23.05.2019

Dr.Jart+, Water Drop Hydrating Moisturizer | recenzja

Ostatnio wolę testować kosmetyki naturalne niż azjatyckie, ale sensownie uwarzona (tak, dobrze napisałam!) chemia zawsze w cenie. Nawilżacz Dr.Jart+, który dotarł do mnie w niepełnym wymiarze razem z Sephora Boxem, zagrzał miejsce na dłużej i – nie wiedzieć kiedy – wydusiłam go do ostatniej kropelki.

Dr.Jart+ Water Drop Hydrasting Moisturizer opinie

Pełnowymiarowe opakowanie sprzedawane jest w pojemności 100 ml i Sephora życzy sobie za nie 129 zł. Czy kto widział takie dziwy, żeby produkt do twarzy, niebędący czyścikiem, miał tak duży format? Normalnie uznałabym, że to nie do zużycia, ale biorąc pod uwagę, jak szybko znikało moje 30 ml, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że jest to do zrobienia w przepisowe 12 miesięcy od otwarcia, które daje nam producent. 

Water Drop to bardzo, baaaaardzo lekki krem w formule żelowej, który mocno pachnie chemicznym cytrusem, podobnie jak wiele innych azjatyckich kosmetyków do twarzy. Nie ufam lekkim kremom w formule żelowej (zwykle są słabe i nie nadają się pod makijaż), ale ten wrzuciłam do sportowej torby i postanowiłam dać mu szansę. Wysoko w składzie: lotne i nielotne silikony, gliceryna, witamina B3 (czyli niacyna), matująca krzemionka. Sephora trochę zaszalała z opisem, bo nazywa Water Drop „nawilżającym rozświetlaczem”, a to trochę duże słowo jak na krem, który nie zawiera drobinek odbijających światło i daje matowe wykończenie...

Dr.Jart+ Water Drop Hydrasting Moisturizer INCI

No i tak. Jeśli coś ma w nazwie „kropla wody” i jest „nawadniającym nawilżaczem” (kto to wymyślił??), to raczej nic dziwnego, że spodziewam się ekstremalnego nawilżenia. I faktycznie, zaraz po aplikacji efekt jest niezwykły i niepodobny do niczego, co mi znane: nagle skóra dostaje od tego leciutkiego kremo-żelu totalnego wodnego kopa, dosłownie ocieka wilgocią! To właśnie sprawiło, że z przyjemnością sięgałam po tubkę Water Drop. Szkoda, że efekt schłodzonej, rześkiej cery tak szybko traci na sile...

A tak w ogóle „water drop” to system. Tako rzecze producent. System nawadniania. Chodzi w nim o to, że w żelowej emulsji zatopione są mikrokropelki wody, które na skórze robią wielkie kaboom! i nagle staje się mokrość. Rzeczywiście tak to działa ku mojej wielkiej uciesze, natomiast dziwi mnie rozwój sytuacji. W początkowej fazie krem rozprowadza się na skórze podobnie jak dobrej jakości baza silikonowa, po kilku sekundach wybucha artylerią wspomnianych mikrokropelek, skóra dosłownie tonie w nawilżającej rozkoszy, a potem nagle wszystko wysycha, do widocznego matu. Cóż za niespodziewany zwrot akcji. Na skórze zostaje cienka, prawie niezauważalna warstwa okluzyjna i właściwie nic poza tym. Oczywiście to nie tak, że krem nie nawilża wcale. Pozostawia skórę w dobrej kondycji, ale z pewnością nie jest to nawilżacz doskonały, powalający mocą i taki, który mogłabym polecić odwodnionej skórze w celu poprawy jej trudnej sytuacji.

Na pewno dużą zaletą jest fakt, że mimo żelowej formuły, to bardzo dobra baza pod makijaż. Kosmetyk nie ma charakterystycznego dla żelków rolowania, można spokojnie łączyć go z serum, filtrem, płynnym podkładem. Niestety dla mojej tłustej strefy T, Water Drop nie ogranicza wydzielania sebum, a wręcz mam wrażenie, że cera szybciej się przetłuszcza. Jedyny wyjątek stanowi duet z nieodżałowanym, wycofanym Double Wear Light, ale ten podkład dobrze trzyma mat w prawie każdych okolicznościach. 

Dr.Jart+ Water Drop Hydrasting Moisturizer opinie

Czy kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie? Raczej nie. Przyjemność użytkowania jest ogromna, ale z tego co wiem, formuła „water drop” powtarza się w innych kosmetykach azjatyckich, więc może należałoby szukać dalej? Marzy mi się krem, który zachwycałby wspaniałym, wodnym zastrzykiem, a potem pozostawiał skórę miękką i cudownie nawilżoną przez cały dzień, ale to nie ten. Mimo wszystko zużyłam z ogromną przyjemnością i uważam, że to może być niezła opcja na lato, jeśli zadbamy o dodatkowe nawilżenie skóry w wieczornej pielęgnacji. 

Ile: 100 ml
Cena: 129 zł
Dostępność: Sephora

17 komentarzy:

  1. Miała go też córka, ale rewolucji nie zrobił. Do tego pochodna formaldehydu w składzie, kosmetyku za tą cenę to porażka. Nie, żebym była jakąś ekomaniaczką, ale są pewne gramice...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest po prostu kosmetyk, który robi wrażenie przy aplikacji i daje tym radość, ale pielęgnacyjnie faktycznie nie ma dużego sensu.

      Usuń
  2. Oj spodziewalabym sie mocniejszego nawilzenia i z pewnoscia dlugotrwalego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Matujący rozświetlacz, a to dobre :D

    OdpowiedzUsuń
  4. MYślę, że jako baza pod makijaż nie jest zły :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena na dodatek dość wysoka, jest dużo lepszych produktów i o lepszym składzie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Generalnie póki co kosmetyki Dr.Jart+ to dla mnie spore rozczarowanie. Ten zielony krem, który wszyscy tak chwalą to u mnie nieporozumienie, które już po pierwszym użyciu wywołało kaszkę na twarzy... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zielony krem sprawdził się całkiem nieźle, choć jest ciemniejszy niż się spodziewałam i szybko się z nim świecę, więc zdecydowanie nie popędzę po niego w podskokach i raczej poprzestanę na miniaturce.

      Usuń
  7. Ja ostatnio testuję Glow Recipe nawilżający jakby lotion arbuzowy, z tą różnicą, że skład naturalny i myślę, że to może być efekt o jaki Ci chodzi. Nie jest najtańszy,ale mnie prawie wszystko zapycha, więc w ten obszar muszę inwestować. Moim hitem jest też Lush Botanicals In the Air (ale cena też hitowa) oraz lotion orginal i double rich z Whamisy (są małe opakowania 20 ml na ecco verde). Wszystkie produkty dają efekt nawilżonej, miękkiej skóry i są naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, arbuzowy!!! Już pędzę go szukać w internecie :) <3
      A Lush pewnie szybko traci ważność, co? Czy już go konkretnie zakonserwowali? Dziękuję Ci bardzo za te typy!

      Usuń
    2. niech no jeszcze tylko Cult Beauty da jakiś fajny rabacik... arbuz będzie mój :)

      Usuń
    3. No niestety, Lush lodówka i 3 miesiące.
      Arbuz rulez 😁

      Usuń
  8. Ciekawi mnie ten efekt ... ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger