06.02.2020

Zużycia stycznia

Witam Was z Centrum Zimowej Zarazy! Chorujemy z Tomaszem kolejny tydzień i końca nie widać. Mało kreatywny czas, dlatego dopóki nie wyjdziemy z chorobowych barłogów, mogę Wam zaproponować tylko stare dobre denko, denkunio. 

Zużycia stycznia 2020

Proszę Państwa, w styczniu wzięło i się zużyło aż sześć produktów do makijażu! Nie może być. Czyżby redukcja kolekcji doprowadziła do tego, że używam i zużywam? Czy to możliwe? Czy to naprawdę? 

No dobrze, koniec wygłupów. Zajrzyjmy do torby z pustakami.


The Body Shop, British Rose Shower Gel – sama na pewno nie wybrałabym różanego wariantu – nigdy nie mam ochoty na różane zapachy, a w perfumach wręcz nie lubię. Ale tu decyzję podjął mąż i zrobił mi m.in. z tej róży świąteczny prezent, który okazał się bardzo miłym podprysznicowym towarzyszem. Dlaczego? Bo bodyshopowa róża jest perfekcyjna. Nie ma pudru, nie ma sztuczności, jest wdzięczna, piękna, stanowiła miłą odmianę w naszym zapachowym arsenale. Znałam wcześniej ten wariat, bo mam wielką tubę kremu do rąk z tej linii z kalendarza adwentowego 2018. Dla miłośników różanych aromatów: obowiązkowy punkt programu. Właściwości żelu standardowe: niezbyt gęsty, nienaturalny, mocno się pieni, (mnie) nie wysusza.

The Body Shop, Berry Bon Bon Softening Body Butter – słodkie, milutkie, o aksamitnej konsystencji i kompozycji zapachowej, w której wg mojego nosa dominuje malina. Masła TBS to moje pielęgnacyjne pewniaki. Zawsze sięgam z przyjemnością, bo zazwyczaj mają piękne zapachy, dobrze się rozsmarowują i zostawiają na skórze niedenerwujący ochronny film.

Tołpa, Dermo Intima, Regenerujący płyn do higieny intymnej – ma ładniejszy zapach od mojego pewniaka, o którym pisałam milion razy, czyli żelu Perfecta Mama, dlatego chętniej po niego sięgam, ale to płyn, a nie żel, więc szybko się zużywa i nie ufam mu w 100%, tak jak Perfekcie – na wyjazdach w góry zdarzyło się ze dwa razy, że nie ochronił mnie przed infekcją po 12 godzinach chodzenia w nieprzewiewnych górskich portkach.

Farmona, Nivelazione, Ekspresowe nawilżenie w sprayu do stóp – trochę śmieszkowałam, jak dostałam ten spray, bo przecież po co mi jakaś lekka, kremowa, zagazowana mgiełka, podczas gdy zwykle mam w szafce coś z doskonałego arsenału marki Podopharm (klik). Niby tak, ale jako odświeżacz lekko przesuszonej skóry stop Nivelazione w sprayu sprawdza się bardzo dobrze – jest wodnisty, wchłania się prędko, ma mocznik wysoko w składzie, więc to nie tak, że nic nie robi. Bardzo na plus również męski zapach – kosmetyk to takie 2w1: lekkie nawilżenie plus dezodorant (nie mylić z antyperspirantem). Oczywiście cudów nie zdziała i na słoniowe podeszwy nie zaradzi, ale przy niewielkich codziennych problemach będzie akurat. Świetny również latem, kiedy ostatnie, na co mam ochotę, to ciężka, solidna warstwa kremu do stóp, a potem co... skarpety po domu? Brrrrr. #teamprzegrzewająmisięstopy

Pony Hütchen, Deocreme, A Perfect Match(a) /zbiorcza recenzja innych wersji/ – no i dalej nie wiem. W 2017 byłam umiarkowanie zadowolona, potem w 2019 wydało mi się, że dezodoranty w kremie od PH to mistrz, również w upały, a potem przy byle jakiej okazji spociłam się koszmarnie i mój sweter śmierdział tak, że było mi wstyd. No i nie wiem. Na co dzień nie mam uwag (na minus tylko wyjątkowo niesympatyczna aplikacja palcem), ale mimo wszystko nie ufam i sięgam po antyperspiranty – dezodorant bywa niewystarczający. Niemniej: wciąż jest to mocny kosmetyk, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę jego cudownie naturalny skład. Działa, ale z gwiazdką.

Bath & Body Works, Fresh Balsam Cleansing Hand Gel – zapach choinki, jestem na nie, to było dziwne.


Sephora, Błotna maseczka oczyszczająco-matująca /recenzja/ – błota w niej nie uświadczycie, za to jest cynk. Oczyszcza mocno, trochę nawet piecze w trakcie (ale bez późniejszych konsekwencji), spokojnie można ją porównać działaniem i zachowaniem na skórze do czarnej wersji Glamglow. To moje drugie opakowanie i chętnie wrócę po następne. Rzadko decyduję się na tak silne oczyszczanie, ale kiedy już go potrzebuję, Sephora jest do tego idealna. Nie ma drobinek, co przy płytko unaczynionej cerze ma znaczenie.

D'Alchémy, All-Over Blemish Solution /recenzja/ – świetna emulsja, dobrze współpracująca z innymi kosmetykami, również makijażowymi, bardzo wydajna, dobry skład, więcej w recenzji.

The Ordinary, Niacinamide 10% + Zinc 1% – serum The Ordinary bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i w ogóle się nie dziwię, że wokół marki jest taki hype. Za 25–30 zł mamy butelkę pełną naturalnych cudów, w moim przypadku cud polegał na widocznym zwężaniu porów i ograniczaniu wydzielania sebum. Niestety, po odstawieniu problemy wracają, ale przecież to są duże rzeczy, no i co szkodzi kupić kolejne opakowanie?

Benefit, Moisturize Triple Performing Facial Emulsion (mini) – nie jestem pewna, czy komukolwiek na świecie udało się nie roztrzaskać ze złości pełnowymiarowego, szklanego, wybitnie niewygodnego opakowania, skoro ja miałam ochotę płakać przy miniaturze. Ta butelka to pomyłka, w środku zaś mieszka przeciętna, lekka, ale przyczyniająca się do szybkiego świecenia emulsja o ładnym, choć moim zdaniem niepotrzebnie aż tak intensywnym zapachu. Nie ma powodu, żeby ją kupować. 


Wśród makijażowych zużyć mamy dwa tusze do rzęs: średniaka Eyeko Lash Alert Mascara Wake Up & Go (słabo podkreślał, wydłużał, a ja szukam mocnej czerni i pogrubienia) i mojego ulubieńca Tarte Lights, Camera, Lashes /recenzja/. Skończyły się dwie miniatury baz pod makijaż: Too Faced Hangover Replenishing Face Primer (niesilikonowa, wygładza, co nieco nawilża i delikatnie rozświetla, pod podkładem średnia – nie przedłuża trwałości makijażu, przyspiesza świecenie) i mocno rozświetlająca Burberry Fresh Glow. Ta druga ładnie wyglądała pod minerałami, dodawała naturalnego blasku, podobała mi się. Jest rzadka, więc świetnie też się sprawdziła dodawana do płynnego podkładu.

Z wielkim żalem żegnam pomadkę Sephora z serii Color Lip Last w pięknym, zimowym, chłodnym odcieniu 06 Blooming Rose. Na stronie już nie widzę tego koloru, reszta w wyprzedaży, możliwe, że to koniec Lip Lastów – trwają na rynku od co najmniej sześciu lat, więc... To była jedna z najlepszych matowych pomadek, jakich kiedykolwiek używałam. Pięknie sunęła po ustach, zastygała bez wysuszania, była niesamowicie trwała i pod każdym względem lepsza od nawet najporządniejszych płynnych matów. Zużyłam do końca, co jest najlepszą rekomendacją.

Wyskrobałam też do dna prasowany transparentny puder Artdeco w kooperacji z Claudią Schiffer – No Colour Setting Powder. Byłam zachwycona jego gładkością (szczególnie pod palcami dawał niesamowite wrażenie), delikatnie też rozświetlał, a może bardziej zmiękczał rysy, jak to mawiają, bo typowego rozświetlenia nie dawał, tylko ładnie odbijał światło. Porządnie wykonane opakowanie z lusterkiem dodatkowo umilało wspólny czas. Nie miał właściwości matujących, ale też nie obciążał skóry, tylko otulał ją delikatnym woalem. Z wiekiem takie lekkie kosmetyki coraz bardziej mi się podobają. Myślę, że bardzo dobrze sprawdziłby się na dojrzałej cerze. Jakby co, właśnie jest w Douglasie za pół ceny (89,90 zł).

Pozostałe makijażowe zużycia to: ulubiony żel do brwi Benefit Gimme Brow w odcieniu 3 /recenzja/, nieco za twarda, ale za to trwała i niełuszcząca się gąbka do makijażu Donegal oraz maciupki korektor(ek?) Golden Rose So Cute Liquid Concealer w jasnym, neutralnym odcieniu 04. Sprawdził się w kosmetyczce wyjazdowo-sportowej, pod oczami (nie wchodził w zmarszczki, nie ciemniał), dawał niewielkie krycie, więc pasował do delikatnego makijażu, robionego w 5 minut na kolanie i bez porządnego oświetlenia. Niezła opcja za 6 złotych.


To tyle w dzisiejszym odcinku. Wy też używajcie, zużywajcie i nie róbcie głupkowatych zakupów, bo szkoda kasy i miejsca w szufladach. Niezmiennie trzymam kciuki za nasze mądre zakupowe decyzje!

27 komentarzy:

  1. Sporo udało Ci się zużyć, nie miałam żadnego z tych produktów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co miesiąc dziwię się, że tyle opakowań w torbie czeka!

      Usuń
  2. Zdrówka Miśki :-) Najgorszy czas na chorowanie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilka produktów z Twojego denka znam i lubię, np to masło z TBS - mam jeszcze pełnowymiarową sztukę (bo oszczędzam, gdyż to była limitowana edycja), po prostu cudnie pachnie :D
    Kochana, masz rację, jak się ma mniej, to się łatwiej i szybciej zużywa, także do tego dążymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie widziałam pełnowymiarowych w sprzedaży, tylko maluchy!

      Usuń
  4. Masło do ciała z the body shop brzmi cudownie! Muszę po nie sięgnąć :)

    https://redamancyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie też poszło tego sporo, aż sie zdziwiłam że tak potrafie w jeden miesiąc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie zawsze mówię: nie no, w następnym miesiącu nie uzbieram denka, już naprawdę nie ma z czego! A potem bam, sypią się pustaki jeden za drugim :)

      Usuń
  6. Dużo udało Ci się zużyć :) O dziwo nic z Twojego denka nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przyjemnością sięgnęłabym po Berry Bon Bon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tylko było to możliwe... niestety, limitka.

      Usuń
  8. golden rose 04 byl jasny? co oni zrobili z tymi oznaczeniami:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy 04 nie jest najjaśniejszy :). Wygląda, jakby później go dołożyli, bo na swatchach 01 to jasny beż, ale z różowymi podtonami.

      Usuń
  9. Bardzo fajne zużycia :) sporo tych kosmetyków mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak Gimme Brow może być ulubionym żelem do brwi?! A używałaś jakichkolwiek innych? On w ogóle nie trzyma włosów przecież :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dosyć miękkie, nieuciekające – może to dlatego? Lubię go jako szybki poprawiacz stanu brwi, kiedy nie wyglądają jeszcze koszmarnie i nie lubię, jak żel zastyga na beton – za dużo gmeram przy twarzy i zawsze mnie złości taka nienaturalna skorupa ;).

      Usuń
  11. O, tak, różę z TBS nawet ja lubię. ;) Ciekawi mnie ten korektor GR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 04 jest chyba najjaśniejszy :). To nie jest żadna wielka rewelacja, ale czasem człowiek potrzebuje lekkiego krycia!

      Usuń
  12. O, ja też polubiłam się z bazą Burberry 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiście zdrówka Wam życzę 😘

      Usuń
    2. Dziękujemy :). Teraz ostatni w kolejce mąż sobie choruje. Już naprawdę wystarczy!

      Usuń
  13. Spore denko. Nie znałam ani jednego z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  14. też używam tego nawilżacza w sprayu do stóp, jest świetny

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger