14.09.2019

Zużycia sierpnia

Szkoda, że wrzesień już mi się nie kojarzy tak dobrze jak w czasach przedtomaszowych. To był kiedyś mój ukochany miesiąc, pełen kolorów, zapachów, z idealną temperaturą. Teraz widzę w nim głównie start wielomiesięcznej szkolnej siermięgi, obietnicę rozmaitych zaraz, niedoczas, senność – słowem: torturę. I jak patrzę na te kosmetyki, to jeszcze mi smutniej, bo przecież używałam ich w ukochanym momencie roku, gdy wszystko jest duuuużo łatwiejsze...

Projekt denko 2019

No ale nie ma co się mazgaić, przed nami jeszcze tylko trzy pierdyliardy zimnych, brzydkich dni. Zleci! :P A żeby sobie ten czas jakoś umilić, proponuję mój niezobowiązujący zestaw minirecenzji. Warto przy kawie/herbacie zawiesić na czymś oko, więc czemu by nie na zużytych kosmetykach?


W sierpniu skończył się kupiony w ubiegłe wakacje w słowackim DM-ie żel pod prysznic Balea Cheers To Life Art Edition, który poza estetyczną etykietą niczym mnie nie oczarował. Pachniał tak przeciętnie, że już nie pamiętam tego aromatu (mimo że przecież regularnie go wdychałam przez kilka tygodni). Pienił się jak zwykle konkretnie i zapewne (też jak zwykle) już go nie ma w sprzedaży, bo Balea mocno żongluje wariantami swoich myjących specjałów. Poprawny kosmetyk, ale tęsknić na pewno nie będę.

The Body Shop, Satsuma Shower Gel – to już oficjalne: Satsuma to mój ulubiony bodyshopowy wariant zapachowy, jeśli chodzi o kosmetyki myjące. Zapach jest perfekcyjnie cytrusowy, ani za słodki, ani za cierpki i daleko mu do chemicznej sztuczności, a poza tym utrzymuje się w powietrzu nawet po wyjściu z łazienki. Wielbię i będę kupować wciąż i wciąż. Na szczęście na razie nikt jeszcze nie wpadł na to, żeby go wycofać.

Tołpa, Dermo Intima, Regenerujący płyn do higieny intymnej – jest moim wyjściem awaryjnym w sytuacji, gdy mam kryzys i nie mogę już patrzeć na etykietę Pefecty Mamy. Ten płyn jest gorszy od mojego ulubieńca ze wspomnianej Perfecty, bo rzadszy i znika w oka mgnieniu, ale ufam mu tylko trochę mniej niż wielokrotnie omawianej na tym blogu koleżance. Myślę, że jeszcze nie raz będą powroty. 


Yves Rocher, Brillance Shine, Płukanka octowa z malin – kilka lat temu wszyscy strasznie się jarali tą płukanką. Wtedy się na nią czaiłam miesiącami, ale z jakiegoś powodu nie kupowałam jej, mimo że regularnie robiłam zakupy w Yves Rocher. Może to był szósty zmysł, który podpowiadał mi, że i tak nie będę jej używać i że to niepotrzebny krok? No cóż, trzeba było tego szóstego posłuchać, bo kiedy w końcu kupiłam, okazało się, że płukanka YR jest... niepotrzebnym krokiem w mojej pielęgnacji włosów. No wow. Może faktycznie włosy trochę bardziej się po niej błyszczą, ale oprócz tego szybciej przetłuszczają i więcej blasku nie jest warte przyspieszonej nieświeżości, bo i bez tego muszę myć głowę co drugi dzień. Zapach też nie tak przyjemny, jak spodziewałam się po recenzjach. Nie czuć octu, ale malina jest sztuczna i duszna. Męczyłam te 400 ml chyba z rok.

The Body Shop, Fuji Green Tea, Refreshingly Purifying Shampoo (mini) – całkiem wydajna miniatura. Szampon przeznaczony do włosów normalnych, ale moje przetłuszczające się na potęgę całkiem nieźle się po nim trzymały. Szampon nie dawał efektu, jaki lubię, czyli mięsistych, gładkich cienizn o zwiększonej objętości, ale na siłownię i wakacyjny wyjazd (kiedy i tak codziennie myłam głowę) był akurat. Zapach niemęczący, przeciętny, ale 35,90 zł za 250 ml? Czy ja wiem... chyba nie warto, nawet jak się ma normalny skalp.

Bioderma, Sensibio Deo – kulkowy antyperspirant, który poleciły mi co najmniej dwie osoby, a ja go ani trochę nie polubiłam. Używam dezodorantu zawsze na umytą skórę, a i tak miałam wrażenie, że smaruję pachy czymś nieświeżym, jakby lekko zalatującym spoconą koszulką? Ochrona przeciwpotna też raczej nie z tych wow. Bez szemrania wróciłam do niewygodnego, ale dużo lepszego (i naturalnego!) deo w kremie od Pony Hütchen.

CD, Dezodorant Grejpfrut i imbir – już ta kulka sprawdzała się lepiej, mimo że jej działanie opiera się na alkoholowej dezynfekcji pach ;). Nie zawiera soli aluminium, pachnie intensywnie i świeżo (w innych wariantach jest podobnie). Dość szybko się zużywa, ale w zwykłe dni bez nadzwyczajnego wysiłku fizycznego lub 35-stopniowego upału lubię po nią sięgać. To nie antyperspirant, tylko dezodorant, więc nie hamuje wydzielania potu, tylko ogranicza nieciekawe zapachy. 


Eveline, Facemed +, Maseczka oczyszczająco-detoksykująca Aktywny Węgiel – czarna, ma oczyszczać, ale to taki bardzo_średniaczek. Nie zwęża porów, nie oczyszcza oszałamiająco. O wiele lepsze są czyste glinki. Użyłam kilka razy, aż w końcu straciła ważność. Na pewno nie wrócę.

It's Skin, Have A Banana Cleansing Foam – i oto trafił się banan, który mnie pokonał, mimo że uwielbiam bananowe kosmetyki (no, może nie te całkiem chemicznie pachnące). Niby aromat niezły, ale niestety pianka myjąca It's Skin jest tak wydajna, że po długich miesiącach używania miałam  serdecznie dosyć. Wcześniej używałam wersji z jajkiem, nazwanej z błędem Have A Egg Cleansing Foam, pachniała po prostu kosmetycznie, zużyłam z przyjemnością. Właściwości banana te same co przy jajku – myje dobrze, nawet trochę ściąga skórę, nie podrażnia, nie czyni żadnych innych swawoli. Lubię te pianko-pasty i pewnie z czasem przetestuję inne wersje, bo robią, co trzeba, a cena vs. wydajność wypada super.

REN, Rosa Centifolia, No.1 Purity Cleansing Balm (mini) – no dobra, 125 zł za 100 ml oczyszczającego balsamu to niemała kwota, z drugiej strony to bardzo porządny kosmetyk do demakijażu i wydaje się też nieźle wydajny. Ładnie i delikatnie oczyszcza skórę w pierwszym kroku (zawsze potem muszę tłuściochy czymś domyć), ale przy demakijażu oczu wciąż bezkonkurencyjny pozostaje rumiankowe masło TBS. Zobaczymy, jak No.1 Purity Cleansing Balm sprawdzi się w pełnym wymiarze – duża tuba już czeka w szufladzie.

The Body Shop, Sumptuous Cleansing Butter /recenzja/ – jak pisałam wyżej: dla mnie bezkonkurencyjny w demakijażu oczu. Do twarzy raczej nie używam. Zużyłam wiele opakowań i nie zamierzam przestawać, chyba że bardziej zachwyci mnie balsam Clinique, którego miniatura niedawno do mnie przypełzła :). 


LiqPharm, Liq CC Serum Light, 15% Vitamin C Boost – cudowne, skuteczne serum z witaminą C, któremu niedługo wysmaruję pewnie oddzielną laurkę na blogu, a tymczasem jedyne, co powiem, to że zużycie całej butli w przepisowe 3 miesiące wydaje się niemożliwe, więc z bólem serca musiałam wywalić 1/3 (bywa, że kłócę się z PAO, ale nie w przypadku witaminy C).

SVR, Sun Secure Extrème SPF 50+ – matujący żelowy filtr, który poleciła mi w aptece miła pani (skąd my to znamy...), a mnie zamroczyło i zupełnie zapomniałam, że czytałam jego negatywne recenzje. Nie wiem, o co chodzi z tą formułą, ale, podobnie jak u innych osób, w mojej tubce pełno było niedających się rozbić kryształów, które uniemożliwiały normalną aplikację i wymagały każdorazowego usuwania. Wielka szkoda, bo sama formuła sprawdzała się u mnie lepiej niż u innych znanych mi blogerek – mat w upałach utrzymywał się przez kilka godzin, nie wypryszczyło mnie i, o dziwo, żelowa formuła dobrze sprawdziła się jako baza pod podkład. Gdyby nie wadliwa formulacja, mogłabym powiedzieć, że to naprawdę dobry filtr i nawet Wam go polecić, a tak... wywalam połowę, bo już naprawdę nie mam siły ściągać z twarzy tych farfocli.

Hourglass, Veil Mineral Primer /recenzja/ – beztłuszczowa, silikonowa baza pod podkład, którą bardzo polubiłam i serdecznie polecam wszystkim przetłuszczającym się skórom. Świetnie wygładza i minimalizuje widoczność porów, a z niektórymi podkładami potrafi trzymać mat przez wiele godzin. Nie ma też klasycznej, ciężkiej konsystencji, znanej z silikonowych baz. Jest świetna i mimo że zwykle nie po drodze mi z bazami, tę zużyłam z przyjemnością.

Blend It, minigąbka do korektora – mam trzy albo cztery takie malutkie gąbeczki (Blend It i Beauty Blender) i... nie widzę sensu. Korektor zawsze aplikuję palcem lub ostrą końcówką dużej gąbki (mam też odpowiedni pędzel do tego celu), więc nie wiem, po co się bawić z takim maluchem. Ale jakość tej była bez zarzutu, po prostu według mnie to zbędny wydatek. 


Isana, Nagellack Entferner – bezacetonowy, skuteczny (!) zmywacz, który bardzo polecam.

Natura Accessories, Gąbka konjac Bamboo Charcoal – szczerze mówiąc, nie widzę różnicy pomiędzy tym konjakiem a moim pewniakiem z Sephory. Obie wyglądają i działają identycznie, a ta z Natury ma pewnie lepszą cenę (już nie pamiętam...), więc warto.

Farmona, Nivelazione, Ratunek dla stóp, Intensywnie regenerująca kuracja S.O.S. dla stóp – dobry, tłusty krem do stóp z segmentu niedrogich i łatwodostępnych. Jednak po zużyciu tego kremu i sięgnięciu po jeden z kosmetyków Podopharm, przypomniałam sobie, dlaczego między Podopharmem a całą resztą jest taka przepaść. Nivelazione działa bardziej jak ochronny filtr dla stóp po dobrym pedikiurze. Podopharm naprawia. Wszystko zależy od tego, w jakim stanie macie stopy i czego oczekujecie od kremu – podtrzymania dobrego stanu czy niwelowania szkód :).

Tarte, Lights Camera Lashes /recenzja/ – mój ukochany tusz do rzęs, którego wciąż nie ma na polskim rynku (Sephoro, zlituj się!). Nie jest może ideałem, ale mu ufam, bo ładnie wyczesuje, podkreśla, wydłuża i lekko pogrubia. W podlinkowanej recenzji możecie zobaczyć efekt na rzęsach. W użyciu ostatnia sztuka z zapasów, a ja chciałabym znaleźć godnego następcę na polskim rynku...


Na dziś to wszystko, życzę Wam miłej reszty weekendu!


36 komentarzy:

  1. Mój ulubiony zapach z The Body Shop to różowy grapefruit! Wszystko z nim mi się podoba :D Kusi mnie balsam do demakijażu, może kiedyś odkopię się z miceli i go przetestuję? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, różowy grejpfrut też zacny, ale jednak wolę Satsumę za tę zrównoważoną słodycz i cytrusowość idealną :)

      A balsam przynajmniej raz wypróbuj! Bywa w dobrych promocjach, zdarzało mi się parę razy kupić go za pół ceny.

      Usuń
  2. moze sprobuje tej satsumy na jesien? dla mnie na razie niekwestionowany zwyciezca to kokos i mialam brac migdal, ale powacham satsume. teraz uzywam z yope zelu kokos+sol - ciekawy wariant bardzo i lubie ich zele, ale u nich z zapachami to naprawde hit or miss, a body shop oferuje uczciwie to, co napisane na etykiecie.

    te tolpe do higieny intymnej uzywam tylko na wyjazdach (bo sprzedaja jej miniaturke w rossmannie). uzywam klasycznie i jako zel pod prysznic, bo buteleczka dosc pekata ;) natomiast na co dzien juz jej nie chce. teraz mialam intime rossmannowska i soraye i sa swietne!

    kupilam bio eco dezodorant randomowo w leclercu i jest super, ale na sytuacje awaryjne przydalby sie antyperspirant i juz nie wiem, po co siegac. po bioderme chyba, bo na 99% ja Ci ja polecalam?

    LiqPharm, Liq CC Serum Light, 15% Vitamin C Boost - mam pelna nazwe! :D chce i moja mama chce tez. zamawiam na zime dwie buteleczki. ale te 3 miesiace to skandal - uzywam teraz bardzo fajnego seru z mydlostacji, ktore tez ma 3 miesiace. jest ogromne i mega wydajne, nie ma szans, ze je zuzyje do tej pory (tym bardziej, ze zalecaja uzywac co drugi dzien, rzadko tego slucham ;)). a ze bazuje na naturalnych olejach, tez wole nie ryzykowac. bez sensu.

    tez juz wywalilam ten SVR. fajnie sie sprawdzal, ale te kulki w srodku doprowadzaly mnie do szalu. za to avene i ten iwostin - miodzio.

    jako ze ten zmywacz z isany jest nieuchwytny, kupilam bezacetonowy z eveline z niebieska zakretka - swietny i czesciej dostepny na polce niz ten ;) sprobuj kiedys!

    przyniose Ci bambi, zebys sobie sprobowala na oku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thebodyshopowy kokos faktycznie jest super, po prostu kiedyś miałam go w gigabutelce i mi się tak bardzo znudził, że nie wróciłam do niego (to było z 6 lat temu ;)). A Satsuma to tylko jeśli lubisz cytruski w kąpieli. Ten jest naprawdę mocno urodziwy!

      A co Ci zbrzydło w Tołpie? Ja też ją często w wersji mini na wyjazdy zabieram, idealne rozwiązanie. Bywało, że myłam nią twarz, ale jednak nie polecam tego rozwiązania ;).

      Liq CC zmniejszyło mi pory, bez kitu. I wyrównało nieźle koloryt. To naprawdę wiele cudów jak na jeden kosmetyk :D. Ale na dzień nie stosuję, bo jednak zbyt się po nim przetłuszczałam, no i szkoda, że efekty nie są trwałe, tylko jak odstawiłam, to już pory powoli wracają do swoich standardowych rozmiarów... (ale teraz traktuję je zapomnianą drugą połową butelki The Ordinary z cynkiem i niacynamidem – też robiło szał to serum, więc obym była znowu zachwycona, lepiej żebym).

      Bambi przynieś koniecznie!!!

      Usuń
  3. Tym razem znam jedynie maskę z Eveline i to w innej wersji - z zieloną glinką. Była mocno średnia dla mnie, mało robiła i delikatnie mnie piekła. Już do niej z pewnością nie wrócę, ogólnie jakoś nie jestem przekonana do kosmetyków pielęgnacyjnych tej firmy. W sumie ogólnie mam z nimi relację love & hate :D Lubię np. tusze do rzęs, ale sporo produktów też mi się nie sprawdziło - sławny podkład z pipetką, ta maska..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to olać maski z Eveline :D
      Tyle innych wspaniałości na rynku!

      Podkład z pipetką u mnie wypadł przeciętnie. Ani koloru mi się nie udało dobrze dobrać, ani nie trzymał matu, ani nie zakrywa zbyt wiele (czy mi się wydaje, czy on się wyciera w ciągu dnia??)

      Usuń
  4. Satusuma? Zawsze omijałam te owocowe zapachy, muszę niuchnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak nie lubisz, to Cię nie zachwyci :).
      I w ogóle to czemu Twój blog jest zamknięty, hę>?!>!

      Usuń
  5. Satsuma też mnie ostatnio chwyciła za nos, a serum od Liqpharm uwielbiam! Podobnie jak Ty, nie mogę się doczekać Tarte w Polsce, Sephora zrobiła już mały krok wprowadzając paletę - obserwujmy rozwój sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widziałam tę paletę. Nie kupiłam, nie była mi potrzebna, ale myślałam, że zaraz po niej wjedzie cała szafa Tarte do Rossmanna, a tu takie rozczarowanie :(

      Usuń
    2. Tfu, do Sephory oczywiście miało być ;)

      Usuń
  6. o cd juz pisalam ale mam tez bioderme w zapasach zobcze jak ta kulka sie spisuje juz wkrotce ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz miała równie nieświeże pachy co po CD :P

      Usuń
  7. U mnie Liq CC Rich idealnie starcza na 1,5 miesiąca regularnego stosowania ALE dodam od razu, że u mnie bariera hydrolipidowa jest cały czas pod kontrolą (co z uwagi na stężenie i pH preparatu jest jak najbardziej logiczne). Bo w przeciwnym razie mogłabym pożegnać się z dobroczynnym działaniem kwasu askorbinowego.

    SVR Sun Secure Extreme SPF 50+ miałby szansę na sukces, gdyby formuła została starannie dopracowana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co to znaczy, że bariera hydrolipidowa pod kontrolą?

      Usuń
  8. Jak zwykle u Ciebie całkiem spore to denko :D Płukankę z YR lubiłam, ale nigdy do niej nie wrociłam, bo z czasem stwierdziłam podobnie jak Ty. Zbędny krok, który tylko zabiera czas, a właściwie niewiele robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem no, używam po prostu i samo się kończy ciągle coś hehehe
      Tak, płukanka nie dla mnie, ale cieszę się, że nie jestem jedyna!

      Usuń
  9. Całkiem spore to denko! :) Tylko pozazdrościć tylu zużyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, i to przyjemne uczucie, że wreszcie idzie nowe :D

      Usuń
  10. Elegancko idą Ci zużycia! Ja też ostatnio staram się nic nie kupować ( szczególnie z pielęgnacji ) i ogarnąć zapasy. Ale za to jak myślę o pojawiających się później brakach to....będą zakupy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo się zużywa :D
      Ja wreszcie coś ZACZĘŁAM kupować, ale ile musiałam się naczeeeeeekać... ;)

      Usuń
  11. balsamy z balea są cudowne

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bardzo lubie jesien, a z Twoich zuzyc zaciekawilo mnie to serum Liq CC. Trzymam kciuki za czas i wysypianie sie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liq CC naprawdę działa, szkoda tylko, że ma tak krótkie PAO.

      Usuń
  13. hm, swojego czasu intrygowala mnie plukanka YR, ale teraz na pewno ją sobie daruję ::D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio nie warto :). Chyba że ktoś ma piękne, grube włosy i chce im dodać jeszcze trochę blasku... :)

      Usuń
  14. Nie polubiłam się z tym Liq - w ogóle z żadnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba jesteś w mniejszości :). Moja skóra jest bardzo na tak, ale na pewno nie w wersji „na dzień do ludzi”, bo za szybko się po nim świecę. Gdyby nie to, używałabym dwa razy dziennie codziennie i czekała na jeszcze więcej wow ;).

      Usuń
  15. Znam jedynie maseczkę do twarzy z Eveline :) Nic więcej niestety nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Serum Liq chciałabym wypróbować. Gdzie polecasz zakup?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest promocja w Super-Pharm - kosztuje ok. 40 zł :)

      Usuń
  17. Bioderma jest dla mnie ostatnio super marką. Mam serię kremów na dzień, noc i serum i naprawdę moja twarz jest zaopiekowana.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger