01.03.2019

Agata Konsumuje Kulturę [1]: medycznie, serialowo, książkowo

A wiecie, tak sobie pomyślałam, że znamy się długo, więc może by tak trochę o kulturze? Nic wielkiego, po prostu od czasu do czasu będę dzielić się z Wami tym, co czytam, oglądam, odkrywam. Jeśli dobre, jeśli złe, albo jeśli nijakie. Co Wy na to?

Bo tak naprawdę to trochę już jestem zmęczona tymi kosmetykami. Stąd moja mała aktywność na blogu. Absolutnie nie planuję przestawać o nich pisać, ale potrzebuję oddechu. Innych tematów. Poza tym dawno temu zmieniłam nastawienie do tego całego beauty-szaleństwa, a niedawno przypieczętowałam zmiany w głowie zmianami w szufladach. Poleciało mnóstwo staroci, puściłam w świat wiele rzeczy, które – wciąż w dacie ważności – leżały nieużywane. Opowiem Wam o tym innym razem. Dziś czas zajrzeć do mojego Kindle'a i pogrzebać w netfliksowej historii.


Zupełnie przypadkiem początek roku okazał się czasem lektury... medycznej! Może to chwila oddechu po ośmiu tomach serii o Chyłce? :). Jeśli o Remigiusza Mroza chodzi, to oczywiście seria o dzielnych prawnikach wciąga niczym odkurzacz rozsypany cukier, ale strasznie to wszystko tandetne. Każdy kolejny tom bardziej, a przy czytaniu ostatniego (Chyłka bez żadnego przygotowania i w zupełnie gównianej kondycji wspina się na Annapurnę, no spoko) czułam autentyczne zażenowanie. Medycyna jest dla odmiany jak najbardziej prawdziwa i z przyjemnością poczytałam o sprawach realnie nadzwyczajnych.


„Człowiek na ba(k)terie” Margit Kossobudzkiej to wyborna książka na modny ostatnio temat: jak wielki wpływ na nasze zdrowie ma flora bakteryjna w jelitach. Czytałam już o tym w „Food Pharmacy”, a kilka lat temu ten wątek poruszyła Mary Roach w ciekawej książce „Gastrofaza. Przygody w układzie pokarmowym”. U Margit Kossobudzkiej znajdziecie wywiady z tęgimi głowami polskiej medycyny, z których naprawdę wiele można się dowiedzieć. To, że dobre bakterie są na wagę złota, wiem od dawna, ale że ratunkiem dla złej flory może być procedura przeszczepiania do żołądka tej dobrej z czyjegoś perfekcyjnie zasiedlonego jelita grubego? Przy okazji: spróbujcie sobie wyobrazić, jak to się robi...
Wiele w „Człowieku na ba(k)terie” medycznych ciekawostek i wreszcie gdzieś został poruszony ważny dla mnie wątek sensowności zażywania probiotyków. Wciąż nie wiem wszystkiego, ale przynajmniej dowiedziałam się, że i medycyna nie wie, bo ta jej gałąź wciąż jest naukową świeżynką i dużo tam jeszcze do odkrycia.

Margit Kossobudzka, Człowiek na ba(k)terie,
Wydawnictwo Agora 2018



Po nagłej śmierci ginekologa, prof. Romualda Dębskiego, w księgarni Woblink.com wyskoczyła w mocno promocyjnej cenie (a to niespodzianka!) książka „Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek”, będąca wywiadem-rzeką dziennikarki Magdaleny Rigamonti z Romualdem Dębskim i jego żoną Marzeną Dębską.

Od dawna z wielkim szacunkiem przyglądałam się pracy profesora i naprawdę nie mogłam już słuchać, że ten wybitny lekarz to aborter, morderca, wcielone zło. W Szpitalu Bielańskim na co dzień dzieją się prawdziwe ludzkie dramaty, ale i medyczne cuda – trafiają tam najtrudniejsze przypadki z całej Polski, których leczenia nikt inny nie chce się podjąć. Siłą rzeczy obok walki o życie musi pojawić się temat śmierci (przypomnijmy jeszcze: wciąż zgodnej z prawem i będącej zarówno dla matek, jak i lekarzy absolutną ostatecznością – w tym ani żadnym innym polskim szpitalu nie wykonuje się aborcji z innego powodu niż wady letalne i w każdym przypadku decyzja należy kobiety, a nie lekarza).

Mimo śmierci profesora Dębskiego, w Bielańskim wciąż pracuje sztab godnych zaufania, wąsko wyspecjalizowanych ginekologów, a wśród nich Marzena Dębska – specjalistka od USG prenatalnego, która nie tylko wykrywa trudne do namierzenia wady płodu, ale też potrafi część z nich naprawić (np. zrobić ratującą życie dziecka, wewnątrzmaciczną transfuzję krwi!). Jest wrażliwą, ludzką lekarką o ogromnej wiedzy, którą – podobnie jak profesora – chętnie spotkałabym na swej drodze, kiedy przerażona, z niewykrytym, śmiertelnie niebezpiecznym zespołem HELLP, leżałam w szpitalu zarządzanym przez... profesora Chazana.
Tak samo wrażliwym i niesamowitym lekarzem jak Marzena Dębska, był Romuald Dębski, co może potwierdzić ogromna rzesza kobiet, których dzieci w Szpitalu Bielańskim zostały przez niego uratowane. „Bez znieczulenia” to książka nie tylko o medycynie, ale też o miłości, pasji i oddaniu. Po lekturze jest mi jeszcze bardziej przykro, że profesora nie ma już z nami i polecam ją wszystkim, którzy na podstawie zasłyszanych opinii przyjmują jako pewnik krzywdzący obraz lekarza, zajmującego się na co dzień leczeniem i ratowaniem nienarodzonych dzieci.

Magdalena Rigamonti: Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek
Wydawnictwo Naukowe PWN 2014






Pozostańmy jeszcze na chwilę przy temacie ginekologii. Po przygnębiającym spotkaniu z profesorem z zaświatów, książka, którą czytam obecnie, czyli „Ginekolodzy” Jürgena Thorwalda, wydaje się być niemalże literaturą komediową, choć opowiada o kobietach, którym zdecydowanie nie było do śmiechu. To historia światowej ginekologii, pełna nie-do-wiary-smaczków, przy której co chwilę krzyczę w myślach: „One przeżyły w tym syfie? Niemożliwe!”. Naprawdę trudno uwierzyć, że jeszcze w połowie XIX wieku chirurdzy kroili kobiety na żywca i wyciągali z ich trzewi kilkunastokilogramowe cysty brudnymi rękami, w surducie. Albo że badanie ginekologiczne odbywało się po omacku, pod kołdrą, a pacjentki były w pełni odziane. Po skończeniu lektury „Ginekologów” z pewnością jeszcze czulej pomyślę o lekarskim fartuchu, rękawiczkach i całej, pachnącej środkami do dezynfekcji, współczesnej medycynie.


A propos książek: serial „You”, którego pierwszy sezon można obejrzeć na platformie Netflix, toczy się między innymi w magicznie wyglądającej nowojorskiej księgarni, a jej głównym bohaterem jest wielbiciel literatury i księgarz, niejaki Joe Goldberg. Dałam mu szansę jednym przypadkowym kliknięciem, bo zobaczyłam w miniaturze znajomą gębę z „Gossip Girl”. Czy było warto? Trudno powiedzieć. 


„You” to kolejna, po moim ulubionym „Dexterze”, wariacja na temat mordercy, którego da się lubić, choć – w przeciwieństwie do Dextera – z polubieniem bohatera granego przez Penna Badgleya miałam niemały problem. W ogóle w całym serialu nie ma chyba ani jednej postaci, która zasługiwałaby na sympatię, a trzeba Wam wiedzieć, że lubię nie lubić (vide: świat przedstawiony u Franza Kafki, mdłe postaci zatopione w beznadziejnym, niepokojącym świecie schizów Philipa K. Dicka).

Joe to zakochany stalker, który swoje mordercze zapędy tłumaczy sobie miłością do po stokroć infantylnej wannabe-pisarki Beck (Elizabeth Lail). Nie przekonali mnie ani główny bohater, ani jego ukochana, ani nawet ludzie drugiego planu. Wszyscy są do bólu niedojrzali, przewidywalni i płasko nakreśleni. Ogólny flow jest niezły, oglądało się całkiem fajnie, ale wolę nieco mniej sztampowe postaci niż: „ta zła, zazdrosna przyjaciółka”, „ten bystry detektyw”, „ta głupiutka, śliczna blondyna”.

Za to miło pogapić się na przebitki z Nowego Jorku i na głupawą Beck, która wizualnie jest skrzyżowaniem Amber Heard z Maffashion. Satysfakcjonujące.

* * *

Przy okazji nowo powstałego kulturalnego kącika bardzo bym chciała, żebyście dzielili się ze mną tym, co Was ostatnio urzekło lub totalnie rozczarowało. Kategoria dowolna. Ja chętnie podzielę się też np. moimi ulubionymi albumami ze sztuką, tylko... czy to Was w ogóle interesuje?

24 komentarze:

  1. Ja teraz czytam "Czasy secondhand" Swietlany Aleksijewicz, książka wypożyczona z biblioteki. W ogóle jestem mile zaskoczona ofertą mojej niewyróżniającej się miejskiej biblioteki i nie kupiłam żadnej książki chyba od września zeszłego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o tej książce, zaraz odpalę LubimyCzytać :). Ja już prawie nie sięgam po papier, a większość książek z naszych zbiorów przekazałam do biblioteki niedaleko domu. Pomyślałam sobie, że to najlepsza opcja – niech inni się nimi cieszą, a jak będę miała ochotę wrócić do którejś z moich lektur, mam blisko!

      Usuń
  2. „You” obejrzałam z przyjemnością, ale bardziej na zasadzie - O, coś miłego do odmóżdżenia :D Natomiast kwestia SM została pokazana bezlitośnie, co wcale nie jest takie zabawne gdy patrzę na własne grono znajomych.

    Aktualnie czytam historyczną powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk "Fortuna i namiętności" polecaną przez Kingę na Insta i przepadłam :D Genialnie się czyta <3 Bardzo też mi się podobała Julian Barnes "The Only Story". Zaczęłam też czytać "Władcy Polski" i "Kamerdyner".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dobrze powiedziane: bezlitośnie pokazano, co ludzie wyprawiają w social mediach, chociaż autorzy „You” mogli jeszcze lepiej wykorzystać potencjal namierzania ludzi na żywo – może w drugim sezonie? :)

      A do powieści historycznych zawsze ktoś mnie musi przekonać – nigdy sama nie mam na nie ochoty. Też czytałam ten opis Kingi i zwrócił moją uwagę. Kto wie, kto wie, może zabiorę się w tym roku!

      Lubisz czytać kilka książek naraz? Ja kiedyś tylko tak czytałam! :) Ale współcześnie na czytniku mam maksymalnie dwie naraz otwarte – jedną fabularną, jedną nie, bo zbyt szybko zasypiam i zbyt łatwo gubię wątek... ;).

      Usuń
    2. Tak, tego także mi zabrakło ale być może zostanie to wykorzystane w kolejnym sezonie.

      Mnie tego typu tematyka pociągała jak miałam naście lat :D wtedy "połykałam" dosłownie książki, które poruszały tematykę średniowiecznej Anglii, Szkocji. Jednak opis Kingi pozostał mi w głowie i pomyślałam, że trzeba mi teraz czegoś lekkiego a zarazem ciekawego. To był dobry wybór i co więcej, żałuję że już niebawem zakończę czytanie drugiej części.

      Kiedyś tylko tak czytałam, bo i czasu było więcej :D Za to odkąd pokochałam Kindle'a, to "dokarmiam" go regularnie i tworzę wirtualną półkę. Z reguły mam kilka pozycji w trakcie czytania, uzależnione od warunków/czasu i okoliczności. To jest kolejny atut czytnika, mogę go zabrać wszędzie i korzystać kiedy tylko mam ochotę oraz możliwość. Wiadomo, jeżeli nie jest to beletrystyka, to zaczynam i kończę w jednym tempie. Za to powieści, biografie, pamiętniki, wywiady itd. lubię dopasowywać do nastroju. Bywa też, że dana seria/tematyka pochłonie mnie całkowicie i przez kilka tygodni czytam tylko to.

      Usuń
    3. Kindle to jeden z najlepszych wynalazków, jakie wymyśliła ludzkość! Uwielbiam od wersji z klawiaturą i nie wyobrażam sobie innego regularnego czytania. Po pierwsze: wspomniane przez Ciebie tworzenie biblioteczki, a po drugie ta wygoda w każdej możliwej pozycji :). Najbardziej mi jej brakowało przy czytaniu papieru. No i czytanie po ciemku :)).

      Natchnęłaś mnie z tym czytaniem kilku rzeczy naraz – brakuje mi ostatnio wciągającej fabuły, czas rozpocząć coś nowego ;). Ja, jeśli chodzi o gatunki, miksuję w zależności od nastroju. Zawsze mi mało dobrej fabuły, ale i tak ciągle sięgam po literaturę niezmyśloną ;).

      Usuń
  3. Ja You nie zaczełam nawet ... :D Skończyłam Sex Education i mam w planach Russian Doll ale zobaczę :D

    Ja teraz czytam coś o niemieckich lekarza z obozów i ciężko przez to przejść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle jestem w tyle ze współczesnymi serialami! Byłam na bieżąco z 5-7 lat temu, a teraz cała lista niedotkniętych. A literatura obozowa to coś, czego naczytałam się tyle, że już musiałam odłożyć na dłuższy czas, bo mnie przygniotły te wszystkie szokujące historie. Ale to jednak fascynujący temat w ujęciu psychologii jednostki i socjologii tłumu.

      Usuń
  4. Bardzo mi się podobali Ginekolodzy :) jak już zapewne wiesz nie przepadam za netfixowymi serialami ale jeśli porównujesz do Dextera - to musi być dobre ;)
    Czytam teraz - Od jutra dieta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, nie doczytałam ...włączyłam sobie i yyy :) Dexterka bardzo, bardzo lubiłam. Często jak siedzę za długo w wannie, to mi się przypomina ta scena WIESZ KTÓRA ;)

      Usuń
    2. No tak, jednak Joe to nie Dexter, ale już to wiesz :D
      I jak możesz myśleć o tych hardkorach w wannie, zamiast się w niej relaksować ;).

      Usuń
    3. Nigdy nie mówiłam, że jestem normalna :))

      Usuń
  5. Oglądałam You i w sumie.. mam podobne zdanie co Ty :) Nie należę na pewno do fanów tej produkcji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie wyobrażam sobie, żeby ten serial mógł zebrać jakichkolwiek stałych fanów hehe. Raczej ciekawostka do zaliczenia :). Ale wciąga jednak prawdziwie!

      Usuń
  6. jestem bardzo za kącikiem kulturalnym na blogu!

    co ostatnio przeczytałam, wiesz. wrzuciłam na insta ;)muszę przeczytać "Bez znieczulenia"

    z filmów obejrzałam ostatnio "To" i "Chłopca w pasiastej piżamie". Tak apropos moich ostatnich lektur :D teraz czytam "W domu innego" pani R. Brooks, bo w UK wczoraj wszedł do kin film na podstawie tej książki ("Aftermath"). A że gra w nim Alexander Skarsgard oraz Keira Knightley, muszę go obejrzeć! ale najpierw książka. zaczęłam też czytać "Archipelag GUŁag" Sołżenicyna, ale tę lekturę muszę sobie dawkować małymi porcjami, ciężkie tematy...

    z seriali strasznie wkręciłam się w "Discovery of Witches", ma świetny klimat i motywy, które uwielbiam (magia, czarownice, wampiry, demony). czekam na drugi sezon. oglądam też "Siren" (właśnie dawkują nam co tydzień odcinki drugiego sezonu), o syrenach, ale nie takich jak z małej syrenki, tylko takich dzikich, wojowniczych <3 skończyłam też drugi sezon "The gifted". tak, tak, fantasy to mój konik :D a dla pośmiania się i odmóżdżenia oglądam "Modern Family". genialny serial i nic nie traci ze swojej atmosfery wraz z kolejnymi sezonami.

    uff, to się rozpisałam. rozpatrywałam "You", ale coś mi pod skórą mówi, że by mi się nie podobało. jakiś czas temu przecież wszyscy zachwalali "Bird Box", a dla mnie to straszny gniot był i strata czasu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga :) jeżeli zachwycasz się serialem "Discovery of Witches", to gorąco zachęcam do przeczytania całej sagi autorstwa Deborah Harkness. Mnie się co prawda książki o wiele bardziej podobają, ale to pewnie dlatego że całość poznałam długo przed serialem. Mimo to uważam, że serial ma potencjał i obsada jest dobrze dobrana.

      "Siren" także mi się podoba, ale o wiele bardziej pochłonął mnie "Tidelands" który jest na Netflixie. Ciekawsza historia, z polskim akcentem bo w jedną z ról wcielił się Jacek Koman (którego swoją drogą bardzo lubię) i do tego MUZYKA - mistrzostwo <3

      Usuń
    2. mam już trylogię na kindle, jak tylko zobaczyłam, że serial powstał na podstawie książek :) niedługo zabieram się za czytanie :)

      i dzięki za serialową polecajkę - na pewno obczaję!

      Usuń
    3. Cieszę się, Kingo, że chcesz czytać o moim poborze kultury :D
      I bardzo sobie chwalę Twoje książkowe opowieści na insta – ile można o kosmetykach! ;). U mnie „Archipelag GUŁag” wisi na liście „do przeczytania” chyba od 10 lat, ale jakoś nigdy nie mogę się zebrać. Czytałam za to Sołżenicyna „Oddział chorych na raka” – polecam, ale to też oczywiście nie jest relaksująca lektura...

      I w ogóle nie słyszałam o „Discovery of Witches”!!! A przecież temat jak najbardziej mój :)
      „You” sobie daruj.

      Usuń
  7. Jestem w trakcie oglądania "You" i przeraża mnie pustostan w głowach bohaterów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie zmieni w tej sprawie do samego końca :D

      Usuń
  8. Serial YOU mam juz na swojej liscie do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej się nie zachwycisz, ale przynajmniej wciąga ;)

      Usuń
  9. Myślę, że po „Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek” na pewno sięgnę. Medyczne tematy są mi prywatnie bardzo bliskie i chętnie sięgnam po książki z tym wątkiem. Dodatkowo jest to literatura faktu, czyli to co lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger