18.01.2018

Dla masochistów: Yves Rocher – Plaisirs Nature – kokosowe mydło peelingujące

Kilka lat temu moje szafki i szuflady były zawalone zapasami kosmetyków Yves Rocher, które kupowałam w słynnych „megapromocjach”. Dzięki prężnie działającemu newsletterowi i kumulującym się akcjom promocyjnym, zwykle wydawałam ok. 100 zł, a potem przyjeżdżała do mnie wywrotka kosmetyków. Co tam, że połowa nie była mi potrzebna. Co tam, że 1/3 z drugiej połowy była cienka jak dupa węża. Przesyłki od Yves Rocher zawsze pozytywnie mnie nakręcały, dopóki nie załapałam, że to klasyczny marketing wciskany i że niekoniecznie mam ochotę brać w tym udział...

Yves Rocher peeling kokosowy recenzja


Obecnie rzadko reaguję na kuszące newslettery, szczególnie że większość promocji nie wydaje mi się ani trochę atrakcyjna. Zakupy robię głównie wtedy, gdy skończą mi się cudownie pachnące żele pod prysznic, ale ciężko jest je kupić mądrze, z wykorzystaniem któregoś z rabatów, bo żele (podobnie jak wiele innych produktów z oferty Yves Rocher) oznaczone są tzw. Zielonym Punktem, który wyłączony jest z 99% promocji.

Mydło peelingujące o zapachu kokosa trafiło do mnie wiele miesięcy temu, gdy kupowałam nowe wówczas żele z odświeżonej linii Plaisirs Nature (polecam!). Peelingujący kokos też był wtedy nowością, a peeling w formie mydlanej kostki wydał mi się fajnym, wygodnym rozwiązaniem.

Yves Rocher Plaisirs Nature Noix de Coco peeling INCI

Aromat kokosowej kostki czuć było już przez folię, ale prawdziwego zapachowego kopa dostałam zaraz po pozbyciu się wspomnianej folii. Peeling zamieszkał na podprysznicowej mydelniczce i przez pierwsze dwa tygodnie mocno dawał czadu – ciężko było uwierzyć, że taką mocą może się pochwalić, nie tak znowu wielka, mydlana kostka!* Dopiero w trzecim tygodniu kabina prysznicowa przestała zalatywać tajską kuchnią. Przy okazji okazało się, że wcale nie kocham kokosa aż tak bardzo, jak myślałam, bo to już kolejny kosmetyk z tą nutą zapachową, który mnie dusi i męczy. Idealnym rozwiązaniem zwykle bywa piña colada, ale kokos solo najczęściej jest albo zbyt duszący i chemiczny, albo zbyt odległy wiórkom i zbyt bliski mleku z puszki. W przypadku kostki Yves Rocher to zdecydowanie mleczko kokosowe. Dla koneserów, do których najwyraźniej nie należę.


W dobrze pieniącej się kostce zatopione są zmielone kawałki kokosowej skorupy. A jaka jest, drodzy państwo, zmielona kokosowa skorupa? Otóż jest równie ostra jak zmielona psia buda. Co najmniej. Normalnie bym się ucieszyła, bo porządne tarcie salcesonów zawsze dobrze mi robi na psychę, ale tym razem to tarcie jest naprawdę przesadzone i do tego jakby... bez sensu? Kawałki łupiny są spore i nie jest ich znowu tak wiele (co możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej), a kiedy kostka jeździ po ciele w tę i nazad, w tę i nazad, wybrane fragmenty naskórka cierpią w imię gładkości, a pozostałe radują się, że im się usrało. Takie peelingowanie może nam pewnie przynieść lokalną poprawę krążenia, ale czy dzięki niemu pozbędziemy się materii organicznej? No nie wiem, nie wiem. Po szorowaniu zmieloną budą aż tak gładka nie jestem, żeby móc ogłosić eksfoliacyjny sukces, ale być może nie jestem aż tak dzielna, żeby się porządnie tym czymś wyszorować.

No nie. Nie. Nie.

Ile: 200 g
Cena: 19,90 zł
Dostępność: salony i sklep internetowy Yves Rocher


*INCI wiele wyjaśnia: parfum/fragrance znajduje się na czwartym miejscu w składzie. Mleko. Dużo mleka. Za dużo. 

28 komentarzy:

  1. czyli nie dla mnie, aż taką masochistką nie jestem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam zdzieraki, ale wolę je w bardziej płynnej formie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat taka kostka bardzo się podoba, ale tylko w teorii – scruby cukrowe są dużo skuteczniejsze.

      Usuń
  3. Też się dałam złapać na newslettery YR :)
    Mam wrażenie, że peelingi w formie mydła nigdy nie są tak dobre jak zwykły peeling do ciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dochodzę do takiego wniosku. Miałam ze dwa inne i też nie byłam zadowolona, ale tamte były po prostu za słabe, a ten tutaj... jak widać :D

      Usuń
  4. a zapowiadał się fajny produkt :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się że mnie nie skusiło to cudo! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha :D "wybrane fragmenty naskórka cierpią w imię gładkości, a pozostałe radują się, że im się usrało" padłam :D
    Ja założyłam kiedyś kartę (?) YR, nawet przychodzi mi czasem coś do skrzynki, kolekcjonuję, mam nawet osobny folder na mailu na ich wiadomości, ale... nigdy nie skorzystałam :D Jakoś nie umiem się bawić w te ich promocje by faktycznie było to coś opłacalnego, nie znam oferty marki (miałam naprawdę jakieś mega pojedyncze egzemplarze) i jakoś chyba mnie średnio ciągnie jednak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zupełnie zignorowałam ofertę stacjonarną, ale nie sądzę, żeby była korzystniejsza niż internetowa – zielone punkty są wszędzie, więc kupienie tego, co naprawdę mnie interesuje, w promocji, jest prawie niemożliwe (prawie, bo od czasu do czasu są przeceniane te żele)

      Usuń
  7. to juz wole rekawice peelingujace :) kiedy z YR kupowalam wiele i kusilam sie na te ich gratisy do momentu jak uzbieralam wszystkie pieczatki i zdalam sobie sprawe ze ten deal gdzie mam sobie cos wybrac gratis ale tego nie moge bo costam tego tez nie i jeszcze musze zaplacic to stwierdzilam ze to bez sensu. Teraz jesli tam ide to zwykle po moj ulubiony szampon, jednak rzadko bo przeciez mam zapasy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie próbowałam takich rękawic – z dziwnych akcesoriów to tylko ostra szczotka Fridge :). Dobrze wiedzieć, że zbieranie pieczątek nie ma wielkiego sensu, bo kiedyś się zastanawiałam, czy nie lepiej by było zająć się ofertą stacjonarną. Widzę, że nie – jeden diabeł ;)

      Usuń
  8. Wygląda pięknie ale po przeczytaniu Twojego opisu...zdecydowanie nie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli peelingowanie przypomina jedną wielką loterię (niestety bez fantów) :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Skąd ja znam ten newsletter? ;)
    Używałabym pewnie tylko do mycia a przy okazji peelingu rąk. Swoją drogą to mam podobne rozwiązanie - mydło nagietkowe z Natural Secret i prawie już wymydliłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to jest dobry pomysł. Żal mi wyrzucać prawie całą kostkę, ale do rąk można zużyć!

      Usuń
  11. Kiedyś miałam podobnie z tymi promocjami, ale od dłuższego czasu stopniowo odchodzę od ich kosmetyków. I w sumie nie jakoś "bo się obraziłam" czy coś, tylko po prostu mam inne lepsze rzeczy. Teraz w sumie kupuję tam chyba tylko krem do twarzy i sporadycznie sztukę, czy dwie czegokolwiek innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, oferta Yves Rocher nie powala na kolana. Też widzę o wiele ciekawsze rzeczy na rynku i stąd jeszcze mniejsza potrzeba korzystania z ich newsletterów :). Ale akurat żele pod prysznic bardzo mi odpowiadają – szkoda, że prawie nigdy nie ma na nie promocji.

      Usuń
  12. Twoja opinia mnie wcale nie dziwi. uważam, że kosmetyki tej marki sa mocno przereklamowane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam sama się o tym przekonać, testując połowę asortymentu ;). Kilka rzeczy bardzo mi się spodobało, ale w scenariuszu, w którym miałabym kupować cały worek, żeby mi się to opłacało, nie mam czego uzbierać do tego worka.

      Usuń
  13. Ja z Yves Rocher toleruję tylko szampony Co prawda za wiele jeszcze nie kupowałam bo jakoś nie lubię robić zapasów, ale i tak uważam że ceny są nieadekwatne do jakości

    OdpowiedzUsuń
  14. Masz świętą rację z tym marketingiem Yves Rocher :D. Ja się nie kuszę na te wielkie promocje z newslettera typu wybierz za 200, a zapłacisz 100, bo to tylko generuje zapasy, a nic szczególnego w ofercie nie mają. Mam tam tylko kilka swoich produktów (płyn do demakijażu i żele/balsamy Nature Plaisirs, nota bene z zielonym punktem, więc nie da się ich kupić w promocji) i idę raz w miesiącu z ulotką gdzie jest prezent do zgarnięcia. I tym prezentem musi być kosmetyk (nie jakieś badziewie kocyk/kosmetyczka) wtedy zaszczycam sklep swoją osobą :D i kupuję (i tak) swój produkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100% – zapasy, w których połowa jest nieszczególnie atrakcyjna. Z oferty stacjonarnej nie korzystam, ale z tego co pisała Madziakowo, wynika, że nie bardzo się to opłaca ;)

      Usuń
  15. mam szorstkie dłonie więc używałabym go tylko do mycia rąk :D

    OdpowiedzUsuń
  16. YR ma najwyraźniej marketingowców z Ameryki, bo tutaj jest dokładnie taki sam sposób na zmuszenie do zakupów. Duże promocje, im więcej produktów, tym więcej ;)
    Samą markę znam i generalnie lubię, szczególnie kolekcję Plaisirs, o której wspinałaś. Największym hitem był zawsze dla mnie bławatkowy dwufazowy płyn do demakijażu, który nie miał sobie równych, ale oprócz niego nie przypominam sobie innych rewelacyjnych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, w Nowym Jorku na każdym kroku spotykałam promosy, w których jak kupię 100 egzemplarzy czegoś, dostanę 200 w prezencie ;). Bławatkowa dwufaza była moim wieloletnim ulubieńcem, aż w końcu... przestałam używać dwufaz :D. Bardzo lubiłam też czarną wykręcaną kredkę do oczu.

      Usuń
  17. Dla mnie peelingi w kostce mydła są totalnie zbędne i nie potrzebne :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger