21.11.2017

Lirene, Be Perfect, Kryjący korektor punktowy | pierwsze i drugie wrażenie

Korektor punktowy Be Perfect przykicał do mnie z konferencji Meet Beauty. Sięgnęłam po niego latem i po pierwszym razie miałam ochotę wrzucić go na dno szuflady i dopchnąć butem, żeby przypadkiem znowu nie przyszło mi do głowy skorzystanie z jego pomocy. Wczesną jesienią dałam mu drugą szansę i... but nie był już potrzebny. Czyli że co? Że jak? Już tłumaczę.



Widzieliście kiedyś Naprawdę Beznadziejny Aplikator? Jeżeli wydaje Wam się, że tak, to wiedzcie, że tamten był co najwyżej Niezbyt Udany. Trzeba przyznać, że marka Lirene, tworząc swój Naprawdę Beznadziejny Aplikator, bardzo się postarała. Popatrzcie na to genialne połączenie wygodnej, miękkiej gąbki (jakże charakterystycznej dla precyzyjnych, punktowych produktów!) i wielkiego otworu, z którego radośnie wylewa się korygująca naszą skórę (i świat cały) lawa:


Pomysł nie byłby tak bardzo pozbawiony sensu, gdyby konsystencja Be Perfect była inna. Niestety dla aplikatora (a stety dla jakości produktu), korektor Lirene jest bardzo wodnisty. Mając tę bogatą wiedzę na jego temat, spróbujcie sobie wyobrazić, jak wyglądało moje pierwsze z nim spotkanie. Jeśli Wasza wyobraźnia niedomaga, chętnie pomogę. Otóż przy pierwszym zdejmowaniu zatyczki, która stawiała konkretny opór, nacisnęłam miękką, plastikową tubę, a leciutki, lejący korektor radośnie chlusnął na mnie, moją (oczywiście że czarną) bluzkę, ciemnogranatowe dżinsy i (na szczęście bezdywanową) podłogę. Korygujące kropelki spowiły swą jaśnie beżowością również sześcioszufladowy Malm, dekoder kablówki i ramkę z pięciomiesięcznym Tomaszem, jedzącym swoją stopę. Na bogato!

Można by tego uniknąć, gdyby choć jeden element układanki został zmodyfikowany: korektor zgęstniał, tubka stwardniała, otwór zniknął lub chociaż zatyczka była zakręcana (co widziałam ostatnio w kremie pod oczy Dermalogica, więc wiem, że to możliwe). Niestety, producent podarował nam to szatańskie combo, abyśmy radośnie mogli malować swój świat na beżowo za każdym razem, gdy zapragniemy przykryć cienie pod oczami, naczynka lub niespodziewanego pryszcza.


Nie pamiętam, co mnie skłoniło do podjęcia kolejnej próby zbratania się z opluwającym mnie wrogiem, ale dziś cieszę się, że tak się stało, bo okazało się, że wewnątrz szatańskiego opakowania mieszka naprawdę ciekawy produkt w dobrej cenie. Za ok. 25 złotych dostajemy aż 10 ml jasnego, lekkiego, nieutleniającego się korektora o niepełnym, ale przyzwoitym kryciu, który z powodzeniem nadaje się do maskowania cieni pod oczami, czy gaszenia niechcianych rumieńców i plam. Dzięki świetnej, wodnistej formule, Be Perfect pięknie wtapia się w skórę, nie wchodzi w zmarszczki (wręcz przeciwnie – nieco je maskuje), wygląda bardzo naturalnie i komfortowo się nosi, bo w składzie mamy nie tylko wygładzające silikony, ale też substancje pilnujące nawilżenia. Szczegóły dla chętnych:

INCI: Aqua (Water), Isododecane, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Silica, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Pentylene Glycol, Dicaprylyl Carbonate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Magnesium Sulfate, Disteardimonium Hectorite, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Propylene Carbonate, Polysilicone-11, Ethylhexylglycerin, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Hyaluronate, Palmitoyl Tripeptide-5, Phenoxyethanol, Parfum, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77491 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides).

Kiepskie i niezrozumiałe jest dla mnie to, że producent oferuje tylko jeden odcień jasnego, neutralnego beżu. Dla mnie ten kolor jest w porządku, choć o tej porze roku pod oczy mogłabym używać już czegoś jaśniejszego, ale dla rynku to z pewnością za mało co najmniej o dwa odcienie.

Czytałam, że niektórzy widzą w nim drobinki rozświetlające, ale nie potwierdzam tych rewelacji. Podobno drugi, rozświetlający korektor z gamy Lirene Dermoprogram, ma drobinek aż nadto, ale tu niczego połyskującego się nie dopatrzyłam.


Opakowanie, nawet po kilku tygodniach użytkowania, niezmiennie jest najfatalniejsze z fatalnych i mimo że nauczyłam się już odpowiednio łapać tubę, wciąż zdarza mi się coś wylać. Trzeba wypracować własną, skuteczną metodę aplikacji, ale nawet gdy to się uda, niezbędne będzie każdorazowe zachowywanie czujności. Czyli nie dla zaspanych i nie dla się_śpieszących.

Gdyby nie felerna tuba, przybiegłabym do Was z radosną nowiną, że oto znalazłam świetny, lekki korektor pod oczy, który – mimo swej lekkości – potrafi całkiem dużo ukryć. A tak, zanim opowiedziałam o bogatym, pięknym wnętrzu, pewnie zdążyłam Was już zniechęcić. Mam rację?

Na zużycie tego łobuza mamy 6 miesięcy od pierwszego, jakże emocjonującego, otwarcia. Mam nadzieję, że posłuży mi dłużej niż przepisowe pół roku, bo nawet jeśli porozlewam go jeszcze trochę, 10 mililitrów starczy na wieczność całą, a mimo wszystko szkoda by było wyrzucać taki dobry produkt.

Ile: 10 ml
Cena: ok. 25 zł
Dostępność: łatwa – drogerie stacjonarne i sklepy internetowe

29 komentarzy:

  1. Ojjj i ja się ochlapałam! Za głównego winowajcę uważam tę plastikową zatyczkę, która tak ciężko schodzi!!! Zarówno w tym, jak i w korektorze pod oczy! Choć działanie obu bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, zatyczka jest sztywna i ciężko schodzi, ale ta tuba też jest nieprzyzwoicie miękka i łatwo z niej wydusić niechcianą porcję. Dobrze, że sam produkt jest zgodny z oczekiwaniami :)

      Usuń
  2. A nie da się tego czarnego odkręcić i przelać korektora do jakiego lepszego mieszkanka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam, ale może tak zrobię, bo naprawdę ciężko znieść to opakowanie, a przecież zawartość godna uwagi!

      Usuń
  3. Ale z niego gagatek :D Szkoda, że występuje tylko w jednym odcieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście to bardzo dobry, uniwersalny odcień. Nie nada się dla porcelanowych cer, ale takie zwykłe, słowiańskie powinny go polubić.

      Usuń
  4. Czyli jak zepsuć dobry produkt upychając go w złym opakowaniu :)
    Szkoda, gdyby nie aplikator to zapowiada się świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nie mogę im tego wybaczyć :(

      Usuń
  5. Wyobraziłam sobie jak ty to otwierasz i prawie oplułam monitor :D

    OdpowiedzUsuń
  6. oj, przy moim szczęściu to wszystko dookoła byłoby obsmarowane za każdym razem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, nie jest łatwo się nie obsmarować ;)

      Usuń
  7. Przykład na to, jak zmarnować dobry produkt kiepskim opakowaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :( Mam nadzieję, że Lirene zostawi na długo ten korektor w ofercie, tylko ulepszy aplikator (lub... cokolwiek innego dotyczącego opakowania ;)).

      Usuń
  8. miałam na niego sporą ochotę, ale jakoś mi przeszło ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. nie miałam go, naczytalam sie o drobinkach i omijalam go z daleka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No weeeeź, mój nie ma żadnych drobinek!

      Usuń
  10. ja aplikuję tego skubańca na palec i dopiero rozsmarowuję pod oczami, mając jasną karnację bardzo się z nim polubiłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj ja przy używaniu korektora zawsze jestem zaspana i śpiesząca się ;/ A recenzja świetna! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podejrzewam, że i ja bym się nim srogo opluła :P Na razie korektorów u mnie jak mrówków, ale perspektywa lekkiej formuły do mnie bardzo przemawia, nie lubię sucharków :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Używam teraz tego korektora do rozjaśniania podkładu, bo pod oczy jest zbyt jasny jak na moje standardy i muszę Ci powiedzieć, że w ostrzejszym świetle widać na twarzy złote refleksy (nie tak jak w "Zmierzchu", ale jednak są). Więc nie rozumiem o co chodzi, czy może w momencie rozlewania korektora w tubki był źle wymieszany czy co??? Złote drobiny są i to w całkiem sporej ilości. U Agi Bil też czytałam,że nie zauważyła tego dodatkowego mankamentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobiny?? W tym oto tutaj?? Ale jak tooooooo :-O
      U mnie nie ma nic a nic. Może Ci wlali do białej tubki ten rozświetlający? :D

      Usuń
  14. Mam go i lubię za efekt pod oczami, tylko ta brudna gąbka, feee. Nie wiem jak sobie radzić z tymi gąbkami przy kosmetykach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak się nad tym zastanowisz, to szybko sobie uświadomisz, że aplikatory typu błyszczykowego są równie nieestetyczne/niehigieniczne, tylko szybko je chowamy do butelki i już nie musimy oglądać :D (co właściwie jest jeszcze bardziej niehigieniczne, bo bakterie z zewnątrz przeszczepiamy do formuły, a tu tylko brudna gąbka straszy nas u wrót ;))

      Usuń
  15. Witaj Aga to! :-) Mam go i obecnie używam. Też go polubiłam za efekt pod oczami. A i jako baza pod cienie też się u mnie sprawdza.Mam jeszcze wersję rozświetlającą. Ale to trochę później. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger