20.10.2019

3 x NIE: Balea | The Body Shop | Ministerstwo Dobrego Mydła

Dawno nie było serii, w której wyrażam swoją dezaprobatę. Naprawdę wolałabym tylko aprobować, ale czasem o to ciężko, kiedy zawodzą składy, formuły lub zapachy. I nie, to nie jest wpis o bublach, tylko o... osobistych niewypałach.


Bubel to coś beznadziejnego wskroś, a ja dziś mam tu zaledwie jeden kosmetyk, którego nie radziłabym dotykać nikomu, ale pewnie znajdą się i tacy, którym krzywdy nie zrobi, a nawet zachwyci konsystencją i zapachem.

Proszę, oto pierwszy nie-bubel:

Balea żel pod prysznic Soft-Ol Dusche recenzja

Balea, Soft-Öl Dusche – wrzuciłam go do tego zbioru, ponieważ uwielbiam żele pod prysznic Balea, a ten wariant zdecydowanie odstaje jakością od (zazwyczaj) mocnej reszty. Etykiety tej marki zawsze cieszą moje oko, lubię idealną konsystencję żelów z DM-u i niską cenę. Kompozycje zapachowe w najgorszym razie są przeciętne, a w najlepszym – nie mogę oderwać nosa od butelki i tylko złorzeczę w trakcie nacierania cielska, że Balea tak często wycofuje swoje produkty i nie sposób zaprzyjaźnić się z konkretnym ulubieńcem na dłużej. Wszystkie żele kupuję w ciemno, bo nie czynię drugiemu, co mnie samej niemiłe, więc w trakcie wycieczki do DM, nigdy nie otwieram opakowań w celu powąchania. Zresztą ufam producentowi na tyle, że wiem, że najgorsze, co mnie spotka, to... nic nadzwyczajnego.


Wariant do suchej skóry z kompleksem olejków kupiłam w zeszłe wakacje i przeznaczyłam na chłodne miesiące. Otworzyłam go kilka tygodni temu i aż do teraz, za każdym razem gdy próbuję się nim umyć, zaliczam cofkę. Pudrowy, przytłaczający aromat jest nie do zniesienia! Pewnie gdybym wsadziła nos do butelki w sklepie, niewiele by to dało, bo prawdziwie pro-rzygowa magia dzieje się po namydleniu ciała. Aromat, który pierwotnie miałby jeszcze jakąś szansę się obronić, rozwija się w dusznym, wilgotnym podprysznicowym środowisku w sposób absolutnie nieznośny dla mojego nosa. I mówię to ja: miłośniczka oryginalnego zapachu suchego olejku do ciała Nuxe. Wiem, że zapach to kwestia bardzo indywidualna, ale uprzedzam: jeśli szukacie niewysuszającego żelu pod prysznic, a macie wrażliwy nos, lepiej nie ryzykować. Inna sprawa, że sam właściwości żelu nie różnią się od zwykłych, bezolejowych wersji. Żel nie wysusza skóry, ale i tak w sezonie grzewczym nawilżanie będzie niezbędne. Nic dziwnego – oleje występują w drugiej połowie składu, a więc nie jest to prawdziwy żel-olejek pod prysznic, tylko zwykły, drogeryjny żel, udający coś lepszego.


The Body Shop, Drops of Youth, Youth Cream review INCI

The Body Shop, Drops Of Youth, Youth Cream – tego kremu na pewno sama bym nie kupiła po zerknięciu na skład, ale znalazłam jego pełnowymiarową wersję w zeszłorocznym kalendarzu adwentowym. Właściwie nie rozumiem, o co chodzi w kalendarzach adwentowych – myślałam, że za kupę siana, jaką trzeba na nie wydać, dostaje się same hity, dzięki czemu można trafić na swojego przyszłego ulubieńca, a tym samym związać się z marką na kolejne lata. Tak przynajmniej być powinno, a tymczasem jednym z ważniejszych (droższych) kosmetyków w najdroższej wersji kalendarza TBS z 2018 roku był krem do twarzy Drops Of Youth, mający działanie nawilżające i przeciwdziałający pierwszym oznakom starzenia. Zdecydowanie nie mogę go Wam polecić.

Konsystencję ma lekką, sorbetową i bardzo przypomina niektóre kosmetyki koreańskie. Słoiczek porządny, ciężki i miły dla oka, a kompozycja zapachowa świeża. Wszystko pięknie, tylko że ta świeżość podszyta jest... intensywnym aromatem weselnej imprezy. Rzut oka na skład i wszystko jasne: woda, silikon, gliceryna, alkohol denaturowany. Aha, zaraz po alkoholu jest mikroplastik. To tak na marginesie. Ten krem NIE MOŻE działać. Alkohol przykryty jest szczelnie silikonową powłoczką, skóra się dusi i... produkuje łój na potęgę. Moja tak właśnie robiła, zarówno latem, jak i poza upałami, a ja świeciłam się już po godzinie. Poza tym Drops Of Youth nieprzyjemnie się nosi. Mimo lekkiej konsystencji, cały dzień czuć go na skórze – krem tworzy wyraźnie wyczuwalny film, który sprawia, że mam ochotę zmyć makijaż, wyszorować się mydłem węglowym i poprawić peelingiem. Nawet jeśli nie boicie się alkoholu w produktach do twarzy i Dimethicone Wam niestraszny, naprawdę warto rozejrzeć się za czymś innym, szczególnie że za 50 ml producent życzy sobie prawie 100 złotych. PS Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam kosmetyk, który w INCI, po magicznym zaklęciu: Limonene, Citronellol i Linalool, miałby jeszcze kilka ekstraktów i drogocenny olej ;).

Ministerstwo Dobrego Mydła bananowy sztyft recenzja

Nie do wiary, że znowu wybrałam banany. Po tych nieskończenie wielu miesiącach z bananową pianką do mycia twarzy od It's Skin i przy zapasie bananowych maseł do ciała z The Body Shopu, w niezrozumiały dla mnie sposób w koszyku wylądował kolejny banan pod postacią balsamu w sztyfcie od Ministerstwa Dobrego Mydła. Zapewne znajdzie on swoich adoratorów, ale ja – mimo niewątpliwej słabości do bananowych kosmetyków – nie polubiłam tego sztyftu. Dlaczego? Bo nie ma żadnej przewagi nad tradycyjną, kremową konkurencją, a poza tym ta wersja banana jakoś mnie nie urzekła – jest zbyt blisko aromatu balonówki.

Sztyft jest zbity, wręcz twardy, nie łamie się, jest odpowiednio duży, żeby móc wysmarować suche łokcie, kolana czy inne większe przestrzenie, ale... no nie wiem, nic nie przemawia na jego korzyść. Skóra jest po nim delikatnie się lepi, jak po maśle shea bez dodatków (brrr, nie lubię go solo), nie bardzo da się to rozsmarować, podobnie jak nie idzie rozetrzeć tego balsamu w dłoniach i w ten sposób przenieść na skórę. Jest tłusty i wierzę, że poradzi sobie z suchymi miejscami, jak będzie do tego potrzebny, ale podobną sztukę potrafią inne, milsze w obsłudze kosmetyki, więc te 75 gramów za 56 złotych to raczej zbytek. Chyba tego nie przemyślałam.

INCI: Theobroma Cacao Seed Butter, Shorea Stenoptera Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Helianthus Annuus Seed Oil, Olus Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Helianthus Annuus Seed Wax, Oryza Sativa Bran Wax, Rhus Succedanea Fruit Wax, Musa Paradisiaca (Banana) Fruit Extract, Parfum, Squalane, Tocopherol, Beta-Carotene, Ascorbyl Palmitate, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene.

29 komentarzy:

  1. Pro-rzygowa magia mnie rozłożyła na łopatki ;) PS. Też akurat męczę bananową piankę It's Skin, a w zapasie mam bananowe masło TBS :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masło TBS pachnie bosko i fajnie nawilża! ale pianka to było wyzwanie... i cóż za wydajność :D

      Usuń
  2. Ja nie wiem komu służą tak paskudne kremy jak ten z TBS...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem, szczególnie że tyle innych świetnych na rynku!

      Usuń
  3. W tym roku czaisz się na jakieś kalendarze adwentowe? Kupiłam lookfantastic i jest ekstra, ale zastanawiam się nad jeszcze jakimś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba odpuszczę. Zabawa przednia, ale dobrze mi z kosmetykami, które sama kupuję :).

      Usuń
  4. W kalendarzach czasem trafi się coś super, innym razem odwrotnie;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że co roku będę nabywać jakiś kalendarz, ale... chyba jakoś mi przeszło :)

      Usuń
  5. Dobrze wiedzieć :) Jak ja nie lubię takich niespodzianek, dlatego unikam wszelkich niespodzianko pudełek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet miałabym w tym roku ochotę, ale potem sobie myślę, jak bardzo to się jednak nie opłaca, i już mi przechodzi... :)

      Usuń
  6. Nie miałam żadnego z twoich produktów. Mam też kilka takich bubli z którymi nie wiem co zrobić...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam żadnego z tych produktów. Żele Balea lubię, ten na pewno będę omijać szerokim łukiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię Baleę, dobrze, że mam jeszcze jedną pysznie pachnącą butelkę w zapasie :)

      Usuń
  8. Ojojoj Po proekologicznej marcejak jest The Body Shop spodziewałabym się o wiele więcej. Wstyd !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, też jestem rozczarowana tym beznadziejnym składem w TBS. Co prawda ich kosmetyki nigdy nawet nie stały koło naturalnych, ale ten krem brzmi jak największy pielęgnacyjny koszmar, a przecież to taka fajnie sprzedająca swoją filozofię marka.

      Usuń
  9. Oj dobrze wiedziec o tych bublach, dla mnie ten Balea rowniez okazal sie nieudany, a na tan krem mialam swego czasu ochote ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz widzę negatywną opinię o tym sztyfcie z MDM. Nigdy się nie skusiłam na tą formę kosmetyku, bo podejrzewałam właśnie, że może być ciężka do użytkowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest całkiem beznadziejny kosmetyk, ale nie ma żadnej przewagi nad zwykłym kremem, dlatego uznałam go za bezsensowny.

      Usuń
  11. Kochana, nie bylam u Ciebie 100 lat... Stworzylas bardzo etetyczny i przejzysty zakatek kosmetyczny wow :)
    A to mnie Balea zaskoczylas - myslalam, ze u nich to wszystlo cud, miod i malyna ;)
    I te piekne dodatki na zdjeciach...
    Dziekuje za wizyte na fitwyspie i zapraszam czesciej:D

    Ps. Bylam wczesniej, jak pewnie xauwazylas ;), ale nie mialam smialosci pisac - myslala, ze mnie juz nie bedziesz kojarzyc, a tu cudna niespodzianka - dziekuje ❤🙏😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Patrycjo, tak mi miło i... przecież nigdy nie przestałam Cię kojarzyć! ;) <3 <3 <3
      Cieszę się, że zajrzałaś :) a na Fitwyspę chętnie będę wpadać :).

      Usuń
  12. Ps. Przepraszam za literowki i nie zwracaj uwagi na profil, z ktorego pisalam, tez omylkowo mi sie kliknal bo klikam z telefonu...
    Caluje ��

    OdpowiedzUsuń
  13. Theobroma Cacao Seed Butter jest uzywane w czopkach, bardzo dobrze toleruje ten składnik nasze ciało ale niestety jest cholernie tłuste. Swego czasu sporo się nakręciłam czopków i sporo tego przerobilam. Także jeśli jest na pierwszym miejscu to faktycznie może być ciężko jeśli smarować nim skórę ;) Na balea czekam moze sie doczekam dostawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. no, no, ten krem z TBS to naprawdę jakiś koszmarek :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? W naszych czasach w takiej firmie taki skład...

      Usuń
  15. a ja nie znam żadnego, ale taen balsam w sztyfcie mnie zadziwia ;O!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger