11.12.2017

Bazy Benefit: Stay Don't Stray | Stay Flawless 15-Hour Primer | POREfessional

Mam słabość do marki, mimo że ma nierówny poziom. Benefit nie jest ani luksusowy, ani tani, a więc nie do końca wiadomo, kto jest targetem dla tych kosmetyków. Sama nie rozumiem, dlaczego za każdym razem, gdy jestem w Sephorze, zerkam w stronę ich szafy – a jednak coś mnie do niej przyciąga.


Przetestowałam większość produktów z oferty Benefitu, nie wydając przy tym fortuny. Tym, co z pewnością zasługuje na pochwałę, jest polityka firmy, polegająca na tym, że od lat w sprzedaży są rozmaite zestawy miniatur, dzięki którym mamy okazję spokojnie przetestować wszystko, co nas interesuje, odkryć perełki wśród kosmetyków, na które nie zwrócilibyśmy uwagi i zabrać w podróż ulubione produkty bez przeładowań w kosmetyczce. Miniatury sprzedawane są również osobno. Dziwię się, że więcej perfumeryjnych marek nie zdecydowało się na tak szeroko zakrojoną sprzedaż produktów w wersji mini. Chętnie przeskanowałabym w ten sposób kilka szaf.


Zestaw All-Time Prime nie jest już dostępny, ale produkty, które dziś pokażę, można kupić w pełnym wymiarze, miniaturach (poza Stay Flawless) i przewijają się w nowo skomponowanych pudełeczkach.  


Stay Don't Stray, Light/Medium, 149 zł za 10 ml


To produkt, któremu wymyślono bardzo ciekawe zastosowanie: po pierwsze, ma być bazą dla cieni, a po drugie: bazą pod... korektor. Występuje w dwóch odcieniach: light/medium i medium/deep. W zestawie All-Time Prime producent umieścił jaśniejszą wersję. Kolor bardzo mi się podoba – to jasny, neutralny beż, może nawet z odrobiną żółtych podtonów. Na szczęście nie ciemnieje na mojej skórze, za co wielkie brawa, bo u mnie zwykło utleniać się prawie wszystko. Tycia wersja okazała się nadzwyczaj wydajna. W tym kontekście 10 mililitrów wydaje się być studnią bez dna. 

To miała być baza pod cienie lub baza pod korektor, czyli produkt, który wgryzie się w skórę, zagruntuje ją i utrzyma wszystko, co zostanie nałożone później. To dziwne, bo Stay Don't Stray ma półpłynną konsystencję nawilżającego korektora i... właśnie w takiej roli się u mnie sprawdza. 

Po aplikacji pod oczami nie widzę miejsca dla kolejnej warstwy innego, bardziej kryjącego kosmetyku, bo „baza” daje całkiem niezłe krycie. Stay Don't Stray nie należy do grupy produktów zastygających, więc jeśli położymy na nią coś nowego, wymiesza się z tym czymś. W roli bazy pod cienie ma taki sam sens jak popularne od lat wklepywanie korektora – na moich tłustych powiekach trochę się potrzyma, najlepsze cienie być może przetrwają do demakijażu, ale na pewno nie zaufałabym temu produktowi przed ważnym wyjściem, bo istnieje spora szansa, że w końcu wszystko zacznie się rolować. Pewnie niewymagającym powiekom to wystarczy, ale właścicielki takowych zapewne nie kupują specjalnej bazy za 149 złotych, tylko wklepują swój korektor najpierw pod oczy, a potem na powieki i nie zawracają sobie głowy specjalnymi bazami. Gdybym miała normalne, nietłuste powieki bez nadmiaru skóry, pewnie bym tak robiła. 

Mam wrażenie, że producent nadał złe imię swojemu całkiem niezłemu, lekkiemu korektorowi pod oczy. To naprawdę tylko korektor. I naprawdę całkiem niezły. 


INCI: Aqua (Water), Isododecane, Butylene Glycol, Isononyl Isononanoate, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Silica, Polyglyceryl-4 Isostearate, Talc, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Sodium Chloride, Mica, Tribehenin, PEG-30 Dipolyhydroxystearate, Sorbitan Oleate, Phenoxyethanol, Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Caprylyl Glycol, Ethylhexyl Palmitate, Methicone, Propylene Carbonate, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Tocopheryl Acetate, Isopropyl Titanium Triisostearate, Silica Dimethyl Silylate, Hexylene Glycol, Sodium Hyaluronate. [+/-: CI 19140 (Yellow 5, Yellow 5 Lake), CI 42090 (Blue 1 Lake), CI 77007 (Ultramarines), CI 77163 (Bismuth Oxychloride), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide)].                        
N⁰ 07300/A.


Stay Flawless 15-Hour Primer, 155 zł za 15,5 g


Tu z kolei mamy do czynienia z nietypowo wyglądającą bazą do typowego zastosowania: pod podkład. Według producenta „funkcjonuje jak magnes i utrzymuje świeżość i perfekcję podkładu przez 15 godzin”. Występuje w przyrodzie w postaci sztyftu, którym należy jeździć po twarzy, zaczynając od skrzydełek nosa, a potem ogarniając policzki i brodę. O czole ani słowa, ale założyłam, że tam też można sobie pozwolić. Czy ją polubiłam? Niespecjalnie.

Mój nos nie polubił jej ani trochę, bo baza ani trochę nie pomagała mu pozostać w (choćby względnym) się_nieświeceniu. W dodatku podkład w tej, jakże słusznych rozmiarów, części mojej twarzy nieładnie się aplikował po użyciu Stay Flawless. Reszta twarzy okazała się mniej wybredna, ale i tu nie było rewelacji. Nie zauważyłam żadnej przewagi w wyglądzie skóry w porównaniu z duetem podkład/lekki krem nawilżający, za to aplikacja była wybitnie irytująca, bo baza szybko łączy się z podkładem i zastyga, dlatego najlepiej aplikować ją partiami: policzek + podkład, drugi policzek + podkład... i tak dalej. Albo może mam za słaby refleks.

Dla mnie dyskwalifikująca okazała się parafina w składzie, która na salcesonach mi nie przeszkadza, ale na twarzy już tak – niejeden krem z parafiną mnie zapchał (podstępnie lub całkiem otwarcie), dlatego unikam. Reszta INCI to dla mnie mniej lub bardziej czarna magia, więc nie będę się mądralować.

Postanowiłam potestować sztyft na powiekach – tu spisał się przyzwoicie. Większość cieni trzymała się ładnie do demakijażu. Kilka razy użyłam Stay Flawless nieprawilnie, bo pod powiekami (czyli w roli bazy pod korektor – Stay Don't Stray moim natchnieniem!), nakładałam ją jednak palcami, bo na jeżdżenie po tej wrażliwej okolicy sztyftem zabrakło mi jaj. Efekt? Korektor ani drgnął, ale całość była dla mnie zbyt sucha i betonowa, czyli na wielkie wyjście – tak, ale generalnie nie próbujcie tego w domu.


INCI: Isododecane, Aqua (Water), Polyethylene, Polydecene, Silica, Nylon-12, Phenyl Trimethicone, Hydrogenated Soybean Oil, Polyglyceryl-10 Heptahydroxystearate, Paraffin, Hydrogenated Olive Oil, Disteardimonium Hectorite, Hydrogenated Jojoba Oil, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Propylene Carbonate, Galactoarabinan, Tocopheryl Acetate, Phytosterols, BHT. [+/-: CI 19140 (Yellow 5, Yellow 5 Lake), CI 42090 (Blue 1 Lake), CI 77007 (Ultramarines), CI 77163 (Bismuth Oxychloride), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide)]. N° 07481/A.


The POREfessional PRO Balm, 165 zł za 22 ml


Last but not least: POREfessional, czyli moje małe, skuteczne, ciutkę za drogie cudeńko.

Jej podstawowym zadaniem jest minimalizowanie widoczności porów i muszę przyznać, że doskonale wywiązuje się z tej obietnicy. Przez pewien czas moja mama używała jej jako bazy pod makijaż i była nią zachwycona, ale ostatecznie okazało się to mało opłacalne, bo POREfessional aplikowana na całą twarz, zdecydowanie za szybko się kończy.

Baza jest lekka, beztłuszczowa, bezzapachową, półtransparentna i ma w składzie tonę wygładzających silikonów. Stosowana miejscowo, naprawdę wyraźnie redukuje widoczność porów i małych zmarszczek, a także – co po spojrzeniu na skład nikomu nie powinno wydać się dziwne czy zaskakujące – daje efekt idealnie gładkiej cery. To wszystko oczywiście pic na wodę fotomontaż, bo nie mamy do czynienia z kosmetykiem pielęgnującym, tylko korygującym, ale jeśli ktoś potrzebuje poprawić sobie nastrój i wygląd makijażu w ten sposób, winien być zachwycony. Podkłady różnego typu dobrze na niej leżą (zdziwiłabym się, gdyby było inaczej). Nie zauważyłam, żeby przedłużała mat na skórze, ale też wyraźnie nie popędza przetłuszczania. Stosowałam ją okazjonalnie na czoło i w okolice nosa –  w porównaniu z innymi produktami tego typu, była zdecydowanie najlepsza.

POREfessional można kupić w trzech pojemnościach: 7,5 ml za 63 zł, 22 ml za 165 zł i 44 ml za 269 zł. Widzę, że ceny wreszcie zostały sensownie ułożone, bo wcześniej jedynym opłacalnym wyborem była mała, 7,5-mililitrowa tuba: zakup trzech egzemplarzy wciąż wychodził taniej niż 22 ml :).


INCI: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Isononyl Isononanoate, Silica, Dimethicone Crosspolymer, Isododecane, Phenoxyethanol, Polymethyl Methacrylate, Titanium Dioxide (Ci 77891), Cyclohexasiloxane, Tocopheryl Acetate, Fragrance (Parfum), Mica, Iron Oxides (Ci 77492), Limonene, Iron Oxides (Ci 77491), Iron Oxides (Ci 77499), Triethoxycaprylylsilane, Bht. N° 04932/N.



18 komentarzy:

  1. Kusi mnie bardzo ten Porefessional, szkoda że taki drogi ;<

    OdpowiedzUsuń
  2. Używam porefessional jako bazę pod cienie i w tej roli dla mnie dobrze się sprawdza w porównaniu z innymi jak artdeco,bell, lumene najlepiej. Natomiast to będzie moje ostatnie opakowanie. Kiedy ją kupowałam 7,5ml płaciłam ok. 37-40zł, przy obecnej cenie poszukam czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobry pomysł użycia POREfessional, mi akurat nigdy do tego nie był potrzebny, bo od lat otaczam się skutecznymi bazami :)

      Usuń
  3. Stay Flawless uwielbiam, natomiast baza Stay don;t stray to dla mnie jakieś nieporozumienie jest częściej u mnie nie dział jak utrzymywał w ryzach makijaż :-/

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam kupić w tym roku kalendarz adwentowy Benefitu, ale niestety nie wszedł na polski rynek :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Baza pod korektor? :O Dla mnie również byłoby to stanowczo za dużo i podejrzewam, że używałabym, jak Ty. Czasami szokuje mnie mnogość różnych kosmetyków. Serum pod oczy, krem pod oczy, baza pod korektor, korektor neutralizujący, korektor zwykły, rany, gdyby tak wszystko nakładać, to masakra :P Miło, że Benefit ma tyle miniaturek do spróbowania, choć z tym targetem faktycznie tak to jest... Ja mam podobną zagwozdkę z Lorigine... Ceny luksusowe, opakowania piękne, ale mega fatalne (do granic możliwości), a do tego zawartość bardzo słaba. Wtf?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, baza pod korektor. Czekam, aż wymyślą bazę pod bazę :D

      Usuń
  6. ja mam odwrotnie: nie ciągnie mnie do marki. moim zdaniem jakościowo ich kosmetyki plasują się w drogerii... z tego, co testowałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, że nie pałasz miłością do Benefitu :). Ja to już chyba pałam przez zasiedzenie przed ich szafą, bo od dawna niczego wspaniałego tam nie odkryłam ;).

      Usuń
  7. The POREfessional jest jedną z moich ulubionych baz jakie posiadam ale zaciekawiłaś mnie tym produktem bazą pod cienie i pod korektor w jednym ! Warto przetestować <3 !

    OdpowiedzUsuń
  8. też uwielbiam miniaturki, a baza The Porefessional jest moją ulubioną, szkoda, że już zestawu nie ma dostępnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sezonie wyjazdowym nie ruszam się bez miniatur, więc zawsze i dla Benefitu znajdzie się miejsce w kosmetyczce :)

      Usuń
  9. Mam tylko POREfessional, używałam jej pod mój ślubny makijaż. Trzymał się do rana bez żadnych poprawek, ale raczej dzięki fixerowi z Kryolanu. Baza mnie ani ziębiła ani parzyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd wiesz, że to nie geniusz POREfessional, SKĄD WIESZ :P :P :P

      Usuń
  10. Produktów marki Benefit jeszcze nie miałam, ale widzę że pora to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger