08.09.2019

Marc Jacobs Beauty: baza Under(cover), bronzer O!Mega Bronze i kredka do oczu Matte Highliner

Marc Jacobs Beauty bardzo trafia do mnie wizualnie. Lubię ten totalny minimalizm opakowań, z przyjemnością po nie sięgam. Z tego względu marzy mi się, żeby w szafie Marca Jacobsa mieszkały same perełki. Czy tak właśnie jest? 



Część kosmetyków odpuściłam bez testów. Może jeszcze kiedyś po nie sięgnę, ale recenzje nie zachęcają. Nie ma na przykład podkładu, który choćby teoretycznie mógł u mnie zadziałać. Shameless – trwały, średnio kryjący, z SPF – został zmiażdżony w recenzjach jako ten, który nie kryje, rozmazuje się przy aplikacji, a potem wygląda jak kupa. Więcej optymizmu wylewa się z opinii o mocno kryjącym i matującym Re(marc)able, ale wciąż powracają zdania, że wygląda sucho, podkreśla skórki i zmarszczki, i jeszcze do tego się ściera. No jakoś nie mam ochoty, ale jeżeli po któryś sięgnę, pewnie właśnie po Re(marc)able.

Na razie poznałam kokosową bazę pod podkład, bronzer O!Mega również z serii kokosowej i wodoodporną, wykręcaną kredkę do oczu, i zaraz Wam powiem, co z tych spotkań z Jacobsem wyszło.


O!Mega Bronze Coconut Perfect Tan (195 zł za 25 g) to wielkoformatowy puder brązujący, który swego czasu występował w przyrodzie na prawach limitki i wszyscy go pożądali. Ja również byłam tymi wszystkimi, ale nie udało mi się go kupić w pierwszym rzucie. Miałam już łezki w oczach, bo dawno nie zajarałam się tak bardzo jakimkolwiek kosmetykiem, dlatego kiedy odkryłam, że powrócił, a potem, że zostanie w stałej ofercie, klaskałam z radości jak ludzik w Simsach.

Wizualnie uwielbiam go za wszystko: biel plastiku, opływowe kształty, minimalizm niczym z salonu Apple, ogromne lusterko i przyjemne, nierozwalające się zamknięcie. Nie chce być inaczej: opakowanie JEST ważne, to ono sprawia, że mamy ochotę sięgać po dany produkt lub olewamy konsekwentnie, mimo że zawartość jest godna zaufania. Marc Jacobs zrobił to dobrze.


Puder brązujący O!Mega Bronze Coconut Perfect Tan jest obecnie dostępny w dwóch odcieniach: 104 Tan-Tastic! i nowym, 106 Tan-Tantalize. Tego ciemniejszego nie miałam w rękach, bo kupowałam moją sztukę kilka miesięcy temu i nie było go jeszcze w sprzedaży, dlatego niestety nie powiem Wam, jaka jest między nimi różnica. Odcień Tan-Tastic! to matowy, delikatnie ciepły brąz, który bladym cerom może wydać się nawet odrobinę za ciepły. Ogólnie to bardzo uniwersalny odcień, dlatego nie dziwię się, że tyle osób go polecało. W rodzinie O!Mega Bronze jest jeszcze bronzer Tantric Bronze. Moim zdaniem ma już zdecydowanie ciepły odcień, a ja szukam szczęścia wyłącznie pośród neutralnych lub chłodnych. Ten nie należy do serii kokosowej, ma czarne opakowanie i brakuje mu charakterystycznego zapachu.

No właśnie, puder subtelnie pachnie kokosem – na tyle delikatnie, żeby nie irytować, i na tyle przyjemnie, żeby sięgać z przyjemnością. Jego formuła powstała na bazie orzecha kokosowego, ale jestem przekonana, że za wydobywający się z opakowania bukiet odpowiada obecny w składzie Parfum/Fragrance ;). Bronzer jest dobrze napigmentowany, ale nie na tyle, żeby robić krzywdę niedelikatną aplikacją. Powstał na bazie talku i skrobi ryżowej, dla wielu z Was plusem może okazać się brak miki w składzie. Zawiera silikon (Dimethicone) i wyraźnie czuć tę gładkość pod pędzlem. Rozprowadza się łatwo, nie robi plam, chyba że na nieupudrowanym, jeszcze lekko wilgotnym podkładzie. Producent daje nam rok na zużycie, ale przy 25 gramach wydaje się to niemożliwe – o ile nic nie będzie się z nim działo, zamierzam go używać o wiele dłużej, bo bardzo mi się podoba efekt na skórze.

Używam O!Mega Bronze do konturowania i nie sięgam po niego tylko w przypadku naprawdę delikatnych makijaży, bo na mojej raczej jasnej cerze jest wyraźnie widoczny. Kilka razy ocieplałam nim całą twarz (a raczej przyciemniałam zbyt jasny podkład), ale łatwo było z tym przesadzić, więc do tego zadania deleguję teraz inne produkty. Na mojej skórze utrzymuje się przez wiele godzin, co też jest dużym osiągnięciem, bo róże i bronzery nie mają u mnie łatwo – nie dość, że mam mieszaną cerę, to jeszcze dotykam twarzy w ciągu dnia i regularnie tulę syna i kota, a na koniec dnia dodatkowo męża :). Nie został moim bronzerem idealnym (to miano wciąż należy do limitowanego dysku Sephory Sol de Rio), ale trafił do ścisłej czołówki.



Bronzer nie był pierwszym produktem Marc Jacobs Beauty, po który sięgnęłam. Dużo wcześniej zapoznałam się z Under(cover) – wygładzającą bazą pod podkład z tej samej, kokosowej serii. Kokosowa baza wygładzająca występuje tylko w jednym nie-odcieniu Invisible. Producent twierdzi, że do butelki wepchnął zarówno wodę kokosową, jak i mleczko z miąższem. Tania to ona nie jest (177 zł za 30 ml), więc miałam wobec niej duże oczekiwania.


Według producenta baza ma nawilżać, odżywiać i wygładzać skórę, a przy tym oczywiście przedłużać trwałość makijażu. Polecały ją na YouTube przede wszystkim posiadaczki cer normalnych i suchych, ale niezrażona tym faktem, uznałam, że na pewno ja, właścicielka mieszanej w kierunku tłustej, też będę zadowolona, bo przecież w takiej ślicznej butelce ze szronionego szkła musi znajdować się mój nowy ideał, który nie tylko będzie świetną bazą, ale też zastąpi mi krem na dzień i może jeszcze przy okazji porozwiesza za mnie pranie i ugotuje obiad. Przyznać trzeba, że nieprędko dałam się przekonać mojej skórze, że może być inaczej...


INCI: Water/Aqua/Eau, C14,22 Alkane, Dicaprylyl Ether, Butylene Glycol, Coconut Alkanes, Polysilicone,11, Polyglyceryl,10 Mono/Dioleate, Polyglyceryl,3 Oleate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Cocos Nucifera (Coconut) Water, Glyceryl Caprylate, Dimethicone, Squalane, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Glyceryl Cocoate, Coco,Caprylate/Caprate, Silica, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Glyceryl Undecylenate, Lecithin, Laureth,12, Gellan Gum, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Juice, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Citric Acid, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Hydrated Silica, Disodium Phosphate, Silica Dimethyl Silylate, Sodium Phosphate, Tocopherol, Linalool.


W składzie, oprócz kokosowych komponentów, dużo silikonów, gliceryna, tłuściutki skwalan (jego akurat moja skóra uwielbia!). I faktycznie, przy tej ilości ślizgaczy w INCI, poślizg jest idealny (a do tego baza ma zupełnie inną konsystencję od typowego silikonowego kosmetyku), podkład pięknie się rozprowadza. To w połączeniu z delikatnym, niesyntetycznym aromatem kokosa sprawia wrażenie wstępnej wspaniałości, która u mnie, niestety, nie jest w stanie się utrzymać. Zużyłam przez ostatni rok prawie pół butelki tego kokosowego cuda, za każdym razem mając nadzieję, że w nowej makijażowej konfiguracji będzie dobrze, ale dla mojej skóry to po prostu baza, którą miło się nosi, a efektem ubocznym jest ekspresowe wyświecanie twarzy – po dwóch godzinach wyglądam, jakbym wysmarowała się olejem rzepakowym. Dzieje się tak zarówno latem, jak i zimą, i nie ma żadnego sposobu (poza bibułkami w ciągu dnia, o których nigdy nie pamiętam), żeby zapobiec świeceniu i pogłębiającej się nieświeżości makijażu.

Poza tym zwykle używałam jej od czasu do czasu, a kiedy próbowałam dzień po dniu, od razu mnie wysypywało. Właściwie nie ma się czemu dziwić – tyle silikonów plus kokosowe składniki mogą powodować zapychanie, szczególnie jeśli na wierzch zapodamy mocniej kryjący podkład. Nie dla mnie Under(cover), ale wierzę, że suchym skórom może dobrze służyć ta tłustawa kołderka. PAO: 12 miesięcy.



Ostatni produkt marki Marc Jacobs Beauty to Matte Highliner – matowa żelowa kredka do oczu (99 zł za 0,5 g), która występuje w 12 mocno napigmentowanych odcieniach. Kupiłam ją niedawno, może dwa miesiące temu, bo akurat kończyły mi się wodoodporne czarne Rimmele, których używam czasem do linii wodnej i do zagęszczania linii rzęs. Tym razem miałam ochotę nie na klasyczną czerń, tylko na coś nieco mniej rzucającego się w oczy, dlatego postawiłam na odcień (Iron)y, czyli bardzo chłodny i bardzo ciemny brąz.

Taki efekt na oku w tym momencie o wiele bardziej mi się podoba od mocnej czerni, dlatego byłam bardzo zadowolona z wybranego koloru. Zszokowała mnie też trwałość swatcha na dłoni – kredka zastygła szybko i bardzo ciężko było ją usunąć! To zwykle zwiastuje niezniszczalność makijażu. No właśnie: zwykle.


Konsystencja jest bajkowa: matowy, solidnie napigmentowany żelek to coś niespotykanego. Kredka jest nieco mniej miękka i maślana od żelowych Avonów, ale z łatwością sunie po skórze i linii wodnej. Nie trzeba jej temperować – mimo że na pierwszy rzut oka nie wygląda na automatyczną, jest wykręcana. Na plus również wbudowana temperówka do ostrzenia końcówki.

Nie wiem jak inne kolory, być może sprawują się lepiej, ale (Iron)y... niestety zawiódł mnie trwałością. Sama nie wiem, jak to możliwe przy tak trudnym do usunięcia swatchu, ale na linię wodną kompletnie się nie nadaje. Już po kilku godzinach większość pigmentu znika, zarówno z górnej, jak i dolnej powieki. Pozostaje cień koloru, wyblakły, brzydki. Na linii rzęs kredka sprawuje się lepiej i zapewne tak właśnie zostanie zużyta, ale jako że producent obiecywał wodoodporność, wydałam na nią tyle kasy z myślą o wilgotnej linii wodnej. I wtopiłam.


No i tak to. Moja wymarzona marka na razie mocno poniżej oczekiwań. Będę pewnie sięgać po kolejne produkty, bo wierzę, że znajdę jeszcze coś na miarę bronzera O!Mega Bronze, ale przyznam, że zapał nieco opadł...
Znacie Marc Jacobs Beauty? 

21 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie wszystko się sprawdziło. Będę wiedziała przynajmniej, co omijać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez uwielbiam wygląd kosmetyków marca jabobsa. Szkoda, ze nie spełniły Twoich oczekiwań. Ja szukam wlasnie kredki do oczu. Na powiekę i linie wodna. Szkoda ze ta nie daje rady :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rimmel Exaggerate wypadła o niebo lepiej od MJ, niestety :(.

      Usuń
  3. Ten brazer mam na swojej liscie juz kilka lat, chyba w koncu m,usze sie za nim rozejrzec, zwlaszcza ze teraz ma wiecek odcieni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo porządny kosmetyk, a nie tylko ładny ;)

      Usuń
  4. Kosmetyki mają faktycznie piękne opakowania, szkoda, ze się nie sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się ten bronzer ale jest ogromny i 10 lat bym używała, baza wcale mnie nie kusi (bo mój ryj nie uzywa :D) a kredke miałam, ale czarną i to był sztos! Pigmentacja i trwałość na ogromny plus ale zawsze znajdzie się w serii jakiś bubel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, nie, dość szybko się dokopałam głęboko, więc to raczej nie ten z tych długowiecznych :D. Mówisz, że czarna super? Kurde, trzeba było pójść klasyką, a nie eksperymentować z dziwnymi pigmentami :))

      Usuń
  6. piekne sa te opakowania, nars moglby sie uczyc. Mam ochote na cos ale nie moge sie zdecydowac, jak bedzie miniatura gdzies to moze sie skusze na cos. Slyszalam ze cienie warto kupic ale w sumie nie uzywam;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu by się przydały lekcje od Marca ;). Przypomniałam sobie po opublikowaniu tego wpisu, że miałam jeszcze miniaturę takiej klasycznej kremowej pomadki MJ i była świetna! O ile ktoś lubi szminki o tradycyjnej trwałości, a nie tylko te zastygające.

      Usuń
  7. Ojoj..ten bronzer <3 i jak tu się powstrzymać przed kolejnym zakupem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie dałam rady, mimo że mam się czym konturować i dawno temu skończyłam z głupimi zakupami ;). ALE TEN BYŁ MĄDRY :D

      Usuń
  8. Tak mnie zainteresowała ta baza a tutaj taki klops jeśli chodzi o cerę mieszaną i zapychanie :( Nie dla mnie ona a tania ona nie jest jakby nie patrzeć :) Pozostałe kosmetyki mnie nie kuszą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wiele lepsza (choć bez właściwości pielęgnacyjnych) jest baza Hourglass! Dla mieszańców super.

      Usuń
  9. ja mam miniaturę ichniej szmineczki, a inną mini-szminkę już zużyłam. była przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to takie klasyczne, porządne, dobrze napigmentowane kremowe pomadki!

      Usuń
  10. Nie miałam jeszcze produktów MJ, przyznam że bronzer kuszący! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bronzer naprawdę jest świetny i ma super lusterko, maluję się przy nim nie tylko w czasie wyjazdów :)

      Usuń
  11. Polecam odpuścić sobie Re(marc)able, nawet przy bardzo dobrze nawilżonej i przygotowanej skórze wygląda tragicznie. Nie wiem jak można w ogóle go komuś polecać...
    Ja z kredkami z MJ mam love&hate relationship. Są trudne, trzeba pracować z nimi turbo błyskawicznie, bo można się wpakować na minę.
    Natomiast bronzer kocham i kochać będę. Obrażam się, że już nie pachnie, ale efekt na skórze jest fenomenalny!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger