02.10.2018

Zużycia września

Wrzesień uwielbiam i postanowiłam nie obrażać się na niego, mimo że spadł na nas mocno kiepski nius, a na koniec mój syn zaliczył wirusa smarkowo-kaszelkowego, z którego jeszcze się nie wygrzebaliśmy. W tym roku uprzyjemniłam sobie ten wyjątkowo piękny wrzesień równie pięknymi zapachami, pozytywnym nastawieniem do rzeczywistości i nawet pelargonie na balkonie wyglądały lepiej niż kiedykolwiek. To był dobry miesiąc.

Zużycia września 2018


We wrześniu skończyło się kilka świetnych kosmetyków, do których z przyjemnością wrócę, ale oczywiście znalazło się też miejsce dla bezużytecznych pajaców. Zaraz Wam powiem, które to które, żebyście mogli uaktualnić swoje wishlisty. No to jedziemy.


Balea, Malina i limonka, żel pod prysznic – etykieta cieszyła moje oczy, bo była letnia i bardzo apetyczna – idealnie pasowała do tego pięknego, ciepłego września, jaki nam w tym roku zaserwowano. Zapach malinowo-limonkowy kojarzył mi się raczej z gotowanym rabarbarem. Co kto lubi, mnie nie urzekł, ale było okej.

Balea, Malina i liczi, żel pod prysznic – a malinę z liczi pokochałam całym serduszkiem! Aromat liczi jest piękny w naturze i został fenomenalnie oddany w tym żelu, malinę czuć słabo, ale kogo ona obchodzi, gdy takie rzeczy niebywałe odbywają się w butelce. Mam jeszcze jedną butelkę, którą zamierzam zużyć, jak już będę miała po dziurki w nosie błotnisto-wietrznej polskiej zimy. Żele Balei wciąż bez zmian: pienią się jak wariaty (bo mają SLeS), zużywają za szybko i mogą wysuszać skórę, ale kogo to obchodzi, gdy takie rzeczy niebywałe...

Equilibra, Aloe Efficacia Naturale – to szampon nawilżający, który ma 20% soku z aloesu w składzie, więc ma się czym pochwalić. Moje włosy go uwielbiają, bo dobrze je domywa, stają się sypkie i mają większą objętość, co niezmiennie mnie cieszy. Wolałabym, żeby skóra trochę wolniej się po nim przetłuszczała, ale może nie można mieć wszystkiego?

Lactacyd (mini) – nie lubię, nie służy mi i kupiłam tylko dlatego, że nie było miniaturowej Tołpy w Rossmannie, a potrzebowałam na wyjazd. Po wyjeździe żałowałam, że nie poszłam szukać Tołpy w innym Rossmannie. Lactacydzie, moja flora bakteryjna serdecznie cię nie pozdrawia.

Ministerstwo Dobrego Mydła – mydło OrkiszLu, dzięki za możliwość przetestowania. Nie jestem wielką miłośniczką kostek w kąpieli, bo nie lubię efektu tak czystej, że aż tępej w dotyku skóry, ale jako że mydło MDM zawierało dwie warstwy peelingujące, postanowiłam dać mu szansę pod prysznicem. Wyszło... przeciętnie. Było twarde, trochę poskrobało skórę, umyło jak zwykle za bardzo, pachniało kakao, ale też jakoś niezbyt apetycznie. Potem trafiło do mydelniczki koło umywalki i... zmiękło. Za bardzo. Część peelingująca zamieniła się w paćkę, która brudziła wszystko wokół, mydło niczym się nie wyróżniało jako kosmetyk do mycia rąk. Wybrałabym wszystkie inne kostki świata zamiast tej, więc tu również pudło. Być może to nie jest złe mydło, ale u mnie nie zadziałało.


Organique, Normalization Algae Face Mask – wspaniała, megaskuteczna maska algowa, która przypomniała mi, że algi ogólnie są super, niezależnie od firmy. Ta ma w składzie olejek herbaciany, więc działa antybakteryjnie, ale przede wszystkim bosko nawilża, chłodzi, koi. Saszetka wystarczyła na dwa użycia. Na pewno będą kolejne.

Sephora, Green Tea Eye Mask – płatki pod oczy, które trochę ukoiły, trochę nawilżyły, ale wielkiego wow nie zauważyłam. Lepiej zainwestować w dobry krem.

Bielenda Professional, Hydrogel Lifting Face Mask – zagapiłam się z datą ważności i połowa butelki poleciała do kosza. Miała formułę żelowo-kisielową, mocno lepką, co może się nie podobać, ale mi nie przeszkadzało, bo kitka, bo opaska. Jest przeznaczona do profesjonalnego, gabinetowego użycia, ale w domowym zaciszu sprawiała, że skóra była miękka, gładka i jakby otulona hydrożelową kołderką. Bałam się, że będzie zapychać, ale przy okazjonalnym używaniu nic takiego nie miało miejsca. Za mało ją wzięłam w obroty, żeby Wam polecić, dlatego poprzestańmy na tym, że to była udana przelotna znajomość.

Resibo, Serum naturalnie wygładzające /recenzja/ – retyyyyy, jakie ono było wydajne! Tak bardzo, że aż się nim znudziłam, przerzuciłam na inne kosmetyki, a 1/3 butelki zużyłam do szyi. Za tłuste na dzień i pod makijaż (olej ze słodkich migdałów w składzie, a to jeden z większych znanych mi tłuściochów), ale doskonałe w wieczornej pielęgnacji. Ku mej uciesze, wyraźnie ujędrniało. Nie sprasowało zmarszczek, ani na twarzy, ani na szyi, ale dla fanek olejowych formuł i pipet powinno być godne zainteresowania.

Resibo, Tonik. Mgiełka nawilżająca – kosmetyk z serii: może być. Miał ładny, kwiatowy zapach, przyjemnie się go używało, ale nie podobał mi się lekko tłusty film zostający na skórze (może to przez glicerynę w składzie? po co tam w ogóle gliceryna?). Przez to tłustawe coś skóra szybciej mi się zaczynała błyszczeć, co szczególnie w upałach było mało komfortowe i trochę czasu zajęło mi odkrycie, że może winowajcą jest TONIK. Nie wrócę.


Sephora, Instant Nail Polish Remover For Glitter – to już się robi nudne. Mój ulubiony, ultraskuteczny gąbkowy zmywacz do paznokci został wycofany. Sephoro, pocałuj się. Wiesz dobrze w co. 

AUBE, ProCollagen+ Synthesis, Revitalizing Eye Contour Serum – niby gęste i treściwe to serum, ale szybko się wchłania. Jak dla mnie: za szybko. Nie miałam poczucia wielkiego nawilżenia, raczej takie na poziomie Ziai. Fajnie, że się nie roluje i dzięki temu nadaje pod makijaż. Nie zauważyłam spłycenia zmarszczek czy innych szalonych zwrotów akcji.

It's Skin – Have a Eggshell Cleansing Foam – „Have a... coś tam” to cała seria pianek myjących It's Skin. Nie wiem, czy widać różnice w działaniu, ale następnym razem postawię na bananową, bo kocham banany, a te jajka jednak jakoś nie działają mi dobrze na psychę. Pianka wyciskana z tuby to tak naprawdę nie pianka, tylko gęsta pasta, która w kontakcie z wodą ładnie się pieni i bardzo dobrze oczyszcza, tak już prawie do skrzypienia. Czy to dobrze? Dla jednych świetnie, dla innych przerażająco, bo być może trochę wysuszająco. PS Czy tam nie powinno być „have an”? Aha, rozwiewam wątpliwości: zapach klasyczny kosmetyczny. Ani śladu jajka.

Ziaja, Ulga dla skóry wrażliwej, płyn micelarny – to chyba najgorszy micel, jakiego używałam w ciągu ostatnich pięciu lat. Jeśli tak ma wyglądać ulga, to ja bardzo za nią dziękuję, moja skóra chętnie pomęczy się z makijażem przez kolejnych miliard godzin. Płyn skutecznością dorównuje wodzie i... niespodzianka! Szczypie w oczy! 

Marion, Mat Express, Bibułki matujące z pudrem – nie lubię bibułek z pudrem, a te były nie tylko pudrowe, ale też sztywne i kiepskie. Skład mają zacny: Talc, Titanium Dioxide, Aluminium Hydroxide, Iron Oxides, Corn Starch, Ultramarine Blue. Nikt nie powinien wątpić, że matują, ale pozwoliłam sobie już więcej tego matu nie testować na sobie i wywalam prawie całe opakowanie. Powodzenia w blasku fleszy!


Bell, Hypoallergenic CC Cream, Fluid korygujący – był fajny, lekki, idealny na lato. Oczywiście wycofali.

Eveline, Volume Celebrity, tusz pogrubiająco-wydłużający – może z tym pogrubianiem trochę przesada, ale ładnie wyczesuje, wydłuża, rozdziela. Lubię. Ciekawe, czy już wycofali?

NYX, The Skinny Mascara – nigdy nie widziałam tuszu z tak maciupeńką szczoteczką o tak króciusieńkim włosiu. Od początku formuła była bardzo sucha, ale kto wie, może kupiłam starą maskarę. Potencjał do wyczesywania dolnych rzęs pozostał więc czysto teoretyczny.

Próbka podkładu Diora dała mi nadzieję na to, że to świetny podkład na wyjścia, bo pierwsze wrażenie było mega. Drugie było takie, że nos coś szybko mi się świeci i w ogóle to jakaś taka pomarańczowa się nagle zrobiłam. Chętnie dałabym sobie szansę na trzecie wrażenie i samodzielnie wybrała odcień do testów.

To już wszystko w tym odcinku.

25 komentarzy:

  1. mnie to serum z resibo na razie nie nudzi, to świetny kosmetyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Żele Balea cudownie pachną, szkoda, ze mam tak daleko do sklepu po nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Malina i liczi kocham to! mam już chyba 4 butelkę tej wersji Balea i zdecydowanie to moja ulubiona wersja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No świetne to liczi!!! Ciekawe, kiedy wycofają ;)

      Usuń
  4. Miałam ten żel Balea z liczy dla mnie zapach był okropny! Pewnie dlatego, że nie lubię liczi :D hahhahah Ale szampon aloesowy bardzo miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, niesamowite – ten sam zapach tak różnie odbierany.

      Usuń
  5. lubie male cienkie szczoteczki w tuszach, zerkne sobie na NYX. Ja lubie tez te zmywacze w gabce od delii są spoko ale nie do brokatów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rzadko mam brokaty na paznokciach, ale ten zmywacz był genialny do normalnego manikiuru – zmywał wszystko w kilka sekund.

      Usuń
  6. Byłam ciekawa AUBE, ale skoro za szybko się wchłania i nie widziałaś efektów, to chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam takie samo zdanie o płynie z Ziaii!!! Okropny był :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo tego udało Ci się zużyć :) Mam w zapasach ten tonik z Resibo.

    OdpowiedzUsuń
  9. lubię kosmetyki Resibo, zwłaszcza ich balsam, na serum czaję się już jakiś czas :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps po tym płynie Ziaji myślałam że się załzawię, tak mnie oczy szczypały

      Usuń
    2. Czyli nie wydawało mi się :D

      Usuń
  10. Bardzo lubię maski algowe, tej jeszcze nie miałam, chętnie spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja z tych pianek od It's Skin miałam już dwie: bananową i z granatem i jak mam być szczera różnicy nie widziałam między nimi oprócz zapachu :) Ta bananowa mocno wali bananami, więc jak lubisz to polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, uwielbiam wszystko, co wali bananem <3

      Usuń
  12. wycofali Twój ulubiony zmywacz? grrrr

    OdpowiedzUsuń
  13. Te bibułki to była dla mnie pomarańcza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego nawet nie analizowałam, ale faktycznie, na Twojej jaśniutkiej cerze musiały wyglądać bosko ;)

      Usuń
  14. Chyba w końcu przetestuję ten szampon aloesowy ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger