16.11.2018

Pielęgnacyjni zapachoumilacze: Balea | 2x The Body Shop

Dawno, dawno temu szczególnie sobie ukochałam kosmetyki pachnące słodkimi wypiekami. Ciasteczkowe, waniliowe, karmelowe, czekoladowe, szarlotkowe... – polewałam się tym i nacierałam bez opamiętania. W ten sposób dokarmiałam swojego wewnętrznego pulpeta i, nie ukrywam, było wspaniale! Teraz próbuję żyć nieco zdrowiej (z naciskiem na: nieco) i, nie wiedzieć kiedy, przerzuciłam się z ciastek i czekolady na owoce. Na razie głównie pod prysznicem, ale przecież od czegoś trzeba zacząć.



Dziś przynoszę Wam radość. Bezkompromisową, intensywną i zapewne nie dla wszystkich. Wreszcie jestem człowiekiem wolnym od czekających na swoją kolej kosmetyków z nielubianej przeze mnie kategorii: wcale nie chciałam, ale same przylazły (w prezencie, w promocji, w innego rodzaju pomroczności). Nagle stała się jasność: używam dokładnie tego, na co mam ochotę. Polecam to rozwiązanie wszystkim koleżankom blogerkom, którym wciąż wydaje się, że świetnie mieć regał zapasów na wypadek przeciągającego się kiblowania w schronie przeciwatomowym. Mnie się już wydaje inaczej, ale been there, done that

Prawdziwe szczęście w ostatnich tygodniach daje mi cudownie aromatyczna i ani trochę jesienna trójca ze zdjęcia powyżej. Cieszą mnie nie tylko ich zapachy, ale też etykiety. Człowiek-zaciesz, oto ja ostatnimi czasy. Przynajmniej w temacie kosmetyków. 


Zaczęło się od miłości do limitowanego (a jakże!) bananowego masła do ciała z The Body Shop. Z bananową linią TBS historia jest taka, że w stałej sprzedaży mamy duet do włosów, który marka stworzyła jeszcze w latach 80., a do Polski przybył wraz z samym The Body Shopem w okolicach 2005-2006 roku. Aromat banana zarówno w szamponie, jak i odżywce jest cudownie słodki i mało chemiczny, zupełnie inny niż te znane z maski Kallosa czy sypkiego pudru Wibo. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego nie ma całej bananowej kolekcji, aż tu nagle, latem 2018, zobaczyłam TO. A raczej te: masło do ciała, kremowy żel pod prysznic, a także lekki jogurt, którego skład nie przypadł mi do gustu – cała kolekcja pod wspólną nazwą Go Bananas. Bananowe masło jest z tych gęstszych i zapewnia mi przyzwoite nawilżenie oraz dłuuuugą zapachową przygodę. Dla niemiłośników aromatu banana będzie to masło_szczególnie_capiące, ale dla wielbicieli ta przygoda winna skończyć się głębokim uwielbieniem. Pierwsze opakowanie powoli dobija dna, ale mam jeszcze dwa w – tak, tak – zapasie. Pewnie do końca roku zniknie na dobre, ale na razie możecie je kupić zarówno stacjonarnie, jak i online na thebodyshop.pl. Występuje w dwóch pojemnościach: 50 ml za 23,90 zł i 200 ml za przykre 69,90 zł. Bananowym łasuchom bardzo polecam.

W The Body Shop mieszka (na szczęście na stałe) jeszcze jeden mocny zawodnik – żel pod prysznic o zapachu Satsuma z olejkiem satsuma w składzie. Satsuma to... hmm... mandarynko-pomarańcza. Taka mało znana odmiana cytrusa, której nigdy nie miałam okazji wąchać ani konsumować, ale za to w ujęciu TBS od lat ogromnie mi się podoba. Wróciłam po dłuższej przerwie i znowu pełen zachwyt: nie dość, że kompozycja jest słodko-cytrusowa, niesamowicie przyjemna dla nosa, to jeszcze utrzymuje się w łazienkowym mikroklimacie jeszcze przez jakiś czas po kąpieli. SLeS gwarantuje gęstą pianę, wszystko jest umyte porządnie, a człowiek radośnie czysty. Pewnie może wysuszać co wrażliwsze skóry, ale ja i tak się balsamuję za życia, a nawet jeśli tego nie zrobię, żadna krzywda mi się nie dzieje. Żel można kupić w dwóch pojemnościach: 60 ml za 11,90 zł i 250 ml za 25,90 zł. Z uwagi na dosyć rzadką konsystencję, nie jest szczególnie wydajny. Warto polować na niego w promocji, podobnie jak warto zainteresować się innymi kosmetykami z tej linii.

Od góry: masło TBS, żel pod prysznic Balea, żel pod prysznic TBS

Ostatnim zapachoumilaczem, przy którym ciężko mi oderwać nos od butelki, jest liczi-malinowy żel pod prysznic taniej, trudno u nas dostępnej marki Balea. Ja zakupy zrobiłam po słowackiej stronie Tatr jeszcze w wakacje, ale Wy możecie szukać kosmetyków DM-owej Balei stacjonarnie w ukochanych przez Polaków sklepach z chemią z Niemiec. Na moim osiedlu jest jeden taki, Baleę też w nim widziałam, więc jak tylko zużyję drugą butelkę tego liczi-cuda, pobiegnę szukać tam kolejnych. Na Słowacji takie 250-mililitrowe opakowanie kosztuje 1 euro, w Polsce w okolicach 6 złotych. Większość zapachów Balea jest udana, ale czasem trafiają się te niezapomniane. Liczi w wydaniu Balei jest oszałamiające, trochę kwiatowe i dość zbliżone do oryginału. Mało czuję tam maliny, która miała łagodzić słodycz liczi, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo egzotyczna, kolczasta kulka pachnie oszałamiająco! Żel ma podobne właściwości do tego z TBS – pieni się zacnie, za szybko znika z butelki i daje mnóstwo radości.

Gdybym nagle nabawiła się choroby skórnej, która zmusiłaby mnie do używania hipoalergicznych, niepachnących kosmetyków, mój pasek szczęścia zaświeciłby się na czerwono...

A jakie są Wasze ukochane zapachowe typy w kosmetykach?

30 komentarzy:

  1. Grucha, gruszka, gruszeczka!!! Najukochańszy owoc świata :-) Korres ma cudowny żel pod prysznic i balsam o zapachu bergamotki <3 Tej samej firmy żele i balsamy o zapachu bazylii i cytryny, figi, gujawy czy wiśni z migdałami też rozwalają system :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, gruszki są pyszne i pięknie pachną w kosmetykach :). Ja polecam gruszkowy żel Dermacolu! Korres zdecydowanie do sprawdzenia :)

      Usuń
    2. Dziękuję za podpowiedź - sprawdzę Dermacol :-)

      Usuń
  2. Mam ten żel Balea w zapasie ;) W kosmetykach najbardziej lubię chyba zapach mango :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mango też super pachnie, masz rację. I mango z TBS też było przyjemne.

      Usuń
  3. Żadnego z kosmetyku nie nie znam, ale bardzo ciekawi mnie żel z Balea jak same kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balea ma wiele fajnych zapachów, ale ten jest bardzo nietypowy – nigdy wcześniej nie widziałam liczi-kosmetyku!

      Usuń
  4. Bananowe masło mogłoby mi się spodobać ;d Żelów pod prysznic raczej nie używam ze względu na Sodium Laureth Sulfate;/ ale zastępuję je naturalnymi mydełkami, które też potrafią ładnie pachnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Ci robi SLeS, wysusza? Ja z kolei nie lubię się myć mydłami w kostce, bo po nich skóra jest tak czysta, że aż tępa w dotyku ;)

      Usuń
  5. Nabrałam ochoty na żel do kąpieli TBS :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żel Balei czeka u mnie w zapasie, jak kilka innych wariantów zapachowych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie ten żel balea ma jeden z gorszych zapachów - nie polubiłam się z nim :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, niesamowite – wsadzam w niego nos i zupełnie nie mogę tego zrozumieć :D

      Usuń
  8. ja z balea mam te druga wersje kokos i ananas mydło w płynie - bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i zapachem i ogólnie bardzo chętnie go używałam. Teraz mam drugą butelkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balea jest super, nie rozumiem, czemu DM-u jeszcze nie ma w Polsce, przecież sukces ma murowany! :)

      Usuń
  9. Tez zapach z Balea to mistrzostwo! Miałam już 2 / 3 butelki a kolejne 2 mam w szafie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, pamiętam, że się nim na Instagramie zachwycałaś. Piona!

      Usuń
  10. Ja jestem dalej na etapie pulpeta :P Ciasteczkowe i słodkie zapachylubię najbardziej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo chętnie odpoczywam od nich, ale wiadomo, że stara miłość nie rdzewieje ;)

      Usuń
  11. Ja tez uwielbiam owocowe zapaszki, chociaż zdecydowanie gustuję w cytrusach ;-) Wspomnianą przez Ciebie Baleę mam..w zapasach ;D Jednak jesienią i zimą częściej sięgam po słodycze, stad teraz akurat królują czekoladki i orzeszki, pierniczki itd ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo logiczny podział, u mnie jest bardziej chaotycznie :).
      A jeśli lubisz cytrusy, koniecznie spróbuj Satsumę z TBS!

      Usuń
  12. Ja mam dwie twarze: letnią, gdy królują zapachy owocowe i kwiatowe, oraz tę aktualną, zimową, gdy najchętniej to nacierałabym się piernikiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdzie te pierniki! Jakoś ich nie widzę w świątecznych edycjach kosmetyków w tym roku!

      Usuń
  13. Ten żel Balea skusił moje oczy ;) I nos ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja z zapachów owocowych lubię gruszkę imalinę :) banana zapachowo nieszczególnie...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger