06.03.2018

Zużycia lutego

Wciąż nie uporządkowałam mojej relacji z blogiem. Nadal nasz status związku to: „w związku”, ale nie wiem, czy nie powinnam go zmienić na: „to skomplikowane”...



Tymczasem bez zbędnych wstępów i rozkminek, otwieram kolejny śmiecio-worek. A w nim:


Luksja – Creamy, Nawilżające mydło w płynie, Honey & Oat Milk (zapas) – gęste, wydajne mydło w płynie, które ani nie zachwyca, ani nie rozczarowuje. Będą powroty, bo tanie i do kupienia w kerfie pod domem.

Yope – Naturalne mydło kuchenne, Miód i bergamotka – o ile zwykłe mydła do rąk z Yope kompletnie mi nie podeszły (zapachy średnie, nadmierna lepkość), o tyle te kuchenne bardzo polubiłam. Wersja miodowo-bergamotkowa idealnie pasuje do kuchennych klimatów – miód jest dobrze wyczuwalny, bergamotka przełamuje aromatyczną słodycz. Gęste i wydajne, słabo się pieni. Polecam również wersję Mineralną.

Saponificio Artigianale Fiorentino, Mughetto – to naturalne, pięknie pachnące konwaliami, włoskie mydło na bazie oleju kokosowego sprawiło, że po wielu latach przerwy przestałam boczyć się na kostki. Wciąż wolę myć ciało wszystkim, co żelowe lub piankowe, bo nie lubię tego tępego uczucia po użyciu tradycyjnego mydła, ale do rąk – rewelacja! Kostka tej marki nie tylko pięknie pachniała i wyglądała (ozdobne tłoczenie), ale też pielęgnowała dłonie. Mam jeszcze dwie inne wersje zapachowe, które z przyjemnością zużyję.

Yves Rocher – żel pod prysznic Lawenda & jeżyna – kiedy używam tego żelu, wyczuwam zapach herbaty z cytryną. Po odpaleniu trybu: pies myśliwski w akcji, odnajduję w tym aromacie zarówno obiecaną jeżynę, jak i lawendowe nuty. Kompozycja jest nietypowa i przyjemnie orzeźwiająca. Jeśli boicie się lawendy solo, śmiało możecie spróbować tego połączenia. Minusy: żel może wysuszać co wrażliwsze skóry i szybko się kończy.

Avalon Organics – Clarifying Lemon Shampoo – eksperyment z mocno oczyszczającym szamponem o dobrym składzie udał się połowicznie. Włosy faktycznie dobrze oczyszczał, były miękkie i puszyste, ale nie byłam zadowolona z ich wyglądu po takim szuru-buru projekcie. Na plus: niemęczący, cytrynowy aromat i przyzwoita piana.

Ponadto zaznaczam w moim denku obecność: nieśmiertelnych, intensywnie pachnących żeli antybakteryjnych Bath & Body Works, bez których już sobie nie wyobrażam mojej torebki; miniatury żelu do higieny intymnej Facelle Sensitive, który nie jest moim żelem pierwszego ani drugiego wyboru, ale na wyjazdach robił robotę, a także niewidocznej na zdjęciu pianki myjącej Dove Deeply Nourishing, z którą było mi bardzo miło pod prysznicem i chętnie powtórzę to spotkanie :). 


Tołpa – Dermo Face Physio – żel do mycia twarzy i oczu – jest tak łagodny, że... nie domywa. Nie był w stanie doczyścić porów, rozpuścić tłustego balsamu do demakijażu Czarszki, a bywało, że i z mocniejszym podkładem sobie nie radził. Nie ma alkoholu, a trochę nim zalatuje, jest gęsty i słabo się pieni, a ja nie byłam w stanie zużyć go do końca – tak mnie zmęczyła jego niedoskonałość.

Mixa – Lekki kojący krem nawilżający Pro Tolerance – właściwie zużył go mój mąż, ale też miałam przyjemność kilka razy, no i warto opisać mężowskie szczęście, które nieczęsto się zdarza w pielęgnacji skóry z ŁZS. Krem Mixy okazał się jednocześnie lekki i treściwy, producent zaleca go również pod oczy i w tej wersji byłam z niego zadowolona. Pro Tolerance potrzebuje kwadransa na wchłonięcie, więc nie używałabym go pod makijaż, bo nigdy rano nie daję sobie tyle czasu między pielęgnacją a początkiem tapetowania. Nie pachnie, nie zapycha, skóra nie świeci się po nim jak wypolerowany tyłek pawiana, więc dobra nasza. W łazience już zamieszkało kolejne opakowanie.

Rituals – Honey Touch – balsam do ciała (travel size) – ładna, nietuzinkowa kompozycja zapachowa, szybkie wchłanianie, przeciętne nawilżenie. Na dłuższą metę zapach może zmęczyć, ale raz na jakiś czas... sama przyjemność się wysmarować. Recenzje innych produktów marki Rituals znajdziecie tu: klik.

Holika Holika – Baby Pet Magic Mask Sheet, Whitening Seal – to, że na 20 minut stałam się foką, nie zrobiło wielkiej różnicy mojej skórze, dlatego w najbliższym czasie nie planuję kolejnych transformacji.

Biotherm – Blue Therapy Multi-Defender SPF 25 (miniatura) – myślałam, że może odkryłam nowy, świetny krem z filtrem, który załatwi sprawę anti-aging, nawilżenia, ochrony przeciwsłonecznej i będzie służył jako baza pod podkład, ale jednak moja skóra za szybko się po nim wyświeca, a 250 zł za pełnowymiarowe opakowanie to ciutkę dużo jak na nieideał. 


Jestem w fazie zaawansowanych poszukiwań nowych zapachowych ulubieńców, ponieważ 95% dotychczasowych perełek wycofano. W ruch poszły od dawna upychane do zbyt małego pudełka próbki, a przy okazji sukcesywnie wypsikuję to, co jest ze mną od dawna, tym samym robiąc miejsce na nowości. Na razie nic mnie, niestety, nie porwało. Przez chwilę rozważałam Modern Muse od Estee Lauder, ale po zużyciu dwóch próbek okazało się, że zapach wcale tak pięknie się na mnie nie rozwija, a już na pewno nie mogę nazwać go trwałym. Burberry Touch odrzucają mnie w pierwszych 30 minutach, więc mimo dobrego dalszego ciągu, na pewno się na nie nie zdecyduję.

Miniaturowa, brązowa buteleczka to Kenzo Jeu d'Amour EdP – słodki, interesujący, ciepły zapach, z mocno wyczuwalną tuberozą. Najpierw mi się wydawało, że to perfumy innych kobiet, że do mnie nie pasują i nic z tego nie będzie. Potem zaczęłam je nosić w torebce i powoli się z nimi zaprzyjaźniałam, ale nie wiem, na czym stanęło, bo kretyńska buteleczka otworzyła się bez autoryzacji i zalała mi kieszeń. Wciąż nie wiem, czy to mógłby być mój zapach, czy na zawsze pozostanie cudzy.

Zgodnie z planem, w sezonie jesienno-zimowym towarzyszył mi Yves Rocher Quelques Notes d'Amour EdP – mocny, elegancki, orientalno-drzewny zapach, który ostatecznie wysunął się na prowadzenie w kategorii yvesrocherowych kompozycji. Moja mama za nim nie przepadała, przyjaciółka twierdziła, że to perfumy starej ciotki, a ja z przyjemnością wypsikałam je do ostatniej kropelki. Może stara ciotka to już ja? ;)

A dezodorantu Dove Go Fresh nie polecam w tej wersji zapachowej. Granat z werbeną bije ją na głowę. 


Tu tylko wspomnę o dwóch wygodnych, skutecznych gąbkowych zmywaczach do paznokci, które swoją nieobecnością w perfumeriach dają znać, że znikają z rynku, więc co ja się będę zachwycać, że wygodne, że skuteczne i że gąbkowe? Sephora miała być do stóp i w tej roli sprawdzała się świetnie, ale dłonie też bez problemu domywała. Ostatnio kupiłam kolejną sztukę w promocji za 6 zł, co naprawdę źle wróży, ale może jeszcze jest nadzieja.... Słoika Formula X Delete All nie widziałam wieki całe, więc pewnie już po nim, a szkoda, bo wkładanie do nasączonej skutecznym zmywaczem gąbki pięciu paznokci naraz naprawdę bardzo przyspiesza procedurę.


A tu mamy kolejne makijażowe wyrzutki, które typuję po kolei do zostania lub opuszczenia pokładu na podstawie empirycznych doświadczeń po dłuższej przerwie. Pierwszy z lewej to krem BB Flormar w odcieniu 01 Light – lekki, przyjemny, dla mnie trochę za chłodny (brak mu jakichkolwiek żółtych tonów), a do tego od trzech lat otwarty i skończyła mu się data ważności. Miał całkiem niezłe krycie i nie wyświecał twarzy.

Etude House – Precious Mineral Bright Fit BB Cream – godny pochwały filtr SPF 30, lekka formuła i całkiem przyzwoite krycie, ale szczegółów już po latach nie sprawdzałam, bo pochodzi z 2014, miał PAO 12 M i nie pachnie najlepiej. Delikatnie mówiąc.

Tony Moly – Pure Aura CC Cream – zdecydowanie najdziwniejszy podkład, jaki poznałam. Po wyciśnięciu z opakowania całkiem biały, nabiera koloru przy rozcieraniu na skórze. Pięknie wygląda, bo i lekki, i rozświetlający, ale u mnie biel zamienia się w beżo-róż, a szyję mam żółtą, więc niestety nie dla mnie on.

Make Up Revolution – Focus & Fix – totalnie beznadziejny korektor, który nie kryje, a przy tym włazi w zmarszczki. Ewenement wśród bubli.

Rozświetlacze Benefit High Beam i Girl Meets Pearl, mimo że na skórze pięknie się prezentują, pozostawały nieużywane przez długie miesiące. Dlaczego? Bo zawsze sięgam po rozświetlacz w kamieniu, a te są kremowe i jakoś nigdy nie mam na te kremy ochoty.

O dziwnej bazie Benefit Stay Don't Stray pisałam tu: klik, a próbka fixera MUFE strzelała wielkimi kroplami, więc nawet nie wiem, czy do czegoś się nadaje.


Żegnam się z duo z limitki Catrice, bo mimo że efekt na skórze latem mi się podoba, to leży już kolejny rok i... nic. Nie sięgam. Nie wiadomo. Foliowy płynny cień Manhattan Eyemazing Eyeshadow Cream robił wrażenie, ale nie grzeszył trwałością. Czarna kredka MAC w drewienku jest niezużywalna. Mam ją od kilku lat i wciąż zostało tyyyyyyyyle, a przecież nieświeża już. Trwałość też mało imponująca, ale dobrze się rozcierała. Udało mi się za to zdenkować (sic!) kolejną szminkę z MAC-owej kolekcji: Hot Gossip, którą pokazywałam tu: klik. Po raz kolejny: nigdy więcej wielkich kolekcji szminek. Przecież one się psują. A jak się nie psują, to płaczą, że nikt po nie nie sięga. A jak się wypłaczą, to się psują. Zużyty tusz do rzęs to PS_PRO HD Ultra Volume & Lift – świetnie pogrubiający, ale nieco osypujący się cudak z UK, który dostałam od Ani. Niedostępny w Polsce.

Tak oto szczęśliwie dobrnęliśmy do końca. Pozdrawiam wszystkich fanów projektu denko, o ile jeszcze się tu jacyś ostali :).

22 komentarze:

  1. Bourjois ma fajny zmywacz w gąbce, ale nie wiem, czy jest dostępny w Polsce.

    swojego czasu chciałam sobie kupić piankę pod prysznic Dove, ale cena skutecznie mnie zniechęciła. 6 funtów za 250 ml? trochę przesadzili :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam tego zmywacza u nas, ale niewykluczone, że słabo patrzyłam. Były tylko te normalne, w dużych butelkach. Cena Dove faktycznie mało atrakcyjna, ale pianka ma całkiem przyzwoitą wydajność :)

      Usuń
  2. Sporo kolorówki pożegnałaś, fajnie :)
    A mnie ta gruszka Dove tak kusiła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę fajnie, trochę smutno – jak zwykle ;)
      Co do gruszki – wiadomo, każdy ma swoje poczucie piękna, ale nooo eeeee, serio nic ciekawego :)

      Usuń
  3. musze sprobowac w koncu te mydla kuchenne bo te zwykle tez jakos bez szalu

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic z tych kosmetyków nie miałam okazji jeszcze używać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba też muszę się wziąć za przegląd kolorówki - za jakie grzechy :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam zawsze przeglądam Twoje denka :) Nawet sama wzięłam się za czyszczenie szafek i szuflad, więc i u mnie po dlugiej nieobecności denko się pojawiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to pójdę sobie poczytać. Ty to tam masz dużo egzotycznych ciekawostek :)

      Usuń
  7. Szukam dobrego filtra, bo nie mogę być stara. Nie wiem, co wybrać. Poradź.
    I chcę wrócić do High Beam, Twoje denko mi uświadomiło. Może jakiś zestawik, od razu z Bene Tintem i najlepiej They're Real... do kiedy ta promocja w Sephorce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoje pyszczysko to nie wiem :(
      High Beam? w 2018? no coś Ty :D

      Usuń
  8. Bardzo udane denko. No i pojawiła się kolorówka, a z nią są zawsze problemy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy mydło kuchenne z Yope zabija zapachy jedzenia, typu cebula?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale... nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chyba nie przeszkadza mi zapach cebuli na rękach ;)

      Usuń
  10. spore denko i sporo wyrzytków kolorowych...
    ja staram się tego unikać więc za wczasu ebay idzie w ruch zanim się popsują produkty, których nie używam :) a tak w ogole to ja nie lubie denkowac kolorowki... najchetniej wszystko bym miala nienaruszone, z tloczeniami, jak nowka, pachnące kwitnące piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, ile się tego teraz posypie... obecna wstrzemięźliwość zakupowa vs. dawne rozpasanie dają ciekawe efekty – jeszcze trochę i moje szafki będą świecić pustkami ;)

      Rozumiem Twoją miłość do pięknych, niemacanych nowości, ale ja już tak bardzo się wkurzyłam na swoje kolekcjonowanie, a nie zużywanie, że teraz jestem na drugim biegunie. Cieszą mnie wyskrobki ;)

      Usuń
  11. pięknie Ci poszło. Ja za to ten żel z Tołpy uwielbiam, dla mojej suchej cery jest idealny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie. Nie da się wszystkim dogodzić – w przypadku Tołpy dobrze, że komuś się da ;)

      Usuń
  12. Ja lubię denka. :) Zawsze to mini-recenzje.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger