11.11.2017

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy | recenzja

Kilka tygodni temu wprowadziłam do mojej codziennej pielęgnacji Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy marki Bielenda. Czy węgiel aktywny faktycznie może pomóc w czymś jeszcze poza ogarnianiem sraczki i filtrowaniem wody? Wydało mi się to wysoce prawdopodobne. 

Bielenda Carbo Detox żel węglowy recenzja


W serii Carbo Detox jest wiele kosmetyków pielęgnacyjnych (doliczyłam się na stronie producenta aż dwudziestu jeden!) i mamy do dyspozycji dwie linie, które umownie nazwiemy czarną i białą. Ta druga zawiera podobno innowacyjną formułę Biały Węgiel™, opartą na „autorskim, laboratoryjnym połączeniu węgla farmaceutycznego, sproszkowanego diamentu i białej glinki”. Lubię oksymorony, a to brzmi jak coś, co może pozostać białe mimo zawartości węgla. Nie wiem tylko, co mam myśleć o „czarnym” serum na noc i na dzień, które wygląda jak słynne bazy rozświetlające Bielendy z perełkami zanurzonymi w żelu, tyle że w tym przypadku perełki są czarne. Hm. Hm hm.

Mój, równie czarny, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy ma skutecznie myć, odświeżać cery mieszane i tłuste, usuwać wszystkie zanieczyszczenia, makijaż i sebum, a przy okazji detoksykować i zwężać pory. 


Nie da się ukryć, że żel Bielendy jest czarny. Totalnie. Przynajmniej dopóki nie spotka się z wodą. W tym drugim scenariuszu zamienia się w niezbyt mocno pieniącą się, szarą emulsję. Nie wygląda to szczególnie estetycznie, co potwierdził kiedyś mój syn wysoce zdegustowaną miną. Żel jest dosyć rzadki, więc szybko znika z opakowania. Dobrze, że cena jest przyjemna: ok. 16 złotych za 195 gramów (hm, czemu producent nie podał pojemności w mililitrach?).

Nie podoba mi się chemiczny, arbuzowy zapach. Zwykle jestem pozytywnie nastawiona do arbuzowych aromatów, ale ten po pewnym czasie zaczął mnie męczyć – ma wiele wspólnego z równie chemicznym winogronem, które mieszka w żelu do twarzy Biolaven (do dziś nie rozumiem, dlaczego kosmetyk z linii lawendowej pachnie duszącymi winogronami). Na szczęście Carbo Detox ma dużo łagodniejszy zapach, no i jednak arbuz wydaje się o wiele milszy dla nosa.

Plusem na pewno jest opakowanie – wygodna butelka z czarnego plastiku, z niezacinającą się pompką. Jest równo czarna do ostatniego pompkowego tchnienia, a jednocześnie można kontrolować zużycie, bo żel (a raczej jego brak) odrobinę prześwituje w sztucznym świetle. Podoba mi się to rozwiązanie.

Bielenda Carbo Detox żel do mycia twarzy INCI

Carbo Detox dobrze oczyszcza, bez efektu ściągnięcia, radzi sobie nawet ze zmywaniem tłustego balsamu myjącego Czarszki, który nie ma w składzie emulgatora (przez co niemożliwe jest pozbycie się go ze skóry przy użyciu samej wody). Nie zapycha, nie wysusza, pozostawia cerę gładką, ale też nie daje tego poczucia idealnie czystej skóry, jakie mielibyśmy na przykład po umyciu twarzy kostką mydła węglowego. Jest dobrym drugim krokiem w dwuetapowym oczyszczaniu – od trzech tygodni, w związku z testami wspomnianego balsamu Czarszki, sama używam go głównie do tego celu. 

Cóż. To dobry kosmetyk oczyszczający, ale nie widzę przewagi żelu węglowego nad innymi dobrymi żelami do mycia twarzy, których miałam okazję ostatnio używać. Czerń tego kosmetyku nie kojarzy mi się z czystością ani przyjemnym rytuałem, zapach nie zachęca mnie do używania, a poziom oczyszczenia nie jest nadzwyczajny. Pewnie już do niego nie wrócę, chociaż wierzę, że może się spodobać wielu z Was.

Żel jest zdatny do użycia przez 6 miesięcy od otwarcia. Dla chętnych skład:

INCI: Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black,  Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Ile: 195 g
Cena: ok. 16 zł
Dostępność: wszystkie popularne drogerie, internet

31 komentarzy:

  1. Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, czy jakoś tak :D.
    Nie brudzi skóry? Jakoś nie mam zaufania do żelu do mycia, który jest czarny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, dokładnie tak! Zoila w punkto! Mam tak samo - nie mam zaufania do czarnych kosmetyków :) od razu mam w głowie obraz górnika lol :D

      Usuń
    2. ja straciłam zaufanie po przygodzie z czarną pastą do zębów Ecodenty :/

      Usuń
    3. Nie brudzi skóry, ale brudzi wszystko wokół, więc wiecie :D
      Simply, masz rację! zapomniałam, że używałam ostatnio jeszcze czarnej pasty i była beznadziejna :)

      Usuń
  2. Ja z kosmetyków z węglem Bielendy miałam jedynie maseczki

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę mnie przeraża jego kolor:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mi bardzo przeszkadza jego zapach :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trochę jest agresywny – przeszkadza mi, chociaż lubię zapach arbuza, nawet tego syntetycznego :)

      Usuń
  5. Mi się zapach podobał ale nie widzi mi się w nim to że czasem w paczadęłko szczypał ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tej serii lubię maseczki, a jeśli chodzi o ten biały węgiel to kupiłam krem, ale jeszcze nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Arbuzowy węgiel to jakoś kompletnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Żel powinien pachnieć smarem co najmniej!

      Usuń
  8. Kolor :D Mam ochote go spróbować z powodu koloru :D

    OdpowiedzUsuń
  9. mnie też czerń nie kojarzy się z czystością, to dobre podsumowanie

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa jestem tego żelu - pasta z tej serii spisała się u mnie bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawi mnie ten produkt i chyba przetestują go na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zawsze byłam ciekawa jego działania na sobie, ale jakoś do tej pory go nie kupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bielenda szaleje ostatnio z ilością i pomysłami na nowe kosmetyki!
    Hmm, brak SLS w składzie nawet zachęca do zakupu, tylko ten kolor...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, skład ciekawy. Mogli sobie chociaż darować arbuza i już bym miała dużo lepsze zdanie o tym żelu :)

      Usuń
  14. Kolor super! Jak oceniasz Czarszkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarszkowy balsam jest bardzo dobry, tylko nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tłuściochem bez emolientu, więc ciężko mi się zmusić do codziennego używania –wiadomo, że łatwiej szorować twarz czymś, co dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Ale warto, bo cera jest w naprawdę dobrym stanie i balsam faktycznie genialnie nadaje się do masażu. Używam teraz wersji Aksamitnej, zobaczymy, jak się sprawdzi Ultradelikatna :).

      Usuń
    2. Muszę się zainteresować bliżej :)

      Usuń
  15. Z czystej ciekawości sięgnęłabym po jakiś węglowy produkt. Intryguje ten czarny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem bardzo ciekawa działania:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam go w zapasach i jeszcze nie używałam.
    Biolaven pachnie winogronami, bo seria ma w składzie obok olejku lawendowego olejek z pestek winogron. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej z pestek winogron jakoś tak nie capi :D :D :D

      Usuń
    2. To pewnie wygenerowali ten zapach sztucznie, żeby się zgadzało z danymi na etykiecie, nie wiem. :D Ja byłam przekonana, że to ma związek. ;)

      Usuń
  18. Mnie też Biolaven bardzo męczył zapachem... Do węglowej serii Bielendy podchodzę jak pies do jeża po maseczkach, które teoretycznie nie mają w sobie węgla. Tu widzę ten sam składnik budzący wątpliwości. Mycie się czarnym żelem to raczej nic fajnego, no chyba że działanie by to mega wynagradzało. A skoro jest poprawnie, to chyba nie ma sensu. Mnie zdziwiło, że zrobili czarne kremy, które podobno naprawdę brudzą na czarno! :/ To już jest dla mnie abstrakcja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, Basiu, masz rację! Przecież to nie jest węgiel aktywowany, tylko coś, co chyba głównie ma robić za barwnik. To już chyba rozumiem, skąd ten brak dogłębnego oczyszczenia...

      A czarny krem to jakaś głupota.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger