10.01.2018

Czarszka i jej balsamy do mycia twarzy: Aksamitny i Ultradelikatny

Kiedy dowiedziałam się, że nasza roześmiana youtube'owa ekspertka od kosmetyków naturalnych Czarszka stworzyła własną linię balsamów do demakijażu, od razu pobiegłam na stronę jej sklepu, żeby wypróbować te cuda. Okazało się, że nie dla psa kiełbasa, a balsamy przysługują tylko najbardziej zagorzałym fanom, którzy odświeżają kilka razy dziennie stronę i czekają, aż Czarszka... rzuci. PRL miał swój urok, ale stanie w kolejce do pustych półek jakoś mnie nie przekonuje, dlatego przeczekałam pierwszą euforyczną falę i na spokojnie kupiłam moje balsamy we wrześniu.



Dziś, po czterech miesiącach użytkowania, mogę Wam o nich coś więcej powiedzieć. Spośród trzech dostępnych wersji wybrałam pachnącą cytrusami Aksamitną i niepachnącą niczym Ultradelikatną. Regulującą wypróbuję przy innej okazji – nie było sensu robić aż tak wielkich zakupów, bo balsamy są w 100% naturalne i mają tylko półroczną datę ważności (którą Czarszka połączyła z 6-miesięcznym PAO). Pół roku to bezpieczny, zdrowy czas na wydłubanie balsamu ze słoika do ostatniego kawałeczka, ale na wydłubanie trzech? Mogłoby być ciężko.

Moje doświadczenie z tłustymi maziami do oczyszczania twarzy lub oczu jest niezbyt imponujące: miałam okazję nie polubić olejku MAC-a (i w ogóle idei oczyszczania płynnym, lejącym się przez palce tłuszczem) oraz zakochać się w rumiankowym maśle z The Body Shop, którego używam od kilku lat bez przerwy do demakijażu oczu (twarz do tej pory wolałam atakować od razu żelem myjącym). Po drodze wypróbowałam jeszcze kilka podobnych produktów w mniejszych pojemnościach (lub z próbkowych saszetek), ale żaden nie został ze mną na dłużej. Dwuetapowe oczyszczanie nigdy nie było moim celem, ale przy okazji balsamów Czarszki postanowiłam sprawdzić, jak to działa i jakie mogą być korzyści.

Zadaniem tłustego balsamu jest rozpuszczenie zarówno makijażu, jak i brudu / sebum, które zbieramy na skórze przez cały dzień, niezależnie od tego, czy wychodzimy z domu i czy używamy podkładu. Balsamy Czarszki nie mają w składzie emulgatorów, co oznacza, że nie da się ich zmyć samą wodą – konieczne jest wprowadzenie drugiego kroku oczyszczania, czyli żelu lub pianki z delikatnym detergentem, który rozpuści balsamowy tłuszcz. Sporo z tym zachodu i niecodziennie mam ochotę na taki rozwlekły pielęgnacyjny rytuał. Ludzie przyzwyczajeni do mycia twarzy dobrze pieniącym się żelem z dużym prawdopodobieństwem uznają ten sposób za dużo bardziej upierdliwy – warto o tym pamiętać. 


Paulina swoje balsamy kręci samodzielnie i zupełnie świeżutkie egzemplarze trafiają do jej sklepu w każdą sobotę. Przyjeżdżają do nas w ciężkich słoikach z ciemnego szkła, więc mój mózg od razu odebrał wiadomość: „uważaj, nie potłucz, pierdoło”. Na razie udało mi się nie potłuc, ale już nie raz spociły mi się dłonie przy zakręcaniu tego cudeńka pod prysznicem. Oczywiście trzymanie domowego (choć mającego wszystkie potrzebne zezwolenia i atesty), naturalnego balsamu w ciemnym szkle to ogólnie dobry pomysł, ale zwracam Waszą uwagę.

Po odkręceniu słoików obie wersje wyglądały podobnie, ale – jak już wspominałam – łatwo rozróżnić je po zapachu: Aksamitny ma świeży, przyjemnie i naturalnie cytrusowy aromat (który z czasem osłabł, ale wciąż jest miły dla nosa), a Ultradelikatny jest całkowicie bezzapachowy, co mnie zdziwiło, ponieważ oleje i naturalne masła widoczne w składzie przecież jakoś pachnieć powinny. Wersja Aksamitna swój zapach zawdzięcza mieszance naturalnych olejków: z różowego grejpfruta, mandarynki i słodkiej pomarańczy. Składy też mają piękne!

Wersja AksamitnaButyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Arnica Montana Infused Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Citrus Sinensis (Sweet Orange) Oil, Citrus Nobilis (Mandarin) Oil.

Wersja UltradelikatnaButyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil


Najpierw sięgnęłam po Aksamitny i od razu zachwyciła mnie jego idealna konsystencja. Balsam jest miękki, a w kontakcie ze skórą rozpuszcza się do gęstego olejku. Nic nie spływa z twarzy, pięknie się rozprowadza. Balsamy są przeznaczone również do masażu twarzy i potwierdzam: do tej roboty nadają się świetnie. Wersję Ultradelikatną wypróbowałam dużo później – pod koniec listopada. Niestety, fioletowy słoik powitał mnie równie przyjemną, ale grudkowatą formułą. Nie wiem, czy to standard, ta konkretna partia, czy jakieś czynniki zewnętrzne. Obydwa balsamy były przechowywane w tych samych warunkach – z dala od światła, upału i lodówki, stąd moje zdziwienie. Po kilkunastu sekundach masażu Ultradelikatny rozciera się całkowicie, a grudki znikają, więc jest to tylko mała niedogodność. Cóż, Aksamitny wybronił swoją nazwę, a Ultradelikatny miał być przede wszystkim... delikatny. Zapewniam, że w razie czego tłuszczowe grudki nikomu skóry nie podrażnią, choćby nie wiem jak się starały ;). Zauważyłam też różnicę w tłustości: Aksamitny jest cięższy i bardziej tłusty, trudniej się go zmywa.

Jeśli chodzi o działanie, obydwa produkty dobrze rozpuszczają makijaż i dają mojej skórze niesamowitą miękkość. Przy aplikacji warto zachować umiar – nawet niewielka ilość ładnie się rozetrze i wszystko pięknie rozpuści. Nie zapychają cery i w duecie z delikatnym żelem myjącym pomagają utrzymać ją w naprawdę dobrej kondycji. Oba teoretycznie nadają się zarówno do demakijażu twarzy, jak i oczu, ale wiem, że bardzo wrażliwe patrzałki mogą odczuwać dyskomfort w kontakcie z olejkami eterycznymi z wersji Aksamitnej. Mnie nic nie szczypie, ale według mnie Aksamitny balsam jest trochę za tłusty i za ciężki do demakijażu oczu – zmywanie go nie należy do najłatwiejszych czynności pielęgnacyjnych, więc wielokrotne pocieranie oczu i możliwość podrażnienia ich przy drugim etapie oczyszczania zniechęca. Czasem zdarza mi się pozbyć tuszu i cieni za pomocą wyraźnie lżejszej wersji Ultradelikatnej, ale prawda jest taka, że na podprysznicowej półce zawsze stoi masło TBS, które rozpuszcza się w wodzie, więc jest to mój naturalny wybór przy demakijażu oczu (do twarzy nie chcę go używać, bo nie ma zbyt pięknego składu, więc tu czarszkowe balsamy zdecydowanie wygrywają). W każdym razie naturalistycznym demakijażowym ortodoksom wskazałabym balsam Ultradelikatny jako ten, którym spokojnie da się zmyć całą paszczę.

Przy dwuetapowym oczyszczaniu z balsamami Czarszki i przy rozsądnym drugim kroku tego oczyszczania nie ma mowy o wysuszeniu czy ściągnięciu skóry. To jest ta fajna wiadomość i coś, co cieszy mnie za każdym razem, kiedy zmobilizuję się do pełnego, porządnego oczyszczania. Balsamy są pełne kosmetycznych dobroci, które skóra powinna przyjąć z wdzięcznością i taka świadomość na pewno cieszy i daje satysfakcję. Masaż wykonany takim balsamem jest prawdziwie relaksującym doznaniem. Mimo wszystko, jako osoba, która chętnie używa dobrze uwarzonej chemii, a potem równie chętnie wklepuje w skórę serum i krem, nie uznaję takiej metody oczyszczania za coś wyraźnie lepszego, co zdeklasowałoby chemiczną konkurencję i na zawsze wykurzyłoby ją z mojej półki. Nie dajmy się zwariować. Jeśli jednak jesteście miłośnikami naturalnej pielęgnacji i tylko taką stosujecie, gorąco polecam balsamy Czarszki. Nie wiem, czym mogłyby Was wkurzyć lub rozczarować – są naprawdę genialnej jakości.

Pojemność: 100 ml
Cena: 60 zł (ale wysyłka gratis)
Dostępność: wyłącznie na czarszka.pl

30 komentarzy:

  1. Brzmią świetnie, szczególnie aksamitny brzmi idealnie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. z jednej strony chcę wypróbować, z drugiej - kocham olejki z emulgatorem, a w tych balsamach emulgatora nie ma. już sama nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę te z emulgatorami i nie jestem pewna, czy następnym razem będzie mi się chciało sięgać po taki trudny kosmetyk. Z drugiej strony, jak połączyłam ten balsam z żelem, który dobrze i szybko rozpuszcza tłuszcz, to się okazało, że nie ma z tym tak dużo zachodu :).

      Usuń
  3. Sama stosuję trój-etapowy demakijaż (płyn micelarny, olejek, żel), wiec te balsamy byłyby idealne :). Mam je na swojej liście do wypróbowania, jednak najpierw muszę zużyć to, co mam, bo tak jak mówisz, to produkty naturalne z niezbyt długą datą, więc muszę o tym pamiętać ;). Wspomniałaś o rumiankowym masełku do demakijażu z The Body Shop - uwielbiam je i kiedyś muszę do niego wrócić ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje rumiankowe się kończy, więc szybko muszę nadrobić braki! Tak się przyzwyczaiłam do TBS-owego demakijażu pod prysznicem, że bardzo by mi go brakowało, gdybym nagle musiała zmienić procedurę :). A miceli używam, jak nie mam siły lub czasu na porządne oczyszczanie – wtedy przecieram skórę do czystego płatka i to musi wystarczyć :)

      Usuń
  4. Chciałabym wypróbować jakiś balsam Czaarszki, ale to za jakiś czas - na razie wykończę co mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam... ;). Dopiero po pięciu latach blogowania mogę powiedzieć, że ogarniam moje zapasy i że mają one jakiś sens :D

      Usuń
  5. No cóż, nie ukrywam, że Twojej recenzji ufam najbardziej, więc zaczynam się wahać nad zakupem tych specyfików :P Po pierwsze zniechęca mnie polowanie na nie (o tym już wcześniej wiedziałam), a teraz jeszcze doszedł "przymus" użycia jakiegoś żelu do twarzy i nie wiem, czy jestem na to gotowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, bez żelu albo wody z mydłem nie domyjesz twarzy, a chyba bez sensu zostawiać tłustą powłokę z resztkami makijażu na skórze :). i dziękuję za zaufanie!

      Usuń
  6. Niedawno dostalam wersje aksamitna, ale jeszcze sie do niej dobralam. Ciekawe.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aksamitna jest super. Tłuścioch, ale baaaardzo przyjemny w użyciu. A że Ty jesteś pro-naturalna, to na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  7. Z jednej strony mogłabym być zachwycona, a z drugiej prawdopodobnie wkurzałby mnie brak emulgatora i dłubanie w słoiku. W moim prywatnym rankingu wygląda to następująco: olejki z emulgatorem -> balsamy z emulgatorem -> olejki bez emulgatora -> balsamy bez emulgatora. Więc tak trochę na czwartym miejscu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, a jaki olejek z emulgatorem byś mi poleciła? Może jeszcze bym zrobiła jedno podejście do tej metody... Znasz masło z TBS?

      Usuń
  8. Brzmi zachecajaco a wyglad rowniez maja ciekawy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. tez chcialabym wyprobowac ale brak emulgatora mnie powstrzymuje....

    OdpowiedzUsuń
  10. Kupię ale najpierw dla kogoś, poza tym do Czarszki mam raptem 28 km, co drugi weekend jestem w jej mieście ;D więc czekam na jakiś sklep stacjonarny ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, nie toleruje najazdów na chatę, więc chyba faktycznie pozostaje czekać na oficjalny komunikat o sprzedaży stacjonarnej ;)

      Usuń
  11. Uwielbiam Twój styl pisania! :D
    Co do samych mazideł, to nie jestem pewna, czy wypróbuję którykolwiek, bo demakijaż lubię w wersji szybkiej i efektywnej, a przy tym w jak najmniejszej ilości kroków, stąd zazwyczaj sięgam po micele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3
      Wywołałaś wielki uśmiech na mojej paszczy, dzięki :)

      U mnie micele wygrywają w scenariuszu, w którym robię demakijaż przy umywalce, a nie pod prysznicem.

      Usuń
  12. ciekawe jak by się u mnie sprawdzily, do tej pory z tego typu balsamow najlepiej wspominam clinique oczywiscie skladowo gorszy:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę kiedyś sięgnąć po Clinique, chociaż zasmuciła mnie wieść o tym, że jest bezzapachowy. Jak już mam płacić tyle mamony za niego, to niech chociaż ma jakiś ładny aromat na zachętę :P

      Usuń
    2. sa miniaturki do nabycia w sephorze :) tzn byly moze jeszcze są

      Usuń
  13. Strasznie jestem ciekawa jakby się u mnie spisały :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam wersję zieloną, która świetnie się sprawdza do demakijażu a dodatek olejków dobrze oczyszcza skórę. Wersja fioletowa jest wg mnie trochę zbyt delikatna. Ale za to świetnie sprawdza mi się do masażu twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie najbardziej zielona wersja ciekawi, ale właśnie obawiam się tej upierdliwości :D nie jestem największa fanką oleju na skórze :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie byłam fanką zmywania makijażu na tłusto. Za dużo z tym roboty :-) Wystarczy mi płyn do zmywania na wacik i żel do mycia buzi. I po sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem fanką masełka rumiankowego TBS, lubię taki demakijaż tłustym, więc może się skuszę na czarszkowe balsamy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Firma Natural Secrets ma w swoej ofercie bardzo podobne produkty choć moim zdaniem trochę lepsze, też są bez emulgatora ale doszły mnie słuchy, że już kończą testy nad nową recepturą która ma zawierać emulgator !!:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger