04.02.2018

Zużycia stycznia

Zazwyczaj styczeń ciągnie się jak rozgotowane spaghetti na widelcu, ale tym razem było inaczej: szybko, sprawnie, na temat. W nowy rok weszłam z nową energią, ale przy okazji pojawiły się wątpliwości dotyczące mojego blogowania o kosmetykach. To już prawie pięć lat, wiecie? Pięć długich lat, które wiele mi dały, ale też sprawiły, że doszłam do momentu, w którym coraz częściej zastanawiam się, czy już nie czas zmienić kierunek. 



Z drugiej strony: czy wyobrażam sobie zużywanie kosmetyków bez rytualnego opisywania tego, co trafiło w danym miesiącu do kosza? Nie bardzo :). Od wielu długich miesięcy, zanim cokolwiek wywalę, dzielę się z Wami refleksją na temat dociśniętej do ostatniego mililitra tubki czy wyskrobanego do dna słoiczka. Może po prostu powinnam zająć się nowymi projektami, a nazwę bloga zmienić na Agata Denkuje? ;). Na razie pozostawmy wszystko po staremu i zajmijmy się zużyciami stycznia, których wcale nie było tak wiele. 


Bielenda – Multi Essence 4w1 /recenzja/ – multiwitaminowa i multifunkcyjna esencja do pielęgnacji cery mieszanej pozytywnie mnie zaskoczyła. Ciekawa, bogata konsystencja (niby woda, a jednak coś więcej niż tylko woda!), ładny, świeży zapach i dobre właściwości tonizująco-nawilżające sprawiły, że mam ochotę sięgnąć po kolejne opakowanie. Esencja ma naśladować ten krok koreańskiej pielęgnacji, który wykonujemy po toniku i przed wklepaniem serum. W podlinkowanej recenzji możecie obejrzeć bardzo ładny skład tego kosmetyku. 

Liqpharm – Liq CR – serum na noc z retinolem /recenzja/ – choć na początku trochę mnie wysypało, zużyłam z przyjemnością, bo po kilku tygodniach widziałam efekty w postaci zwężonych porów na policzkach. Kiedy minęły przepisowe trzy miesiące użytkowania, miałam wrażenie, że moja skóra dopiero się rozkręca z pozytywnymi zmianami, ale – jak to często ze mną bywa – okazałam się organizacyjną pierdołą i nie kupiłam kolejnego opakowania, żeby móc kontynuować kurację. Pory wciąż wyglądają lepiej niż przed zastosowaniem Liq CR, ale domyślam się, że to nie potrwa długo... 

Novaclear – 3w1 Micellar Water Face & Eyes /recenzja/ – przeciętniak, który potrafi zapiec tu i ówdzie, a do tego pachnie płynem do mycia pralki. Dramatu nie było, ale nie planuję powrotu. 


Perfecta Mama – Probiotyczny żel do higieny intymnej – ciekawe, ile opakowań zużyłam przez pięć lat, pewnie kilkanaście – jedna butelka wystarcza na 3–4 miesiące. W międzyczasie zmieniło się dziecko tulące do brzucha na opakowaniu, a żel wciąż tak samo dobrze chroni mnie przed infekcjami. Ostatnio kupiłam Tołpę, bo miniatury sprawdzały mi się na wyjazdach, a na tę butelkę po prostu nie mogę już patrzeć, ale głosy w mojej głowie podpowiadają, że jeszcze się z ową dziewczynką nieraz zobaczę...

Vichy – 48hr Anti-Perspirant Treatment – słynną zieloną kulkę Vichy kupiłam po tym, jak moja biała Nivea przestała dobrze działać. Polecało ją wiele z Was, więc myślałam, że sprawdzenie jej skuteczności to tylko formalność, a jednak szybko okazało się, że ona też nie daje mi takiej ochrony, jakiej potrzebuję, mimo że nie należę do osób, które mają problemy z nadpotliwością. Po czterech latach przerwy wróciłam więc do sztyftu Rexony i to jest to. Działa. Problem w tym, że nie lubię sztyftów. 

Mydła w kostce to dawno niewidziani towarzysze moich łazienkowych uniesień, którzy zupełnie przypadkiem powrócili w chwale. Najpierw dostałam od koleżanki mydło marsylskie, więc musiałam udać się do sklepu po mydelniczkę (BTW: mydło było świetne). Potem okazało się, że mój pięcioletni syn jest w stanie samodzielnie umyć sobie ręce mydłem w kostce (z wyciskaniem tego w płynie ma duży problem, więc po każdym siku zapindalam do łazienki w celu rytualnego obmycia dłoni pierworodnego). Tak oto kostki wróciły na kiblo-salony. Nie używam ich do mycia twarzy czy mycia_się. Ta z Dove była ok, lubiłam jej kremowość, za to zupełnie przeciętny okazał się Protex, którego kupiłam w nadziei, że przy okazji będzie pomagał domywać pędzle i gąbki (coś Maxineczka wspominała...). Niebieski Protex pachnie jak mydło z czasów, w których nikt nie słyszał o Dove. Smutna kostka z WC na stacji benzynowej w głębokich latach 90. E-e.

Batiste – suchy szampon w wersji Naughty – nie wiem, na czym miała polegać jego niegrzeczność, ale działał jak zwykle skutecznie, zapach też nie zabijał, więc dobra nasza. 


Carex – Splash – antybakteryjne mydło w płynie (zapas) – w sezonie grypowym, oprócz zwykłego mydła, w naszej łazience mieszka mydło z antybakteryjnym dopalaczem. Zawsze jest to Carex, bo ładnie pachnie i... innego nie znam ;). Nie radzę używać go stale, zamiast tradycyjnego Czegoś Czym Myjecie Ręce Po Sikaniu I Innych, bo na dłuższą metę wysusza dłonie, no i podobno to niezdrowe, tak się dezynfekować bez opamiętania. Ta druga kwestia zupełnie mnie nie rusza, ale wysuszone dłonie to coś, czego staram się unikać, dlatego w styczniowym denku widzicie nie tylko Carexa.

Gąbka do czyszczenia pędzli z Hebe – szorstkie, nieestetyczne gówno za piętnastaka, które najpierw zardzewiało (to znaczy alu-puszka zardzewiała), a później trafiło do mojego Hall of Shame 2017.

Glamglow – YouthMud (miniatura) – maska Glamglow w wersji oczyszczającej trafiła do mnie wraz z Sephora Box. Piętnastogramowa tubka wystarczyła na cztery użycia i... byłam pod wrażeniem. Wrażenie na tyle duże, że zdecydowałam się na zakup w promocji Douglasa za bodajże 39 zł małego, czarnego słoiczka, który zastąpi tę tubkę. Co ciekawe, tubka jest rozdawana jako promos, a słoik, który w perfumerii kosztuje ok. 70 zł, ma dokładnie tę samą pojemność. Ceny Glamglow powalają i na pełnowymiarowe opakowanie raczej się nie zdecyduję, bo srebrna maska Sephory daje porównywalny efekt, a kosztuje nieporównywalnie mniej. A jaki ten efekt? Świetnie oczyszczona skóra, która wolniej się przetłuszcza, jest bardzo gładka w dotyku i lepiej przyjmuje makijaż. 

The Body Shop – Frosted Plum Body Butter LE /recenzja/ – nie widziałam tego masła w dużym opakowaniu, a szkoda, bo jest naprawdę świetne. Kocham bodyshopową śliwkę, która jest niesłodka, niekorzenna, bardziej kwiatowa, a jej zapach jest niespotykany. Pielęgnuje raczej przeciętnie, ale radość z używania ogromna! Niestety, teraz już musztarda po obiedzie, bo to była limitka świąteczna i nawet nie ma gwarancji, że pojawi się pod koniec roku, bo na tę z ostatniego sezonu świątecznego trzeba było czekać dwa lata. 


Na koniec garść kolorówki, a w tej garści mamy m.in. intensywnie matujący, działający ekspresowo puder NYX Blotting Powder, idealny do szybkich poprawek. Nie utrzymuje matu na długo, jest widoczny na skórze, a poza tym, z tego co zauważyłam, już go nie ma w sprzedaży (przynajmniej w tej internetowej). Dalej: tusz do rzęs Pierre Rene Genial Volume, który nie wzbudził mojej sympatii. Duża szczotka z maleńkimi, silikonowymi włoskami sklejała rzęsy, a przy tym nawet nie dawała jakiegoś wielkiego pogrubienia. Nie wrócę.

Wywalam resztkę mojego ulubionego lakieru Essie w nierzucającym się w oczy, ładnym odcieniu Island Hopping, który zgęstniał i jest to ewenement w moim kosmetycznym świecie. Zazwyczaj wyrzucam lakiery, które zrobiły się rzadkie lub nie zmieniły konsystencji, ale zaczęły śmierdzieć, a tu taki gęsty klasyk... fiu, fiu :).

Ten granatowo-fioletowy cień to eyeliner Laura Mercier w odcieniu Violet Asphalt. Miałam go w palecie, którą dostałam kilka lat temu od koleżanki, a że palety Laury mają opcję przebudowy, zrobiłam miejsce na coś nowego. Violet Asphalt nie używałam, a kiedy postanowiłam zacząć, już się nie nadawał, bo zasechł na kamień.

Ze smutkiem rozstaję się z konturówką do ust Essence Lipliner w odcieniu 03, która teraz ma ponoć zmienioną formułę i nie sprawdza się tak dobrze jak stare Liplinery. Ten chłodny brąz spokojnie mógłby konkurować z trwałymi matowymi pomadkami w sztyfcie, zresztą to właśnie w roli pomadki go używałam. Pochodzi z 2013 roku, wciąż zdecydowanie czas się rozstać.

Pod koniec 2017 roku zajęłam się analizą mojego składowiska próbek perfum. Poszukuję nowych zapachów, bo moje ukochane zostały wycofane. Świeży, rześki Versace Crystal Bright Absolu zamienił się w duży flakon (co pokazywałam na Instagramie) – nie sprawdza się u mnie o tej porze roku na zewnątrz, ale na lato lub na co dzień w domu, jak najbardziej. Guerlain Idylle EdP być może przemówi do mnie, jak będę bliżej pięćdziesiątki – na razie wydaje mi się zbyt retro, babciny, kwiatowo-pudrowy.

To już wszystko. Widzicie tu kogoś znajomego?

35 komentarzy:

  1. Piękne zużycie i musze przyznać, że nic z tych kosmetyków nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem ładnie Ci poszło, bardzo lubię suche szampony Batiste :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jakoś nie mogę się zmobilizować do pokazywania i opisywania zużyć. Nie mam za bardzo miejsca do magazynowania pustych opakowań.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tą Bielendą jestem zainteresowana bardzo, tym bardziej, że kupiłam w ciemno ich wegańskie masło do ciała i jest to absolutnie najlepsze smarowidło jakiego używałam w ŻYCIU. Jeśli mam ochotę używać tego cudeńka codziennie, jest ono zwycięzcą. Czuję napad na drogerie sekundkę po wypłacie.

    PS Kupże w końcu tę kulkę Biodermy!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. To serum mnie najbardziej zaciekawiło, ale mam podobnie;) coś mi pasuje, ale jak zużyję, to jakoś nie mogę ogarnąć się z zakupem kolejnego opakowania i na twarzy ląduje coś innego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chyba chodzi o to, że o wiele fajniej kupuje się coś nowego niż to, co wcześniej. Powtórki są dla mnie równie ekscytujące co zakup pasty do zębów ;)

      Usuń
  6. Jak ja Cię rozumiem! I z denkowaniem i z chęcią zmiany profilu blogowania. Sama zaczynałam lata temu od li-tylko makijaży, potem stopniowo przechodziłam na kosmetyki, a teraz już sama nie wiem co jak i po co ;) Myślę, że najsensowniej po prostu pisać o tym, co Cię kręci i sprawia frajdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no właśnie. Po co :). Ale może jednak zbyt intensywne myślenie nam szkodzi i lepiej – tak jak napisałaś – po prostu pisać, tworzyć i się tym cieszyć? Sama nie wiem. Mam ostatnio bipolara w tym temacie ;)

      Usuń
  7. Spore denko, chętnie wypróbowałabym tą wersję Batiste.

    OdpowiedzUsuń
  8. Esencję z Bielendy też zużyłam z przyjemnością, zakup z retinolem Liqpharm mam w planach, ech te maseczki Glam Glow - uwielbiam, innych jeszcze nie testowałam, coś tam wybiorę na pewno z twojej listy i wyprobuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo polubiłam różaną esencję Bielendy, niedrogi a fajny kosmetyk :-) maseczki Glamglow to istny hit, ale cena faktycznie powala :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie serum Liq zachwyciło już od pierwszego użycia! Genialny produkt <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Sera Liqpharm są bardzo fajne. Za to nie lubię mydełek Dove. W ogóle się u mnie nie pienią.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już myślałam, że tylko u mnie nie sprawdziła się ta kulka z Vichy - uratowałaś mój honor! Wkrótce chyba wszyscy uznaliby mnie za kłamczuchę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wielkie rozczarowanie u mnie, aż zaczęłam sprawdzać, czy nie ma inaczej zielonej kulki w sprzedaży, bo może kupiłam nie-tak-zieloną-jak-trzeba? ;)

      Usuń
    2. Miałam to samo... :P Chyba jesteśmy jakieś arcypotliwe i powinni nas spalić na stosie ;))

      Usuń
  13. Kolejny raz widzę Esenscję 4w1 i to już naprawdę znak, aby ją przetestować! ;-) Poza tym bardzo podobają mi się Twoje poukładane zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak bardzo nie lubię tych moich zdjęć, nie pasują do epoki ;). Dzięki za słowa otuchy :))

      Usuń
  14. chodza sluchy ze ciezko kupic lakiery essie byc moze rezygnuja z rynku w PL ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne by było, u mnie w Super-Pharmie ciągle szafa stoi na razie.

      Usuń
  15. ale pisać nie przestaniesz, prawda? prooooszę :)

    Island Hopping zgęstniał? dziwne; to jeden z ich rzadszych (w sensie formuły) lakierów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, na razie jeszcze nie umiem przestać :). Dasz radę w przyszły piątek w ciągu dnia pojawić się w Gdyni???

      Usuń
    2. hej, możesz mi jutro napisać wiadomość na ig odnośnie piątku? mam sporo na głowie i mogę zapomnieć, a fajnie byłoby się dogadać w kwestii godziny :) bo czas mam :)

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. ostatnio odkryłam Twój blog całkiem przypadkiem i jestem uzależniona! bardzo podoba mi się lekki, ale jednak jakoś piękny bardzo,sposób pisania i rzetelne informacje o kosmetykach akurat w moim stylu😊 pozdrawiam i dziękuję 🙂 Jess

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa! Szkoda, że akurat trafiłaś na moment, w którym mam blokadę twórczą ;)

      Usuń
  18. Chyba nic nie znam :) ale masełka TBS chętnie bym poznała :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również jestem jak na razie bardzo zadowolona z LIQ CR, choć używam od 2 miesięcy. Ale mam jeszcze sporo i pewnie będę stała przed dylematem - pozbyć się, czy używać na własne ryzyko po terminie. Pewnie postawię na to drugie, a potem być może pożałuję :D Jak na złość jest wydajniejszy od CC (nie tylko z racji częstotliwości stosowania, ale też z powodu formuły), a tu PAO 3M... Ogromnie jest mi przykro, że zielona kulka Vichy Cię zawiodła - u mnie sprawdza się ekstra! Niestety też nie lubię sztyftów. Fajnie się używa, ale tragicznie się zmywa, nie cierpię tego tępego uczucia na skórze. Podobno kulka Uriage jest super (zoila chwaliła). Protex samodzielnie nie radzi sobie u mnie z gąbkami - myję dwuetapowo (olejek Isana + Protex).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam łączyć Protexa z Isaną, chociaż miałam obydwa produkty w jednym czasie. Pewnie mój błąd. Kulkę Uriage kupiłam mojej przyjaciółce i czekam na opinię :D

      Usuń
  20. Również bardzo polubiłam się z Esencją od Bielendy. Za to suche szampony powodują u mnie podrażnienie skóry więc ich po prostu nie używam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Znam esencję Bielendy, Glamglow, no i mam masełko Frosted Plum w normalnym rozmiarze :D (z poprzedniej edycji).

    OdpowiedzUsuń
  22. Bielenda również mnie pozytywnie zaskoczyła z działaniem tej esencji. Podobnie zresztą jak Protex, którym sprawnie idzie mi mycie pędzli.

    OdpowiedzUsuń
  23. Znaj jedynie serum LiqPharm.. a raczej dopiero będę poznawać :-D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger