19.03.2018

Lush: Plum Rain, Pumice Power, plasteliny kąpielowe

Przybywam z drugą częścią minirecenzji lushowych produktów, zamówionych kilkanaście tygodni temu z brytyjskiego sklepu online. Dziś, dla odmiany, mniej popularne myjące dziwolągi. 

Lush Plum Rain opinie review


Będziemy myć ciało, stopy i robić wokół siebie dużo bałaganu. Jako pierwszy wbija na salony śliwkowy żel pod prysznic. 

Lush Plum Rain żel pod prysznic

Plum Rain Shower Gel


Zacznijmy od tego, że kupowanie żelu pod prysznic w Lushu to spory wydatek. Mała, 100-gramowa buteleczka widoczna na zdjęciu, kosztowała prawie 6 funtów, czyli niecałe 30 złotych (plus wysyłka). Cena niespecjalnie zachęca do zakupu, ale zaletą Plum Rain jest jego wydajność: konsystencja tężejącej galaretki nie pozwala wylewać nadmiarowych porcji, co ma też drugą stronę medalu: ciężko wydusić końcówkę z mało plastycznej butelki. Lubię ten energetyczny fioletowy kolor, ale jestem zawiedziona zapachem. Z daleka nawet przyjemny, ale im dłużej i bliżej nosa, tym więcej wyczuwam namoczonego kartonu i świeżo ściętych chwastów. A przecież śliwka w kosmetykach potrafi być taka piękna! (vide: masło do ciała i żel z The Body Shop).

Jak na kosmetyk firmy, która szczyci się naturalnymi składami, sporo w nim chemii: wszystko, co w składzie zaznaczono kolorem czarnym, to syntetyczne składniki, a na szczycie INCI-listy mamy najzwyklejszy w świecie, znany z drogeryjnych kosmetyków myjących SLeS. A skoro zapach też syntetyczny, to czemu nie ładniejszy? Zaletą jest dłuższy niż zwykle u Lusha termin przydatności: około roku. Moim zdaniem nie warto, bo nie ma w nim nic szczególnego.

/cena: 5,75£ za 100 g/


Lush Pumice Power pumeks recenzja

Pumice Power


Pumeks wrzuciłam do koszyka „przy okazji”. Naoglądałam się lushowych cen i wydało mi się, że niecałe cztery funty to jak cztery złote. Taniość, promocja, czemu by nie brać? Okazuje się, że za pumeks zapłaciłam prawie dwie dychy, a starczył mi na jakieś 10 użyć – potem resztka rozpadła się na kawałki. Deal życia! Kostka przybywa bez opakowania, podobnie jak kąpielowe kule. Zrobiona z pudru pumeksowego i olejów, delikatnie peelinguje skórę i absolutnie nie radzi sobie z większymi zrogowaceniami. Używa się jej przyjemnie, bo pięknie pachnie mandarynką (mimo że w składzie ma olejek pomarańczowy), ale nada się do utrzymywania w dobrym stanie tylko zadbanych stóp – nie pomoże tym zniszczonym. Fajny gadżet, ale żeby zaraz płacić dwie dychy i sprowadzać z daleka? Eeee tam.

INCI: Pumice Powder, Water (Aqua), Rapeseed Oil and Coconut Oil, Glycerine, Sorbitol, Organic Sweet Orange Oil, Limonene, Sodium Chloride, Sodium Stearate, EDTA, Tetrasodium Etidronate, Sodium Hydroxide, Perfume, Colour 15510.

/cena: 3,95£ za 70 g/

Lush Rainbow recenzja

Rainbow


Ostatnim przedstawicielem lushowych braci myjących jest kosmetyk z kategorii FUN, w którym zakochał się mój pięcioletni syn. Rainbow (i kilka innych podobnych, w różnych kolorach) to... plastelina do kąpieli. Wielofunkcyjna. Nam służyła do tworzenia gęstej, intensywnej piany w tomaszowej kąpielowej... ekhem... misce, ale można nią też myć ciało jak mydłem, głowę (nie próbowaliśmy) albo ulepić zabawkę na czas mycia. Barwi wodę i ogólnie robi świetne wrażenie. Nie podobał mi się mocny, sztucznie winogronowy zapach, ale mieliśmy też inną plastelinę i pachniała lepiej, więc różnie to bywa. Dość szybko się zmydliła i fatalnie się przechowuje, bo przyjeżdża w przezroczystej folii, a po użyciu jest rozmoczona i zostawia tęczowe wycieki. Interesujący nie-ideał. Aha, trzeba też bardzo pilnować dokładnego mycia wanny / brodzika, bo mąka kukurydziana, będąca podstawowym składnikiem plasteliny, zostawia biały nalot. Dużo białego nalotu. Brawa dla mnie za wymyślenie 8 lat temu, że kafelki w dolnej części kabiny prysznicowej zrobimy brązowe...

W składzie, podobnie jak u kolegów wyżej, znajdziemy całkowicie nienaturalne dodatki. Piękna, gęsta piana, która tak cieszyła mojego syna, to zasługa SLeS, mamy też w INCI bogaty wybór barwników :). Plastelina to najfajniejszy kąpielowy zakup od Lush, ale i tak nie mam ochoty go ponawiać. Bałagan przy przechowywaniu i użytkowaniu, mało ciekawy zapach i krótka data ważności skutecznie mnie zniechęcają. Jakoś mi nie po drodze z tym Lushem...

INCI: Cornflour, Talc, Glycerine, Sodium Laureth Sulfate, Gardenia Extract, Brazilian Orange Oil, Mandarin Oil, Grapefruit Oil, Sicilian Lemon Oil, Litsea Cubeba Oil, Vanilla Absolute Lime Oil, Lemon Oil, Moroccan Chamomile Oil, Chamomile Blue Oil, Lavender Oil, Benzoin Resinoid, Tonka Absolute, Limonene, Linalool, Geraniol, Perfume, Colour 14700, Colour 42090, Colour 15510, Colour 17200, Colour 45410.

36 komentarzy:

  1. no dobra plastelina do kąpieli mnie kupiła, w sam raz dla mojej córci :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Plastelina do kąpieli wydaje się być fajnym pomysłem, chociaż wtedy to dopiero byłby problem dziecko z kąpieli wyciągnąć =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zobaczyłam Plum na żelu i od razu przyleciałam czytać :D Szkoda, że zapach nie jest tak piękny jak we wspomnianym przez Ciebie TBS :( Zaciekawiła mnie za to plastelina :D Chyba dziecinnieje na stare lata :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie same nie wypały... Ja z Lushem też mam love&hate relationship, bo część kosmetyków (np. szampon BIG i odżywkę American Cream) uwielbiam, a część jest mocno przeciętna (np. maseczki do twarzy rose cheeks i ta oczyszczajaca).
    Gadżetów do kąpiel nie miałam bo, jakby nie patrzeć, mam prysznic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego do włosów od nich akurat nie próbowałam. Cieszę się, że maseczki przestały do mnie wołać po wypróbowaniu dwóch wersji. Mogę spokojnie skierować radar w inną stronę ;)

      Usuń
  5. Szkoda trochę, że tak kiespko. Ja z lusha miałam maseczki i absolutnie byłam w nich zakochana ;) ale fakt że produkty są drogie i niefajne ze w tych pozycjach tyle chemii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie zupełnie bez rewelacji – zarówno ta, jak i czekoladowa :(

      Usuń
  6. Kocham żel Rose Jam, to jest mój absolutny must have który zawsze jest na stanie :D Uwielbiam zapach, konsystencję i to jak rozpieszcza moją skórę i zmysły. Jednak obraziłam się na firmę, bo weszła na rynek z wersją "naked" - dla mnie to porażka, bo tradycyjne rozwiązanie ma większy sens aczkolwiek rozumiem ideę takiego posunięcia. Niemniej patrząc na filozofię marki, jej poczynania i składy INCI czuję duży dysonans.
    Zaglądam do sklepu, ale już wyłącznie tylko po to by sprawdzić co nowego na półce z perfumami :) pożegnałam się z ofertą bez większego żalu kilka miesięcy temu. Przeminęło z Lushem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano faktycznie, pamiętam, jak się zachwycałaś tym różanym żelem :). Teraz żałuję, że jego nie wzięłam zamiast nieszczęsnej śliwki, ale tak to już ze mną jest, że śliwka do mnie przemawia i biegnę po nią bez zastanowienia ;). Ich perfumy warte uwagi? Nie pomyślałabym.

      Usuń
    2. Mogłabyś się zdziwić ;) ale to też zależy czego szukasz w perfumach oraz jakich kompozycji. Firma od dłuższego czasu doskonali swoje rzemiosło w tej materii i jest w co nos wsadzić :D

      Usuń
  7. Kostke do syop uwielnuam i mi starcza na o wile dluzej... z plastelinami sie nie lubie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mam chyba jakąś ciężką rękę do pumeksów albo ewentualnie podeszwy jak homo erectus ;)

      Usuń
  8. Szkoda kasy, no szkoda ale ja śliwkowych kosmetyków nie miałam, fajna ta tęcza ale mycia kafelków nie chce ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszny syf te plasteliny zostawiają, naprawdę można sobie narobić kaszany ;)

      Usuń
  9. Nie mialam tych kosmetykow i jakosc mnie nie zachecaja, w LUSh uwielbiam maseczki, czysciki do twarzy i scruby do ust obled :D

    OdpowiedzUsuń
  10. myślę, że Lush wzbudza takie zainteresowanie przede wszystkim dlatego, że te kosmetyki są po prostu ładne, przyciągające wzrok, wesołe. z drugim bodźcem, zapachem, jest już loteria. czasem im wychodzi, czasem nie. ze składem jeszcze większa loteria, bo są kosmetyki składowo ładne, ale i te zupełnie normalne. dlatego moim zdaniem marka ta jest najzwyczajniej w świecie przereklamowana. oczywiście mają swoje perełki, ale trzeba je wyławiać w morzu przeciętniaków. komu by się chciało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, strona zachęca zdjęciami, opisami, ładne, żywe kolory produktów... Ja już się wyleczyłam, też mi się wydaje przereklamowany ten Lush.

      Usuń
  11. No to powiem Ci, że coraz bardziej się cieszę, że ominęło mnie Lushowe szaleństwo. Z recenzji na recenzję mam coraz mniejszą ochotę sięgnąć po jakikolwiek produkt ich autorstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olać Lusha, tyle innych fajnych cudaków na rynku :)

      Usuń
  12. Fragment z pumeksem za 4 funty mnie rozwalił. Szczerze wielkie dzięki za twoj post, dotąd byłam przekonana,że lush to marka super naturalna (krótkie daty ważności) a tu taki klopsik. Z ich oferty ciekawiły mnie bomby kąpielowe które w porównaniu z innymi dają widoczny efekt XD Sprawdziłam ich składy i nie zamierzam w nie inwestować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłam przy zakupach, że tyle syntetycznych składników w składach. Myślałam, że oni są w 100% naturalni.

      Usuń
  13. W sumie jedyne rzeczy, jakie kupuje w Lushu to bomby do kąpieli (one akurat są genialne!), niektóre szampony w kostce, niektóre maseczki - w sumie niedużo, bo krótkie terminy ważności denerwują mnie bardziej, niż mniej naturalny skład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nie mam wanny, więc niestety nie poużywam :/
      Masz rację: krótkie terminy są wysoce denerwujące!

      Usuń
  14. O mamo, to w takim razie nie czuję się zaciekawiona żadnym z nich :) Choć ta plastelinka ciekawa, pierwszy raz się z tym spotykam, fajny bajer. Czasem są takie mydelniczki z podwyższeniem i kratką, żeby produkt miał powietrze od spodu, może to by się sprawdziło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta plastelina robi tyle bałaganu, że nawet mydelniczka byłaby w opłakanym stanie. Ja już tego nie kupię, mimo że fajnie się korzystało :)

      Usuń
  15. Plastelina ciekawa ze względu na konsystencję, ale ceny - wiadomo :D

    OdpowiedzUsuń
  16. te pierwszy wyglada jak odzywka ochladzajaca blond wlosy;P mnie jakos lush nie kusi, no dobra moze maseczki kuszą ale nie planuje zamowienia poki co;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam wrażenie, że czasy świetności Lush już minęły. Za mocno odeszli od swoich pierwotnych ideałów i składów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, mam podobne odczucia.

      Usuń
    2. To chyba tylko w polskiej blogosferze tak może zostać odczytane :P bo firma ma się bardzo dobrze i patrząc na zainteresowanie ich produktami "po drugiej stronie" widzi się więcej ;)

      Usuń
  18. Lush to chyba przede wszystkim wegańskie kosmetyki, co jest bardzo dużą zaletą dla osób, które bardzo dbają by w ich życiu nie pojawiło się nic pochodzenia zwierzęcego. Składy są za to bardzo różne, ale mi wykorzystanie bezpiecznych syntetyków nie robi wielkiego problemu, o ile kosmetyk się sprawdza. Moim zdaniem produkty do mycia ciała są w Lushu najmniej interesujące. Bomby tak, ale żele pod prysznic, myjące żelki itp są zbyt drogie. Za to bomby do kąpieli, olejki w kostkach czy maski to rewelacja. Ostatnio odkryłam też szampony w kostce, które świetnie się sprawdzają na moich włosach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, to prawda, dla wegan super opcja. Mi też nie robi problemu chemia w INCI, tylko zdziwiłam się, że tyle tam tego dają – byłam pewna, że Lush to w 100% natura.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger