24.08.2018

Makijażowe wyrzutki w minirecenzjach: Clinique | Flormar | Kobo | Misslyn

Dawno, dawno temu postanowiłam, że zawalczę z bezsensownym kupowaniem kosmetyków i przetrzebię makijażowe zbiory, które przytłoczyły mnie nadmiarem. Od co najmniej dwóch lat, za każdym razem, kiedy najdzie mnie ochota na spontaniczne zakupy, wyciągam z szuflady coś dawno nieużywanego. Tak oto odkryłam sporo zapomnianych (lub nigdy niedocenionych) perełek, a jeszcze więcej wywaliłam bez żalu. Ostatnio znowu zebrała się gromada makijażowych wyrzutków (starocie, niedobrocie), a wraz z nimi okazja do napisania kilku zdań o. 



Jeżeli macie podobny problem z nadmiarem, kompulsywnymi zakupami, kosmetycznym chaosem, bardzo polecam Wam ten sposób. Ja dzięki niemu uświadomiłam sobie, że prawie niczego już nie potrzebuję i... na nowo zaczęłam cieszyć się tym, co kiedyś zgromadziłam. To oczywiście nie oznacza, że w bliżej nieokreślonej przyszłości niczego już sobie nie kupię, ale zasada jest prosta: jeśli chcesz mieć coś nowego, najpierw się czegoś pozbądź: wywal starocia (albo trzech), podaj dalej to, po co i tak nie sięgasz. Niby proste i oczywiste, a jednak przez dobrych kilka lat kisiłam się w tym kosmetycznym sosie i coraz mniej mnie cieszyła moja mocno przesadzona kolekcja. Typowa klęska urodzaju w połączeniu z zakutą pałą. 

No więc... co my tu mamy?


Flormar, Bronzing Powder Face & Body w odcieniu BR01 – no i tak... w lampach ostatniego istniejącego salonu Flormar w Katowicach (czy on tam jeszcze stoi koło dworca? Jeśli jesteście z Kato, dajcie znać!) ten bronzer wyglądał zacnie. Jak coś idealnego do konturowania. Aż się dziwiłam, że sprzedają taki typowo chłodny, matowy, prokonturowy bronzer jako wielkoformatowy puder brązujący do twarzy i ciała. W sumie... nadal tego nie rozumiem, bo Bronzing Powder do ocieplania absolutnie się nie nadaje :). Niestety, do konturowania też nie. Jest nie tylko chłodny, ale też... różowy. Jak się nim próbowałam konturować (i teraz, i zimą), wyglądałam cokolwiek idiotycznie – jakbym się wysmarowała pyłem z gliny, a potem go pieczołowicie roztarła najlepszymi pędzlami świata. Cóż, nawet najlepszy pędzel nie sprawi, że gówniany kolor będzie się ładnie prezentował na twarzy czy ciele, dlatego musimy się rozstać. Mi dispiace, Flormar. 

Clinique, Almost Powder Makeup w odcieniu 03 Light (MF) – kupiłam go kiedyś na nieszczęsnej Truskawce (Strawberrynet, ale nie zaglądajcie tam nawet, bo wciskają sporo starego szajsu) i okazało się, że zimą jest za ciemny. Potem przegapiłam ze trzy sezony letnie i wreszcie w tym roku sięgnęłam po niego. Do opalenizny pasuje nieźle, ale w sumie to ciężki, kryjący puder. Mógłby robić za podkład, tylko że w ogóle nie trzyma matu, więc wolę osypywać się minerałami z Lili Lolo czy Annabelle, zamiast Clinique. Oj no, po prostu nie trafiłam z odcieniem. Podejrzewam, że jaśniejszy zimą sprawdzałby się fajnie. A tak się kiedyś na niego napaliłam... 

Kobo, Translucent Loose Powder w odcieniu 101 – to miało być transparentne wykończenie makijażu, ale puder wyraźnie bieli, czasem trudno go rozetrzeć, poza tym, jak na puder matujący, słabo trzyma mat na mojej mieszanej cerze (już po dwóch godzinach się świecę). Próbowałam używać go pod oczami, ale wchodził w zmarszczki i mocno je podkreślał. A taki jest aksamitny w dotyku, mały oszukaniec!


Dwa podkłady i trzy korektory lecą prosto do kosza, a w zamian w moich zbiorach wylądowały dwa odcienie korektora Nabla Close-Up Concealer. I już. Bilans wciąż korzystny.

Jeśli chodzi o korektory, żadnego nie użyłam więcej niż raz, bo Clinique Line Smoothing Concealer w odcieniu 02 Light i Catrice Liquid Camouflage 010 Porcellain wyraźnie ciemnieją, a Clinique dodatkowo jest zbyt ciężki, by stosować go pod oczy (na twarzy rzadko potrzebuję pokryć coś punktowo, więc leżał). Jego druga strona to tusz do rzęs High Impact, który szybko zaczął nieciekawie pachnieć ciężką frakcją ropy naftowej, więc od razu odeszła mi ochota na sprawdzanie, czy fajny. Pewnie kiedyś kupię go oddzielnie, bo swego czasu chciałam High Impact przetestować. Płynny kamuflaż Catrice ciemnieje o co najmniej dwa odcienie względem tego, co widzicie na zdjęciu, a ostatecznie robi się sino-beżowy. Naprawdę nieciekawie to wygląda. Korektor Misslyn  (dostępny w Hebe) żegnam tylko ze względu na odcień (06 Marble), bo na żywo jest jeszcze bardziej pomarańczowo-różowy, niż na fotce poniżej. Z przyjemnością używam za to koloru Wheat. 


Z kategorii podkładów do kosza leci dwóch starców: mój ulubiony nie-ideał Guerlain Tenue de Perfection w najjaśniejszym, choć wcale nie takim jasnym (i wyraźnie utleniającym się!) odcieniu 01 Beige Pale /recenzja/ i Dream Matte Mousse od Maybelline w dosyć ciemnym jak na mnie i zdecydowanie zbyt chłodnym odcieniu 20 Cameo. Ten ostatni zaskakująco dobrze wygląda na twarzy, daje photoshopowy blur, ale nie zastyga i zostawia odciski na telefonie, czego nie mogę mu wybaczyć. Do Guerlain chętnie wrócę któregoś lata, bo po tym, jak ściemnieje mi na twarzy, ma idealny letni odcień ;). 


Najciężej jest mi się rozstać z paletą TheBalm Nude 'tude /prastara recenzja/, która była pierwszą tak dobrej jakości w moich zbiorach (ach, te sentymenty!). Dobrze napigmentowane, pięknie przenoszące się i rozcierające cienie służyły mi przez wiele lat i mimo kolejnych mniej lub bardziej zwariowanych zakupów, przynajmniej kilka razy w roku wracałam do seksownych dziewcząt z TheBalm. Jedyne, czego wyraźnie tu brakuje, to matowy beż (Snobby połyskuje). Nie znalazłam też zastosowania dla perłowej bieli. W ogóle dużo tu świecidełek, trochę niedzisiejsze zestawienie. Żegnamy się, bo paleta pochodzi z 2011 roku, a producent zalecił zużyć ją w 12 miesięcy, także tego.

Matowy róż Sensique w odcieniu 205 kupiłam kiedyś jako nowość, a potem nigdy go Wam nie pokazałam, bo i nie zagrzał miejsca na moich policzkach. Okazał się dla mnie zbyt ciemnoróżowy i chłodny, właściwie dawał efekt podobny do moich naczynkowych plam, a nie po to je kamufluję, żeby potem sobie podobne domalowywać ;).

Cień w kredce Golden Rose Eyeshadow Pencil nr 311 to całkiem ładna, metaliczna, morska zieleń, ale naprawdę rzadko po nią sięgałam, a i trwałość na tłustych powiekach taka sobie. Cieniutki, czekoladowobrązowy liner NYX z limitowanej kolekcji Chocolate czasem służył mi do zagęszczania górnej linii rzęs, ale sięgałam po niego bez przekonania, bo miał trochę za mało pigmentu i jednak wolę czerń.

Tyle na dziś. Pozdrawiam Was z mojej wyszczuplonej makijażowej krainy i życzę miłego weekendu! 

25 komentarzy:

  1. Ja sobie ostatnio zrobiłam detoks kosmetyczny i nie kupuję już nic. Jedyne co kupiłam to korektor, ponieważ mi się skończył i też sporo kosmetyków oddałam mamie i siostrom :) A! I 5 paletek wylądowało w koszu, niestety.
    Co do twoich kosmetyków bardzo dobrze sprawdził się u mnie korektor z Catrice, ale z tego względu, że słyszałam, że ciemnieje, wybrałam odcień 005 i idealnie pasował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam podobnie z Catrice, ale i tak jakoś po to 005 nie sięgam. Pewnie trafi do koszyka testów w niedługim czasie :)

      Usuń
  2. Tylko jeden jedyny raz zrobiłam zakupy na truskawie i to co do mnie przyszło to była jakaś porażka, stary, porysowany brązer Lancome, więc podziękowałam właściwie już na wstępie :/
    Znam jedynie korektor Catrice i w sumie to czasem po niego sięgam. The Balm mnie ominął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, u Ciebie też wyszła lipa... Ja stamtąd mogłabym już zamówić chyba tylko produkt, który miał premierę maksymalnie 2 lata wcześniej – to przynajmniej bezpieczne ;). Z drugiej strony już nie chcę wspierać tego niechlujnego molocha.

      Usuń
  3. 12 miesiecy ? e tam kto by się przejmował taką datą na palecie ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam problem z nadmiernym kupowaniem, ale juz się z nim rozprawiłam. Co do podkładu Guerlain to niestety nie służy mi jego intensywny zapach. Próbowałam kilka razy i dałam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  5. Paletkę też byłoby mi skoda wyrzucić :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Korektor z Catrice uwielbiam (mam 020) i osobiście nie zauważyłam ciemnienia, ale skoro Tobie nie pasuje, to nie ma co się męczyć. W temacie kosmetyków jako takich, to już od dość dawna wyznaję taką filozofię, że nie ma co kupować kolejnych "cudownych" edycji tego czy tamtego, bo w gruncie rzeczy wszystko to już było - często lepszej jakości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u Ciebie Catrice się nie utlenia? Na mojej skórze ciemnieje wszystko, co ma jakikolwiek potencjał do brzydkiego utleniania :/. A co do zakupów: prawda jest taka, że po latach tonięcia w morzu kosmetyków to się na szczęście przejada i człowiek staje się zarówno mniej napalony na nowości, jak i bardziej wybredny :)

      Usuń
  7. ja staram sie ograniczac moje kosmetyczne zakupy.. bywa roznie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam flormar w cieniach jestem totalnie zakochana, musze zobaczyc tez inne kosmetyki tej marki choc ten "bronzer" bardziej przypomina mi roz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też swego czasu bardzo lubiłam tę markę, ale potem zniknęła, ja zajęłam się milionem innych i już za nią nie biegałam po sklepach online :)

      Usuń
  9. Często tak jak piszesz użyje się coś raz czy dwa już wiadomo że to nie dla nas. Mimo wszystko ciągle zapominam sięgnąć do czeluści mojej kolorówki bo ją przede wszystkim chciałabym przejrzeć. Natomiast rok temu robiłam czystki w lakierach takich zwykłych i wyobraz sobie ze malowałam je caly czas i nosiłam tak długo jak dało rade. Dzięki temu pozbyłam się naprawdę sporej ilosci ale też paznokcie mi się bardzo zniszczyły po tym eksperymencie. Muszę jednak znowu ruszyć z tym tematem bo wszystko lezy i czeka co nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Flormar wycofał się z Polski parę lat temu. A Misslyn wyleciało z Hebe w zeszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Flormarze wiem, poznikały wyspy, ale mieli ostatni salon w Katowicach, który podobno należał do pobliskiego Yves Rocher (który pewnie jest franczyzowany, więc może to zrobił jeden właściciel). Ale Misslyn? Może nie z każdego Hebe? W moim widziałam szafę ze dwa miesiące temu.

      Usuń
  11. hue hue, płynny kamuflaż Catrice w dokładnie tym samym odcieniu to jeden z moich ulubieńców pod oko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 005 jeszcze mam u siebie, ale jakoś nie chce mi się po niego sięgać ;)

      Usuń
  12. Mam ten puder z Kobo ale nie narzekam, u mnie raczej się sprawdza choć często nie używam :).
    Cienie posiadam kilkuletnie... i są kurcze, w świetnym stanie i rzadko co wyrzucam :D Takiej paletki bym się chyba nie pozbyła :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie Catrice Liquid Camouflage, to jakieś totalne nieporozumienie. Jeden z gorszych korektorów jakie miałam. NOPE.
    Paletka z 2011 roku? Nieźle, ja swoje wyrzucam jak są rok po terminie (umówmy się, produkty pudrowe raczej się nie psują), ale i tak przez ten rok zazwyczaj ich nie używam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo grzecznie postępujesz nawet z produktami pudrowymi ;)

      Usuń
  14. No i proszę, jakie ładne porządeczki :) ja ostatnio kupuję BARDZO mało (głównie produkty pierwszej potrzeby typu antyperspirant, żel pod prysznic) i to również mi uświadomiło, że większości zdecydowanie nie potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. No, ja nie umiem ograniczyć zakupów. ;) Puder Kobo też miałam i oddałam. Właśnie strasznie bielił. :/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger