23.06.2018

Delicje na ostro: Ministerstwo Dobrego Mydła, Odżywczy peeling cukrowy

Ministerstwo Dobrego Mydła chodziło mi po głowie, od kiedy marka pojawiła się na rynku, ale testy ciągle odkładałam na później (bo przecież tyle kosmetyków na świecie, a odwłok tylko jeden dali). Z pomocą przyszła Lu, która tak zwyczajnie i po prostu podarowała mi kilka ministerialnych dóbr z okazji urodzin. Kiedy wsadziłam nos do słoika z peelingiem, miłość zawisła w powietrzu. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, tak właśnie wyglądały moje pierwsze chwile z Odżywczym peelingiem cukrowym.

Ministerstwo Dobrego Mydła śliwkowy Odżywczy peeling cukrowy opinie


Ministerstwo w 100% trafia w mój gust. Ma fajną nazwę, superświetne zdjęcia i opisy w sklepie internetowym, a śliczne etykiety sprawiają, że automatycznie życzę marce wszystkiego najlepszego i żeby rosła duża, okrąglutka. Chcę mieć takie piękne słoiczki na co dzień w zasięgu wzroku, więc drogie Ministerstwo, MUSISZ być dobre! 

Peelingowi z linii śliwkowej ktoś już nawet przyznał tytuł dobrego:


No właśnie: linia śliwkowa. Trafiła na mój radar jako pierwsza, bo pamiętałam czarujący marcepanowy zapach oleju śliwkowego ze sklepu Zrób Sobie Krem i liczyłam na to samo u Ministerstwa. W MDM do wyboru mamy: olej, balsam w sztyfcie i naszego dzisiejszego cukrowego bohatera. W przypadku peelingu strzał był chybiony – okazało się, że po marcepanowej śliwce ani śladu, a jednak przecież, zaraz po odkręceniu słoika, miłość zawisła w powietrzu, jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało. O co więc chodzi? 

Ministerstwo Dobrego Mydła śliwkowy Odżywczy peeling cukrowy INCI

Odpowiedź jest prosta: o delicje szampańskie z galaretką pomarańczową. Tak właśnie pachnie Odżywczy peeling cukrowy. W składzie widnieje tajemnicze Aroma (tu musi się ukrywać galaretka), mamy też masło kakaowe, więc temat czekolady ogarnięty. Biszkopty i tak nie pachną, więc nie ma sensu się rozwodzić na ich temat. Delicje to delicje, mieszkają w słoiku pełnym cukru i dobroczynnych olejów – takie są fakty, drodzy państwo. 

A pełne INCI możecie odczytać na zdjęciu powyżej, przechylając głowę w lewo. Okej, okej, nie jestem świnia, wkleję:

INCI: Sucrose, Prunus Domestica (Plum) Kernel Oil, Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vitis Vinifera (Grapeseed) Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Macadamia Ternifolia Oil, Cera Flava, Leuconostoc/ Radish Root Ferment Filtrate, Lactobacillus & Cocos Nucifera Fruit Extract, Squalane, Ricinus Communis (Castor) Oil, Parfum, Glycerin.

W ciężkim, szklanym słoju przeważa gruboziarnisty cukier, a oleje (śliwkowy, migdałowy, winogronowy, awokado, makadamia...) służą odżywczą pomocą i zwierają cukrowe szeregi. Podobno receptura była poprawiana przez dwa lata, więc jeśli dawno temu w trawie używaliście tego peelingu i Wam się nie podobał, spróbujcie znowu. Ponowne próbowanie tego kosmetyku to coś, co będę zalecać każdemu miłośnikowi naturalnych scrubów. 

Ministerstwo Dobrego Mydła Odżywczy peeling cukrowy śliwka

Peeling Ministerstwa należy wcierać w wilgotną skórę i dobrze sprawdza się tu zasada: im mniej, tym lepiej. Mniejsze ilości nie wyślizgują się tak łatwo z rąk i nie odlatują kawałkami w trakcie masażu. Konsystencja jest raczej sypka, dlatego to dłoń z roztartym na niej peelingiem staje się bohaterką naszego rytuału i to na niej spoczywa obowiązek niemarnowania ministerialnego, śliwkowego dobra. Pobieranie niewielkich ilości ma jeszcze jedną zaletę: zauważalnie zwiększa wydajność. Informacji o PAO nie zauważyłam, a data ważności jest wielomiesięczna, dlatego spokojnie możemy zużywać nasz peeling i nie martwić się, że za wolno to idzie i coś się zmarnuje.

Peelingi gruboziarniste nie mają w zwyczaju katować i ranić użytkowników – ten też tego nie czyni, za to dobrze, porządnie masuje i przygotowuje skórę na przyjęcie zestawu wspaniałych olejów zawartych w recepturze. Efekt jest fantastyczny: po kąpieli możemy cieszyć się idealnie gładką skórą, w dodatku nie trzeba jej potem oklepywać balsamem czy kremem, bo oleje robią robotę. To, co najbardziej mnie zachwyciło w tym konkretnym peelingu cukrowym, to fakt, że olejowa warstwa nie jest przesadnie tłusta i lepka, nie zamienia się pod wpływem wody w białą, ohydną maź. Czyli po prostu jest funkcjonalna, faktycznie może być zamiennikiem olejku czy kremu, a z moich peelingowych doświadczeń wynika, że to wcale nie norma, raczej wspaniały wyjątek.

Brawa dla peelingu Ministerstwa. Nie dość że przystojny, to jeszcze działa!

Ile: ok. 300 g
Cena: 38 zł
Dostępność: sklep internetowy producenta, sklep stacjonarny przy ul. Dzielnej w Warszawie

31 komentarzy:

  1. Taki peeling to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten peeling i nawet go lubię, choć idealny nie jest. Dla mnie drobinki peelingujące trochę za duże i kiepsko 'trzymają się skóry'. Zapach w opakowaniu bardzo mi się podoba, jednak na skórze już nie koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tym nietrzymaniem się skóry, wspominałam o tym w recenzji. Ja się ratuję tym, że po prostu trzymam ich niewielką ilość w dłoni i w ten sposób szoruję ciało – wtedy sytuacja jest opanowana :)

      Usuń
  3. Nie znam tego peelingu, ale generalnie lubię peelingi cukrowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj trzeba im przyznać, że udało im się ten peeling! W zapachu jestem absolutnie zakochana i koniecznie muszę wypróbować jeszcze balsam w sztyfcie z tej serii <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi ten balsam chodzi po głowie :)

      Usuń
  5. Biorąc pod uwagę jak dawno nie trafiłam na peeling, który by mi się spodobał, chyba powinnam się zacząć rozglądać na boki za czymś nowym. Może akurat za tym, bo jeszcze nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, co lubisz, ten jest nieco specyficzny ze względu na sypką formułę. Ale jeśli Ci ona niestraszna i lubisz delicje, polecam z całego serducha! :)

      Usuń
  6. Czytałam już o nim wiele dobrego i mam w pamięci, to może być świetny pomysł na prezent! Sama sobie raczej nie kupię bo peelingi i smarowanie ciała zaniedbuję i tym bardziej nie czuję potrzeby wydawania takiej kwoty na produkt, którego używanie nie jest dla mnie priorytetem. Ale gdybym chciała zrobić komuś miły prezent, to fajna opcja, skoro jakość tak fantastyczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to mocny zawodnik w kategorii prezentowej :).

      Usuń
  7. wow bogato w tym słoiku, świetna nazwa marki i kuszący peeling, lecę na stronkę pobuszować i popatrzeć jakie tam inne cudeńka mają :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham peelingi. Może kiedyś :-) Jak skończę zapasy to się poznamy!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja nistety nie mogę stosować tego rodzaju peelingów. znaczy się mogę, ale okupuję to meganieprzyjemnym, kilkugodzinnym uczuciem mrowienia wewnętgrznych partii dłoni. i to niezależnie od czasu trwania peelingu, rodzaju materiału ściernego czy stosowanej siły nacisku, moje dłonie dobitnie dają mi znać, że procederu peelingowania nie lubią i już. na szczęście istnieją peelingi w mydlanych kostkach, które są moim wybawieniem. ewentualnie rękawiczki eksfoliujące ;)

    co do MDM, Pam zaproponowała wspólne zakupy i mam ochotę nabyc kilka mydełek, w tym peelingujące kawowe :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że takie masz problemy z dłońmi :(. Z mydełek mam orkiszowe, też ma ostrą część, bardzo przyjemne, chociaż trochę owsianka się wala po brodziku ;P

      Usuń
  10. No kruszy się nasz gagatek ale jak już wiesz, dla mnie za tłusty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Durne te kosmetyki, czemu nie ma UNIWERSALNIE WSPANIAŁYCH? :D
      Pewnie byłoby nudno ;)

      Usuń
  11. A mi się ten zapach kompletnie nie kojarzy z delicjami :D Ja czuję właśnie marcepanową śliwkę i ten peeling zdecydowanie należy u mnie do grona ulubieńców. Zasługuje na wszystkie pochwały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im bardziej wwąchuję się w zapach tego peelingu, tym więcej czuję pomarańczowych delicji i tym bardziej utwierdzam w przekonaniu, że nie ma tam nawet cienia marcepanu :-O. Różne nosy czy różne partie? ;)

      Usuń
  12. O mamo, balabym sie ze go zjem hahahaha, a tak serio to bardzo lubie peelingi cukrowe, a ten bardzo jest w moim guscie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to życzę Ci go pod prysznicem w niedalekiej przyszłości ;)

      Usuń
  13. musze w końcu coś kupić z tej firmy, a podobną stylistykę mają kosmetyki evolve

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurka no! A dla mnie był za słaby w zdzieraniu i zostawiał zbyt tłustą skórę.
    Po prostu nie był dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja go powinnam spróbować? Bo unikam zdzieraków i lubię tłuste i konkretne mazidła... :-)

      Usuń
    2. Dajesz, Una! :D
      Aniu, zobacz, jakie urwisy z tych kosmetyków. Każdemu pasuje co innego, nawet jeśli to niepozorny peeling ;)

      Usuń
  15. Lubię ten peeling, bo fajnie nawilża ciało po zastosowaniu. Ja co prawda delicji nie czuję, ale coś ze śliwki tam jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można nie czuć tam delicji!? :D

      Usuń
  16. Moja skóra nie lubię z cukrowymi, zresztąnawet gdy zjem słodkości to później zawsze boli mnie brzch ale lubie ministerstwo i korzystam z ich innych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie miałam jeszcze nic z MDM. Na peeling się nie zanosi, bo mam ich dużo i rzadko używam, ale na coś się skuszę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja właśnie w gotowych produktach nie lubiłam tego, że dużo produktu się marnowało bo zbyt hojnie nabierałam go na dłoń...Już całe wieki stosuje domowy peeling kawowy i jego aplikacje mam opanowaną na poziomie master:D Ale kurcze po tym jak opisałaś ten zapach...to aż nie można się nie skusić:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja już sobie tyle razy obiecywałam, że zrobię peeling z fusów i... nic. Wywalam je namiętnie do kosza ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger