11.12.2018

4 darmowe przestrzenie do pracy dla każdego zdekoncentrowanego freelancera

Zanim wskażę moje cztery ulubione miejsca do pracy niebiurowej, wspomnę o tym absolutnie najgorszym. To dom (lub mieszkanie, stancja, przyczepa, karton, czy co tam macie). Dom, w którym na każdego freelancera czekają: gary do umycia, ciuchy do rozwieszenia, nieugotowany obiad, kurz na czarnym meblu, porozrzucane przedmioty, talerz z niedojedzonym śniadaniem i setki innych przeszkadzajek.

(fot. rawpixel.com / lifeofpics.com)

Próbowałam się tym nie przejmować lub, w trudniejszym scenariuszu, mieć to wszystko perfekcyjnie ogarnięte przed przystąpieniem do pracy. W większości przypadków się nie da, a ja w domu zawsze jestem dużo mniej wydajna. Wciąż najczęściej pracuję nad swoimi lub cudzymi literkami w zaciszu domowym, ale za każdym razem, gdy wyjdę z mieszkania i udam się w któreś z moich ulubionych miejsc, czuję ogromną różnicę, a praca idzie nieporównywalnie szybciej.


Zróbmy coś ważnego... w bibliotece!

Mój absolutny numer jeden to biblioteka. W Warszawie to wcale nie BUW, tylko stara, poczciwa Biblioteka Narodowa, przyklejona do Pola Mokotowskiego. Łatwo do niej dojechać (bo metro, bo blisko centrum), miło przejść się przez kawałek parku z laptopem w torbie, a potem to już tylko numerek do szatni, miejsce przy biurku z gniazdkiem i... miłej pracy!

Czytelnia BN to miejsce, w którym napisałam większość swojej magisterki, kilka prac zaliczeniowych, niemało artykułów. To tam uczyłam się często do egzaminów. Dzięki specyfice czytelni, wokół panuje cisza absolutna, jesteśmy otoczeni grupą ultraskupionych ludzi, którzy tworzą niepowtarzalną atmosferę czegośważnegorobienia. W czytelni nie można jeść ani pić, i wcale nie tak łatwo się z niej wydostać. Bufet w bezpiecznej odległości, palarnia w dusznych podziemiach, a do automatu z zimnymi napojami i junk foodem trzeba zasuwać aż do szatni. Idealnie, prawda? A największą zaletą Biblioteki Narodowej jest to, że kiepsko działa w niej internet (poprawcie mnie, jeśli coś się zmieniło w tym temacie).


A może kawiarnia? 

Nie, nie taka zwykła kawiarnia. Najlepiej mało uczęszczana niesieciówka, na przykład osiedlowa. Dla wielbicieli kawy i ludzi bardziej ode mnie zsocjalizowanych to może być naprawdę dobre rozwiązanie. Zapach kawy pobudza i wprawia w dobry nastrój, jeśli jest za głośno, można ratować się słuchawkami. W słuchawkach polecam jednak dźwięki lasu zamiast muzyki, a jeśli już coś ma grać, to koniecznie bez linii wokalnej. Linia wokalna sprawia, że pisanie i kreowanie idzie dwadzieścia sześć razy wolniej – lekko licząc. Z kawiarnią jest tylko jeden problem: mimo wszystko głupio wejść, usiąść na pół dnia i nie zamówić tej cholernej kawy, więc nie jest to przestrzeń całkiem darmowa. Pamiętajcie jednak, że w domu też najpewniej zrobilibyście sobie kawę i że te z małych lokali są zwykle dużo tańsze od napojów z modnych sieciówek. Plusem kawiarni jest za to choćby minimalne zaplecze jedzeniowe, które ratuje przed śmiercią głodową i pozwala posilić organizm właściwie bez odrywania się od pracy. Kawiarnia ma w sobie rytualną atmosferę. Kilka razy zdarzyło mi się pisać w niej bloga i kiedy zasiadałam do pracy, czułam się tak, jakbym właśnie zrobiła sobie wakacyjną przerwę od życia.


Zaprzyjaźnione puste mieszkanie 

Ja chadzałam swego czasu do rodziców. Ewentualnie można wziąć pod uwagę pełne mieszkanie, z drugim freelancerem w środku, pod warunkiem że macie mało wspólnych tematów lub że ten drugi nie będzie Was dekoncentrował zamawianiem pizzy i wyprawą do spożywczaka po zapas red bulli. Towarzystwo może być świetnym motywatorem do pracy, bo skoro umówiliśmy się na pracowanie i ta druga osoba faktycznie to robi, czy nie głupio siedzieć przy laptopie z otwartym Facebookiem?


Wersja dla zdesperowanych i... zmotoryzowanych

Miałam w pracy kolegę, któremu najlepiej pisało się w... samochodzie. Siadał na przednim fotelu po stronie pasażera z laptopem na kolanach, zamykał się od środka i klepał. Samochód jest tak bardzo niekomfortowy pod każdym względem, że – jak tłumaczył – zawsze chciał jak najszybciej skończyć. Ograniczała go też żywotność baterii, co dodatkowo przyspieszało procedurę. W tym scenariuszu fajne jest to, że w razie gdyby widok z okna nam nie odpowiadał, łatwo możemy go zmienić (bo czy poprawić, to już sprawa nie tak oczywista). Dziwne, ale może zadziała? Ja, niestety, tego nie sprawdzę, bo kilka lat temu pozbyłam się moich czterech kółek i zainwestowałam w bilet miesięczny.


Ciekawa jestem, jakie są Wasze ulubione miejsca do pracy, a przynajmniej takie, w których najlepiej się koncentrujecie. Od nowego roku (bo przecież wiadomo, że nie od końcówki starego...) zamierzam produkować dużo treści, niekoniecznie tej blogowej, ale tym razem z dala od domowego bajzlu. Trzymajcie kciuki za dobrą organizację pracy.

20 komentarzy:

  1. Swietne miejscowki, o aucie nie pomyslalam, choc najlepiej pisze mi sie wlasnie w kawiarni lub hotelowym pokoju hahaha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hotelowy pokój super, też lubię, zawsze tak ładnie posprzątane ;). Ale ciężko na co dzień zorganizować, trochę nieekonomiczne rozwiązanie :D

      Usuń
  2. NIe mam takiej pracy, którą mogłabym wykonywać w domu (tzn czysto teoretycznie tak, ale w praktyce nie jest to wykonalne), z resztą nie potrafiłabym się zmobilizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mobilizację jest bardzo trudno, widzę po sobie. A jeszcze trudniej, jak masz dziecko i cały domowy bajzel na głowie. Ale wiesz, kupiłam sobie superkalendarz na 2019, będę więc superzorganizowana ;)

      Usuń
  3. Pomysł z autem trochę szalony
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja bym chyba nie mogła, ale kolega wyrabiał się przed deadline'em, więc widać, że mu służyło! :D

      Usuń
  4. u nas w paru galeriach powstaly takie miejsca nie pamietam dokladnie nazwy. Sa chyba darmowe a miejsce jesr wyposazone w kanapy oraz biurka z dostępem do zasilania i wifi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Darmowe miejsca do coworkingu? Fajnie! Zwykle za tę przyjemność należy się jednak parę stów za miesiąc lub parę dych za dzień.

      Usuń
  5. Ja uwielbiam pracować w domu. Cisza, spokój, produktywność na maxa. U siebie na kanapie potrafię najbardziej się skupić i mam tyle dyscypliny, że robię swoje, a nie tu telewizor, a tu pranie. Zaczynam pracę od posprzątania chaty i jestem gotowa do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię, ale jednak zbyt łatwo się dekoncentruję i w skali tygodnia, miesiąca czy roku robi się z tego realny problem z wydajnością :(

      Usuń
  6. masz absolutną rację co do biblioteki :) na studiach świetnie mi się tam uczyło i pracowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak! ja też najwięcej czasu spędziłam tam na studiach i wydajność była nieporównywalna z żadnym innym miejscem

      Usuń
  7. Mi w przeciwieństwie do Ciebie świetnie się pracuje w domu :) Moim miejscem dowodzenia jest łóżko, na którym rozkładam wszystko co jest mi potrzebne. Jednak myślę, że to wszystko wychodzi dlatego, że zawsze mam dobry plan i jestem przygotowana na wszystko - kanapki, przekąski, woda obok. I obowiązkowa kartka papieru na zapisywanie durnych myśli, ale też tych genialnych. Bo wiadomo, że najlepsze pomysły przychodzą w nieproszonym czasie :) Na takiej kartce zapisuję wszystko co zaprząta mi głowę, więc pozwala mi to wciąż utrzymać efektywność pracy, jednocześnie nie zapominając o tym co się nagle przypomniało :) Wychodzę też z założenia - czysta przestrzeń, czysty umysł. Aby zasiąść do pracy ogarniam też swoją przestrzeń i obowiązkowo telefon ustawiam na tryb samolotowy. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na łóżku niewygodnie, bo rypie mnie kręgosłup ;). Ale za to uwielbiam w nim czytać i właśnie z odpoczynkiem, a nie pracą mi się kojarzy :)

      Pomysł z notatnikiem świetny!!! Muszę wprowadzić coś takiego <3

      Usuń
  8. Ale to jest fajny wpis!
    Ja ostatnio raz blogowałam z kawiarni i szczerze było mi głupio siedzieć tam długi czas z jedną kawą (a co dopiero gdy miałabym nie zamówić nic :P). Na szczęście tłumów nie było, więc fizycznie miejsca nikomu nie blokowałam, ale i tak było mi dziwnie. No i cały czas zerkałam przerażona czy nikt mi tam nie patrzy co ja za "głupoty o pudrach" piszę :D

    Biblioteka - super sprawa! Częściowo pisałam tak magisterkę, mając dostęp do książek tylko w czytelni (nie wszystkie można było wypożyczyć).

    Na samochód bym nie wpadła, a do niczyjego domu nie mam dostępu :) No, może do rodziców, ale pusty nie jest i super-blisko też nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Basiu :)
      Hahaha, urocza ta Twoja historia z kawiarni ;). Ja zwykle nie zwracam uwagi na otaczający mnie świat, szczególnie jak już się wciągnę w pracę. A na samochód to chyba nikt by nie wpadł poza moim kolegą, dlatego postanowiłam o tym napisać. Może ktoś właśnie doznaje teraz olśnienia i cieszy się z nowego miejsca do turbopracy? :D

      Usuń
  9. Ja odrzucam kawiarnie, ale dobrze mi się pracowało w pustej szkole po godzinach :)
    Pozdrawiam jak najserdeczniej i zapraszam na moją stronę Teraz moda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pusta szkoła brzmi super! To odpowiednik pustego zaprzyjaźnionego mieszkania :D

      Usuń
  10. Ja w domu i w nocy, kiedy wszyscy już śpią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś byłam zwierzęciem nocnym, ale potem pojawił się Tomasz, który nie ma litości o poranku... ;)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger