11.03.2018

Lush: Let The Good Times Roll, Mask Of Magnaminty, Sympathy For The Skin

To moje drugie podejście do naturalnych kosmetyków Lush. Marka nie jest ani tania, ani – w moim odczuciu – nie tworzy zjawiskowych receptur. A jednak potrafi zainteresować i przyciągnąć do siebie zapachem, nietypową konsystencją i... niedostępnością.


Poprzednia przygoda z Lushem odbywała się w okolicach 2014 roku. Recenzje z tamtego okresu znajdziecie po wpisaniu w blogowej wyszukiwarce hasła: lush. Jeden z tekstów napisał nawet mój mąż – od tego czasu już się to nie powtórzyło, więc czyścik Angels On Bare Skin musiał zrobić na nim naprawdę duże wrażenie! Tym razem wybrałam zupełnie inny zestaw, a zamówienie, tak jak poprzednim razem, zrealizowałam poprzez sklep online w Wielkiej Brytanii. Nie jest to tania impreza – przesyłka zależy od wagi paczki i mieści się w przedziale 30–50 zł. Lush dostępny jest również w bliższych nam Czechach, ale tamtejszy sklep realizuje zamówienia wyłącznie na terenie Czech i Słowacji.

Oprócz trzech kosmetyków, które dziś Wam pokażę, zamówiłam pumeks, śliwkowy żel pod prysznic i plasteliny do kąpieli dla Tomka (który kąpie się w wielkiej misce, bo nie mamy wanny...). Napiszę o nich przy najbliższej okazji.

Lush Let The Good Times Roll opinie

Lush, Let The Good Times Roll


Let The Good Times Roll to popularny czyścik do twarzy (i ciała, ale kto chciałby tak marnotrawić dobro w niewielkim słoiczku?). Nie miałam konkretnych wyobrażeń na jego temat, ale znałam już lushowy Angels On Bare Skin, który miał delikatnie peelingującą teksturę i olejowe wykończenie. Tutaj jest podobnie: mąka kukurydziana na pierwszym miejscu w składzie pozostawia na skórze drobniutki, minimalnie drapiący piasek (dla naczynkowców i wrażliwców ok), a olej kukurydziany sprawia, że po umyciu zostaje tłusta powłoka. Ja nie lubię kończyć mycia na tłuściochach, dlatego domywam żelem lub pianką. Absolutnie oszałamiający okazał się zapach – pasta wygląda i pachnie jak nieupieczone ciasto! Jeśli uwielbiacie ten aromat i chętnie wyjadacie resztki z misy miksera, zakochacie się w Let The Good Times Roll. Niestety, nie da się zrobić zapasu, bo data ważności to trzy miesiące od dnia (ręcznej) produkcji. PS Popcorn tylko dla ozdoby, chyba że wrzucili jako nagrodę pocieszenia dla łasuchów ;). Przyjemność z użytkowania jest ogromna. Czy ja się kiedyś wyleczę z tych żarciowych klimatów w kosmetykach?

/100 g za 7,50 /


Lush Mask Of Magnaminty opinie

Mask Of Magnaminty


Kupiłam, bo naczytałam się zachwytów. Jakie to typowe. Miętową, glinkową maskę producent przewidział przede wszystkim dla cer trądzikowych do głębokiego oczyszczania i zasuszania zmian, ale uznałam, że moja mocno tłusta strefa T też doceni jej czar. Warto wspomnieć, że istnieją dwie wersje Mask Of Magnaminty: naturalna i świeża do bólu, z bardzo krótką datą ważności i ta, którą wybrałam, czyli konserwowana Methylparabenem. Przy odrobinie nieuwagi można więc kupić niezgodną z osobistym regulaminem, dlatego zalecam ostrożność przy klikaniu. Dzięki parabenowi data ważności wydłużyła się do czterech miesięcy, co bardzo mi pasowało, bo nie lubię, jak krótkie terminy mnie poganiają. 

Konsystencja grudkowa i akuratna: bez problemu nakłada się na twarz, nie spływa, nie jest tępa. Zapach kompletnie mi się nie podoba – krzak mięty wyjęty ze śmietnika. Działanie chłodzące całkiem przyjemne, choć może niekoniecznie w styczniu czy lutym. Zaraz po użyciu cera wydaje się dobrze oczyszczona, ale po kilku użyciach i testach wykluczających jestem pewna, że maska mnie zapchała (miód? talk?). Jeśli tak ma wyglądać oczyszczanie i pomoc przy problemach z trądzikiem, to dzięki, ale nie, dzięki. Jak na złość, wydajna. 
/125 g za 6,95£/


Lush Sympathy For The Skin review


Sympathy For The Skin


Balsam do ciała wrzuciłam do koszyka, jak tylko zobaczyłam, że do stworzenia go Shaun z Lusha użył świeżych bananów. Kocham banany (zarówno jeść, jak i wdychać), ale wiadomo: banan bananowi nierówny (zarówno w kwestii jedzenia, jak i kosmetycznego aromatu). Banan z Lusha praktycznie nie pachnie i było to dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Na skórze wyczuwam głównie masło kakaowe z nutą wanilii (nie mylić z waniliną), co oczywiście nie boli, ale co się rozczarowałam, to moje. Zdziwił mnie też wcale-nie-taki-naturalny skład i mnogość konserwantów, które dały temu słoikowi ponad rok świeżości. Body lotion to trafne określenie konsystencji: jest leciutka jak chmurka, a produkt szybko się wchłania, pozostawiając po sobie ledwo wyczuwalny film na skórze. Używam go z przyjemnością, ale na głębokie nawilżenie nie ma co liczyć. W kategorii lekkich balsamów sprawuje się dobrze. Całkiem przyjemny kosmetyk, ale nie ma sensu powtarzać zakupu wobec łatwo dostępnej, ślicznie pachnącej konkurencji.

/100 g za 6,50£/

26 komentarzy:

  1. Trzeba będzie poczekać, aż będzie dostępna w Polsce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wysyłka kompletnie się nie opłaca :(

      Usuń
  2. Ale tam serio był ten popcorn? Nie mogę wyjść z podziwu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no pewnie, że był :). Naprawdę nie wiem, po co, ale wsadzili ;)

      Usuń
  3. Wstyd się przyznać ale z Lush jeszcze nie próbowałam żadnego kosmetyku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd, tyle tych marek, że nie sposób być ze wszystkimi do przodu :)

      Usuń
  4. mam podobne wrażenia... nie są to szalenie dobre ani szalenie naturalne kosemtyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się znaleźć ciekawostki w ofercie, ale teraz tak pięknie rozwinął się rynek kosmetyków naturalnych, że naprawdę jest w czym wybierać i nie trzeba szukać drogiego i często wcale nie do końca naturalnego asortymentu!

      Usuń
  5. Mieta u mnie rzadzi ale lubie testowac inne produkty Lush balsam bananowy bardzo mnie zachecil :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balsam to taki niewinny przyjemniaczek :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Fajnie, że Twoja skóra go akceptuje :)

      Usuń
  7. Ja Lusha jeszcze nie miałam, ale też mnie trochę kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej wypróbować go przy okazji zagranicznej wyprawy :)

      Usuń
  8. lubie lush :) mam go pod nosem, za zapach a maseczki sie sprawdzaja wysmienicie :)

    nie kupuje jednak zeli do mycia, balsamow, szamponow itd bo sa stanowczo za drogie :P kremy do twarzy, czysciki oraz maseczki sa zdecydowanie warte uwagi i zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maseczek poznałam mało, ale żadna mnie nie zachwyciła. Czekoladowa była jakaś... mało czekoladowa, ta mięta to już w ogóle nie dla mnie... Żel do mycia faktycznie za drogi. Napisałam o nim w drugiej części. A do tego niczego specjalnego w nim nie dostrzegłam, więc szkoda kasy.

      Usuń
  9. Miałam kilka razy okazję nawiedzić Lusha ale jak już tam byłam, to mnie nic nie zachwyciło... Chyba akurat w przypadku tej marki poprzestanę na podziwianiu na odległość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też straciłam ochotę na kolejne eksperymenty. Za zapach Let The Good Times Roll dałabym się pokroić, ale ostatecznie mogę też upiec blachę ciasta i będzie ten sam efekt, a nawet lepszy, bo ono faktycznie jest jadalne – może i pójdzie w brzuch i dupę, ale przynajmniej nie będę się poddawać torturom ;)

      Usuń
  10. Moim zdaniem Lush ma świetne produkty, nie wszystkie, więc warto obserwować składy i dobierać je pod wymagania własnej skóry. Ja uwielbiam maski typu Fresh, które ważne są 2 tygodnie i trzeba je przechowywać w lodówce. Sprawdzają się rewelacyjnie, ale z oczywistych względów da się je kupić tylko stacjonarnie. Z kosmetyków do zamówienia bardzo dobrze sprawdziły mi się czyściki - Dark Angels, Herbalism i Aqua Marina. Właśnie przygotowuje się do posta o produktach Lusha, które w moim odczuciu warte są wypróbowania, ale zanim się pojawi to pewnie jeszcze chwilka minie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te maski dwutygodniowe to pewnie fajna opcja, no ale właśnie, tak jak mówisz: przy wysyłce z UK ich świeżość może być już nieaktualna :(. Czyściki to na razie najfajniejsza lushowa propozycja. Ciekawa jestem Twoich typów, Kasiu!

      Usuń
  11. O jaka szkoda, że ten balsam nie pachnie bananami :( Już mi się oczy zaświeciły by go kupić, a tu klops! Z Lusha uwielbiam kulę do kąpieli COmforter - pachnie nieziemsko i skusilam się na maskę różaną, która też sprawdziła się u mnie bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Pachnie wciąż ładnie, ale nie ma to nic wspólnego np. z duetem bananowym do włosów The Body Shop. Kule do kąpieli niestety w moim przypadku są bez sensu, bo nie mam wanny :(.

      Usuń
  12. Przyznam szczerze, że ja się już wyleczyłam z Lusha i w czasie ostatnich wycieczek zagranicznych nawet nie zajrzałam do ich sklepów. Let The Good Times Roll wspominam jednak bardzo dobrze i pewnie kiedyś jeszcze do niego wrócę. Ciekawią mnie również ich świeże maski, ale bardzo żałuję, że ich termin ważności jest aż tak krótki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, bo ja za pierwszym razem byłam umiarkowanie zachwycona zakupami, a teraz jestem jeszcze mniej zadowolona. Jest okej, ale jest też dość drogo, wcale nie tak naturalnie i według mojej oceny nie warto zamawiać z daleka.

      Usuń
  13. mialak kilka bomb i były fajne, natomiast szampon w kostce okazał się niewypałem. Kiedys na jakims spotkaniu blogerkim ktos mówił ile chce LUSH za otwarcie sklepu w PL i poki co nikogo nie stać na taka kwotę (jesli to prawda)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że może być droga taka impreza z polskim Lushem, bo pamiętaj, że wszystkie kosmetyki muszą robić na bieżąco, więc oprócz otwarcia sklepu, trzeba też odpalić całą linię produkcyjną!

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger