17.08.2018

Aloesowa pielęgnacja twarzy z marką Equilibra

Włoską Equilibrę poznałam przy pielęgnacji włosów. Ich świetne aloesowe szampony robiły dobrze moim nieświetnym, cienkim piórkom, dlatego kwestią czasu było sięgnięcie po inne kosmetyki marki. Czy warto poświęcić im swą, jakże cenną, twarz?

Equilibra tonik i krem do twarzy z aloesem opinie

Zanim sięgnęłam po tonik i krem Equilibra, kupiłam aloesowy multifunkcyjny żel, których pełno na rynku za sprawą koreańskich marek. Wielka butla szybko zastygającego na skórze żelu nie znalazła u mnie zastosowania przy codziennych rytuałach, sięgam po nią tylko od czasu do czasu i chyba nie rozumiem geniuszu, jaki przypisuje się aloesowi w prawie 100-procentowym stężeniu. Na pewno jest świetnym produktem łagodzącym obrzęki i można dodawać go do masek glinkowych, ale tak na co dzień? Nie u mnie. Jakoś nie umiem się prawdziwie zachwycić, a tym samym duża pojemność jest dla mnie nie do zużycia w ciągu przepisowych 6 miesięcy, które zaleca producent. Myślę, że dam jeszcze szansę aloesowi na włosach w duecie z jakimś olejem – znacie ten sposób? Działa?

Equilibra tonik Aloe Toner opinie


Aloe Toner, czyli nawilżająco-łagodzący bezalkoholowy tonik z 20% zawartością aloesu, wydał mi się dużo sensowniejszym kosmetykiem. Dobrze wiem, kiedy jest mi potrzebny, jak włączyć go do pielęgnacji i czego od niego oczekiwać. Skład, który obejrzałam już po zakupie, niby niezły, 20% aloesu brzmi bardzo dobrze, ale czy produkt do oczyszczania i tonizowania skóry naprawdę potrzebuje wygładzających silikonów? Nie jestem specjalistką od składów, więc na tym etapie przestaję się mądrować. Może jeszcze tylko wspomnę o tym, że kompozycja zapachowa jest dla mnie absolutnie niezrozumiała, bo... brzydka. Dużą zaletą toniku jest na pewno brak wysuszającego alkoholu i łagodzący pantenol w składzie. 

Equilibra tonik Aloe Toner skład

Jak na nawilżająco-kojący kosmetyk, w dodatku z dopiskiem „gentle”, Aloe Toner jest, niestety, całkiem ordynarnym pielęgnatorem. Mimo że nie wysusza, nie pozostawia lepkiej warstwy i potrafi usunąć resztki zanieczyszczeń ze skóry (np. po nocy – często właśnie wtedy po niego sięgam), zdarza mu się wywołać uczucie pieczenia, i to wcale nie są pojedyncze przypadki. Po każdym peelingu (stosuję głównie enzymatyczne), czasami ot, bez wyraźnego powodu, przecieram nasączonym wacikiem twarz i czuję, że zamiast koić, podrażnia moją skórę. Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje, bo zazwyczaj tego typu reakcje spotyka się przy chamskich, alkoholowych tonikach, a tu bam! Aloes. Z jakimiś podejrzanymi, drażniącymi dodatkami. Nawet zajrzałam na Wizaż, żeby sprawdzić, czy mi się wydaje, czy może coś jest na rzeczy i... niestety, jest. Kilka osób o tym wspomniało. Jeśli lubicie aloes, lepszym i tańszym wyborem będzie po prostu aloesowy hydrolat. Po Equilibrę moim zdaniem nie ma sensu sięgać. 

/200 ml za 15–20 zł/

Equilibra Aloe Face Cream aloesowy krem do twarzy opinie

Equilibra Aloe Face Cream ma dwa razy więcej aloesu w składzie niż wspomniany wcześniej tonik. Właściwie jest to głównie miks soku z aloesu, wody i oleju ze słodkich migdałów.

Krem ma nieciekawy zapach, ale nie uznaję tego za wadę – producent tym razem całkiem zrezygnował z dodatków zapachowych, co powinno ucieszyć wszystkich wrażliwców. Ma zbitą strukturę, przy prędkiej aplikacji bieli (przy starannym wklepaniu białych smug już nie widać), za to ekspresowo się wchłania i stanowi bardzo dobrą bazę pod makijaż. Producent zapakował go w absurdalnie dużą tubę o pojemności 75 ml i zastanawiam się, ilu członków rodziny i zaprzyjaźnionych sąsiadów musiałoby codziennie sięgać po ten krem, żeby udało się go zużyć w ciągu przepisowych 6 miesięcy od otwarcia. 

Equilibra Aloe Face Cream aloesowy krem do twarzy skład

Działanie kremu bardzo mnie zaskoczyło. Decydując się na aloesowy kosmetyk do twarzy, spodziewałam się szokującego poziomu nawilżenia i miękkich jak pupa niemowlaka, idealnie nawodnionych policzków. Dostałam coś zupełnie innego: skuteczny krem... matujący. Tak tak, proszę państwa, ja też byłam w szoku. Być może jedną z przyczyn długiego utrzymywania matu jest faktycznie dobre nawilżenie, ale organoleptycznie tego nie czuć, wręcz przeciwnie – krem czasami pozostawia uczucie lekkiego ściągnięcia, podobne do tego, które występuje po wklepaniu w twarz czystego żelu aloesowego. Wchłania się ekspresem i od razu pozostawia skórę matową i niemalże pudrowo gładką w dotyku, a po nałożeniu makijażu twarz trwa w tym macie o wiele, wieeeele dłużej niż zwykle. Wrażenie po wchłonięciu jest jednak dziwne, bo z jednej strony wydaje nam się, że skóra wszystko już wessała, a z drugiej – czuć delikatną warstwę okluzyjną. Nie zmienia to faktu, że w połączeniu z dobrym podkładem potrafię nie świecić się od rana do wieczora, co za każdym razem przy wieczornym demakijażu postanawia nie zmieścić mi się w głowie.

W INCI odkryłam jednak składnik, który zaskoczył mnie równie mocno, jak samo działanie kremu Equilibry: Aluminium Starch Octenylsuccinate, czyli sól aluminium oktenylobursztynianu skrobi – substancja wygładzająca, matująca i pochłaniająca nadmiar sebum, która według wielu badaczy składów w kosmetykach, może być niebezpieczna dla naszego zdrowia. Zdaje się, że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska naukowców w sprawie potencjalnej kancerogenności soli aluminium, ale nawet jeżeli te podejrzenia się nie potwierdzą, wciąż jest to składnik, który może wywoływać podrażnienie lub przyczynić się do wysypu zaskórników. Żeby nie było: nie tylko Equilibra dorzuciła go do swoich kosmetyków. Tę samą sól można znaleźć m.in. w podkładach matujących Bielendy, serii kosmetyków Tołpy dla Lidla czy regenerującym mleczku do ciała marki Garnier.

Jak widzicie, słodko-gorzkie okazało się to spotkanie z pielęgnacją do twarzy od Equilibry. Dostałam coś zupełnie innego, niż zakładałam, w dodatku z podejrzanym składnikiem, a jednak matujące moce tego kremu zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Mimo wszystko do Aloe Face Cream, podobnie jak do toniku, pewnie już nie wrócę. Na co dzień takiego matującego nie-nawilżacza nie potrzebuję (wolę, gdy skóra ma czym oddychać), a do korzystania od wielkiego dzwonu krem z 6-miesięcznym PAO po prostu się nie nadaje.

A poza tym jestem cykorowatym cykorem i cykam się tego aluminium. Tylko nie mówcie nikomu.

/75 ml za 25–30 zł/

29 komentarzy:

  1. na mojej skórze czysty aloes też cudów nie czyni i też nie rozumiem, czemu jest tak wychwalany :)

    co do Equilibry, nigdy niczgo od nich nie miałam. i choć coś do włosów mogłabym wypróbować, to właśnie po rzucie okiem na składy ich mazideł do pielęgnacji twarzy nue byłam do końca przekonana... w tym przypadku intuicja zadziałała znakomicie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampony są naprawdę świetne, teraz używam nawilżającego w duecie z odżywką i włosy są gładkie i nawilżone. Wiadomo, że każdemu pasuje co innego, ale powinnaś przynajmniej spróbować :)

      Usuń
  2. U mnie żel aloesowy fajnie sprawdza się na włosach przed myciem i dodawany do glinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do glinek też dodaję (problem w tym, że rzadko rozrabiam glinki ;)). Do włosów muszę wypróbować!

      Usuń
  3. Moje dotychczasowe doświadczenia z żelami aloesowymi są totalnie obojętne i jakoś średnio mnie ciągnie do aloesowych serii. Szkoda, że tonik okazał się kiepski, a krem w pewnym sensie również. Ja nawet nie znalazłabym dla niego zastosowania, bo krem pod filtr to dla mnie za dużo. Także podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, żele solo zasychają na skórze i... niewiele z tego wynika :). Ja się napaliłam na kosmetyki z aloesem właśnie po bardzo udanych szamponach, ale jak widać, to nie takie proste :). Kremu Equilibry oczywiście też pod filtr nie stosuję, tylko raczej w dni, kiedy nie wychodzę na słońce. Myślę, że nie najlepiej by wypadło połączenie jednego z drugim.

      Usuń
  4. Mam ten krem i jestem z niego bardzo zadowolona ;) Rzeczywiście daje uczucie matu, ale moim zdaniem dobrze nawilża ;) A mam cerę z tendencją do przesuszania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to fajnie, że u Ciebie działa. Ja lubię czuć to nawilżenie pod palcami, a przy tym kremie nie mam co liczyć na taki efekt :)

      Usuń
  5. Muszę bardzo uważać przy takich produktach, bo aloes bardzo często mnie uczula.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Te do włosów ja też i wszystkim je polecam. Przy pielęgnacji twarzy niestety rozczarowanie...

      Usuń
  7. Nie używałam... Ogólnie co do aloesowego czegokolwiek to mam podejście takie, że... mam cztery aloesy w domu i jeśli potrzebuję ich użyć, to odcinam łodygę i miziam ;) To się u mnie sprawdza najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze. To nie kupię, choć jestem psychofanką aloesu. Na razie czeka na mnie Marilou Bio z aloesem na drugim miejscu w składzie, ale wykańczam Estee! Co za dużo to niezdrowo, prawdaż.

    Aloes 100% (95%?) jest super na spaloną słońcem skórę, ale faktycznie poza tym nie mam na niego pomysłu. Może na włosy, rzeczywiście? Bo jako balsam moim zdaniem nie do końca się sprawdza.

    Nie ogarniam idei toników. Tylko woda termalna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tego Marilou Bio, czekam na recenzję :). Na włosy musimy spróbować, może przestaną Ci się puszyć, a moje strąkować? :D

      Usuń
  9. Ja przekonałam się do aloesu, ale tej marki nie miałam okazji poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszka z bloga Kosmetologia Naturalnie tłumaczyła ostatnio, dlaczego ten aloes uczula - inaczej go produkują ;) Polecam zajrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To ciekawe z tym tonikiem, że wywołuje uczucie pieczenia. Hmmm a może tak objawia się jego aktywne działanie? Niektóre niemieckie kosmetyki tak mają, że właśnie oznaką tego że działają jest początkowy rumień czy chwilowe pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że on raz piecze, raz nie i po prostu nie wydaje się delikatny. Sam aloes nigdy mnie nie piecze, krem też nie hmmm

      Usuń
  12. moja przygoda z ta forma skonczyla sie po uzyciu probek szamponow ktorew tak mnie podraznily ze kolejne tygodnie leczylam skore glowy. A z aloesem miałam ten hit z holika holika i był beznadziejny więc moze aloes tez nie est dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, aż tak? Współczuję! U mnie na szczęście żadne podrażnienia/uczulenia przy szamponach się nie ujawniły, ale powiało grozą!

      Usuń
  13. Uuu skoro wywołuje pieczenie to nie dla mnie. Mam skórę wrażliwą. Zgadzam się, że przy takim składzie lepiej stosować hydrolat z aloesu ale z drugiej strony nie ma on takich samych walorów oczyszczających jak tonik...
    Nie miałam jeszcze nic z tej marki, słynnych szamponów nie mógę używać zostają mi jedynie maski:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Żel aloesowy to u mnie lubią łuszczycowe placki :P Nigdy nie miałam kosmetyków tej marki, ale składy chyba średnio piękne z tego co piszesz...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie miałam jeszcze nic z Equilibry, ale dziękuję za cenne spostrzeżenia. ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger