11.04.2019

Zużycia marca

– I jeszcze jeden wirusik, jeszcze się zmieści! – powiedziała wiosna, a potem dowaliła Tomaszowi wysoką gorączką, której nie dało się zbić i bólem gardła w ten piękny kwiecień. Z tej okazji mama Tomasza, która – tak się składa – jest mną, miała niewiele czasu, by w zaciszu domowym przygotować wpis ze zużytymi kosmetykami miesiąca, ale udało się. Z obsuwą, ale jest!



W marcu byłam skupiona na porządkach w kolorówce i na moim nowym blogowym projekcie. O tym drugim już niebawem Wam opowiem, a to pierwsze mieliście okazję oglądać w poprzednich wpisach.

W międzyczasie pokończyło się to i owo:


Dove, Advanced Hair Series, Regenerate Nourishment Shampoo – zaskakująco udana przygoda! Nie spodziewałam się wiele, a zostałam bardzo miło zaskoczona. Włosy po tym szamponie były gładkie, mięsiste, zyskały na objętości (tylko pierwszego dnia, ale i tak miło). Zużyłam z przyjemnością, zapach umilał wspólne kąpiele, piana była gęsta i solidna – naprawdę chętnie wrócę.

Nivea, Odżywka pielęgnująca Diamond Volume Care – a tu dokładnie odwrotnie. Męczyłam się z tą odżywką i używałam prawie za karę, a jedynym, co sprawiało, że w ogóle po nią sięgałam, było wygładzenie. W założeniu producenta przeznaczona jest do włosów cienkich i matowych, czyli takich jak moje, a tu ani zdrowego blasku, ani grubszego kucyka... No i czemu te czary nie działają?

Balea, Stern-Frucht Melone, żel pod prysznic – Balea zrobiła mi naprawdę ogromną przyjemność swoim świeżym, melonowo-arbuzowym zapachem i etykietą w radosne pasiaki. Po ostatnich baleowych średniakach tym razem strzał w dziesiątkę. Mam ochotę polewać się tym żelem do końca świata, ale nie mam niestety kolejnej butelki w zapasach, a w DM-ie wersje zapachowe tak szybko się rotują...


Himalaya Herbals, Purifying Neem Foaming Face Wash – w ostatnich miesiącach produkty do oczyszczania twarzy prezentowały na tyle wysoki poziom, że na Himalayę łatwo mi trochę ponarzekać. Oczyszcza dobrze, nie wysusza i nie ściąga, ale jest mniej wydajna od swoich piankowych koleżanek i niespecjalnie odpowiadał mi aromat pasty do podłogi pomieszanej z naftaliną na mole. Ja wiem, że to zapachy dzieciństwa, ale niekoniecznie mam ochotę wpadać do babci codziennie wieczorem i wspominać pod prysznicem dawne czasy ;). PS Podobnie pachnie bez w nawilżającej odżywce do włosów od Anwen!

Lumene, Sisu, Deep Clean Purifying Mask (mini) – była w porządku, całkiem ładnie oczyszczała, ale nie tak ładnie jak moja ulubienica z Sephory (klik), dlatego nie będę specjalnie zabiegać o pełnowymiarowe spotkanie.

REN, Evercalm, Gentle Cleansing Gel (mini) – niby wszystko się zgadzało, ale ani zapach mi się nie podobał (nie umiem go nawet opisać), ani ściągnięcie skóry zaraz po. Nie zaiskrzyło.

Sephora, Waterproof Eye-Makeup Remover (mini) – zużyłam na wyjazdach drugą miniaturę tej sephorowej dwufazówki, ale wciąż nie jestem zachwycona. Tu coś rozmaże, tu poszczypie. E tam. 

Helena Rubinstein, All Mascaras Complete Eye-Makeup Remover – a ta dwufazówka była świetna! Kupiłam ją w zestawie świątecznym dość dawno temu i zakładam, że to niepełnowymiarowe opakowanie. Pewnie już nie sięgnę, bo współcześnie rzadko potrzebuję dwufazy, więc po co przepłacać, skoro Pur Bleuet z Yves Rocher sprawdza się równie dobrze? (tylko nie mówcie, że wycofali...).


Bielenda Make-Up Academie Pearl Base – zużyłam i tę, i białą – na skórze pod podkładem nie było widać różnicy. Baza dodawała ładnego rozświetlenia minerałom i w tym duecie mogę ją polecić. Przy płynnych podkładach nie przedłużała trwałości makijażu i standardowo szybko zaczynałam połyskiwać tu i ówdzie. 

Makeup Revolution, The One Foundation – kupiłam ten wodnisty podkład w całkiem białym odcieniu po to, żeby rozjaśniać inne fluidy. Podobno można nosić go solo i mogę sobie nawet wyobrazić, że na porcelanowych karnacjach to może mieć sens, bo pigmentu dużo tam nie ma, więc efektu bieli znanej z twarzy mimów raczej nie zaznamy. No ale właśnie: pigmentu dużo tam nie ma, więc rozjaśnianie szło mocno tak sobie – The One rozwadniał i słabo rozjaśniał, więc kupiłam mixer NYX i MUR odszedł w zapomnienie. Ostatnio sięgnęłam po ten produkt przy okazji słynnych porządków, ale było jak zwykle, czyli nijak, dlatego do kosza leci prawie cała butelka tego niedobra. 

Lorac, Behind The Scenes Eye Primer (miniatura) –  baza pod cienie dołączona do palety Lorac PRO była dobra, ale nie wybitna, więc na pewno nie będę specjalnie jej ściągać zza Oceanu. Inne primery podobnej jakości są dostępne w naszych Sephorach. 

Maybelline, Instant Age Rewind w odcieniu Neutralizer – świetny, średnio napigmentowany, niewysuszający korektor w dobrym, jasnożółtym odcieniu. Otworzyłam nową, świeżą sztukę, dlatego tego dwulatka już nie dokręcam do końca. Regularnie ląduje pod moimi oczami, tylko trzeba pamiętać o delikatnym przypudrowaniu, żeby nie wchodził w zmarszczki. 

NARS, Climax Mascara (mini) – tusz zwiększający objętość rzęs, który nie zwiększa objętości rzęs. Poza tym ładnie wyczesuje, nie skleja, nie osypuje się, jest dość czarny. Akurat szukam pogrubienia, więc nie mój ci on, ale fajnie było wypróbować.


Na dnie torby ze śmieciami znalazłam jeszcze miniaturę Regenerującego płynu do higieny intymnej Tołpa, który niezmiennie polecam (regularnie trafia do mojej wyjazdowej kosmetyczki), świetny płyn do mycia pędzli Golden Rose Brush Cleanser (w użyciu kolejna buteleczka, szkoda że tylko 125 ml) i sztywny, płaski, ostro zakończony pędzel Hakuro H60, którego nie lubiłam i prawie nigdy nie używałam (podobno jest do korektora, ale wg mnie każdy inny sposób aplikacji tego typu kosmetyku będzie lepszy od H60), aż w końcu zauważyłam, że zzieleniał przy skuwce, więc z oddechem ulgi żegnam jaśnie pana.

I to tyle w zupełnie nieszalonym, marcowym denku.
Życzę Wam zdrowia, bo... ile można z tymi wirusami.

14 komentarzy:

  1. Ta wersja żelu Balea była rzeczywiście bardzo udana! Miałam jej 2 opakowania :) W sumie jest szansa i to spora, że znowu letnia limitka będzie w podobnym klimacie do tego zeszłorocznej tz. też z arbuzem. Moim zdaniem te letnie są do siebie mega zbliżone, arbuzowych żeli to chyba miałam już z 5 i to w różnych wariantach :D

    OdpowiedzUsuń
  2. te wersje balea mam jako mydło do rąk i opakowanie jest urocze z rozowa pompką ;) Żel tołpy znam i lubię natomiast korektor maybelline niestety u mnie się nie sprawdził. Ważył się i ogólnie uplasował się na ostatnim miejscu wśród tych, które posiadam aktualnie więc nie planuję powrotu i nie sięgam już po niego;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię żele Balea. Z tego wariantu zapachowego mam jednak mydło w płynie. Ślicznie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w Polsce wirusy, w UK wirusy, ech :/ zdrówka życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawe zużycia, szampon Dove co dziwne też się u mnie spisał, za to baza Bielendy w ogóle, u mnie większość pędzli mam z Hakuro :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja podziwiam Cię, że to zbierasz, ja nie wyrabiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Używałam swego czasu piankę z Himalaya i ja akurat cieszyłam się, że nie ma wydajności półrocznej, bo przynajmniej nie zdążyła mi się znudzić ;-) No i nie pamiętam, żeby jej zapach mnie drażnił (ale może nie wyczułam!). Podziwiam Cię za zużycia w kolorówce, u mnie idzie to bardzo opornie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że napisałaś o tej bazie Bielendy. Mocno mnie ciekawi i z tego co znalazłam w necie to wszyscy są z niej zadowoleni. A tu okazuje się, że pod płynnym podkładem to szału nie będzie..

    OdpowiedzUsuń
  9. Pokaźne denko poczyniłaś! Najbardziej z Twoich zużyć zaciekawił mnie żel Balea - brzmi jak zapach idealny na wiosnę i lato <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrówka Wam :*
    Podobnie jak Ty, nie byłam zadowolona z MUR The One, a Maybelline polubiłam bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Twoje teksty! Łatwo się czyta nawet denko :D
    Zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3
      dziękuję, Aga. Teraz już więcej energii wkładam w moje nowe dziecko, ale tu zapewne jeszcze nie zakończę produkcji słów :)

      Usuń
  12. Dobrze, że testujesz kosmetyki z różnych półek cenowych :-) Niekoniecznie to co droższe jest lepsze, ale czasem kusi i warto się dowiedzieć, jak sprawdza się u innych :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger