17.11.2017

Blotterazzi: gąbka zamiast bibułki. Czy to ma sens?

Do bibułek matujących jakoś nie mam głowy. Noszę je w torebce, ale i tak o nich zapominam. W efekcie jedno opakowanie zużywam przez wiele miesięcy, a w pozostałym czasie moja strefa T radośnie połyskuje kropelkami tłuszczu. Kiedy zobaczyłam w ofercie Sephory gąbkę pochłaniającą sebum, bez większego zastanowienia wrzuciłam ją do koszyka. Wydała mi się bardziej atrakcyjna niż stare, nudne bibułki. Dopiero w domu zaczęłam się zastanawiać, na czym właściwie polega ten wynalazek...

Blotterazzi Beautyblender recenzja

Blotterazzi to dwie, intensywnie różowe, cienkie gąbki stworzone przez Beautyblender z podobnego materiału, co słynne jaja do makijażu. Drobnoporowata struktura przypomina wspomniane jajo, a kształt – klasyczne gąbki do rozcierania podkładu, które świat kosmetyczny zna od wieeeeelu lat i które do dziś można kupić za kilka złotych w każdej drogerii. Te oczywiście są niezwykłe, bo: inaczej nazwane, ślicznie różowe, mają atrakcyjne opakowanie z lusterkiem i cenę, która sugeruje, że jeśli nie są ósmym cudem świata, to plasują się co najmniej na siódmym-i-pół miejscu w rankingu gąbkowych mistrzuniów. 

Blotterazzi gąbka zamiast bibułek matujących

Taaaak, opakowanie od razu przypadło mi do gustu. Bo ma lusterko, które zawsze mi gdzieś w torebce ginie, wydaje przyjemny, satysfakcjonujący dźwięk przy zamykaniu i jeszcze ma na dupce wywietrzniki, chroniące gąbki przed zaduszeniem. Full PRO, proszę Państwa! 

I zobaczcie, jak biednie wyglądają przy Blotterazzi bibułki:


Zalecenie jest takie, żeby jedną gąbkę nosić ze sobą, podczas gdy druga schnie w łazience, czyściutka i pachnąca. Za pierwszym razem, gdy obie sztuki mieszkały razem, pomiędzy nimi znalazłam plastikowy separator, mający izolować ufajdaną gąbkę od, jak mi się wydawało, drugiej, czystej. Szybko się przekonałam, że w czasie gdy osłonka skutecznie oddziela gąbkę czystą od tej brudnej, lusterko przesadnie się integruje z moim tłuściutkim brudasem. Efekty pozostawię Waszej wyobraźni. Myślę, że za 69 złotych producent mógł dać dwa separatory, bo nie zawsze będzie tak, że zapragniemy zabrać ze sobą jedną gąbkę, a drugą zostawić w domu, a ochrona lusterka to sprawa niezbędna – nie wyobrażam sobie, żeby dama wycierała tłuste lusterko w swój drogi ciuch lub szorowała je chusteczką. 

No dobrze, a co się dzieje dalej, kiedy po zbyt niewielu godzinach od wykonania makijażu mój nos obwieszcza światu, że jest tłusty co najmniej jak czips paprykowy? Ano wyciągam czystą, świeżą gąbkę i zaczynam przyciskać ją do nosa i jego okolic, a potem jeszcze do czoła i brody. Czynność wydaje się dużo milsza i bardziej luksusowa od ogarniania twarzy plebejską bibułką. 


I tu pojawia się pewien problem. Gąbka... wcale nie jest skuteczna. Podobny efekt uzyskacie, odciskając nadmiar sebum poprzez przyłożenie dłoni do czoła czy nosa. Coś tam zejdzie, ale twarz wciąż nie będzie matowa. Lepszy rezultat daje delikatne pocieranie gąbką o skórę, ale wtedy, razem z sebum, z twarzy schodzi część podkładu. Próbowałam sztuki odtłuszczania z zupełnie nowymi egzemplarzami i z tymi upranymi. Nie ma żadnej różnicy. Przy okazji: gąbka już przy pierwszym myciu traci dużo koloru – intensywny róż leje się do zlewu jak zwariowany. Plus jest taki, że myje się ją o wiele łatwiej niż Beautyblender do podkładu.

Na koniec zostawmy moje (nie)zadowolenie z produktu i wróćmy do tematu ułatwiania sobie życia. Czy taka gąbka to na pewno lepsze rozwiązanie? Trzeba ją regularnie prać, podczas gdy bibułka zaraz po użyciu zalicza kosz. Według producenta jedna sztuka ma wystarczyć na 60 dni. Potem należałoby ją wyrzucić. Bardzo chciałam, żeby pięknie usuwała sebum, bo przyjemnie po nią sięgać, no ale nie. Nie tym razem. Agata tego nie przemyślała. Nie bądźcie jak Agata.

Cena: 69 zł
Dostępność: Sephora online i stacjonarnie


40 komentarzy:

  1. Najbardziej spodobał mi się wpis Agaty :D Gąbeczka pięknie wygląda jako nowa, ale jeśli ma tylko wyglądać jako nowa pięknie, to podziękuję. Znam pewnego gościa, który nosi ze sobą coś w rodzaju ręczniczka do wycierania potu, a po kilku takich przetarciach ten ręczniczek przypomina ścierkę do podłogi, bleeee Ta gąbeczka przynajmniej ma ładne lustereczko, ale mimo to trauma ze ściarką do upoconej gęby by mi się ciągle przypominała ;) To ja już wolę swe plebejskie papierki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Dorotko :)
      O rety, nie chciałabym oglądać tego gadżetu do wycierania potu, jakoś mnie ta wizja odrzuca... :). I tak, też zdecydowanie wolę plebejskie papierki!

      Usuń
  2. Zdecydowanie preferuję jednorazowe bibułki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. niestety nie wszystko działa jakbyśmy chcieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za tę cenę nic dziwnego, że chcielibyśmy, żeby działało! No co oni!

      Usuń
  4. Jakoś ta gąbeczka nigdy mnie nie interesowała, chyba wolę bibułki, bo użyje i wyrzucę. Nie chciałoby mi się jej prac :P A jak nie działa, to dobrze, że się nią nie interesowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz już wiem, że to był zupełnie głupi zakup. Pod każdym względem. Nie musisz mnie dobijać ;)

      Usuń
  5. Mam bibułki matujące a i tak zapominam ich uzywać, najlepiej sprawdza się u mnie chyba chusteczka ( bo nie jest dodatkowym zbednym gadżetem który zaśmieca torbę :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najczęściej brakuje w torebce właśnie chusteczek. Większa szansa, że wysmarkam się w bibułkę matującą ;)

      Usuń
  6. Czyli bibułki i tak rządzą :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie się ona od początku podoba wizualnie, ale używam bibułek Wibo i u mnie naprawdę dają radę. Używam, wyrzucam i pa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam bibułki Inglota.. są zupełnie inne i póki co najlepsza.. tylko drogie 😐 ale z Blotterazzi nie będę jak Agata 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam już te Ingloty. Z pewnością sprawdzą się lepiej od tego różowego szajsu ;)

      Usuń
  9. Pozostanę przy bibułkach z Wibo ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Och, spory niewypał :( Spodziewałam się szału,a tu proszę, tylko ładnie wygląda

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, a taka śliczna jest (jako nowa) i już się napaliłam^^ ;-) No ale jak nie działa to pozostanę przy bibułkach plebejskich, w końcu najważniejsze że działają ;-))

    OdpowiedzUsuń
  12. no właśnie pół blogosfery i cały youtube huczał, że ten wynalazek to pic na wodę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj simply, nie dobijaj :D. Nie dotarło to do mnie kompletnie, zresztą kupiłam je już dość dawno, tylko miałam laga z opisywaniem.

      Usuń
  13. Przykro mi że się nie sprawdziła :( jednak bibułki najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No to mnie namówiłaś.... do omijania ich z daleka :DDDDD
    A swoją drogą znowu mi oczy otwierasz na kosmetyczne nowinki :)))) normalnie jak błysnę nowo nabytą wiedzą w damskim towarzystwie to zemdleją z wrażenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedziesz z tą mądrością w świat, maleńka! Zaraz Ci tu jeszcze coś wymyślę, żebyś miała więcej do opowiadania :D

      Usuń
    2. Hahahahaaaa czekam!
      Moje akcje towarzyskie będą szczytowac!

      Usuń
  15. Jaki drogi... bubel. Nie sięgnę po nią

    OdpowiedzUsuń
  16. Szczerze mówiąc u mnie najlepiej sprawdza się zwykła chusteczka higieniczna - przyłożona do twarzy zbiera wszystko co ma zebrać, matowi mi twarz, nie dodaje ciastoliny i o to chodzi :) No i jest tania jak barszcz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, u mnie chusteczki w torebce raczej się nie zdarzają i, jak pisałam we wcześniejszym komentarzu, większa szansa, że wysmarkam się w bibułkę matującą, niż w chusteczkę – co dopiero mówić o wycieraniu nią nadmiaru sebum hyhy

      Usuń
  17. nie używam takich rzeczy, a jeślifaktycznie już muszę to 1 warstwa chusteczki wystarczy aby odcisnąć to co trzeba:) nie czuję potrzeby wydawania tyle na gabkę :) O ile BB uwielbiam do makijażu tak do tego...no nie widzę jej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym tylko nosiła w torebce chusteczki... :D

      Usuń
  18. to dobre rozwiazanie dla fanow zero waste

    OdpowiedzUsuń
  19. a ja miałam coś w tym stylu ale używałam do aplikacji podkładów :D czyżby to był błąd? :D ja raczej korzystam z chusteczek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chyba zacznę tymi gąbkami aplikować podkład, niegłupi pomysł, dzięki!

      Usuń
  20. Czyli szału nie ma a gąbka to zbyteczny gadżet. Dobrze wiedzieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj, najzbyteczniejszy ze zbytecznych ;)

      Usuń
  21. Mam ją i sama nie wiem po co ani to higieniczne ani skuteczne. Zdecydowanie pozostaje przy klasycznych bibułkach

    OdpowiedzUsuń
  22. dawno juz slyszalam ze nie warto sie tym produktem interesowac :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zastanawiałam się nad nimi.... Dobrze, że przeczytałam twój wpis. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i moje beznadziejne zakupowe wybory polecamy się na przyszłość!

      Usuń
  24. Mnie przed zakupem skutecznie powstrzymywała relacja cena-przydatność do użycia. Bo gdyby miał to być wydatek na lata, to ekstra (no, przy założeniu, że byłby skuteczny)! Ale na 60 dni???? :< Takie wpisy dużo obrazują, bo wydawałoby się - ale super, jest lusterko! Ale super, jest separator! Ale super, jest wywierznik, toż to opakowanie jest dopracowane w 100%! Ale w życiu bym nie pomyślała, że przecież lusterko się jeszcze ufajda od gąbeczki ;) Szkoda, że przy tych wszystkich ładnych i praktycznych (choć nie w pełni) walorach, gąbeczki nie są skuteczne. Eksperymentowałam z papierem do pieczenia zamiast bibułek, ale albo miałam jakiś felerny (inny rodzaj papieru), albo to pic na wodę, bo totalnie nie byłam zadowolona. Nie będę kupować wszystkich papierów świata, by je porównać. Bibułki, to jest to! :D Plebejskie, ale skuteczne :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger