07.06.2018

Zużycia maja

Piękny mieliśmy maj w tym roku, prawda? W ubiegłym sezonie majówkę spędziłam z Nowym Jorku i pamiętam, że przed wylotem padał śnieg, w NY była śliczna wiosna, wróciłam po tygodniu do Polski i... znowu sypnęło i wywiało nam tyłki. Tegoroczny maj to prawdziwy luksus. Doceniam!


W tym miesiącu udało mi się zebrać całkiem sporą gromadę pustaków – jak za starych niedobrych czasów, gdy żyłam w tak wielkim kosmetycznym rozpasaniu, że w ogóle tego nie ogarniałam. Spokojnie, czasy są dobre, tylko parę dawno-otwarciuchów zaliczyło śmietnik. 


DermoFuture Precision, Natural Spa, żel pod prysznic – zużywałam długo i z oporami, mimo że tak naprawdę nie mam temu żelowi nic do zarzucenia. Pachniał kisielem żurawinowym, miał również konsystencję kisielu, nie wysuszał skóry. To chyba opakowanie tak mnie zniechęcało – z wielkiego otworu wypływał mało atrakcyjny glutek i cała procedura nie kojarzyła mi się z kąpielowym relaksem. Nie było źle, ale nie planuję powrotu. 

Tołpa, Dermo Intima, Regenerujący płyn do higieny intymnej – znudziłam się ostatnio moją Perfectą Mamą (ile można patrzeć na to dziecko i ten ciężarny brzuch?), Tołpa była naprawdę super i jej jedyną wadą w porównaniu z Perfectą okazała się słaba wydajność, ale... przecież to płyn, a nie żel. Napisali! 

Sonett – Ekologiczne mydło w płynie, rozmaryn – kolejna buteleczka świetnego rozmarynowego mydła z ekosklepu. Wytrawny zapach genialnie pasuje do kuchennych tematów. Wracam.

Bath & Body Works, Fresh Sparkling Snow, żel antybakteryjny do rąk – uwielbiam żele BBW i używam ich bez przerwy. Zapach świeżego, połyskującego w słońcu śniegu okazał się miły dla nosa, choć oczywiście równie dobrze mógłby się nazywać Chemical Freshness From Our Laboratory. 


Sephora, Triple Action Cleansing Water, płyn micelarny do twarzy i oczu /recenzja/ – napaliłam się na ten micel jak jamnik na łydkę, a tu rozczarowanie: gorzki, piecze w oczy, nic specjalnego, w dodatku w nieciekawej cenie. Przynajmniej zmywa.

Hada Labo, Gokujyun, pianka do mycia twarzy – świetna pianka do mycia twarzy od „prawdziwego” Hada Labo, która była delikatna, a jednocześnie dobrze domywała, nie wysuszała i okazała się zaskakująco wydajna. Jedyne, czego zabrakło, to zachęcający zapach. Kociamberku, dziękuję za pomoc w zakupie :*. Piankę można kupić w polskim sklepie internetowym, oczywiście z odpowiednią marżą za importową fatygę.

Norel dr Wilsz, Sensitive, Tonik łagodzący do cery wrażliwej – zużyłam z przyjemnością, ma ciekawą formułę, nie jest wodą w typie hydrolatu, tylko nieco bardziej treściwym, choć wciąż idealnie wodnistym produktem. Nie do końca wierzę w działanie łagodzące, bo po peelingu enzymatycznym trochę piekło, ale wciąż jestem bardzo zadowolona i chętnie do niego wrócę.



Lush, Mask Of Magnaminty /recenzja/ – polecana na blogach maska u mnie okazała się niewypałem. Próbowałam kilka razy i za każdym było to samo: moją twarz nawiedzała jakaś ropna, trudna do wykurzenia gula. Rozumiem, że przy oczyszczaniu mogą dziać się cuda, ale wolę oczyszczać bez cudowania – wiem, że się da. 

Dermalogica, Stress Positive Eye Lift /recenzja/ – lekki, skuteczny krem pod oczy o formule żelowej, który nie roluje korektora (ani się), dobrze nawilża, rozświetla, a aplikacja metalową, zimną końcówką jest bardzo przyjemna. Kosztuje niemało, ale jego pojemność to aż 25 ml. Zużyłam dokładnie w 6 miesięcy, czyli przewidzianym przez producenta PAO. 

Resibo, Krem ultranawilżający – naturalny krem Resibo bardzo szybko się wchłaniał, mniej bielił skórę od testowanego przeze mnie wcześniej Make Me Bio Orange Energy (tam bielenie jest ekstremalne), ale coś mało było tego nawilżenia jak na ultranawilżacz. Krem dosyć tępo się rozprowadza, za to doskonale nadaje się pod makijaż. Zamiast ultranawilżający, okazał się ultrawydajny – zużywałam go razem z mamą i zajęło nam to dobrych kilka miesięcy. W kategorii naturalnych kremów to ciekawa propozycja, pompka airless podnosi przyjemność użytkowania, podobnie jak cytrynowo-ziołowy zapach, ale ja nie mam ochoty do niego wracać, bo mam wrażenie, że w moim wieku (30+) skóra oczekuje czegoś więcej. 


Sephora, Express Nail Polish Remover For Feet – świetny, bo plastikowa końcówka sprawia, że przy zmywaniu lakieru na stóp nie musimy od razu demolować sobie manikiuru (przy nasączonych płatkach kosmetycznych – u mnie norma). Martwi mnie tylko to, że Sephora najpierw sprzedawała go w promocji za kilka złotych, a teraz w ogóle nie widzę go na półkach. Czyżby znooooowuuuuu...?

Sylveco, Naturalna pasta do zębów – wspominałam o niej niedawno na Instagramie i narzekałam na to, że jest zdecydowanie zbyt gęsta jak na maciupeńką dziurkę, przez którą się wydostaje, co prawie uniemożliwiło używanie. Podobno to nie jest standard przy tych pastach, ale pojawiły się pod zdjęciem głosy, że i u Was się tak zdarzało, więc albo to zależy od partii, albo od daty ważności (mojej paście zostały trzy miesiące do się_zepsucia). Nie dałam rady opróżnić tuby do końca. Nie na moje nerwy (i krzepę).

Rexona, Motion Sense Invisible Aqua – sorry, Rexono, ale nie działasz. 

Nivea, Dry Comfort Plus – niegdyś moja ukochana, polecana wszystkim kulka, nagle rok temu straciła swą moc, co potwierdziło kilka osób w niezależnych badaniach. Czyżby Unia zabroniła jakiegoś kluczowego składnika? To ostatnia sztuka, znaleziona w wyjazdowej kosmetyczce. Ostatnio przerzuciłam się na Dove w sprayu i jest wyraźnie lepiej. 


Balea, Bodycreme Sheabutter – mam słabość do tego kremu, kupiłam go po raz pierwszy lata temu i zachwycił mnie zarówno zapach, jak i lekka formuła (oraz ogrom słoika ;)). Aromat jest podobny zupełnie do niczego, taki uniseksowy, delikatny, sprawia, że chętnie sięgam po ten krem. Nawilżenie też daje bardzo przyzwoite. Wielka szkoda, że DM-ów nie ma w Polsce, bo byłyby mocną konkurencją dla Rossmanna. 

BioAmare, Naturalne masło shea do ciała, Macadamia Oil & Orange Oil – BioAmare to trzecia z sióstr rodziny Nacomi i Biolove, dostępna wyłącznie w sieci Tesco. Skład właściwie identyczny jak u pozostałych członków rodziny, czyli dużo shea i trochę innych olejów. Formuła zbita, tłusta, mocno odżywcza i nawilżająca – bardzo podobna do tej znanej z cudownie pachnących balsamów na bazie shea z Organique. Zimą moja skóra odczuwała wyraźną ulgę, a nos cieszył się z prostego, niezepsutego niczym zapachu pomarańczy. Chętnie wrócę.

Norel dr Wilsz, Body Care, Krem do Rąk regenerujący – nie wiem, czy jest regenerujący, bo nie miałam czego regenerować, ale zrobił na mnie dobre wrażenie, bo szybko się wchłaniał, pozostawiona warstwa ochronna nie była klejąca, ciężka, tłusta czy też w inny sposób ohydna. Na minus ewentualnie mało porywający zapach, ale to miła odmiana po capiących na kilometr kremach i balsamach Indigo ;).


Sephora, Teint Infusion – lejący podkład z pipetą, rzadszy i mniej kryjący od słynnego Catrice HD Liquid Coverage, nie rozkochał mnie w sobie niczym. Na twarzy taki sobie, skóra szybko wyglądała jak po wypaćkaniu się kremem Nivea z niebieskiej puszki. Odcień 020 był odpowiedni na lato, ale formuła zupełnie nie. Wyrzucam pół butelki, bo rozwarstwił się i śmierdzi. Tęsknić nie będę.

Sephora, Mineral Foundation Compact /recenzja/ – polecam przeczytać recenzję tego mineralnego podkładu w pudrze, bo opisałam w niej wszystkie zawiłości naszej znajomości. Bardzo mi się podoba, że jest to puder prasowany i że ma całkiem sensowne krycie. Bywa, że moja skóra prezentuje się w nim świetnie, niestety, czasem jest dokładnie odwrotnie. 25 Medium Beige to neutralny, średnio-jasny odcień, idealny dla lekko opalonych jasnych karnacji. Zostało go niewiele, ale wywalam, bo już za długo zalega w szufladzie.

Lily Lolo, Mineral Foundation SPF 15 – zupełnie nieoczekiwany podkładowy ulubieniec ubiegłego roku, który zachwycił mnie połączeniem dobrego krycia, naturalnego wykończenia i świetnego, wielogodzinnego matu. Jasny, neutralny odcień Blondie sprawdzał się nieźle zimą, choć na moje potrzeby mógłby mieć w sobie coś żółtego i być minimalnie jaśniejszy, gdy jestem całkiem blada. O tej porze roku ładnie dopasował się do szyi, teraz wymieniłam go na przyjemnie żółtawy Popcorn. Blondie zużyłam do ostatniego pyłku. Na pewno będą powroty!

Blend It, gąbka marmurkowa – miękka, świetnie aplikuje się nią podkłady, ale nie mogę jej wybaczyć szybkiego łuszczenia się – jest o wiele mniej wytrzymała od BeautyBlendera, mimo że tak samo je traktuję. 


Benefit, Gimme Brow /recenzja/ – mój absolutny faworyt w dziedzinie utrwalania brwi! Tę sztukę bardzo oszczędzałam, bo żel zniknął na pół roku ze sprzedaży, co mocno podniosło mi ciśnienie. Na szczęście niedawno wrócił, wielkie uff. W podlinkowanej recenzji możecie podejrzeć odcienie 01 i 03 – oba dobre dla blondasów. 

Essence, Make Me Brow – żel, który mógłby być dobrą, tanią alternatywą dla Gimme Brow, ale odcień 01 jest za jasny i kilka razy zareagował z moim kremem/podkładem/potem (?) na fioletowo, co skutecznie mnie do niego zniechęciło. Ma podobnie małą, wygodną spiralkę do aplikacji, ale jest dużo sztywniejsza i mniej komfortowa. Podobno ciemniejszy odcień jest świetny i nikomu krzywdy nie czyni. Zazdroszczę.

Bo-Ho Green Makeup, kredka do brwi w odcieniu 303 /recenzja/ – uwielbiam! Idealnie chłodny, nie za jasny odcień dla blondynek, woskowa formuła, naturalny skład. Jedyny minus to słaba wydajność. Kosmetyki Bo-Ho dostępne w niektórych Rossmannach i w jednym sklepie online. Moje odkrycie zeszłego roku <3

L'Oreal, Color Riche w odcieniu Mysterious Icon /recenzja/ – bardzo polubiłam maluszki L'Oreala, ale dawno nie kupowałam lakierów i nie wiem, czy jeszcze są w sprzedaży. Można je zużyć do końca, mają wygodne, szerokie pędzelki, szybko wysychają, mają przeciętną trwałość i ciekawe odcienie. 

Smashbox, Always Sharp w odcieniu Sumatra – wodoodporna kredka świetnej jakości o pięknym, czekoladowobrązowym, matowym odcieniu. Producent bardzo długo nad nią dumał, aż wydumał, że nie będzie wykręcana, tylko kiedy się stępi, to sobie ją przekręcimy w opakowaniu, zrobimy czary-mary, coś w środku chrupnie i bach! znowu będzie miała wysuniętą, ostrą końcówkę. Niestety, nie wpadł na to, że skoro takie wewnętrzne, dziwaczne temperowanie będzie się odbywało w skuwce i resztki nie znajdą ujścia, to wreszcie wszystko się zapcha i mechanizm przestanie działać. A może jednak działał dobrze do końca, tylko ten drogi produkt jest totalnie niewydajny? Trudno powiedzieć, ale jestem totalnie rozczarowana wydajnością.

MySecret, Blusher, róż w odcieniu 103 Tan – pamiętacie, jak na blogach polecano kiedyś ten róż w roli bronzera do konturowania? Kupiłam, użyłam kilka razy, zachwytu nie odnotowałam i zapomniany przeleżał w szufladzie kilka lat. Ostatnio po niego sięgnęłam i śmiać mi się chciało nad jego ciepłym odcieniem. Jakże okrutnie pomarańczowe bronzery musiały być na rynku jeszcze kilka lat temu, skoro ten wydawał nam się wtedy  c h ł o d n y :D


Na koniec garść saszetek, wśród których na uwagę zasługuje glinka do twarzy Dermaglin – dobrze oczyściła, jak to glinka, a przy tym była wygodna w użyciu, bo od razu rozrobiona z wodą. Reszta produktów nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, no może poza miłym powrotem do linii migdałowej TBS (ten maluśki słoiczek zawierał próbkę masła do ciała).

To już wszystko. Tym razem w worku ze śmieciami znalazło się sporo świetnych produktów. Ciekawe, czy któryś z nich Was zainteresował?

41 komentarzy:

  1. Uwielbiam najbardziej chyba maseczki, nie wszystkich mogę używać, bo mam bardzo wrażliwą skórę, ale mam kilka swoich ulubionych. Przy tak wrażliwej skórze, to stosuję emulsję do mycia cetaphil em, nawet zmywam nią makijaż, bo po innych płynach micelarnych zaraz czerwona skóra i wysypka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresował mnie krem Resibo i teraz zastanawiam się czy powinnam go kupić czy nie, bo moja skóra potrzebuje nawilżających kremów, a ten nie do końca się u Ciebie sprawdził

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz to przyjemne uczucie nawodnionej skóry, tutaj raczej nie uświadczysz, ale to na pewno nie jest żaden bubel, po prostu dla mnie zdecydowanie za mało jak na "ultranawilżanie".

      Usuń
  3. Sporo Ci tego zeszlo :) Zawsze najbardziej lubie czytac o zuzytej kolorowce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeśli znacie angielski polecam reddit.com/r/panporn :)

      Usuń
    2. Haha, znacie, znacie, reddit jest super :D

      Usuń
  4. U mnie ta kulk a Nivea nic nie robiła , szkoda dychy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może poznałaś ją już w czasach, kiedy była skiepszczona i faktycznie nie działała? ;)

      Usuń
    2. Czekaj, rok do tyłu to te czasy?

      Usuń
    3. Tak, zeszłego lata już rozmawiałam z Esami o tym, że się zepsuł, więc wcześniej przestał działać.

      Usuń
  5. ja teraz uzywam rexony 48 h ktora ma nie pozostawiac sladow na ubraniach i bardzo polubiłam, co prawda czy działa aż 48 h nie zamierzam testowac ale i zapach i działanie poki co jest OK, nawet po rowerze:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jakoś w ogóle to nie gra :( a kiedyś lubiłam sztyfty Rexony. Teraz mam wrażenie, że od sztyftów puchnie mi pacha, a spraye kompletnie się nie sprawdzają :/

      Usuń
  6. Całkiem interesujące denko i kosmetyki :) Dużo zużyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z ta pastą Sylveco coś jest na rzeczy. Z pierwszym opakowaniem nie miałam żadnych problemów, a w drugim, które teraz używam bardzo trudno wycisnąć pastę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej nie mam ochoty powtarzać tego zakupowego eksperymentu...

      Usuń
  8. Z całej tej gromadki miałam jedynie krem Resibo Ultranawilżający i mam podobne odczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ultranawilżenie kojarzy mi się z czymś innym ;)

      Usuń
  9. maj pogodowo udał się nam w tym roku:)
    gratuluję zużyć, jest ich naprawdę sporo:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gimmie Brow to mistrzostwo, zużyłam już dwa opakowania i na nich się nie skończy. Z Essence mam właśnie ciemniejszy odcień i jest w porządku, ale nie ma takiej mocy jak Benefit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jednak przepaść cenowa między nimi jest... i czuć to choćby w wykonaniu szczotki.

      Usuń
  11. Mnie się od jakiegoś czasu marzy podkład mineralny. Będę musiała w końcu kupic :) Ja teraz używam magnezowego dezodorantu DIY, który robiłyśmy na spotkaniu i jest mega! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się przepisem, jak taki dobry! :)

      Usuń
  12. Noooo, maj nam się udał jak dawno nie :D A co do zużyć, to mineralna Sephora ze mną nie współpracuje. Robiłam kilka podejść do tego pudru i ni cholery się nie zgraliśmy... niestety. I masz rację, że Rexona nie działa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie kapryśna ta Sephora, u mnie raz jest pięknie, a potem dwa razy beznadziejnie. Nie nałożyłabym tego podkładu/pudru na ważne spotkanie, bo przez cały dzień stresowałabym się tym, czy mi się dobrze wylosowało ;)

      Usuń
  13. też byłam zachwycona pogodą w maju :)

    ja się przerzuciłam z kulek na sztyfty. na razie Rexona i na razie, odpukać, działa :)

    PS. napaliłam się jak jamnik na łydkę <3 uwielbiam Twój styl pisania!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że pianka z prawdziwego Hada Labo dobrze się sprawdziła 😁 Zapachu tam nie dają specjalnie, żeby nikogo nie podrażniał, ale ja też wolałabym, żeby trochę pachniała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zapach nie podrażnia, ale jego brak rozdrażnia :P

      Usuń
  15. Sporo produktów :) Podziwiam za wykończenie tylu produktów z kolorówki :) Podkład mineralny Lily Lolo mnie również zachwycił. Norela bardzo lubię, a żele BBW są najlepsze w tej kategorii :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z gąbkami, to ja ostatnio nie mogę dojść do ładu i wszystko powyrzucałam do kosza... :-) Wróciłam do nakładania podkładów palcami, co kilka miesięcy temu byłoby nie do pomyślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, też często nakładam podkład palcami, ale to raczej z pośpiechu / lenistwa ;).

      Usuń
  17. Cześć witam cię bardzo serdecznie w ten piękny czerwcowy poniedziałkowy wieczór jestem pod ogromnym wrażeniem tego ile udało ci się wykorzystać i przetestować Ja to nawet chyba w pół roku tyle bym nie miała hahaha z tego co tutaj prezentujesz najbardziej Zaciekawił mnie kosmetyki Hada pianka do twarzy nie miałam do czynienia jeszcze z tym kosmetykiem ani firmą i myślę że fajnie byłoby to przetestować chętnie się na To skuszę pozdrawiam cię bardzo serdecznie i życzę kolejnych kosmetycznych przyjaciół do fajnego testowania Trzymaj się ciepło


    💁 odnowionaja.blogspot.com

    Zapraszam Cię serdecznie na bloga swej Przyjaciółki Agnieszki , która chwyta piękne chwile w swój obiektyw , ale również pisze życiowe przesłania z serca dla drugiego człowieka .

    Pozdrawiam serdecznie Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie Ci poszło! Masełko Balea chętnie bym wypróbowała - myślę, że moglibyśmy się polubić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Używałam co prawda tylko dwóch maseczek z Lush, ale żadna mnie jakoś mocno nie zachwyciła. A to Twoje denko jak zwykle całkiem konkretne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a wcale nie czuję się tak bardzo wypielęgnowana :D :D :D

      Usuń
  20. Ja mam ciemny Make Me Brow i jest naprawdę świetny :)
    A z Blend it miałaś może różową? Ponoć trwalsza od marmurkowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie wypróbuję różową, bo przy marmurkowej trwałość jednak smutna.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger