ją niósł w swoim termicznym kubku w drodze do Mordoru. A nieść ją (i pić) warto, bo jest zdrowa i potrafi skutecznie uciszyć burczący brzuch człowieka na wiecznie nieudanej diecie. O, na przykład takiego jak ja. 

Witaminy z grupy B, mangan, miedź, magnez, potas i fosfor, a także zbawienny wpływ na układ trawienny, to oczywiście dobre powody do picia żołędziówki, ale umówmy się, że w tej zabawie chodzi głównie o to, żeby zrobić coś dziwnego, głupiego, nietypowego i przyszpanować znajomym. Zaraz Was przygotuję na tę okoliczność. 

Kawa z żołędzi

Za pierwszym razem przyrządziłam ją w rondlu. Wlałam pół kubka wody (bo potrzebuję dużo miejsca na mleko), zagotowałam i dosypałam czubatą łyżeczkę kawy. Całość gotowała się 2–3 minuty, potem zdjęłam rondel z gazu i przecedziłam, bo nie chciałam żołędziówki na modłę turecko-peerelowską. Oczywiście można wsypać kawę do kubka i zalać wrzątkiem, a potem odczekać 5–10 minut, żeby się zaparzyła. Wyjdzie na to samo, tylko nie mówcie nikomu, że to takie proste, bo czar pryśnie.

Kawa z żołędzi

Jak smakuje kawa z żołędzi? Dziwnie, ale naprawdę jest całkiem smaczna. Bez mleka trochę jak zwietrzała, słaba plujka, do której ktoś dodał ziołowego suszu dla królików, a w wersji mlecznej najbliżej jej do kawy zbożowej. Nie jest nawet w połowie tak aromatyczna jak kofeinowy odpowiednik, ale przecież można ją sobie doprawić. Producenci sprzedają żołędziówkę zwykle już z dodatkami: kardamonem, cynamonem, imbirem i goździkami. Można trafić na mocniej lub słabiej paloną i doprawioną. Kawa, którą kupiłam, też ma przyprawy, ale nie dominują one smaku, tylko delikatnie go podkręcają. Dosypanie świeżych przypraw na pewno będzie dobrym pomysłem (wiecie, jaki zdrowy jest cynamon? a goździk?!), podobnie jak dosłodzenie jakimś smacznym, nietypowym miodem. Ja moją posłodziłam cukrem kokosowym, żeby było jeszcze modniej. 

Kawa z żołędzi

Tu się niestety nie popisałam z Łaciatym 2%. Dużo lepsze byłoby mleko roślinne, ale można spróbować po staropolsku z krowim – w dawnych czasach, z których pochodzi ten napój, nikt nie słyszał o weganach, więc ukłon w stronę tradycji nie jest niczym niewłaściwym. Moja kawa zawiera 1/2 wody i tyle samo mleka, bo lubię mocno mleczne, letnie napoje, ale proporcje możecie dobrać po swojemu. Najważniejsze, że z żołędzi, a nie z kawowca, prawda?


Ciasteczka żołędziowe to opcja dla profesjonalistów. Uroczo wyglądające, uformowane w apetyczne listki, pachną psim żarciem, które ktoś polał roztopionym, zjełczałym masłem. Smak trzyma równie wysoki poziom. Wersja z nasionami pokrzywy po rozgryzieniu daje poczucie bliskości z naturą. Zupełnie, jakbyśmy przeżuwali Matkę Ziemię, doprawioną ziołowym suszem. Ja jestem już zaawansowana, więc zagryzam moją żołędziówkę ekologicznymi, żołędziowymi ciasteczkami, ale jeśli dopiero weszliście na wyższy poziom hipsterstwa, poprzestańcie na kawie i klasycznych herbatnikach.

I jak, kto ma ochotę na kawę i ciasteczko?

17 komentarzy:

  1. dziękuję, zostaję przy czarnej kawusi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczęśliwi ci, którzy mogą ją pić :(

      Usuń
  2. Chcę to pić. Ale nie chcę jeść ciastek. W przyszłym tygodniu mi zaparzysz, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, zaparzę, a zamiast ciastek ekspandowany amarantus haha

      Usuń
  3. Swojego czasu szukałam zamienników dużej czarnej z mlekiem, w której się lubuję i nawet prawie kupiłam kawę z żołędzi. Ale ostatecznie dałam sobie spokój i zostałam przy pospolitej kofeinie.
    I jak? Znajomi pod wrażeniem? :D Zaimponiłaś im ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie prezentowałam znajomym, ale moi Czytelnicy na pewno są już pod ogromnym wrażeniem :D :D :D :D

      Usuń
  4. Hahahaha, nigdy nie slyszalam o tym "napoju". Obawiam sie czy dalabym rade wypic :) do Czystka przekonywalam sie pol roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z ciastkami byś sobie na pewno nie poradziła, ale jeśli lubisz kawę zbożową i przyprawy korzenne, myślę, że bez problemu oswoiłabyś się z żołędziówką :)

      Usuń
  5. Ale wymyśliłaś. Jeszcze nie słyszałam o takiej kombinacji :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. jeszcze o czyms takim nie slyszalam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dziś rano piłam Inkę, bo padł nam ekspres w pracy i to był dla mnie już wystarczający poziom hipsterstwa :D A do tego zalałam ją jeszcze śmietanką do kawy 12% tłuszczu, bo zabrakło mleka. I to w dużej ilości, bo też lubię mocno mleczną (blogerki fit byłyby ze mnie dumne). Kawa z żołędzi brzmi ciekawie, ale na wszelki wypadek odczekam jakiś czas i sprawdzę, czy na pewno nic Ci od niej nie będzie... Może wtedy się odważę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inka ze śmietanką musiała być pyszna! <3
      Ja już kończę pierwsze opakowanie mojej żołędziówki, kupiłam drugie, innej firmy, obie są wyborne, nic mi nie jest, więc śmiało, Aniu! :)))

      Usuń
  8. Zastanawiałam się co się kryje za tym tytułem wpisu i zaskoczyłaś mnie:D
    Ja kawę rzadko pije bo albo mnie usypia albo powoduje rewolucje jelitowe:P Ciekawe jakby było z tym czymś ;D Nie słyszałam o tym wcześniej o dziwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogę pić kawy, dlatego szukam alternatywy. A jeśli jeszcze jest zdrowa, to już w ogóle superświetnie!

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger