29.10.2017

Tusze do rzęs w minirecenzjach: Tarte | Miss Sporty | Eveline | Rimmel | Pierre René | PS PRO

Od kilku lat nic nie zmieniło się u mnie w kwestii tuszów do rzęs: używam kilku naraz. Dawno nie pokazywałam Wam aktualnego zestawu, więc czas nadrobić. To zawsze dobra okazja do wyrażenia opinii w kilku zdaniach, a nie od dziś wiadomo, że lubicie minirecenzje. 



Ten jest zbyt mokry i musi „dojrzeć”, ten jest akuratny, ale tylko do górnych rzęs, tamten tylko do dolnych, kolejny dogorywa, ale tak go lubię, że jeszcze dziś się nada, o, a ten jest w ogóle do niczego, ale poczekam, może potem będzie lepiej. Znacie to? No właśnie. 

Tym razem naliczyłam sześć otwartych maskar. Różne szczotki, różne formuły, różne efekty. 


Tarte – Lights, Camera, Lashes /recenzja/ – to tusz, który przywiozłam w maju ze Stanów i który moje rzęsy od razu pokochały. Zaczęłam go używać nieco później, ale i tak mamy za sobą kilka wspólnych miesięcy, a on wciąż ma się dobrze, nie wysechł i sprawia, że moje rzęsy są jednocześnie pogrubione, wyczesane, delikatnie wydłużone, a do tego wyglądają naturalnie. Klasyczna, nieprofilowana szczotka to coś, co bardzo lubię i polecam w dobie maskarowych dziwolągów. Efekt na rzęsach możecie zobaczyć w podlinkowanej recenzji. Z pewnością wrócę do tego tuszu, choć wiem, że ten powrót będzie bolesny finansowo. To jak, Sephoro, kiedy sprowadzisz Tarte do polskich perfumerii?

/7 ml, 23 $ + podatek, PAO 6M/


Miss Sporty – Studio Lash 3D Volumythic – moim zdaniem ten tusz to brat bliźniak słynnego Curling Pump Up od Lovely. Jedyna różnica, jaką zauważyłam, to że Lovely nie jest na starcie aż tak mokry (Volumythic zaraz po otwarciu zdecydowanie powinien leżakować kilka tygodni w szufladzie). Aplikator mają właściwie identyczny i dają podobny efekt: wyczesanych, ładnie podkreślonych i dłuuuugaśnych rzęsisk. Oczywiście pod warunkiem, że macie choć trochę długaśne z natury, bo, jak wiemy, z pustego i Salomon nie naleje. Lubię ten tusz do podkreślania dolnych rzęs i do lekkiego makijażu oka. Przy mocniejszym i ciemniejszym make-upie brakuje mi objętości, rzęsy są cieniutkie, ładnie wyczesane i... znikają. Mimo wszystko zarówno Miss Sporty, jak i Lovely to dobra jakość w niskiej cenie. Na uwagę zasługuje też długa żywotność: aż 12 miesięcy od otwarcia!

/8 ml, 14 zł, PAO 12M/


PS_PRO – High Definition Ultra Volume & Lift – ten tusz nie jest u nas dostępny. Można go kupić w Primarku, a ja dostałam go od koleżanki (Aniu, bardzo Ci dziękuję!). Silikonowa szczotka daje efekt mocnego pogrubienia (trzeba uważać na sklejanie). Przy odrobinie wprawy można nią wyczarować mocno podkreślone, ładnie pogrubione rzęsy. Niestety, trochę się osypuje, dlatego muszę się bardzo pilnować w ciągu dnia i nie pocierać oczu oraz nie gmerać przy rzęsach, co regularnie czynię, gdy nad czymś intensywnie się zastanawiam ;). W tej cenie na pewno warto wypróbować. 

/9 ml, 3 £, PAO 6M/


Eveline – Volume Celebrities, Deep Black – według producenta to „pogrubiająco-wydłużający tusz do rzęs z serum odbudowującym”. Podobno już po miesiącu rzęsy mają być grubsze, dłuższe i mocniejsze, ale nie mam zamiaru tego sprawdzać. Najpierw kupiłam go mamie – była zachwycona. Potem wzięłam dla siebie i okazało się, że nie daje tak szałowych efektów, jakbym tego oczekiwała. Ma giętki aplikator, co wywołuje mój dyskomfort – ciągle mam wrażenie, że szczotka zaraz się ułamie i narobi bigosu. Pogrubia, ale nie do przesady, wyczesuje, ale potrafi też skleić i zostawić grudki. Wydłużenia nie zauważyłam. Czasami daje ładny efekt i myślę: „Nooo, to jest to, świetna maskara!”, ale następnym razem kompletnie nie podoba mi się to, co mam na rzęsach, więc teoria o świetności natychmiast upada. Jeszcze nie wyrobiłam sobie jednoznacznej opinii, bo używam tego tuszu od niedawna, ale miłości raczej z tego nie będzie. 

/8 ml, 16 zł, PAO 6M/


Rimmel – Volume Shake – a to podręcznikowy przykład przerostu formy nad treścią. Mamy duże opakowanie, a w nim: ciężkie, metalowe mieszadełko i duża szczotka, która wyłazi z dużej dziury i nabiera dużo produktu. Przed użyciem potrząsamy całym konstruktem, żeby wszystko dobrze się wymieszało, a potem aplikujemy tusz. Efekt? Chaos. Rzęsy raz są posklejane, innym razem ładnie pogrubione, czasami w ogóle nie mogę ich ładnie wyczesać, mam wrażenie, że nie widać żadnego pogrubienia i są tylko lekko podkreślone. Wygląda na to, że wszystko zależy od tego, czy tusz został dobrze wstrząśnięty, czy tylko lekko wymieszany. Po dwóch miesiącach od otwarcia wcale nie jest lepiej. Poza tym jest mocno niewodoodporny i jedna łza potrafi narobić niezłego bałaganu. Nie ufam mu i nie planuję powtórki.

/9 ml, ok. 40 zł/

Pierre René – Génial Volume – moje rzęsy nie lubią takich dużych szczotek z drobnymi, silikonowymi igiełkami. Nazwa tuszu sugeruje, że powinien ładnie pogrubiać, a tu mogę liczyć głównie na sklejanie, bo tusz jest mokry, a igiełki nieprecyzyjnie go aplikują, oblepiając rzęsy głównie u podstawy. Sprawdzę, czy za jakiś czas będzie lepiej, ale nie zanosi się. Nie moja bajka.

/12 ml, 22 zł, PAO 6M/

23 komentarze:

  1. znam to;) ale od jakiegoś czasu staram się używać i mieć otwartą tylko jedną mascarę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym była zadowolona z redukcji do trzech: jeden dojrzewa, jeden w użyciu i jeden do dolnych rzęs. Reszta to już niepotrzebne zamieszanie :)

      Usuń
  2. Ja co i rusz testuje jakiś tusz, ale najczęściej wracam do Maybelline różowego, a Tarte to moje marzenie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie Rimmel - Volume Shake to zgadzam się w 100%! Miałam cichą nadzieję, że może tym razem trafię na dobry tusz, ale się mocno rozczarowałam. Kasa wyrzucona w błoto. Za taką cenę można kupić kilka tańszych i lepszych tuszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, nie wiem, po co producenci prześcigają się w wymyślaniu nowych opakowań i udziwnionych szczotek. Zamiast tego powinni popracować nad formułami...

      Usuń
  4. Rimmel to w ogóle ma kiepskie maskary :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nie przypominam sobie żadnej świetnej od nich. Szkoda, bo bardzo lubię Rimmela.

      Usuń
  5. uwielbiam żółtka Lovely :-) lubię jeszcze różowy Maybelline, a z Rimmel to każdy jeden się u mnie nie sprawdza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już drugi głos na różowy Maybelline – lecę sprawdzić, który to! Używałam tylko One By One, ale on raczej czerwony.

      Usuń
  6. Miałam kiedyś tusz Volume Celebrities od Eveline.
    Szczoteczka rewelacyjna - wyczarowywała magię na moich rzęsach, ale sam tusz był kiepskiej jakości, bo już po godzinie się osypywał.
    Szkoda, że wtedy, gdy wyrzucałam go do kosza, nie wpadłam na to, by zatrzymać szczoteczkę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo, przypomniałaś mi, że ja sobie zachowałam jedną taką magiczną szczoteczkę z nieznanego u nas Philosophy!!! Muszę zobaczyć, czy np. Rimmel nie zadziała w duecie z nią!

      Usuń
  7. Co do miss sporty to go nie miałam, ale wiele osób mówi o jego podobieństwie do Lovely - który już dobrze znam i lubię. Jeśli chodzi o tusze eveline to ogólnie je lubię, dają ładne naturalne efekty :) Chooooociaż mam teraz bardzo podobny do Cb tusz od nich - identyczna szczoteczka i mam podobne odczucia. Najpierw - w pierwszych miesiącach stosowania myślę zarąbiście super wydłuża, ale ostatnio jakoś nie jestem w 100% zadowolona z efektu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jakby kiedyś w promo Rossmanna zabrakło dla Ciebie Lovely, możesz śmiało brać Miss Sporty :)

      Usuń
  8. Zabawny fakt, który nikogo nie obchodzi: wczoraj po (ekhukhuku) ponad roku od otwarcia sięgnęłam po ten hokuspokous tusz z Sephory (like, TEN tusz z Sephory, nie?). Konsystencja nie zmieniła się a-ni-tro-chę, jest równie rzadki jak w dniu otwarcia. Rzęsy wyglądają po nim ślicznie. Zmywanie go jest jak nakładanie makijażu dla Roberta Downey'a Jr. do Tropic Thunder (tym razem bohaterem dnia był balsam od Czarszki, który pięknie rozpuścił to, co było na rzęsach i imponująco rozsmarował na skórze, po czym zmył się - ten balsam - żelem, jak panbuk przykazał, a tusz jakimś cudem został). #przygodymadamz

    PS tak naprawdę, to nie ważne, bo nie maluję regularnie rzęs od dawna, bo rower jest ważniejszy niż rzęski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to oznacza, że jest lepiej niż wcześniej? Bo wcześniej narzekałaś na niego, że coś tam. Osypywał się?

      Usuń
  9. Żadnego z nich nie miałam, ale podobają mi się ich szczoteczki. Przy moim kształcie oka to ważne, aby nie były największych rozmiarów.
    Ja akurat już wyszłam z etapu otwierania wielu tuszy. Mam dwa - zwykły i wodoodporny. No i duuuużo za dużo w zapasach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja opadająca powieka też nie lubi wielkich szczot, zresztą nie przypominam sobie, żeby któraś z nich zrobiła szał na moich rzęsach.

      Usuń
  10. chetnie kupie tarte w PL jak juz bedzie namacalna stacjonarnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że na razie nie słychać o takich planach :(

      Usuń
  11. Żadnego z tych tuszów nie znam. Ciekawa jestem tego Tarte. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja z tym z Miss Sporty za bardzo się nie polubiłam. Był bardzo mokry, nabierał dużo produktu na szczoteczkę i za każdym razem byłam umalowana nie tylko na rzęsach. :D Ale jak już udało mi się umalować, to efekt był całkiem fajny ;) A znowu ten z Eveline bardzo lubię :) U mnie super rozdziela rzęsy, wydłuża i bardzo delikatnie pogrubia. Daje delikatny efekt - dla mnie na co dzień super.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety ja też znam "a ten do tego, a tamten do tego" :P Ale u mnie Volume Celebrities akurat robi WOW :) A gęstość Lovely sobie cenię, więc nie mam już ochoty na MS :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger